Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/301-302 2019 Lipiec / sierpień 2019

Wskazania na jutro – powrót do przeszłości?

Prof. Jan Marcin Węsławski

Widziane z morza

W połowie czerwca 2019 r. na konferencji w Paryżu otwierającej światową Dekadę Oceanu opublikowano piąty raport Europejskiej Rady Morskiej pt. „Nawigując do przyszłości” (marineboard.eu/sites/marineboard.eu/files/public/publication/EMB_NFV_Webv10.pdf ).

Raport, jak podobne tego typu dokumenty, podsumowuje najnowszą wiedzę o oceanach, wskazuje kierunki, w których najbardziej pilne są nowe badania.

Obrazek

Ten jednooki skorupiak z Północnego Atlantyku (Paroediceros lynceus) ma kilkunastu bardzo podobnych krewnych, ale życie każdego z nich w istotny sposób różni się od pobratymców. Jeden żeruje na miniaturowych nicieniach, inny zbiera na dnie szczątki roślinne, jeszcze inny tylko zeskrobuje z roślin nalot mikroorganizmów. Każdy ma inny tryb życia i rozmnażania, każdy inaczej reaguje na zmiany środowiska. Wiadomość, że na danym obszarze jest 300 gatunków z tej grupy zwierząt, to informacja tej samej jakości jak „w tym budynku mieszka 300 osób”, ale kim oni – artystami? więźniami? jedną dużą rodziną? Fot. Kajetan Deja, projekt DWARF iopan.pl/projects/Dwarf/species_gallery/crustacea/Paraoediceros_lynceus.jpg

Miałem przyjemność być jedną z kilkunastu osób przygotowujących ten dokument. Jednym z współautorów był, cieszący się popularnością w kręgach naukowych, włoski badacz morza Fernando Boero. To wraz z nim zaproponowaliśmy jako jedną z głównych rekomendacji na przyszłość problem zanikającej wiedzy o taksonomii i cyklach życiowych organizmów morskich. Sprawa jest dość paradoksalna, bo pewnie wszyscy słyszą z mediów o zniszczeniach oceanu, przełowionych gatunkach ryb, ginących koralowcach. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że co roku opisujemy tysiące nowych nieznanych nauce gatunków w morzu, ale praktycznie nie wiemy, ile nowych jeszcze kryje się w głębinach. Wobec tej sytuacji naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego systemy wspierania nauki – granty, projekty, stypendia od lat niechętnie finansują badania taksonomiczne – czy jak kto woli z zakresu biologii systematycznej. To pewnie najstarsza odmiana zawodu przyrodnika – rozpoznać i nazwać zaobserwowane zwierzę lub roślinę. Kryzys polegający na coraz mniejszej liczbie ludzi potrafiących opisywać nowe gatunki trwa co najmniej od lat 80. XX w. Częściowo jest to efekt postępu technologicznego w badaniach molekularnych i przełomowych odkryć w mikrobiologii. Świat mikroorganizmów okazał się tak niesamowicie zróżnicowany, tempo powstawania nowych form niezwykle szybkie, tak że tradycyjne podejście biologii systematycznej z nadawaniem łacińskich podwójnych nazw dla nowych gatunków całkowicie w tym obszarze nauki o życiu zawiodło. Na dobrą sprawę w mikrobiologii nie wiadomo jak zdefiniować gatunek – przyjmuje się tzw. Operational Taxonomic Units (OTU) – identyfikując poszczególne formy za pomocą charakterystyki molekularnej (genetycznej). Lansowanie cudownych rozwiązań w rodzaju molekularnej oceny różnorodności życia w oceanie po rejsie francuskiego jachtu Tara daje informację, że w jednym litrze wody z danego punktu globu jest kilka do kilkunastu tysięcy „czegoś” – umownych jednostek opartych na charakterystyce genetycznej, o których nic nie wiemy. Taka informacja jest w zasadzie bezużyteczna – to jakby zrecenzować książkę lub próbować ją zrozumieć za pomocą policzenia, ile jest znaków w tekście albo jak często występuje tam litera „a”. Prosta inwentaryzacja gatunków była od wielu lat wyklętą dziedziną nauki – określaną jako „zbieranie znaczków pocztowych”, rozrywka dla amatorów, za którą podatnik nie powinien płacić.

W debacie publicznej o zmieniającym się klimacie i dewastacji Ziemi nie są to sprawy bez znaczenia, bo wzrastająca świadomość społeczna domaga się podejmowania decyzji w ochronie różnorodności biologicznej. Nie da się tego załatwić bez znajomości gatunków – bez rozpoznania rzeczywistego zasobu życia na Ziemi. Znajomość gatunków to nie koniec – trzeba je jeszcze poznać. Próby pójścia na skróty, szybkiej rejestracji w rodzaju kodowania gatunków kodem kreskowym lub ciągami liczb, podobnie jak stosowanie wyłącznie molekularnych charakterystyk nie przybliża nas do rozwiązania problemu. Sens rozpoznania różnorodności życia nie polega na policzeniu obiektów („zbieraniu znaczków”), ale na zrozumieniu ich działania, tego jak żyje nowy gatunek, jak przystosował się do środowiska, z jakimi zjawiskami jest związany itp.

Potrzebny nam powrót do przeszłości – do uważnego przyglądania się stworzeniom wokół nas i poznawania ich życia.

Prof. Jan Marcin Węsławski