DZIKIE ŻYCIE 13.01.2026

Mieliśmy się bać wilków. Dane mówią coś zupełnie innego

Katarzyna Wiekiera
Katarzyna-Wiekiera
Wilki
Wilki, Fot. Archiwum Pracowni na rzecz Wszystkich Istot

W polskiej infosferze coraz częściej pojawia się teza o konieczności „powrotu do polowań na wilki”. Ma ona brzmieć jak odpowiedź na rzekomo narastający problem, ale w rzeczywistości nie opiera się na rzetelnych danych naukowych ani na aktualnych statystykach państwowych. Jest natomiast elementem trwającej od kilku lat kampanii strachu, której celem jest podważenie sensu ścisłej ochrony wilka w Polsce.

W ten schemat idealnie wpisuje się artykuł opublikowany 10 stycznia przez portal „Wodne Sprawy”, którego tytuł już na wstępie sugeruje konieczność odstrzałów. To szczególnie niepokojące, ponieważ wydawcą portalu jest firma Pectore Eco sp. z o.o. z Gliwic – podmiot od lat opracowujący raporty OOŚ, a więc zobowiązany do najwyższych standardów rzetelności środowiskowej. Tymczasem w tym przypadku mamy do czynienia z publicystyką opartą na emocjach, nieaktualnych danych i medialnych kliszach, a nie na faktach.

Wilk stał się wygodnym symbolem – nośnym medialnie, łatwym do straszenia opinii publicznej i instrumentalnie wykorzystywanym w sporze o przyszłość gatunku. Problem polega na tym, że ta narracja zastępuje wiedzę i może prowadzić do decyzji szkodliwych zarówno dla ludzi, jak i wilków. 

Kampania strachu zamiast wiedzy

Schemat jest dobrze znany. Do mediów trafiają doniesienia o „narastających incydentach”, „coraz śmielszych wilkach”, „atakach w pobliżu domów”. W artykule „Wodnych Spraw” czytamy np. o „34 incydentach w gminie Czarna” – bez podania okresu, charakteru zdarzeń ani definicji samego „incydentu”.

To nie jest drobny brak. Wnioski gmin bardzo często opierają się na błędnych danych, a mianem „incydentu” bywa określane samo zobaczenie wilka. Analizowany przez Pracownię na rzecz Wszystkich Istot wniosek gminy Cisna o odstrzał opierał się na fake newsach, co jasno pokazuje, jak zawodny bywa ten poziom „źródeł”.

Kompromitujące jest również sięganie przez „Wodne Sprawy” po nieaktualne dane, przy jednoczesnym całkowitym pominięciu bieżących informacji z RDOŚ, GDOŚ czy badań naukowych.

Dane nie potwierdzają problemu: liczba szkód od lat jest stabilna

Podczas posiedzenia sejmowej komisji 9 lipca 2025 r. przedstawiciele instytucji państwowych zajmujących się ochroną przyrody zaprezentowali dane, które podważają narrację o „narastającym problemie z wilkami”.

– „Trend związany ze szkodami nie zwiększył się. Owszem, wzrosła wysokość wypłacanych odszkodowań, ale wynika to z dostosowania ich do realnych cen inwentarza, które w ciągu ostatnich 10 lat – m.in. z powodu inflacji – wzrosły nawet o 60 proc.” – Piotr Otawski, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska

– „Nie odnotowujemy żadnej tendencji wzrostowej” – Sławomir Serafin, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie

Liczba szkód za które odpowiadają wszystkie chronione gatunki w Polsce (żubr, wilk, niedźwiedź, ryś, bóbr) spadła porównując 2024 do 2023 a patrząc na trendy długoletnie wykazuje stabilny poziom. 

Co więcej, w 2024 r. wydano zgody na odstrzał 98 wilków, faktycznie zabito jedynie 20. Jak podkreślił Piotr Otawski, tak niski poziom realizacji odstrzałów jasno pokazuje, że nie ma potrzeby żadnych dodatkowych ingerencji, a wydawane zgody często nie są nawet wykorzystywane.

Kto odpowiada za wilczą dezinformację?

Źródłem przekazów o zagrożeniu ze strony wilków są w dużej mierze środowiska łowieckie, a następnie powielający je bezkrytycznie politycy i media.

Część materiałów w infosferze ma wręcz charakter zmanipulowany. W sieci krążą obrazy, na których na zdjęcia realnych polskich miejscowości – przy użyciu sztucznej inteligencji – „nakłada się” sylwetki wilków. Rozpowszechniane są też fałszywe informacje o atakach na ludzi – w tym rzekome zdarzenia z 2025 roku – które nigdy nie miały miejsca.

