Miesięcznik Dzikie Życie

5/143 2006 Maj 2006

Wieści ze świata

Rejestracja substancji chemicznych – legislacja REACH

Niedawno zakończony długi maraton legislacyjny, czyli pakiet REACH (rejestracja, ocena i zatwierdzanie produktów chemicznych), był próbą pogodzenia interesów przemysłu chemicznego z interesami ochrony środowiska i zdrowia. Projekt rozporządzenia ws. rejestracji, oceny i zatwierdzania produktów chemicznych był jednym z największych i najbardziej złożonych aktów prawnych, nad którymi pracował Parlament Europejski. Szeroki zakres pakietu legislacyjnego powodował, że dotykał on wielu zagadnień społecznych i ekonomicznych, takich jak ochrona środowiska, zdrowie obywateli, konkurencyjność przemysłu, warunki pracy i ochrona pracowników. Na rynku europejskim zastosowanie znajduje ponad 100 tys. rozmaitych substancji chemicznych.

Fot. Andrzej Śliwiński

Fot. Andrzej Śliwiński

Powstanie REACH poprzedziło 5 lat konsultacji i żmudnych badań. Jedna sprawa od początku nie wzbudzała wątpliwości – harmonizacja rynku substancji chemicznych była bardzo potrzebna. Dochodziło bowiem do sytuacji, gdzie składniki, z których produkowano coś w jednym kraju, były inaczej zarejestrowane lub nawet zakazane w innym kraju. Wszystko to razem tworzyło bałagan prawny nie do ogarnięcia. Piętrzyły się przeszkody administracyjne. Zbyt restrykcyjne prawo mogło nadmiernie obciążyć małych i średnich przedsiębiorców z branży chemicznej, których nie byłoby stać na opłacenie drogich procedur rejestracji chemikaliów. Zbyt liberalne prawo działa na niekorzyść środowiska naturalnego. W kampanię na rzecz zaostrzenia przepisów dotyczących rejestrowania i użycia substancji chemicznych bardzo licznie włączyły się organizacje ekologiczne. REACH jest także wyrazem bardziej generalnych trendów, jakie obserwujemy w Unii Europejskiej – coraz większej integracji. Harmonizowanie prawa na coraz to nowych obszarach jest konsekwencją wcześniej podjętych decyzji. Jest także wyrazem istnienia wspólnych celów. Dbanie o środowisko naturalne jest priorytetem każdego z państw członkowskich UE.

W czasie tworzenia pakietu REACH, frakcja Zielonych w Parlamencie Europejskim zorganizowała ciekawą konferencję poświęconą zanieczyszczeniu wód. Grupa naukowców, którzy reprezentowali Norwegię, przedstawiła wyniki badań skażenia lodowca na północy ich terytorium. Śnieg w Norwegii zawierał spore ilości różnych substancji chemicznych. Przedstawienie tych badań miało uświadomić politykom, że kwestie środowiskowe są globalne ze swej natury. Przyroda bowiem nie stosuje się do podziałów administracyjnych i terytorialnych. Norwegia, choć nie jest członkiem Unii Europejskiej, mocno zabiegała za przyjęciem pakietu REACH.

(Portal Unii Europejskiej)

Biolodzy nie chcą zmian w amerykańskim prawie ochrony przyrody

Blisko 6 tysięcy biologów złożyło swój podpis pod listem do władz USA, w którym przestrzegają przed niekorzystnymi dla przyrody zmianami w Ustawie o zagrożonych gatunkach.

Ta ustanowiona w 1973 r. Ustawa (Endangered Species Act) jest podstawowym amerykańskim prawem chroniącym florę i faunę zagrożoną wyginięciem. Na podstawie tej ustawy w obronie ginących elementów ekosystemu mogą występować jednostki, grupy społeczne i organizacje, a ostateczne słowo należy do sądu. Sporo gatunków zwierząt i roślin ocalało w wyniku publicznych procesów lub petycji nawiązujących do Endangered Species Act. Wielu naukowców obawia się, że zmiany w Ustawie mogą zagrozić gatunkom chronionym od 1973 r.

Kontrowersyjna wersja budżetu, proponowana przez republikańskiego przewodniczącego Komisji Budżetowej, Richarda Pombo z Kalifornii, wzywa rząd federalny do skompensowania strat przedsiębiorcom w przypadku, gdy ochrona zagrożonych gatunków negatywnie wpłynie na realizację ich zamiarów gospodarczych. W projekcie zapowiadane jest również zniesienie ochrony siedlisk, ograniczającej rozwój inwestycji tam, gdzie zagrożone gatunki rozwijają się dobrze.

