Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/26-27 1996 Lipiec / sierpień 1996

Wilk i filozof

R.F. Dubois

Tego ranka, 500 lat p.n.e. filozof ze szkoły Heraklita z Efezu maszerował pełen werwy w słońcu, które rzucało swe złote światło na wzgórza Attyki. Był to dopiero początek istnienia świata Greków i nasz filozof, ignorując bieg wieków i przebieg historii rozmyślał sobie o początkach ewolucji i wartości czasu.

Skowronki latały na niebie wolnym od zanieczyszczeń, w niebieskości, która była tak delikatna, że zdawało się, iż piosnki ptaków wypełniają ją pocałunkami.

Filozof rozmyślał o poglądach swego mistrza dotyczących początków Wszechświata i o ciągłych zmianach świata rzeczywistego. Gdy tak sobie maszerował drogą jego sandały zostawiały ślady na białym piasku. Choć ostatnio pytał pasterza o drogę, ten przez pomyłkę skierował go w złą stronę. Zerwał na swej drodze delikatne gałązki goździków, których kruche pączki otworzyły się właśnie w odpowiedzi na wołanie porannej rosy.

Cóż, każdy wie, że goździki są ulubionymi kwiatami Afrodyty.

Widząc tak bezsensowną ofiarę bogini wpierw zapłakała, a później wpadła w gniew. – Musi być ukarany! – postanowiła.

Długo tupała nogą w proteście, aż Zeus wyśmiał jej kaprys.

– Daj spokój temu filozofowi – odrzekł, starając się ją uspokoić. – Nie wiedział co czyni. Spędził życie na odkrywaniu tajemnic rzeczy, zamiast się nimi cieszyć, zanim jego ciało zgarbi się od wieku.

Ale Afrodyta, zgorszona bezmyślnością myśliciela (domagała się dla niego surowej kary.

– W porządku – odrzekł Zeus, znudzony sprzeczką z pięknym dzieckiem. – Zobacz, idzie w złym kierunku. Idąc tam nie znajdzie ani chleba, ani noclegu. To sprawi, że jego myśli zmienią bieg na bardziej przyziemne tematy. Wtedy z pewnością poprosi mnie o pomoc. Wysłucham go i nie zapominając o tobie Afrodyto, spełnię jego prośby według swojej własnej interpretacji.

– Pozwól mnie wybrać tę interpretację – uśmiechnęła się bogini.

– Dobrze – zgodził się władca Olimpu.

Godziny mijały, a filozof maszerował. Wyczerpująca droga, którą podążał, wspinała się bez końca na skalistą górę. Dookoła było coraz mniej roślin. Strużki potu wystąpiły na jego czole. Ogarnął go strach. Wiedział już, że pasterz musiał go oszukać. Był teraz zagubiony wśród gór, z dala od przyjaznego środowiska. Słońce świeciło bardzo intensywnie. Był środek dnia, najgorętsze z słońc… Próżno szukał zacienionego miejsca na odpoczynek. Tylko wiatr wiejący znad morza mógł jakoś ochłodzić jego ciało. Najpierw przyszło pragnienie piekące gardło. Minęła kolejna godzina. Szedł chwiejnym krokiem. W końcu zatrzymał się. Gdzie był? Jak daleko sięgał wzrokiem widział tylko góry pod rozpalonym niebem. Padł na ziemię. – Zeusie – błagał – wskaż mi drogę!

– Pokazać ci drogę? Kto może pokazać drogę filozofowi? – Zeus uśmiechnął się.

– Proszę cię, Boże wszystkich bogów, który zawsze wysłuchujesz prośby, daj mi znaleźć się w gospodzie, I gdzie mógłbym odpocząć i ugasić pragnienie i gdzie mógłbym usłyszeć uspokajający głos drugiego człowieka.

Zeus pomyślał, że filozof wykazywał małe wyczucie swojej sytuacji. Czyżby myślał, że on Zeus, władca wszystkich królestw będzie zabawiał się w budowniczego wznoszącego gospodę w tym odludnym regionie? W dodatku gospodę, która miałaby być wykorzystana tylko jeden raz i tylko przez jedną osobę?

