Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/26-27 1996 Lipiec / sierpień 1996

Dziki mężczyzna, dzika kobieta, dzika przyroda

Joanna Kępińska

Słońce i księżyc, mężczyzna i kobieta, orzeł i wąż
są postaciami na scenie światowej;
na ich wzajemnym oddziaływaniu
zasadza się tajemnica światła i ciemności,
życia i śmierci, dobra i zła.

Manfred Lurker, „Przesłanie symboli w mitach, kulturach, religiach”

Lao-tsy w Tao-te-king mówi, że z Tao, czyli transcendencji, rodzi się Jednia. Z Jedni rodzi się Dwójnia, z Dwójni – Trójnia, a z niej wszystko inne. Wszystko w polu czasu i przestrzeni jest dwoiste.

Ja i ty, to i tamto, prawda i nieprawda, męskie i żeńskie – każdy z członów ma swoje przeciwieństwo. Jednakże mitologia sugeruje, że poza tą dwoistością jest jakaś pojedynczość, w której wszyscy mamy udział; Można powiedzieć, że rodząc się przybieramy tylko jeden aspekt swej rzeczywistej metafizycznej dualności. Odbija się to w religiach misteryjnych, w których adept przechodzi szereg inicjacji otwierających go na coraz głębsze wymiary własnego wnętrza. Potem przychodzi moment, gdy uświadamia on sobie, że jest zarówno mężczyzną jak i kobietą.

W chińskiej figurze jin-jang, w „czarnej rybie” umieszczona jest jasna kropka, za to w białej – czarna kropka. Oto symboliczne przedstawienie natury świata i związków, w jakie mogą wchodzić ze sobą jego poszczególne elementy. Nie można wejść w żaden związek z czymś, w czym się jakoś nie uczestniczy.

Gdy usiłujemy coś oddzielić, odczuwamy, że jest ono powiązane ze wszystkim we wszechświecie. Nawet cząsteczka nigdy nie jest zmarnowana, ani zużyta, a/e wiecznie zmienia swe zastosowanie.

John Muir

Człowiek ze swej natury uczestniczy we wszystkim, co dzieje się w kosmosie i ma z tymi wydarzeniami więź tak wewnętrzną, jak i zewnętrzną.

Richard Wilhelm, o chińskim pojęciu Tao.

Jednak przeczucie jedności nie oznacza dążenia do unifikacji. Biegunowości wyznaczają nasze istnienie: kobiece i męskie to dynamizmy, według których żyjemy. Wyeliminować jedno, a drugie niknie. Nie chodzi też o podkreślanie i podsycanie antagonizmu, jak czynią to niektóre radykalne feministki piętnujące patriarchalną kulturę. Osobiście uważam, że żyjemy obecnie w industrialnym systemie różnym od patriarchatu. System, w którym żyjemy nie ma żadnego poważania ani dla męskiego, ani dla żeńskiego sposobu odczuwania. System ten determinuje porządek rzeczy w dziedzinie zasobów, wartości i lojalności; decyduje o tym, które zwierzęta mają żyć, a które muszą wyginąć i o tym, jak są traktowane dzieci. W systemie industrialnego panowania nie ma ani króla, ani królowej. Patriarchat z prawdziwego zdarzenia pozostaje pod wpływem archetypu mitycznego Króla, którego energia przenika każdego mężczyznę i każdą kobietę danej kultury. Matriarchat z prawdziwego zdarzenia ożywia zaś postać mitycznej Królowej. Można powiedzieć, że owa królewska postać z mitów to symboliczne przedstawienie sposobu działania energii wypływającej z najgłębszego jądra męskości i kobiecości – sfery Dzikusa i Dzikuski.

Ciemna strona męskiej natury jest wszystkim znana. Na konto mężczyzn trzeba zapisać szaleńczą eksploatację zasobów przyrody, dyskryminację kobiet, niepohamowaną namiętność do plemiennych wojen. Należy jednak odróżnić postać Dzikusa od jego wykoślawionej wersji jaką jest barbarzyńca. Barbarzyńca wyrządza wielkie szkody duszy, przyrodzie i gatunkowi ludzkiemu. Można by powiedzieć, że choć barbarzyńca jest zraniony, ignoruje ten fakt i traci kontrolę nad swą dziką energią, która staje się przez to skrajnie destrukcyjna. Dzikus, zachowując swą integralność, przypomina raczej kapłana zen, szamana czy trapera, niż barbarzyńcę.