Biolodzy, którzy podpisali się pod listem, są pełni nadziei, że Senat nie wprowadzi w Ustawie poprawek, mogących przynieść zgubne skutki dla zagrożonych gatunków w USA i ich ochrony.

(The Environmental Magazine)

Wyciek na Alasce

W marcu doszło do wycieku niemal 260 tys. galonów ropy naftowej z rurociągu w rejonie North Slope w The Arctic National Wildlife Refuge (państwowym rezerwacie, stworzonym z myślą o ochronie przyrody na Alasce). Przyczyną wycieku była najprawdopodobniej awaria techniczna rurociągu o nazwie Trans Alaska Pipeline, którym jest transportowana ropa dla ExxonMobil, BP i ConocoPhillips. Plama ropy zajęła powierzchnię około 2 akrów zamarzniętej tundry w pobliżu Prudhoe Bay, najbardziej wysuniętego miejsca na północy kontynentu.

Aktywiści walczący o przyrodę Alaski są zadowoleni, że wyciek miał miejsce zimą, kiedy czyszczenie jest prostsze, a negatywne skutki dla środowiska mniejsze. Jednocześnie przypominają: „Nieistotne jak bardzo nowoczesne i bezpieczne technologie są stosowane w przemyśle naftowym, awarie się zdarzają” – mówi Eleanor Huffines z organizacji Wilderness Society.

Wyciek ropy może dać ekologom nowe argumenty w walce z planami administracji prezydenta Busha, która chce zwiększyć ilość odwiertów na Alasce.

(The Environmental Magazine)

McDonald's napędza niszczenie dżungli amazońskiej

Greenpeace ujawnił rolę, jaką McDonald's, największa na świecie sieć restauracji typu fast food, odgrywa w destrukcji lasów pierwotnych Amazonii.

W kwietniu br. Greenpeace rozpoczął kampanię, która ma na celu stawienie czoła kolejnemu niebezpieczeństwu, grożącemu dżungli amazońskiej. Na początku kwietnia organizacja ujawniła wyniki ponad rocznego śledztwa, które zaowocowało stworzeniem raportu „Eating up the Amazon”. Wykorzystano w nim zdjęcia satelitarne, zwiad lotniczy, nieujawnione wcześniej dokumenty rządowe oraz monitoring naziemny. Wszystko to, aby pokazać, w jaki sposób soja, uprawiana w miejscu wykarczowanej dżungli amazońskiej, związana jest z działalnością restauracji McDonald's w Europie.

Historia zaczyna się od trzech amerykańskich gigantów spożywczych: Archer Daniels Midland, Bunge i Cargill. Firmy te, kontrolując większość europejskiego rynku soi, przyczyniają się do niszczenia lasów pierwotnych. Uprawiają bowiem na ich terytorium soję, która jest następnie wykorzystywana na Starym Kontynencie jako pasza dla zwierząt. Cargill wiedzie tu niechlubny prym. Właśnie ta firma zbudowała nielegalny port w Amazonii, skąd eksportuje soję do swojego terminalu w Liverpoolu. Stamtąd ziarna trafiają do producenta żywności, należącej do Cargill firmy Sun Valley, gdzie karmi się nimi kurczaki, używane do przygotowania McNuggets, które następnie są dystrybuowane do restauracji McDonald?s w całej Europie.

Ponadto firma Cargill wchodzi w „szemrane” interesy z nieuczciwymi farmerami, którzy nielegalnie karczują lasy publiczne oraz tereny należące do rdzennej ludności, którą często wykorzystują jako niewolniczą siłę roboczą.

Niedawny raport opublikowany w magazynie naukowym „Nature” ostrzega, że 40% Amazonii zostanie bezpowrotnie utracone do roku 2050, jeśli utrzymają się obecne trendy rozwoju rolnictwa. Zagrozi to bioróżnorodności i poważnie przyczyni się do ocieplenia klimatu. Monokultury soi są także zależne od stosowania toksycznych chemikaliów. Coraz większy obszar zajmuje soja modyfikowana genetycznie.

(Greenpeace)

Opracowanie: Aleksandra Hebda, Monika Pietruczuk i RS