Miesięcznik Dzikie Życie

11/30 1996 Listopad 1996

Ekonomia i Ziemia

Lorna Green

Wielu ekonomistów dobrowolnie przyznaje, że nie rozumieją ekonomii. Być może jest tak dlatego, że ekonomiści nigdy nie rozumieli Ziemi, prawdziwego, jedynego źródła wszelkich bogactw, rzadko kiedy więc brali Ziemię w swych rozliczeniach pod uwagę.

W jednym z ostatnich numerów New York Times’a padło pytanie: czy gatunek ludzki musi zginąć?

Jeżeli obecne praktyki nie ulegną zmianie – tak. Jeżeli chcemy przeżyć tutaj, na Ziemi, potrzeba nam nowych koncepcji i nowego sposobu postępowania (w gospo darce i ekonomii).

Żyjemy w jedynej w swoim rodzaju chwili w całej historii, w chwili łaski dla nas i dla naszej planety. Dotychczasowe myślenie ekonomiczne jest przyczyną niszczenia tej planety przez cywilizację. Naszym zadaniem na dziś jest pogodzenie cywilizacji z potrze bami planety. Ze strony ekonomistów wymaga to ponownego przemyślenia ekonomii od samych podstaw, zgodnie z tym co wiemy o realiach na Ziemi. To wielkie wyzwanie, chodzi bowiem o kwestię być albo nie być dla całego życia.

Kiedy po raz pierwszy sformułowano przesłanki współczesnej ekonomii wiedza o Ziemi i naszym do niej stosunku była nikła. Według powszechnego przekonania świat powstał w ciągu 7 dni, był „materią”, linearnie złożonym zestawem przedmiotów zbudowanych z atomów, niezależnych i oddzielonych od siebie. Ludzie byli „najwyższymi” istotami całego stworzenia, jedynymi „stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga”, a ich zadaniem było panowanie nad Ziemią i podporządkowanie jej sobie. Byliśmy fundamentalnie różni, oddzieleni od całej reszty, należeliśmy do najwynioślejszej kasty. Byliśmy panami i władcami planety stworzonej specjalnie dla nas, abyśmy mogli jej dowolnie używać.

Właśnie te idee na temat nas i Ziemi przeniknęły ekonomię i doprowadziły do obecnego kryzysu na planecie. Obecny kryzys jest negatywnym wynikiem przeprowadzonego przez nas eksperymentu i w związ ku z tym kwestionuje powyższe idee.

Nauka współczesna dysponuje inną opowieścią o Ziemi. Zgodnie z badaniami wierzymy, że wszechświat powstał w wyniku gigantycznej eksplozji jakieś 20 miliardów lat temu i że osiągnął aktualny stan złożoności poprzez stopniowe zmiany. Ziemia rozwijała się przez 5 miliardów lat, a złożone formy tworzyły się z prostszych. Nieskończenie długi okres tego procesu pozwolił naszej planecie rozwinąć wspaniały, harmonijny, połączony i współzależny wachlarz przeróżnych żywych istot.

Jedynym autorem tego dzieła, bez żadnej pomocy ze strony ludzi, jest nasza planeta.

Gdyby całe 5 miliardów lat ewolucji zmieścić w jednym dniu człowiek pojawiłby się 11 sekund przed północą. Jesteśmy tutaj zupełnie świeżymi przybyszami, nie znającymi jeszcze dobrze swego prawowitego miejsca. Od chwili pojawienia się odczuwamy kryzys tożsamości niszcząc wszystko wokół siebie. Marny to list uwierzytelniający dla „zarządzania” Ziemią przez przemysł.

Obecny kryzys wywraca do góry nogami nasze wcześniejsze koncepcje. Doświadczamy faktu, że nie jesteśmy „oddzieleni” od reszty stworzenia, lecz głęboko powiązani z Ziemią wówczas, kiedy toksyczne substancje, którymi karmimy ziemię, aby wydawała więcej owoców niż jest do tego naturalnie zdolna, powracają do nas samych w pożywieniu i wodzie pitnej. Daleko nam do bycia panem planety, jesteśmy za to absolutnie uzależnionym, najsłabszym z wszyst kich zwierząt, usytuowanym na szczycie wszystkich łańcuchów pokarmowych. Trucizny, które wytwarzamy koncentrują się miliony razy przechodząc od małych organizmów coraz wyżej w łańcuchu pokarmowym, aż do nas. Ta planeta jest niezbędna dla naszego przeżycia. My nie możemy być zdrowi bez zdrowej planety. Dobro Ziemi jest niezbędnym warunkiem dla istnienia także wszystkich korporacji. Kryzys jaki spowodowaliśmy na Ziemi jest wyzwaniem dla ekonomistów do zrewidowania idei ekonomii tradycyjnej, do uwzględnienia nowego, powstającego obecnie zrozumienia natury Ziemi i naszych z nią związków.