W przypadku kobiet – zraniona bądź stłumiona Dzikuska manifestuje się jako archetypowa wiedźma, której mroczna energia jest równie groźna i niszcząca jak demoniczna energia barbarzyńcy. Nie mają więc sensu wzajemne oskarżenia i dążenie do odwetu gdyż jątrząc rany podtrzymujemy zaistniałą, chorą sytuację. Wracając do Dzikusa trzeba dodać, że nie mieści się on też w typie „miękkiego mężczyzny” – miłego człowieka, przyjaźnie nastawionego do całego wszechświata, górującego świadomością ekologiczną nad swoim ojcem, ale przy tym obdarzonego niewielką siłą witalną.

Dzikus dysponuje energią wojownika. Wojownicy na przestrzeni wieków kultywowali takie cechy jak odwaga, współczucie, dyscyplina, lojalność, samopoznanie. Te szlachetne przymioty stanowią archetypiczny wzorzec wojownika. Dla wyznawców i taoizmu użycie broni i stosowanie przemocy dozwolone były jedynie jako ostateczność. Bodhidharmie, buddyjskiemu mnichowi, który przeniósł filozofię zen z Indii do Chin, przypisuje się twierdzenie: „Wojna i zabijanie to zło, ale złem jest również nie być przygotowanym na bronienie siebie”. Ponieważ mnisi buddyjscy nie nosili broni Bodhidharma radził, aby nauczyli się jak „z każdego palca uczynić sztylet, z pięści maczugi, z ramion włócznie; a z każdej dłoni miecz”.

Wyciągnięcie miecza nie musi oznaczać walki. Może ono wskazywać na zdecydowanie płynące z poczucia siły. Budzenie wrażliwości czy też, jak to się określa, „kobiecej strony” osobowości mężczyzny jest niezwykle wartościowe, jednak niewystarczające. Jak głoszą mityczne opowieści, na dnie psychiki każdego mężczyzny znajduje się duża, pierwotna istota, cała pokryta włosami. Systemy mitologiczne łączą włosy ze sferą instynktów, z seksem, z dzikością. Nawiązanie kontaktu z wewnętrznym Dzikusem może być przerażające, wymaga pokonania oporów i lęków, tym bardziej dzisiaj, gdy systemy społeczne i ekonomiczne czynią tak wiele, by ukształtować jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi. Carl Gustaw Jung rozpoznał wyraźny związek pomiędzy wyparciem naszej dzikości (zarówno męskiej jak i kobiecej) obawą przed błotem – a zabijaniem twórczych zdolności. Pisał on: „Życie samo płynie ze źródeł, które są zarazem klarowne i muliste. Dlatego też cała nadmierna ‘czystość’ pozbawiona jest żywotności. Nieustanne dążenie do klarowności i zróżnicowania oznacza proporcjonalną utratę intensywności życiowej dlatego właśnie, że wyklucza się składniki muliste. Każdy proces rozwoju wymaga tego co jest muliste jak i tego, co klarowne. W sposób widoczny dostrzegł to wielki zwolennik względności, Mistrz Eckhart, który mówił o Bogu jako o wielkiej, podziemnej rzece, a podziemna rzeka przepływa przez błoto”.

Dzikus nie jest przeciwstawny cywilizacji, ale też nie mieści się w niej całkowicie. Etyczna nadbudowa ortodoksyjnego chrześcijaństwa nie jest przychylna Dzikusowi, jak się wydaje, w odróżnieniu od samego Jezusa, który przyjął chrzest z rąk długowłosego Jana i jeżeli cokolwiek na pewno o nim wiemy, to to, że był zakochany w ptakach fruwających w powietrzu, liliach polnych, rybach, owcach i kozach, słońcu i deszczu, nasionach gorczycy i drzewach figowych.

Jest anegdota o pewnym krajowcu z dżunglii, który powiedział kiedyś misjonarzowi: „Twój bóg zamknął się w chacie i siedzi, jak gdyby był stary i niedołężny. Nasz mieszka w lesie, jest też na polach i w górach gdy przychodzi deszcz”. To smutne, że my, ludzie „nowocześni” odzieramy świat z jego naturalnych objawień, z samej przyrody. Stara pigmejska legenda opowiada o chłopcu, który w lesie znalazł pięknie śpiewającego ptaszka i przyniósł go do domu. Prosi ojca, by ten przyniósł dla ptaszka jedzenie, ale ojciec nie chce; co tam będzie karmił zwykłego ptaka – i zabija go. Legenda mówi dalej, że człowiek zabijając ptaka zabił też pieśń. A razem z pieśnią siebie. Jest to opowieść o tym, co dzieje się gdy ludzie niszczą swoje otoczenie, przyrodę – zabijają pieśń, wewnętrzny mit, a tym samym swą własną naturę. Obecnie brak nam żywych mitów pomagających mężczyznom i kobietom nawiązać kontakt ze światem natury i zrozumieć jego istotę.

