Miesięcznik Dzikie Życie

4/58 1999 Kwiecień 1999

Krople wody spadają (fragment)

Rolf Edberg

Przysłuchiwać się wodzie to to samo, co wsłuchiwać się w przeszłość. Pierwszym, przez wczesne zaczątki ucha chwytanym dźwiękiem, był dźwięk oceanu. Gwałtowne praburze i nawalne pradeszcze były jeszcze bezgłośne; zgiełkliwym drganiom powietrza brakowało odbiornika, który by je przekształcał w głos - ucha. Aż później dopiero wyspecjalizowały się w słuchaniu któreś z nerwowych włókienek żyjących w morzu organizmów. W morzu to, nie gdzie indziej, miały miejsce narodziny dźwięku. I podczas gdy miliony lat, rok po roku, płynęły splecione ze sobą, rozwojowi życia na ziemi wtórowała wznosząca się i opadająca muzyka oceanu.


Z dźwiękiem wody spotykamy się najwcześniej. Jej spokojne popluskiwanie odpowiada ruchom płodu, zanurzonego w mrocznym oceanie matczynego łona. Dojrzewamy do momentu przyjścia na świat szmerem wody w małżowinie ucha. Są to głosy, z którymi zestrajają się najgłębsze warstwy naszej świadomości. Wszystkie doświadczenia dźwiękowe człowieka mają swój początek w przestrzeniach wód. Później doszły do głosu i wiatry. Ruchy fal i porywy wiatru stały się dźwiękowym zaczynem naszej planety. (...)

Samo życie zdaje się zajmować miejsce nie tylko wśród słuchaczy wielkiej symfonii przyrody, ale wśród jej wykonawców. Raz rozbudzone, od początku kształtowało własne środowisko dźwiękowe, wpływając jednocześnie na kształtowanie się atmosfery ziemskiej i klimatu. Każda z jego form zdaje się wymyślać własne dźwięki. Robaki toczące drewno, wybijające staccato w uporządkowanych sekwencjach; cykady, które w swoich koncertach jako rezonatorów używają własnych, pustych w środku, odwłoków; owady, które są w stanie rozśpiewać całą łąkę i napełnić dźwiękiem cały las; ptaki, których melodyjne refreny są często tak specyficzne dla poszczególnych gatunków, że nadają fragmentom krajobrazu unikalne sygnatury muzyczne; żaby i ropuchy, które w okresie godów, mając za jedyny instrument własne wiązadła dźwiękowe i pęcherze rezonacyjne, łączą się masowo w najfantastyczniejsze chóry skrzeków, kumkań i rechotań, głosów, które w czasie, kiedy życie emigrowało z oceanu na ląd stały, były zapewne pierwszym zwierzęcym krzykiem na ziemi - wszystko łączy się w platformie życia.

Najpotężniej rozchodzą się fale dźwiękowe w żywiole, w którym życie miało swój początek, chociaż rzadko docierają do kanałów słuchowych istot zamieszkujących lądy. Woda przewodzi głosy pięć razy szybciej niż powietrze, a ich drgania nabierają od niej miękkości. Ryby i ośmiornice, płazy i delfiny biorą udział w tworzeniu tej wodnej muzyki. Ponieważ organizmy większości stworzeń morskich w przeważającej części składają się z wody, przez ciała tych zwierząt przepływają fale dźwiękowe, które rozchodzą się we wszystkich kierunkach echami odbitymi od sklepień oceanicznych głębin. Stworzenia wodne pływają zanurzone w toni dźwięków, do których powstania same się przyczyniają. O pieśniach wielorybów mówi się, że są przejmująco piękne. Kiedy osobniki z gatunku Magaptera novaengliae zbierają się na okres godów i łączenia się w pary, przez wiele dni i nocy woda pulsuje ich nawoływaniami. Nurkowie, którym udało się zbliżyć do śpiewających waleni, opowiadają. że drgania przenikały ich z taką mocą. że zdawało im się, że „siedzą w środku największej z przeolbrzymich piszczał organowych”. Prawdziwą sensacją dźwiękową jest nagrany na płytę śpiew tak zwanego wieloryba garbatego - słowami tego śpiewu opisać się nie da. Najsilniej ze wszystkich brzmi głos gatunku Balaenoptera musculus. Kiedy ten niezrównany trubadur oceanów uruchomi sto osiemdziesiąt decybeli swego głosu i pozwoli mu odbijać się tam i z powrotem między dnem a powierzchnią morza. fale dźwiękowe rozchodzą się na olbrzymie odległości poprzez rozległe przestrzenie wód; w kanałach dźwiękowych na styku różnych warstw wodnych słychać je podobno na odległość tysięcy kilometrów. Pieśń ­wielorybów przemawia do nas dodatkową nutą patosu, kiedy uświadamiamy sobie, że wskutek grabieżczych instynktów człowieka wkrótce może ona zamilknąć.

A jak było z człowiekiem, kiedy już językiem zaczął harcować po podniebieniu jak stopami po ziemi, co było pierwsze: słowo czy melodia? Kusząca jest hipoteza, ze dźwięk i słowo tworzyły na początku jedność - niby głos przyrody, którą mieszkaniec drzew, stawiający swe pierwsze kroki na ziemi, starał się naśladować; i że w artykulacjach jego krtani zawarte były tak myśli, jak i zaklęcia. Coś prastarego zdaje się wyzierać z rytualnych tańców afrykańskich, tego koncertu natury o zaskakującej urodzie, którego uczestnicy naśladują zwierzęta, kołyszące się drzewa, fale wód, wiatry. Lukrecjusz wierzył, że pasterze uczyli się śpiewu i gry na flecie od wiatru. Mieszkańcy Jawy, w swoim gamelan, głosami dzwonków i gongów oddają monotonne brzmienie padającego powoli deszczu; w miarę jak tempo staje się coraz szybsze, deszcz przeobraża się w wiatr, przeciągający to lasem, to ponad szeroko rozlanymi wodami. Potrzeba wyrażania się poprzez rytm i poprzez muzykę zdaje się być zawarta w każdym przejawie życia - jako odbicie pierwszych, przez praucho zarejestrowanych dźwięków, a może, w swej skrajnej postaci, jako pamięć molekularna, wspomnienie czasu, kiedy materia z chaosu przeobrażała się w uporządkowany taniec form żywych. Muzyka tkwi w naszych genach. Być może jej rytmem pulsują strumienie naszych myśli. Wszyscy w pewnym sensie jesteśmy nutami harmonii sfer.

Rolf Edberg

Rolf Edberg jest szwedzkim pisarzem, który swojej trosce o sprawy związane z zagrożeniem środowiska dawał wyraz długo przedtem, zanim debata ekologiczna nabrała rozgłosu i rozmachu. Jego światopogląd określany jest jako pokrewny ekozofii Arne Naessa. Edberg twierdzi, że aby zrozumieć charakter ekologicznego zagrożenia i jego przyczyny, konieczna jest zmiana perspektywy i ustalenie właściwych, nieantropocentrycznych proporcji we wszechświecie. W swojej twórczości opowiada się przeciwko bezmyślnej, obliczonej na doraźne interesy eksploatacji przyrody, przeludnieniu, skażeniu wód i atmosfery.
Redakcji „Literatury na Świecie” dziękujemy za zgodę na przedruk opowiadania. Pochodzi ono z numeru 7/1992, który zawiera szereg pięknych tekstów związanych z ekologią. Ten archiwalny numer (oraz prenumeratę pisma) można zamówić pisząc na adres: Literatura na Świecie, ul. Kozia 3/5, 00-070 Warszawa, tel./fax 022/8286496.