Miesięcznik Dzikie Życie

3/333 2022 Marzec 2022

Sztuczny śnieg, czyli zimowe igrzyska w Pekinie

Grzegorz Bożek

Równe 8 lat temu napisałem krótki artykuł „Co wiemy po Soczi?”, w którym podsumowałem zimowe zmagania olimpijskie 2014 r. w Rosji. Wtedy ważny był też aspekt polskich starań o organizację igrzysk na 2022 r., które Polski Komitet Olimpijski chciał zorganizować na bazie Krakowa oraz Zakopanego i przy współpracy ze Słowacją. Finalnie nieskutecznie, o czym zaważyło krakowskie referendum z maja 2014 r. – 69% mieszkańców Krakowa było przeciw organizacji igrzysk w tym mieście.

Soczi zostało zorganizowane za wielkie pieniądze, o wiele drożej niż wstępnie planowano, doszło do przeinwestowania, a przy okazji zdewastowano wiele miejsc cennych przyrodniczo, o czym w artykule „Igrzyska patriotów. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi bez szkody dla przyrody?” na naszych łamach pisał Walery Brinich (Dzikie Życie, nr 3/2014). Tamte zawody przebiegały przy wysokich temperaturach. Pogoda pokazała, że należy liczyć się z brakiem śniegu, niektóre zawody odbywały się w iście wiosennych warunkach termicznych. Gdyby nie sztuczny śnieg zgromadzony w pryzmach część zawodów narciarskich mogłaby zostać odwołana.

Obrazek

Skocznie o prawie 100-letniej historii, naturalnie wkomponowane w stok góry Przedziwnej, wyznaczane przez wybitnego przedwojennego polskiego narciarza Bronisława Czecha, od kilkunastu lat niszczeją. Fot. Grzegorz Bożek

Co zmieniło się po 8 latach? Generalnie trendy zostały zachowane, a część zjawisk się nasiliła. Pierwsza sprawa to upolitycznienie igrzysk – Chiny, analogicznie jak Rosja, wykorzystały zawody do pokazania światu, że są potęgą globalną, a przy okazji sportową. Zrealizowali to w stylu podobnym jak w letnich igrzyskach roku 2008, które również odbyły się w Pekinie. Sportowo poszło im zaskakująco dobrze, w generalnej klasyfikacji medalowej zajęły 3 miejsce. Warto podkreślić, że dwie-trzy dekady wstecz Chiny w większości zimowych dyscyplin odgrywały marginalną rolę.

Znając doświadczenia poprzednich igrzysk, ale i sytuację wielu zimowych aren sportowych, zgromadzono ogromne ilości sztucznego śniegu. Zresztą wszystkie zawody w Zhangjiakou odbyły się właśnie na nim. Pogoda w Pekinie, w przeciwieństwie do Soczi, zaskoczyła, ale tym razem ze względu na mocny mróz. Zdarzyło się nawet, że podczas części zawodów padał śnieg, co generalnie ze względu na „śnieżną biedę” nie jest takie oczywiste. Mróz doprowadził nawet do skrócenie koronnego biegu na 50 km mężczyzn do dystansu wynoszącego niewiele ponad 28 km.

Podobnie jak 8 lat temu w cieniu igrzysk toczą się ważne dla świata wydarzenia związane z presją Rosji na Ukrainę. Wtedy, tuż po igrzyskach, doszło do aneksji Krymu przez Rosję. Obecnie po zawodach w Pekinie, Władimir Putin podpisał dekrety uznające dwa separatystyczne regiony – samozwańczą Doniecką Republikę Ludową i Ługańską Republikę Ludową, które znajdują się na terenie Ukrainy. Zaś 24 lutego Federacja Rosyjska dokonała inwazji na terenie całej Ukrainy. Trwa krwawa wojna.

Po olimpiadzie w Soczi świat sportu został zaskoczony skalą dopingu rosyjskich sportowców, który (co jeszcze bardziej skandaliczne) chroniony był wewnątrz państwa rosyjskiego, m.in. tuszowano wyniki badań, podmieniano próbki. Oczywiście nie dotyczyło to jedynie sportów zimowych. W związku z tym wielu rosyjskich medalistów z Soczi zostało zdyskwalifikowanych. Na kolejnych zimowych igrzyskach (Pjongczang 2018) nieliczni rosyjscy mogli startować jedynie jako „Olimpijczycy z Rosji”, zaś na igrzyskach letnich w Tokio w 2021 r., i teraz w Pekinie, jako „Rosyjski Komitet Olimpijski”, bez prawa startu pod własną flagą i możliwości wysłuchania hymnu państwowego w razie zwycięstwa. Nie zapobiegło to jednak aferze dopingowej. U niespełna 15-letniej łyżwiarki figurowej Kamiły Walijewej wykryto trimetazydynę – zabronioną od 2014 r. przez Światową Agencję Antydopingową (WADA). Pomimo przyłapania zespołu trenerskiego na podawaniu jej dopingu, zawodniczka została dopuszczona do startu, finalnie zajęła 4 miejsce. Tyle wiadomo na teraz, ale niewykluczone, że podobnie jak w przypadku innych zawodów, kolejne afery dopingowe wypłyną długo po zawodach.

