Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/150-151 2006/2007 Gru 2006 / Stycz 2007

Wieści ze świata

Opracowanie: Paulina Adamska, Radosław Szymczuk

Wyrok Komisji Europejskiej w sprawie autostrady w Portugalii

27 października br. zapadł wyrok w sprawie C-239/04 Komisja Europejska / Portugalia (tzw. sprawa Castro Verde). Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich podzielił argumentację Komisji Europejskiej, że realizując przedsięwzięcie polegające na budowie autostrady, której trasa przebiega przez obszar Natura 2000 Castro Verde, mimo negatywnej oceny jego oddziaływania na środowisko i nie wykazując braku rozwiązań alternatywnych w stosunku do wspomnianej trasy, Republika Portugalska uchybiła zobowiązaniom, które na niej ciążą na mocy art. 6 ust. 4 dyrektywy siedliskowej.

To bardzo znaczący wyrok choćby w kontekście sprawy rozbudowy kolei linowej na Kasprowy Wierch i budowy drogi szybkiego ruchu przez dolinę Rospudy.

Fot. Piotr Morawski

Przypomnijmy kulisy sprawy Castro Verde w Portugalii. W 1997 r. zaprojektowano autostradę, przecinającą obszar ważny dla ptaków. W 1999 r. został on wyznaczony jako obszar Natura 2000. Sporządzono ocenę oddziaływania na środowisko, która stwierdziła istotny wpływ inwestycji na ptaki. W ocenie przeanalizowano wiele wariantów przebiegu trasy, wszystkie jednak przecinały obszar Natura 2000. W 2001 r. wydano zezwolenie na realizację autostrady „w imię nadrzędnego interesu publicznego”, przewidując kompensację przyrodniczą. Autostrada została zbudowana i w lipcu 2001 r. otwarta.

Komisja zarzuciła Portugalii, że nie udowodniła braku rozwiązań alternatywnych, ponieważ nie przeanalizowała wariantów omijających obszar Natura 2000, które to rozwiązanie wydaje się możliwe po spojrzeniu na mapę.

Portugalia broniła się, że taka alternatywa nie była szczegółowo rozpatrywana, gdyż „powodowałaby istotne szkody społeczne, gospodarcze i ekologiczne, ponieważ dotykałby mieszkańców Conceiçao, Aivados i Estaçao de Ourique, jak również zlewnię zapory Monte da Rocha”. Trybunał podzielił jednak argumentację Komisji i orzekł: „W niniejszej sprawie pozostaje bezspornym, że władze portugalskie zbadały i odrzuciły wiele propozycji tras, które omijały miejscowości Alcarias, Conceiçao, Aivados i Estaçao de Ourique, ale które przebiegały przez zachodnią część SOO Castro Verde. Natomiast z akt sprawy nie wynika, by władze portugalskie zbadały trasy położone poza granicami wspomnianego obszaru i na zachód od przywołanych miejscowości, podczas gdy na podstawie informacji dostarczonych przez Komisję nie sposób było wykluczyć a priori, że przyjęcie tego rodzaju rozwiązań mogłoby odpowiadać rozwiązaniom alternatywnym w rozumieniu art. 6 ust. 4 dyrektywy siedliskowej, nawet jeśli, jak utrzymuje Republika Portugalska, mogły one powodować pewne trudności. Stąd też, nie badając tego rodzaju rozwiązania, władze portugalskie nie wykazały braku rozwiązań alternatywnych w rozumieniu wspomnianego przepisu. W tych okolicznościach należy stwierdzić, że realizując przedsięwzięcie polegające na budowie autostrady, której trasa przebiega przez SOO Castro Verde, mimo negatywnej oceny jego oddziaływania na środowisko i nie wykazując braku rozwiązań alternatywnych w stosunku do wspomnianej trasy, Republika Portugalska uchybiła zobowiązaniom, które na niej ciążą na mocy art. 6 ust. 4 dyrektywy siedliskowej”.

W uzasadnieniu decyzji Trybunał przypomniał także interpretację art. 6 Dyrektywy Siedliskowej, stwierdzając, że „zezwolenie na realizację planu lub przedsięwzięcia może zostać udzielone pod warunkiem, że właściwe władze krajowe uzyskają pewność, iż plan lub przedsięwzięcie nie będą miały negatywnych skutków dla terenu, których dotyczą. Ma to miejsce wówczas, gdy z naukowego punktu widzenia brak jest racjonalnych wątpliwości, że skutki takie nie wystąpią”. Zgodnie z zasadami funkcjonowania Unii Europejskiej, wyroki ETS stają się automatycznie z chwilą ich wejścia w życie częścią porządku prawnego państw członkowskich (tj. stają się regułami prawa, na które także w państwach członkowskich można powoływać się bezpośrednio).

