Miesięcznik Dzikie Życie

11/65 1999 Listopad 1999

Listy

Droga Redakcjo, dziękuję za ciekawy jak zwykle numer „Dzikiego Życia”. (...) Zrobiłem w swym otoczeniu miniankietę - rozeznanie, co kto wie o przestrogach papieża w Zamościu, Nikt nic nie słyszał. Tak naprawdę papieża się nie słucha. Za to 28 sierpnia br. naprzeciw Urzędu Gminy i Straży Pożarnej w Huszlewie podpalono wspaniały pomnik przyrody, sędziwą topolę o obwodzie u dołu ok. 4,5 metra, wysoką ok. 18 metrów, na której było kiedyś gniazdo bocianie, gniazda kawek, mazurków, szerszeni, os, miejsca odpoczynku i dokarmiania się przeróżnych bytów natury. Topola mogła żyć jeszcze wiele, wiele lat i cieszyć także pięknem swoich zdrowych konarów i bujnej korony pełnej życia. Przez pięć godzin młodzież z całej okolicy obserwowała ten żałosny spektakl ludzkiej nienawiści do przyrody. Zgorzałe resztki wspaniałego drzewa ściągnięto wreszcie linką w pobliże strumyka. Pogorzelisko dopalało się jeszcze przez 48 godzin...
Zmienić stosunek ludzi do przyrody na bardziej przyjazny można tylko poprzez wychowanie młodzieży w każdej miejscowości za pomocą własnej bezinteresownej pracy przy nowych nasadzeniach i ochronie DZIKIEGO ŻYCIA w ostojach przyrody. Podkreślam ­w KAŻDEJ miejscowości, a nie tylko w parkach narodowych i rezerwatach, zajmujących ok. 1 % i 0,4 % powierzchni kraju.

Andrzej Mirski

***

Mazury. Byłem przez bardzo długi okres czasu strażnikiem (kierownikiem) grupy Straż Ochrony Przyrody. Była to swego rodzaju zielona policja przyrody, w niektórych przypadkach bardzo skuteczna. Niestety, najwięcej zależy jednak od obowiązujących przepisów i ich egzekwowania... Oto przykład z rejonu Mazur, a konkretnie Puszczy Piskiej i jeziora Nidzkiego. Wskutek nieprzemyślanej decyzji w miejscowości Ruciane - Nida powstała fabryka płyt pilśniowych wiórowych i laminatów, a przy okazji zakład produkcji sztucznej okleiny i laboratorium branżowe. W sumie - obiekt dający wielkie zagrożenie ekologiczne, położony w samym sercu „Zielonych Płuc Polski”. Działało to na zasadzie „jakoś to będzie”. Ścieki fabryczne, z dużą zawartością toksyn i mikrowłókien drzewnych, odprowadzano wprost do jeziora Bełdany. Pył drzewny zawierający formaldehyd, amoniak i inne substancje zatruwał okolicę w promieniu kilku kilometrów. Dodam, że fabryka leży 20-30 metrów od jeziora Nidzkiego i wody były zasypywane tym „delikatesem”. Na szczęście, kilka lat temu fabryka upadła.
Zamiast pomyśleć o zakładzie przyjaznym środowisku tę upadłą fabrykę - obszar o powierzchni kilkunastu hektarów, wraz z częścią wybrzeża jeziora, gdzie rosną m.in. wiekowe dęby ­sprzedano beztrosko jakiemuś Włochowi. Jak wiadomo zieleń wokół zbiorników wodnych pełni funkcję wszechstronnej oczyszczalni. Teraz, gdy jest to własność prywatna, Włoch może wszystko wyciąć. Już uruchomił produkcję płyt pilśniowych, a planuje uruchomienie tartaku. Rusza produkcja bez żadnej modernizacji zakładu, o krok od Mazurskiego Parku Narodowego. Oczywiście, lepiej zatruwać Polskę niż Włochy, a i murzyni do pracy za grosze są na miejscu. /.../
Pamiętam Mazury z lat 50-tych. To przyroda była tu panem. Teraz jest odwrotnie. Uważam, że przede wszystkim turystyka powinna być sterowana i kontrolowana. Masy nowobogackich pseudoturystów to groźny przeciwnik przyrody, na równi z przemysłem. Czy ktoś opracował w Polsce jaka może być pojemność różnych regionów gdy mowa o turystach, by byli oni jeszcze bezpieczni dla przyrody?  Jak to w ogóle możliwe, że dzisiaj żeglarze zostawiają 90% śmieci na brzegach i na wyspach? Wszystkie wyspy muszą być miejscami „świętymi”, nietykalnymi, gdzie nie staje ludzka stopa, bez prawa cumowania i biwakowania. Przecież te obszary są porodówką dla wszelkiej maści zwierząt. Gminy wydają zezwolenia na budowę domów nad brzegami jezior i rzek. Nowi właściciele poszerzają sobie widoki na jeziora wycinając nocą drzewa w otulinie.. Znam to doskonale z własnych, wieloletnich doświadczeń.
Ratunkiem może być tylko odpowiednie prawo i egzekwowanie tego prawa. Dlaczego Polacy w Nowym Jorku siedzą jak myszy pod miotłą? Bo się boją amerykańskiego prawa i jego konsekwencji. Za wypicie na ulicy puszki piwa lub przeskoczenie bramki metra jest zawsze mandat, areszt lub deportacja - to uczy. /.../
Życzę sukcesów. Z poważaniem
 
Zbigniew Żukowski
Technik-technolog drewna                                                                                                          
Od 4 lat w USA; Brooklyn, N.Y.