Łzy napłynęły do oczu filozofa. Wiedział, że znajduje się w delikatnej sytuacji. Noc zbliżała się nadspodziewanie szybko w tym nieprzyjaznym środowisku. Nie był jednak głupcem, by ponownie prosić o coś nieracjonalnego.

– Zeusie – błagał – w obliczu tych wszystkich trudności, które mnie napotkały, proszę cię tylko o jedno: daj mi towarzysza do kompanii.

Zeus zwrócił się teraz do Afrodyty. – To inteligentne życzenie – powiedział. – Chciałby towarzysza. Wszystko zależy od ciebie Bogini Miłości.

Afrodyta zignorowała kpiący ton Zeusa. Zaskoczona z początku prośbą filozofa, podążyła za nicią swych rozmyślań. Nagle uśmiech ukazał się na jej boskich policzkach i krótki, okrutny płomyk zamigotał w oczach. – Poślij mu wilka – powiedziała.

Zeus z uśmiechem pochylił głowę nad Attyką. Filozof podniósł się z ziemi i rozejrzał dookoła.

– Kto to? – wykrzyknął. – Kim jesteś, psem?

Rozejrzał się dookoła, ale nie dostrzegł nikogo przypominającego człowieka. Spojrzał uważnie na wilka. Z uwagą obserwował zwierzę siedzące naprzeciw niego, dając upust swej ciekawości.

– Na wszystkich bogów Olimpu, co za kły! Natychmiast uzmysłowił sobie prawdę: – Wilk! Heraklit zwykł opowiadać o tym stworzeniu… a właściwie co on o nim mawiał? „Wilki nie lubią towarzystwa człowieka. Unikają go” – Spojrzał w bok na drapieżnika. – „Wilki nie lubią towarzystwa…” ale co on tutaj robi gapiąc się na mnie? Czyżby Heraklit się mylił? – Zwierzę zachowywało się w dość szczególny sposób. – Ach tak, Zeus mi go zesłał! Więc on zapewne umie mówić. Pozdrawiam cię Królu Wilków – zdołał wymamrotać.

Wilk wyraził akceptację tylko mrugnięciem oczu.

Filozof doszedł jednak do wniosku, że to był sposób wyrażenia aprobaty. Był pod silnym wrażeniem. Król? A gdzie jego poddani? Z pewnością niedaleko.

Król wyraził zapewne życzenie, aby pozostać z nim sam na sam, by podyskutować i poznać teorie Heraklita. Musi więc zadowolić tę ważną osobistość. Ułożył się wygodnie, jak tylko to możliwe, i zaczął długi monolog:

– Jestem filozofem – rozpoczął. I przed niewzruszonym wilkiem dał wyczerpujący opis, który jemu wydawał się znakomity, teorii Heraklita dotyczący wszechświata.

Oszołomiony potokiem słów wilk siedział nieruchomo i czasem mogło się wydawać, że kiwa głową przytakując twierdzeniom filozofa.

Na górze Olimp Zeus śmiał się, ale nie z wilka, który wydał mu się szlachetny i cierpliwy, lecz z gadulstwa filozofa.

Zmieszana Afrodyta przygryzała swe śliczne wargi. Ares, widząc ją bliską płaczu, podszedł ku niej i wyszeptał kilka słów ojej idealnej piękności. Szybko odzyskała uśmiech. Równie szybko straciła zainteresowanie tym odległym miejscem w Attyce. Tymczasem grzeczne zwierzę zaczynało powoli być znudzone monotonnym hałasem płynącym z ust uczonego. Wilk ziewnął. Ostudziło to zapał filozofa. Nie chciał jednak utracić pilnego słuchacza, jedynej żywej istoty w okolicy, która chciała go słuchać. Pomyślał, że dobrze będzie jeśli przeprosi wilka: – Temu ostatniemu twierdzeniu rzeczywiście brakuje argumentów. Doskonale rozumiem dlaczego wahałeś się przez moment – Nagle zdał sobie sprawę, że zapada noc. Ponieważ mówił długo, jego gardło wyschło jak stara oliwna gałązka.