W kulturze zachodniej ziemia i wszystkie wody na niej identyfikowane są jako żeńskie i przez implikację należące do kobiet. Niebo zaś należy do mężczyzn. Mówi się o „ojcu niebieskim” i „matce ziemi”. W zapomnienie popadły dwa inne bóstwa, znane jeszcze Egipcjanom – „matka niebieska” – Nut (córka powietrza i wilgoci), obok Izis – pani ziemi i Geb „ojciec ziemia” obok Ra – pana nieba. Grecy, a po nich Europejczycy stracili kontakt z kompletem czterech bóstw, zachowują w pamięci tylko dwoje z nich. Kiedy pamięta się tylko dwoje bóstw płcie ulegają skrajnej polaryzacji i zaczynają wydawać się przeciwstawne (wrogie sobie nawzajem). Każda płeć utożsamia się z czym innym; mężczyźni z niebem – ogniem, kobiety z ziemią – wodą. Kiedy odnajdziemy utracone, mityczne energie personifikowane jako męsko-żeńskie bóstwa ziemi i powietrza, zmniejszy się dystans i napięcie między płciami, a mężczyźni, niejako przywróceni ziemi, uznają jej ochronę za coś bardziej naturalnego. Rewolucja przemysłowa oderwała mężczyznę (chyba w większym stopniu niż kobietę) od natury. Każda w zasadzie praca, jaką może dostać, jest szkodliwa dla ziemi i dla atmosfery.

Nietzsche mówi: Człowiek to chore zwierzę. Można powiedzieć inaczej – człowiek to zwierzę nie wiedzące co z sobą zrobić. Związek człowieka Zachodu z wewnętrznym Dzikusem został zakłócony, czy przerwany, już przed wiekami i narosło wokół niego wiele obaw i nieporozumień. Przyjrzyjmy się. jednak jego śladom, które jeszcze pozostały w nas. Jednym z nich jest zachowana z dzieciństwa spontaniczność. Chamstwo i złośliwość mogą być dowodem prostactwa, lecz nigdy spontaniczności. Zachowując w swym wnętrzu Dzikusa czuje się również autentyczną życzliwość do wszystkich dzikich sił przyrody. To właśnie Dzikus chroni puchacza i wilka. Dzikus to męski obrońca przyrody. Jesteśmy – zdaje się – w toku przypominania sobie o istnieniu Dzikusa i Dzikuski ze względu na to, iż stoimy obecnie wobec silniejszej niż kiedykolwiek w dziejach potrzeby ochrony ziemi, jej stworzeń, wód, powietrza, gór, drzew, puszcz. Dzikus i Dzikuska to bramy prowadzące do dzikości przyrody, ale można by też powiedzieć, że Dzikus sam jest przyrodą. Dzikus zwraca się do tego co jest w dole, do naszego ciała, zwierzęcych przodków, samej ziemi, jej bogactw, „Woda woli miejsca nisko położone” – mówi Tao-te-king.

Dziki aspekt naszej istoty nie rozwinie się jednak w pełni dzięki tzw. „naturalności”, poddaniu się biegowi wypadków, paleniu „trawki” i ogólnemu konformizmowi. Dzikus i Dzikuska rodzą się w ciemności, pod powierzchnią, w podziemiach, Tam, gdzie żaden obraz nigdy nie powstaje, w najgłębszej otchłani duszy – tam jest sfera dzikiego. Proces odkrywania tego obszaru może być trudny i bolesny. Racjonalny umysł boi się ciemności, ale nasze ciało wypełnione jest nią. Nasze serce pracuje całkiem dobrze w ciemności. Nasze wątroby, nerki, nasz mózg, wszystkie harmonijnie pracujące części naszych ciał wykonują swoje codzienne funkcje w zupełnej ciemności.

Jakkolwiek była głęboka wewnętrzna ciemność, w którą opuszczali się podczas swoich transów szamani, […] taka sama ciemność musi zalegać w nas, doświadczamy jej nocą, podczas snu.

Joseph Campbell, „Potęga Mitu”

W mitologii celtyckiej Dzikus i Dzikuska strzegli świętego źródła (Wody Życia). Gdy doświadczamy życia jako takiego, w jego czysto fizycznym wymiarze i gdy wywołuje to rezonans w głębi naszej najbardziej wewnętrznej istoty – budzi się Dzikus (Dzikuska).

Joanna Kępińska