Tymczasem podstawowe fakty są łatwe do sprawdzenia.

Wilcze „watahy po kilkadziesiąt osobników”? Mit

Narracja o „nadmiarze wilków” i ogromnych watahach nie ma żadnego oparcia w nauce. Wilcza grupa rodzinna w Polsce na nizinach liczy zazwyczaj 6–8 osobników i funkcjonuje na terytorium rzędu 150 km². Gatunek ten sam reguluje swoją liczebność poprzez terytorializm.

Potwierdza to Zbigniew Wojtas z Magurskiego Parku Narodowego: – „Na Podkarpaciu grupy wilcze od kilkudziesięciu lat są w stałej liczebności. Od 15 lat ta liczebność praktycznie się nie zmienia. Monitorujemy 3–4 grupy wilcze. W okolicy parku szkody praktycznie nie występują – są na bardzo niskim poziomie. Rolnicy dbają o zwierzęta, grodzą pastwiska i to wystarcza.”

Eksperci jednoznacznie wskazują, że populacje wilka w Europie wciąż nie osiągnęły bezpiecznego poziomu, a obecny stan jest efektem wieloletniej ochrony po dekadach intensywnej eksterminacji.

Wilki nie atakują ludzi

Sugestie o zagrożeniu dla ludzi są jednym z najbardziej nieodpowiedzialnych elementów medialnej narracji. „Nie mamy ataków wilków na człowieka od czasów II wojny światowej. Żadne dane tego nie potwierdzają” – Mikołaj Dorożała. 

Jedyne dwa przypadki pogryzień ludzi przez wilki (oba z 2018 r.) dotyczyły młodych shabituowanych osobników. Wilki te były „wychowywane” i dokarmiane przez ludzi.

Obserwacje wilków w pobliżu zabudowań dotyczą najczęściej młodych, migrujących osobników. To nie dowód „zuchwałości”, lecz efekt fragmentacji krajobrazu i presji człowieka na środowisko.

Odstrzały nie rozwiązują problemów – mogą je pogłębiać

Badania naukowe pokazują jasno: rozbijanie stabilnych grup rodzinnych wilków zwiększa ryzyko szkód, bo młode, niedoświadczone osobniki częściej sięgają po łatwą zdobycz, jaką są niechronione zwierzęta gospodarskie. Przykłady z doliny Warty czy innych regionów pokazują, że prewencja działa, a strzelby nie. Fladry, psy pasterskie i właściwe zabezpieczenia stad są skuteczniejsze niż odstrzały.

Prawdziwy problem: zdziczałe psy

Całkowicie pomijanym wątkiem w antywilczej narracji jest skala problemu zdziczałych psów. Według szacunków w Polsce żyje od 70 do 600 tys. zdziczałych psów, które powodują więcej szkód w inwentarzu i więcej pogryzień ludzi niż wilki – podkreśla Piotr Otawski. W przeciwieństwie do wilków nie istnieje system odszkodowań za szkody przez nie wyrządzone.

Wilk jako sprzymierzeniec, nie wróg

Obecność wilków jest niezbędna dla zachowania równowagi w ekosystemach. Klasycznym przykładem jest Park Yellowstone, gdzie powrót wilka uruchomił kaskadę pozytywnych zmian: od regulacji populacji jeleni, przez regenerację roślinności, po poprawę kondycji całego krajobrazu.

Wilk nie jest zagrożeniem dla człowieka. Demonizowanie wilka jest natomiast zagrożeniem dla racjonalnej debaty o przyrodzie, w której decyzje powinny opierać się na nauce, nie strachu. 

Odpowiedzialność mediów

Jak podsumowuje dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, wiceprzewodnicząca Państwowej Rady Ochrony Przyrody: „Podawane informacje medialne nie zawsze są dobrym źródłem informacji. Trzeba sięgać do danych źródłowych.”

Dokładnie tego zabrakło w artykule „Wodnych Spraw”. Zamiast danych – emocje. Zamiast kontekstu – strach. Zamiast wiedzy – narracja bez oparcia w faktach.

„Dane nie potwierdzają problemu wzrostu ataków wilków na zwierzęta gospodarskie. To z czym mamy do czynienia to narastająca dezinformacja przyrodnicza. Nie możemy dopuścić do tego, by w Polsce ograniczano ochronę wilka na podstawie odczuć i medialnych fake newsów. Będziemy interweniować prawnie w przypadku każdej szkodliwej i niebezpiecznej publikacji” – Sylwia Szczutkowska, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. 

Wilki nie są problemem. Problemem jest dezinformacja. A media – zwłaszcza te deklarujące troskę o środowisko – ponoszą za jej szerzenie pełną odpowiedzialność.