Po pierwsze: Ziemia nie jest linearnym zbiorem zatomizowanych obiektów ale organiczną całością, w której każda część odnosi się do i zależna jest od każdej innej. Jeżeli zatrujesz jeden gatunek, trucizna przeniesie się do wszystkich gatunków. James Lovelock, naukowiec brytyjski, nazwał Ziemię jednym żywym organizmem, który sam się reguluje, sam się uczy i do pewnego stopnia sam może się leczyć. Może też umrzeć. Ludzie są częścią tego organizmu, komórkami w ciele Ziemi uzależnionymi całkowicie od jej integralności, która jest warunkiem przetrwania.

Po drugie: Ta piękna, szafirowa planeta jest mała. Oznacza to, że posiada granice tolerancji zniszczeń, tak jak wszystkie żywe istoty. Jej bogactwa są obfite, ale ograniczone i jeśli chcemy je mieć, musimy szanować pory roku panujące na Ziemi, jej cykle, a także jej potrzeby leżenia odłogiem. Na takiej planecie tzw. „wzrost” rozumiany jako „więcej tego samego” jest czymś niewłaściwym. Ta planeta nie może utrzymać już więcej miast i urbanizacji. Koncepcja „wzrostu” wymaga nowego przemyślenia, inne miary potrzebne są dla określenia prawdziwego bogactwa narodów, dla określenia godzin radości doświadczanej przez mieszkańców, a nie materialnego stanu posiadania.

Po trzecie: Nie wydaje się, aby człowiek sam w sobie był ostatecznym celem ewolucji, raczej jest nim cały wachlarz wzajemnie powiązanych elementów. Powinniśmy rozwijać uznanie i szacunek dla innych gatunków, które dzielą z nami tę planetę. Każdy z gatunków jest najlepszy w jakiejś dziedzinie: ptaki w lataniu, antylopy w bieganiu.

Po czwarte: Żywe systemy rozwijają się w czasie i ten rozwój jest nieodwracalny. Nic co robimy nie powróci do punktu wyjścia i każde nasze działanie ma swoje konsekwencje w przyszłości. Wymierające gatunki znikną na zawsze. Stworzenie lasów tropikalnych zajęło Ziemi 60 milionów lat, my zniszczyliśmy je w 60. To już nie wróci. Co więcej, zmieniamy chemizm planety. Przez 5 miliardów lat ewolucji Ziemia nie doświadczała naszych trucizn, czy będzie wiedziała jak je neutralizować? Być może zatruwamy naszą planetę nieodwracalnie, osłabiając wszystkie formy życia a także pokolenia, które nadejdą po nas.

Po piąte: Ekonomiści powinni wiedzieć coś o entropii. Entropia jest miarą nieodwracalnego zaburzenia systemu. Żywe organizmy tworzą porządek zmniejszając entropię. Tymczasem my, w ciągu jednej nocy zamieniamy w bezużyteczny złom bogate w energię istoty z naszej planety, będące owocem milionów lat ewolucji, i tym powodujemy na całej planecie wzrost entropii.

Po szóste: Prawem życia jest wzajemność, dawać i brać. Ludzka postawa wobec świata jest jednomyślna: brać. Brać dla siebie co tylko możemy.

Jesteśmy częścią planety. Ona, bez żadnej pomocy ludzi, stworzyła tę bogatą bioróżnorodność i wie jak sobie samej dać radę. Tylko Ziemia wie jak stworzyć las deszczowy. Człowiek jest późnym przybyszem, który musi się dopiero nauczyć jak dopasować się do innych gatunków, które już znają swoje miejsce.