Kolejne zimowe igrzyska wracają do Europy – do miejsca, które gościło je już w 1956 r., do włoskiej Cortiny d’Ampezzo, która zorganizuje je wspólnie z Mediolanem. Znany ośrodek narciarski, z wiekową już sportową tradycją, może gwarantować, że zawody zostaną przeprowadzone w zupełnie inny sposób niż trzy ostatnie igrzyska, które w znaczący sposób dewastowały środowisko przyrodnicze. W Cortinie d’Ampezzo infrastruktura sportowa w większości już istnieje, co daje nadzieję, że nie dojdzie do dewastacji środowiska. Pomimo tego należy się realnie liczyć z tym, że będą to kolejne igrzyska na sztucznym śniegu, którego użycie w wielu europejskich ośrodkach sportowych staje się normą.

Obrazek

Powolny upadek skoczni w Iwoniczu-Zdroju nie wziął się z niczego. Coraz słabsze zimy i brak śniegu spowodowały zmniejszenie zainteresowania skokami narciarskimi. Zdjęcia ze stycznia 2022 r. Fot. Grzegorz Bożek

Sportowo swoją dominację pokazała Norwegia, ojczyzna narciarstwa. Zdobyła aż 37 medali, w tym 16 złotych, z czego największy urobek pochodził z konkurencji narciarskich. Nie powinno to dziwić, na łamach „Dzikiego Życia” nie raz pokazywaliśmy, że to właśnie tam istnieje wybitna kultura aktywności narciarskiej, blisko przyrody, w duchu friluftsliv – norweskiej tradycji życia w naturze. O friluftsliv na naszych łamach obszernie mówił Nils Faarlund (nr 10/2019). Potęgą w sportach zimowych okazali się też Niemcy, Amerykanie, Szwedzi, Holendrzy, Chińczycy, Austriacy czy Szwajcarzy.

Polska wróciła na swoje miejsce – w dorobku zaledwie 1 brązowy medal, za 3 miejsce w skokach narciarskich. To dało Polsce 27 miejsce w klasyfikacji medalowej. W klasyfikacji punktowej (punktuje 8 pierwszych miejsc) Polska znalazła się na 19 miejscu w stawce 91 państw. W tym zakresie w ostatnich dekadach trend jest w miarę stały, i raczej nie należy się spodziewać żadnej istotnej zmiany. Nie zmieni tego też ewentualne staranie się Polski o organizację igrzysk w roku 2030 czy 2034. Te pomysły, przy uwzględnieniu „śnieżnej biedy” i trendów pogodowych, wynikających z globalnego ocieplenia klimatu, oznaczać będą marnowanie pieniędzy, forsowanie presji na górskie środowisko (np. dewastację przyrody Tatr i Podtatrza), a finalnie klęskę organizacyjną. Polecam swój artykuł sprzed 8 lat „Kraków 2022. Po co nam olimpiada?” (nr 2/2014). Wnioski w większości pozostają niezmienne.

Główną konkluzją dotyczącą stanu sportów zimowych ostatnich lat jest sprawa coraz bardziej zauważalnej niemożliwości realizacji zimowych aktywności narciarskich czy łyżwiarskich. W Polsce widać to po coraz krótszych okresach utrzymywania się pokrywy śniegowej, coraz rzadziej zamarzających jeziorach, stawach czy rzekach, a także braku wody w górach, co rodzi nawet problemy w sytuacji, gdyby chciano zastępować naturalny śnieg sztucznym. Zimowe aktywności powoli stają się coraz bardziej niszowymi zajęciami, które coraz częściej trzeba wspierać technologiami albo po prostu wyjechać w wysokie góry lub do krajów skandynawskich czy alpejskich. Tylko tam istnieje realna przyszłość na organizację zawodów rangi igrzysk, które przy okazji byłyby najmniej inwazyjne dla środowiska.

Grzegorz Bożek