W tym momencie niewiadome jest, co stanie się ze zbudowaną już autostradą.

(Klub Przyrodników)

Pierwsza ofiara islandzkich wielorybników

Pod koniec października br. Islandia złamała obowiązujące od 1986 r. międzynarodowe moratorium na komercyjne połowy wielorybów. Pierwszą ofiarą wielorybników padł mierzący 20 m długości finwal, upolowany 320 km na zachód od wyspy.

To gatunek uznawany za zagrożony, jednak Islandczycy twierdzą, że w ich wodach przybrzeżnych tych wielorybów nie brakuje. Rocznie chcą odławiać 9 finwali i 30 płetwali karłowatych. Moratorium wprowadziła 21 lat temu Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza, chcąc chronić zwierzęta zagrożone wyginięciem. Od dawna nie przestrzegają go Norwegowie. Na wieloryby polują także Japończycy, choć twierdzą, że w celach naukowych.

(„Gazeta Wyborcza”)

Udany powrót aligatora na Florydzie

Wcześniej skłusowana do niebezpiecznie niskiego poziomu i „wysiedlona” przez urbanizację, populacja aligatorów utrzymuje się obecnie w stanie Floryda na poziomie ok. 1 miliona osobników.

Wzrasta liczba tych zwierząt i spotykających ich ludzi. Dwie osoby zmarły po zaatakowaniu ich przez aligatory w tym roku. Przedtem odnotowano 18 ataków na Florydzie od 1948 r.

Boom populacji spowodowany jest większą ochroną, którą wdrożono w USA po tym, jak amerykański aligator został w 1987 r. wpisany na listę zwierząt zagrożonych.

W grudniu br., do władz stanowych na Florydzie ma wpłynąć wniosek o zwiększenie okresu polowań, obecnie wynoszącego 2,5 miesiąca w ciągu roku. Mieszkańcy stanu chcą także mieć zezwolenie na zabicie gada, jeśli będzie to konieczne. Obecnie muszą wnosić prośbę, by pozbyć się aligatora oraz wynajmować profesjonalną pomoc. Jeśli rząd USA zaakceptuje zmiany, wejdą one w życie w przeciągu 18 miesięcy.

Bardzo możliwe zatem, że niedługo ochrona tego wyjątkowego gada, który przetrwał w lekko zmienionej formie od 65 milionów lat, może się skończyć.

Harry Dutton, koordynator zarządu Florida Fish and Wildlife Conservation Commission, ostrzegł, iż zaproponowane reguły nie dadzą natychmiastowego efektu w obecnym sezonie, a poza tym skóry tych zwierząt pożądane są przez przemysł obuwniczy, co może skutkować nadużywaniem zezwoleń na zabijanie aligatorów.

Obecne prawo zezwala na odstrzał 4000 aligatorów w ciągu roku. Natomiast profesjonalni łowcy potrafią uśmiercić nawet ponad 8000 tych gadów rocznie. Jednak oficjalnie mają przyznane pozwolenie na złowienie tylko dwóch aligatorów.

(Reuters)

Japonia upolowała 35 wielorybów na północnym wybrzeżu Hokkaido

42-dniowa ekspedycja na początku listopada br. w okolicach wybrzeży Kushiro na Hokkaido, najbardziej na północ wysuniętej wyspy Japonii, powróciła ze złowionymi 35 waleniami.

Połów był z powodu złej pogody mniejszy niż planowane 60 sztuk – na tyle maksymalnie zezwala Międzynarodowa Komisja ds. Wielorybów (IWC). Twierdzi ona, że połów pozwoli zbadać sposoby polowania i odżywiania się waleni. Efekty badań mają być prezentowane w przyszłym roku.

Japonia i pozostałe kraje popierające połowy wielorybów naciskają na IWC już od 1986 r., by znieść zakaz komercyjnych połowów, jednak pytaniem pozostaje nadal, jak wiele jest jeszcze wielorybów w oceanach.

Na spotkaniu IWC w czerwcu, właśnie te kraje podpisały symboliczną petycję w celu zakończenia moratorium, jednak aby mogło się to odbyć oficjalnie, wymagane byłoby uzyskanie podpisów 75% członków Komisji.

(Associated Press)

Zagłada orangutanów

Szacuje się, że około 1000 orangutanów może zginąć w Indonezji podczas dotkliwej suszy spowodowanej pożarami i gęstym dymem unoszącym się nad Południową Azją.

Pożary w indonezyjskiej części Borneo doprowadziły te zwierzęta na skraj zagłady. Cofają się w poszukiwaniu pożywienia na ludzkie osiedla, za co z kolei są prześladowane, bo niszczą zbiory.