Pierwotna jest planeta, człowiek jest wtórny. Ekonomia musi zmienić swoje podejście z antropocen trycznego, według którego mierzy się całą naszą działalność, na podejście geocentryczne i z tej perspektywy postrzegać nas samych. Tradycyjna ekonomia powinna zostać zrewidowana z tej właśnie perspektywy.

Ziemski kryzys wzywa ekonomistów do myślenia w skali planety, do służenia nie tylko ludziom, lecz także każdemu żyjącemu gatunkowi.

Zadaniem człowieka w obecnej chwili jest sharmonizowanie cywilizacji z ograniczeniami żyjącej Ziemi. Wielu wciąż uważa, że możemy kontynuować dotychczasowe czerpanie z planety tak, by spełniała każde nasze żądania, narzucając jej ludzkie pojęcie porządku. „Ten las wyglądałby lepiej zagospodarowany i posprzątany”, „Dzikie tereny będą ładniejsze jeśli je wybrukujemy”. To nie jest możliwe. Ziemia jest systemem podtrzymującym nasze życie.

Pojawiliśmy się na niej zbyt niedawno, żeby potrafić mądrze „zarządzać” tą planetą. Domaganie się „ekonomii zrównoważonej” („sustainable economics”) i to domaganie się, by ludzie żyli w sposób zrównoważony. Oznacza to, że nasza ludzka ekonomia musi pasować do Wielkiej Ekonomii Ziemi, naśladować ją.

W Wielkiej Ekonomii Ziemi nic się nie marnuje; odpady i pozostałości po jednym organizmie są pożywieniem dla drugiego, procesy życiowe są czyste i energooszczędne. Z ekonomii tej korzysta nie tylko człowiek, ale każdy gatunek.

Rozwijanie życia w zrównoważony sposób wymaga samoograniczenia z naszej strony. W przyrodzie tylko komórki raka rozwijają się bez ograniczeń. Musimy rozpoznać nasze prawdziwe zapotrzebowanie na zasoby ziemi. Na Żyjącej planecie każda istota odgrywa jakąś rolę, ma jakąś funkcję w większej całości. Kiedy patrzymy na stare drzewa, myślimy jedynie w kategorii kubików drewna. Jakże inaczej jest wśród kultur pierwotnych. Wszędzie tam znajdujemy przepowiednie i mity, że jeśli zginie stary las, zginie również nasza planeta. Dlaczego? Ponieważ stary las jest jak starzy ludzie we wspólnocie, zawiera mądrość całej biosfery. Dla nas las znaczy parę dolarów; jego wartości dla planety nie da się ocenić.

Tak więc zanim zetniemy, złapiemy w sieć lub zastrzelimy cokolwiek musimy najpierw zapytać: jaką rolę to coś odgrywa w ekonomii całej planety?

Zapotrzebowanie na surowce może ograniczyć ekonomia cyklów, która by zastąpiła ekonomię linearną. Przemysły muszą używać nawzajem swoich odpadów. Na każdym poziomie musimy redukować, przetwarzać, używać ponownie i przetapiać.

Zrównoważenie oznacza wiedzę o prawdziwym koszcie wyprodukowania czegokolwiek. Mieszczą się w nim szkody wyrządzone środowisku. Gdyby obliczono prawdziwy koszt puszki z aerozolem, nigdy nie zostałaby wyprodukowana.

Zachowawczość zależy nie tylko od ciągłego rozwoju nowych technologii, ale od rozwoju tzw. zielonych technologii. Niemieckie doświadczenia sugerują, że tzw. zielone czyli czyste, wydajne i naśladujące przyrodę technologie są faktycznie tańsze.

Paul Hawken w książce The Ecology of Commerce tytuł polski: „Przez zielone okulary” (wyd. polskie Pusty Obłok, Warszawa 1996) dowodzi, że żaden system nie może być nazwany w pełni zrównoważonym, nie ma „zrównoważonego rozwoju”. Albo niszczymy planetę, albo naprawiamy szkody. Aż do chwili obecnej tylko „braliśmy”. Ziemia uległa poważnej degradacji. Musimy zacząć naprawiać szkody, żeby oddać spowrotem planecie jej energię. Musimy dać Ziemi czas i przestrzeń, by mogła sama się wyleczyć, wspomagać regenerację lasów, mokradeł itd.