– Czy mógłbyś Królu Wilków – rzekł, kłaniając się zwierzęciu – pokazać mi drogę do źródła? – Wilk wstał, zrobił trzy kroki i spojrzał za siebie. – Już idę, już idę krzyknął filozof, podążając w pośpiechu za wilkiem. I poszli gęsiego przez pustkowie.

Filozof nie mógł oderwać się od wody. Siedzący powyżej źródła wilk patrzył w dół na tę dziwną postać, która umierając z pragnienia nie przyszła tu wcześniej. Widocznie ten człowiek sam. nie byłby w stanie odnaleźć życiodajnej wody. Czyżby nie miał rozumu? Wilk nie mógł sobie wyobrazić jak żyje taki człowiek. Tymczasem człowiek westchnął z ulgą, wstał i wdzięcznym wzrokiem spojrzał na wilka. Gratulował sobie, że go spotkał, wiedział jednak, że to dzięki Zeusowi…

– Zeusie, Zeusie, dzięki ci za przysłanie mi najlepszego kompana jakiego miałeś! – skłonił się w stronę Olimpu.

Zeus był głęboko poruszony tą spontanicznością i zaufaniem. – Czy pomożemy mu? – zwrócił się do Afrodyty. Ale ona zbyt była zajęta Aresem, by zwracać uwagę na filozofa. – Zrób z nim co zechcesz – odparła. Nie obchodzi mnie już ten śmiertelnik.

Zadumany Zeus spoglądał na dwie ziemskie istoty, które spotkały się dzięki niemu. Dziwny duet. Po ugaszeniu pragnienia filozof ustąpił miejsca wilkowi, by ten też mógł się napić.

– Co za uprzejmość – myślał o sobie filozof. – Ale czy inny obcy wyświadczyłby mi tyle przysług? A przecież musimy jeszcze zapewnić sobie wieczorny posiłek kontynuował – i schronienie.

Wilk zatroszczył się o wszystko. Złapał zająca i znalazł jaskinię, gdzie filozof mógł rozpalić ognisko oraz ułożyć z pachnących liści dywan, na którym mogli zażyć trochę odświeżającego snu; Wilk skulił się w kulkę i spał z jednym okiem otwartym.

Nad ranem, gdy wyszedł z objęć Orfeusza, filozof zobaczył wilka stojącego u wylotu jaskini. Wilk cieszył się, że nie wyszedł przed jego obudzeniem, a teraz dał znać, że zamierza odejść.

– Poczekaj – zawołał filozof. – Muszę podziękować ci za towarzystwo. Nauczyłeś mnie najważniejszej rzeczy w życiu: cieszyć się z prostych rzeczy, które dają nam bogowie, a także, że aby być szczęśliwym trzeba oceniać tylko ich rzeczywistą wartość – Wilk wyraził uznanie mrugnięciem oczu i wybiegł z jaskini.

Filozof pozostał mocno poruszony i długo machał na pożegnanie w kierunku wilka.

Zeus musiał przyznać w imię Niebios, że znacznie mądrzej jest czytać Wielką Księgę Natury niż wszystkie rozprawy naukowe jakie człowiek kiedykolwiek napisał i napisze.

Przez wielu ludzi ta historia z pewnością będzie traktowana jako ekscentryczna. Jeśli jednak jesteś skłonny w nią uwierzyć, zapraszam cię serdecznie w góry Attyki. Będziesz tam mógł wołać do bogów i gdy poprosisz Zeusa, kto wie, może spotkasz niespodziewanego przyjaciela na swej drodze, może nawet wilka. I może właśnie wtedy… ale to już zupełnie inna historia.

R.F. Dubois

„Wolf my friend”, tłum. Krzysztof Jasek