Miesięcznik Dzikie Życie

11/18 1995 Listopad 1995

Dzikie życie w mieście

Dariusz Jażdżyk

W jednym z numerów lokalnej gazety łowickiej „Nowy Łowiczanin” ukazał się ostatnio artykuł pt. „Miasto zwierząt pełne”. Autor pisze w nim o tym, iż w naszym mieście można spotkać zwierzęta kojarzące się z dzikimi, przepastnymi kniejami. W istocie tak jest. Dzieje się tak dlatego, ponieważ Łowicz w dużej mierze otoczony jest terenami o małym współczynniku antropopresji czyli takimi, których człowiek nie przekształcił jeszcze na swoją modłę. Również i w samym mieście można spotkać – co w dzisiejszych czasach należy do rzadkości – odludne miejsca będące ostoją zwierzyny. Dlatego też, zwłaszcza wieczorami, gdy ulice pustoszeją, peryferia miasta zaczynają tętnić nowym życiem. Będące wcześniej w ukryciu zwierzęta wychodzą na żer.

W poszukiwaniu odpadków nadających się do konsumpcji niektóre z nich potrafią zabłąkać się aż do samego centrum. Często zdarza się iż swoją beztroskę przypłacają życiem – pod kołami samochodów, lub co gorsza padają łupem bezmyślnych ludzi.

Któregoś dnia późnym wieczorem, wracając z kolegą z Pracowni, spotkaliśmy zabłąkanego na ulicy Zduńskiej (za dnia najruchliwszej ulicy Łowicza) jeża. Zanieśliśmy go na błonia. Tym razem przeżył. Wypuszczony na wolność szybko znikł w gęstwinie dawno nie koszonej trawy. Poczuł się bezpieczny. Tymczasem naszą uwagę przykuło coś zupełnie innego. Z pobliskiego drzewa nagle i wyraźnie doszedł nas głos w niejednej osobie mogący wywołać uczucie strachu. To nocny łowca – puszczyk Strix aluca, jeden z gatunków coraz rzadszych sów. Ilu z nas, mieszkańców miast, widziało w swoim życiu prawdziwą, żywą sowę, żyjącą na wolności?

Naszemu jeżowi nie zagrażał. Jeż był za duży, a poza tym chroniły go kolce. Puszczyk wypatrywał swoim doskonałym wzrokiem mniejszych ssaków – gryzoni, takich jak myszy czy norniki. Nie jest jedyną sową zamieszkującą błonia. Występuje tu także drugi gatunek – pójdźka, Athene noctua. Ta poluje również za dnia. Widać sowy upodobały sobie to miejsce, bo jak się okazuje schronieniem dla nich była także wieża znajdującego się opodal, opustoszałego do niedawna, dawnego kościoła ewangelickiego.

Lecz na tym nie kończy się lista rzadkich gatunków, które można tu spotkać. Błonia – będące swoistym ewenementem, bo naturalnym parkiem zlokalizowanym w samym centrum miasta, pozostawionym samemu sobie, w którym przyroda rządzi się własnymi prawami, są pełne różnych form żywych istot, o występowanie których nie podejrzewalibyśmy nawet okolicznych lasów. Bogactwo flory i fauny i ogromna, jak na warunki miejskie, różnorodność biologiczna tego parku, w miarę jego poznawania zaskakiwały również mnie.

Najwięcej jest tu ptaków. Jest to zresztą cecha całej ogromnej doliny Bzury. Oprócz wymienionych sów gniazdują tu słowiki, sroki, pełzacze, a nawet dzięcioł zielony. W okresie poza lęgowym można spotkać ogromne stada sikor, sam widziałem bociany, a mój kolega Tomek spotkał bażanty.

Mamy tu wiele gatunków płazów i w mniejszej ilości gadów (jaszczurki). Nie wspomniałem jeszcze o krociach przeróżnego rodzaju owadów i pajęczaków, z których wiele też należy do rzadko spotykanych. Dużo też jest drobnych ssaków, zwłaszcza gryzoni lub też, wszędobylskich po zmroku, nietoperzy. Parę lat temu, przed „cięciami pielęgnacyjnymi”, które ostatnio spadły na błonia jak grom z jasnego nieba, widywałem również wiewiórki. Ostatnio ich nie widać – może padły ofiarą niefortunnych cięć dziuplastych drzew, w których prawdopodobnie mieszkały.

Jednak nie zabiegi pielęgnacyjne stanowią obecnie poważne zagrożenie dla istnienia tego uroczego skrawka naszego miasta. W numerze 16 „Nowego Łowiczanina” z dnia 28 kwietnia, nota bene w tym samym, w którym znajdują się relacje z obchodów „Dnia Ziemi”, przeczytałem o planach wybudowania, i to jeszcze w tym roku, nowej drogi. Według załączonej mapki ma ona przechodzić przez samo serce tak pięknego i nadal dzikiego parku jakim są błonia. Autor artykułu pisze, że mająca powstać nowa ulica spowoduje „ucywilizowanie” tego parku i wprowadzi weń życie (sic!). Lecz sądząc po opisie koniecznych prac przy jej budowie wątpię, czy to co pozostanie będzie miało jeszcze charakter parku. Abstrahując od tego czy będzie to dalej park, czy pomnik „betonu i stali” spowoduje to niewątpliwie zagrożenie i wyginięcie wszystkich opisywanych powyżej gatunków zwierząt będących w większości, na podstawie rozporządzenia Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z dnia 6 stycznia 1995 r. pod ścisłą ochroną gatunkową.

Ciekaw też jestem kto poniesie za to odpowiedzialność i co na ten temat mówi tzw. „OOŚ”, czyli Ocena Oddziaływania na Środowisko – wymagana przy tego typu projektach. Dokument, któremu podporządkować się zobowiązany jest inwestor.

Dariusz Jażdżyk

„Pracownia na rzecz Dobrej Ziemi”