Musimy zdać sobie sprawę, że Ziemia jest mała. Ilościowe dobra materialne są ograniczone, ale dobra jakościowe, takie jak radość słuchania symfonii, spacerowanie po lesie, są nieskończone. Na małych planetach niczego nie można wyrzucać. Korporacje nie mogą już dłużej „wycinać i uciekać”, już nie ma dokąd uciekać. Ziemia jest naszym jedynym domem. W ciemnościach kosmicznej przestrzeni, tutaj właśnie nadszedł najwyższy czas abyśmy się wreszcie zadomowili, jak robią to ci, którzy chcą pozostać na dłużej. Wyrazy ekonomia i ekologia mają ten sam rdzeń, oecos, który znaczy „dom”. Gdybyśmy naszymi firmami zarządzali w taki sposób w jaki „zarządzamy” naszą planetą, już dawno bylibyśmy bankrutami.

Współczesne ekonomie zbudowane są na zaostrzaniu ludzkich apetytów, nieproporcjonalnie większych od podstawowych potrzeb człowieka. „Wystarczy wszystkiego, by zaspokoić ludzkie potrzeby, ale nie ludzką chciwość” – M. Ghandi. Thoreau traktował ekonomię jedynie jako środek do osiągnięcia jedynego celu „trzymania się ciepło” (zapewnienia warunków do życia) – jedzenia na talerzu, odzienia, dachu nad głową. Mając to zapewnione moglibyśmy od razu zająć się prawdziwie ludzkimi celami: kreacyjnymi i duchowymi. Dzisiaj ekonomia sama stała się dla nas celem wypełniając całe życie, a niszczenie planety stało się priorytetem. Cóż więc gatunek Homo sapiens ma czynić na organizmie Ziemi? Z pewnością nie może konsumować swojego żywiciela, jak czynią to komórki rakowe! Ekonomia zrównoważenia lub ekonomia zachowawcza musi być lustrzanym odbiciem Wielkiej Ekonomii Natury i zaspokajać ludzkie potrzeby, a nie chciwość.

Niech ekonomiści zaczną myśleć o planecie. Projektujcie takie systemy ekonomiczne, które będą zaspokajać zarówno potrzeby ludzkie jak i potrzeby przyrody; ekonomie, które mają na względzie i człowieka i Ziemię, w których potrzeby każdego gatunku na Ziemi będą zaspokojone. Pracujcie twórczo, znając ograniczenia żyjącej planety, żeby naprawdę „dbać o dom”, który należy w tej samej mierze do innych co do nas.

Jeśli będziemy kontynuować dotychczasowe postępowanie, możliwe są trzy scenariusze dalszych dziejów życia na Ziemi. Pierwszy: ludzki gatunek może wyginąć, jak dinozaury które kiedyś panowały na naszej planecie. Drugi: sama Ziemia może umrzeć. Trzeci: zarówno Ziemia jak i my będziemy jakiś czas wegetować w wysoce zdegradowanym stanie.

Żaden z tych scenariuszy nie jest atrakcyjny. Żaden też nie musi być zrealizowany. Posiadamy środki, by ograniczyć populację; słońce i wiatr dostarczają czystej energii; powstają „zielone” technologie; na rynku mogą być samochody wysoce energooszczędne.

Zaczynają się pojawiać również nowe idee, których potrzebujemy.

Nie po to jesteśmy, żeby skonsumować własną planetę. Jesteśmy zwierzęciem stworzonym po to, żeby świętować, cieszyć się z chwały i piękna Ziemi i z siebie nawzajem, oraz by dbać tak o Ziemię jak i o ludzi.

Odwróćmy się od naszych miast zaprojektowanych dla egoizmu, od rozkładu dnia pracy i porządku sfabrykowanego przez człowieka, w kierunku większego Porządku, który ustanowił Bóg, a nie człowiek, któremu człowiek musi się teraz podporządkować. Niech ekonomiści przypomną sobie jak naprawdę bardzo kochają tę planetę i niech w zgodzie z tym uczuciem zrewidują swoją ekonomię.

Lorna Green

Tłum. Agata Korbel

Z „The Trumpeter”, Vol. 12, No. 3, 1995

Lorna Green prowadzi skromne życie wśród przyrody i jest autorką wydanej niedawno książki Earth Age (Paulist Press).