Miesięcznik Dzikie Życie

4/178 2009 Kwiecień 2009

Królowa drzew

Tomasz Lippoman

Dawno temu, na ziemiach zamieszkanych dziś przez Szwedów i Norwegów, nie było jeszcze ludzi. Mieszkali tam herosi wielcy jak drzewa, gnomy, krasnale i wiele innych magicznych stworów. Nad całą tą dziką i piękną krainą gór, skał, jezior, fiordów i wodospadów niepodzielnie panował bóg Thor.

Pewnego razu władca tej dzikiej krainy, wędrując przez świerkową puszczę, spotkał nad brzegiem turkusowego jeziora piękną nimfę o wdzięcznym imieniu Soroya. Hoża dziewoja nieświadoma (a może i świadoma, kto ją tam wie), że jest obserwowana, pochylała się nad taflą wody, podziwiając swoje odbicie. Naga, w księżyca poświacie, urzekła boga piękną twarzą, modrymi oczami, włosami spływającymi niczym krople majowego deszczu na alabastrowe ramiona, stromymi jędrnymi piersiami i całą resztą wielce ponętnej postaci. Piorunującego wrażenia dopełniał jej śpiew, słodki niczym malina moroszka do dziś porastająca podmokle tereny Szwecji i Norwegii.

Fot. Kaj Romeyko-Hurko

Fot. Kaj Romeyko-Hurko

Dziki bóg postanowił posiąść nimfę bez chwili zwłoki, tak jak to był czynił wcześniej z innymi boginkami. Ta jednak, miast mu ulec, rzuciła się do ucieczki. A że pędziła jak wiatr po polu czy spłoszony zając, nieco już leciwy władca nie mógł jej dogonić. Zmęczony po trzech dniach gonitwy dał za wygraną i spoczął pod górą Trollheimen, której zbocza i jaskinie, jak sama nazwa wskazuje, były licznie zamieszkiwane przez złośliwe trolle. Przywódca plemienia, zwany Troll Bjorn, czyli Troll Niedźwiedź, miał z Thorem stare porachunki, a tu okazja sama do niego przyszła. Szczegółów tej rozmowy nie znajdziemy nawet w najstarszych skandynawskich sagach. Wiadomym jest jednak, że Troll Bjorn doradził Thorowi małżeństwo z szybkonogą Soroyą. Tym razem dziewczyna nie odmówiła.

Z początku żyli nawet zgodnie i szczęśliwie, z czasem jednak młoda żona zaczęła utyskiwać na nudę tej odludnej krainy. Jak wiadomo, stary mąż zawsze ulega młodej i pięknej żonie, więc i tym razem tak się stało. Thor po raz pierwszy przyjął zaproszenie na Olimp, gdzie młodożeńcy mieli całkiem dobre entre, przybywając na grzbiecie zionącego ogniem smoka Hornavena. Na Olimpie, jak to na Olimpie, bale, uczty i intrygi. O ile Thor nie czuł się mocny w żadnej z tych dyscyplin, to jego młoda i piękna połowica już po kilku dniach poczuła się tam jak bliźniak w Sejmie.

Soroya tak bardzo rozsmakowała się w imprezowaniu, że postanowiła wcale nie wracać do swej północnej ojczyzny.

Gdy do cna wyczerpany nieustannymi tańcami i libacjami mąż postawił ultimatum, postanowiła uśpić go na długie lata. By wprowadzić w życie plan, Soroya wdała się w potajemny romans z Bachusem, który to uwarzył dla Thora wino tak mocne, że zaledwie po jednym pucharku usnął na siedemdziesiąt siedem lat, siedemdziesiąt siedem dni i siedemdziesiąt siedem godzin.

O tym, co wyczyniała hoża dziewka, milczą nawet mity greckie. Wiadomo jednak, że romansowała z kim się tylko dało, balowała bez umiaru i tak bardzo intrygowała, że gdy mąż wreszcie się przebudził, nikt nie chciał jej pomóc w przedłużeniu pobytu.

Fot. Kaj Romeyko-Hurko

Fot. Kaj Romeyko-Hurko

Zawstydzony Thor natychmiast po powrocie do świata jawy zabrał wiarołomną żonę i dosiadłszy smoka Hornavena powrócił na północ. Tam jednak w międzyczasie trolle zawiązały koalicję z gnomami, krasnalami i herosami, by pozbyć się surowego władcy. Osłabiony chybionym małżeństwem Thor, zaraz po powrocie musiał stoczyć bój z przeważającymi siłami wroga. Pokonany uciekł na południe pod postacią góry skał, lodu i kamieni, którą my zwiemy lodowcem. Rozżalony i zdetronizowany władca miażdżył wszystko, co stało na jego drodze. Puszcze łamały się jak zapałki. Na szlaku wędrówki pozostawała tylko goła ziemia. Z czasem stracił jednak impet i zatrzymał się gdzieś tam, gdzie dzisiaj płynie rzeka Bug.

Obejrzawszy się po raz pierwszy za siebie, dostrzegł ogrom zniszczenia. Zapłakał nad sobą i zniszczoną krainą. Spłynęły łzami Bug, Narew, Wieprz, Nurzec, Biebrza i inne rzeki. Chociaż wody ożywiły nieco krajobraz, wokół była głucha cisza i martwota, bowiem drzewa zostały całkiem zmiażdżone przez lądolód. Thor ruszył na północ, by wezwać na pomoc Królową Drzew – pramatkę wszystkich puszcz. Wędrując w stronę domu, często odpoczywał. Tak powstały jeziora nazwane dziś Mazurskimi czy Suwalskimi. Tam zaś, gdzie czekał na władcę zaklęty w skałę smok Hornaven, powstało jezioro Wigry, które jest, jak mówią miejscowi, siedem razy proste i wielce przypomina kształtem smoka.

Po powrocie na północ, Thor z łatwością odzyskał władzę. Trolle pobiły się bowiem z gnomami, te zaś zostały zdziesiątkowane przez herosów. Wszędzie panował głód i bezprawie.

Lud zatęsknił za silną władzą i bez oporów poddał się autorytarnym rządom władcy, który powrócił. Wkrótce po zaprowadzeniu porządku, Thor wezwał do siebie Królową Drzew i rozkazał jej udać się na południe i zasiać nowe puszcze. Królowa Drzew wygląda jak wierzba i rodzi nasiona z pozoru identyczne, jednak każde z nich kiełkuje w drzewo właściwego sobie rodzaju w zależności od tego, na jaką glebę padnie. Królowa ruszyła nie zwlekając, siejąc po drodze wierzby, lipy, dęby, sosny, świerki i wszelkie inne gatunki drzew i krzewów, jakie porastały dawniej nasze puszcze.

Wędrowała długo i powoli, bo drzewa nie są sprinterami, a poza tym na swej drodze napotykała liczne jeziora i rzeki. Gdy po kilkuset latach dotarła do miejsca, które dziś zwiemy Puszczą Białowieską, postanowiła odpocząć. Tam właśnie wydała najokazalsze potomstwo, które do dziś wśród polskich drzew rodzi najdorodniejszy owoc.

Matka Drzew nadal tam jest. Wiadomym jest jednak, że jeśli zostanie ludzką ręką zgładzona, to zginą wszystkie lasy, które zasadziła na długim szlaku swej wędrówki.

Tomasz Lippoman