– „Orangutany przymierają głodem. Są chore, a wiele z tych, które leczyliśmy, było zranionych po uderzeniach maczetami” – powiedział Willie Smits, działacz ekologiczny z Indonezji, dodając, że zwierzęta mają także problemy z oddychaniem. Wyznał, że 120 orangutanów było leczonych w trzech lecznicach przez ostatnie trzy miesiące, ale około 10-15 z nich zdechło. Smits szacuje, że w sumie ok. 1000 tych zwierząt musiało zginąć w ciągu roku trwającej ciągłej suszy.

Orangutany żyją na wyspach Borneo i Sumatry, jednak presja na środowisko powodowana działalnością człowieka i masową wycinką drzew zagraża ich przeżyciu. W 2002 r. szacowano, że na wolności żyje ok. 56 tys. orangutanów, ale w ciągu roku ich populacja spadła do zaledwie 6 tysięcy.

Pora monsunowa przyniosła koniec pożarów na Borneo, gdzie żyje ok. 6 tysięcy orangutanów w Parku Narodowym Tanjung Puting. Dyrektor Parku cieszył się, że deszcz całkowicie oczyścił atmosferę.

Większość pożarów w tegorocznym sezonie suszy spowodowana została nierozważnym działaniem rolników, firm pozyskujących drewno i plantatorów olejowców.

(Reuters)

Nowe prawo w Indiach może zagrozić ochronie tygrysów

Poprawiona Ustawa o Ochronie Dzikiej Przyrody 2006 w Indiach (The Wildlife [Protection] Amendment Act 2006) weszła w życie we wrześniu br. i odnosi się do ochrony dużych kotów-drapieżników, których liczba spada w alarmującym tempie z powodu kłusownictwa. Aktywiści ekologiczni jednak odwołują się do Sądu Najwyższego, by usunąć z regulacji prawnych te zapisy, które według nich mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

– „Koegzystencja ludzi i dużych drapieżników to mit” – czytamy w petycji sygnowanej przez Towarzystwo Historii Naturalnej w Bombaju (Bombay Natural History Society), Towarzystwo Ochrony Dzikiego Życia w Indiach (Wildlife Protection Society of India), Towarzystwo na rzecz Ochrony Przyrody (Conservation Action Trust) i Towarzystwo Dzikiego Życia (Wildlife Trust). – „Konflikt pomiędzy tymi dwoma światami jest nieuchronny i ma odbicie we wzrastającej liczbie wypadków po obu stronach”.

Sygnatariusze petycji twierdzą, że prawo, które zapewnia ochronę potrzeb życiowych, rolniczych czy innych przede wszystkim ludziom żyjącym w lasach zamieszkanych przez tygrysy i niedźwiedzie, może oznaczać odwrót od dotychczasowej ochrony rzadkich gatunków. – „Ta ustawa być może oznacza koniec lasów takich, jakie znamy. Jeśli spojrzymy na mapę, widzimy, że jedyne lasy, jakie pozostały jeszcze w tym kraju, to rezerwaty stworzone w celu ochrony tygrysów” – stwierdził były indyjski minister środowiska, Maneka Gandhi.

Zgodnie z nowymi przepisami, mieszkańcy lasu będą mogli zajmować i sprzedawać leśne tereny oraz polować na zwierzęta, które nie są chronione, a nawet budować hotele – przekonują ekolodzy. Dodają też, że kontrowersyjna ustawa została uchwalona w pośpiechu, bez odpowiedniej debaty społecznej.

Władze z kolei twierdzą, że proponowane zmiany mają wyjść na przeciw potrzebom dziesiątek tysięcy biedaków żyjących w lasach, którzy wiodą swój skromny żywot właśnie dzięki wycince drzew i sprzedaży ich na opał. Fakty są jednak takie, że wielu z nich żyje również dzięki mafii i zakładaniu pułapek na zwierzęta, zatruwaniu źródeł wody czy polowaniu na tygrysy przy użyciu prądu. Według lokalnych polityków, przyszłe zapisy prawne będą mogły zaspokoić potrzeby tych ludzi zamieszkujących „tygrysie” rezerwaty.

Kości i skóry tygrysów sprzedawane za dziesiątki tysięcy dolarów są w Chinach używane w tradycyjnej medycynie.

Około 100 lat temu było w Indiach 40 tys. tygrysów, jednak lata kłusownictwa obniżyły ich populację do 3700. Niektórzy szacują nawet liczbę tych zwierząt na zaledwie 1200 osobników.

(Reuters)

Opracowanie: Paulina Adamska i RS