Miesięcznik Dzikie Życie

5/59 1999 Maj 1999

Po co włazić na drzewa? O co najmniej dwóch wymiarach działań obywateli

Ryszard Skrzypiec

Po co włazić na drzewa?
O co najmniej dwóch wymiarach działań obywateli

Trudno kierować tytułowe pytanie wyłącznie do ekologów broniących przed dewastacją Parku Krajobra­zowego Góra Świętej Anny. Gdy decydowali się na przeprowadzenie akcji bezpośredniej i blokady budowy autostrady doskonale wiedzieli, po co włażą na drzewa. Adresatem tego pytania powinien więc być każdy, kto w poczuciu doznanej krzywdy, zagrożenia czy w imię ochrony jakiegoś dobra zamierza podjąć protest. Myślę, że tak sformułowane pytanie koresponduje jakoś z tym fragmentem artykułu Jana Rzymełki Ekologiczna obwodnica, w którym autor podnosi następujący pro­blem: Nie wiem czy to chorobliwa moda na protestu­jących, czy też niedojrzałość niektórych dziennikarzy polujących na niby sensacje. Media stwarzają wrażenie, że w Polsce najważniejsze to protesty, że Polacy wy­specjalizowali się w protestowaniu: to Pan ze żwi­rowiska, to ekolodzy na drzewach, to rolnicy wyrzucają­cy zboże na tory, to kierowcy tirów itp.1 Nie zamierzam bynajmniej twierdzić, że protesty społeczne są najwa­żniejszym z problemów dręczących polskie spo­łeczeństwo, jednak zważywszy na motywacje i cele dla realizacji których poszczególne grupy decydują się na ich podejmowanie, na tyle istotnym, że zasługują na uwagę najwyższego stopnia.


Uważnemu obserwatorowi nie umknie fakt, że ten kij ma dwa końce. Z jednej jego strony mamy zalew doniesień oraz informacji o protestach, które, co istotniejsze, ale i ciekawsze zarazem, wszystkie odby­wają się w imię jakoś pojmowanego „dobra wspólnego”. Co więcej, w opinii uczestników wydarzeń, realizacja zgłoszonych postulatów jedynie przy okazji ma zaspo­kajać partykularne żądania uczestników protestu. Z drugiej, coraz częściej spotykamy się z pretensjami czy nawet roszczeniami „trzeciej, niezainteresowanej (nie­zaangażowanej) strony konfliktu” ponoszącej niechciane i wymuszone konsekwencje „nie swoich poczynań” oraz żądania ich zadośćuczynienia.

Porozmawiajmy zatem o celu (celach) działania w, duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, czyli czynniku uwiarygadniającym motywacje działających, nie tylko w kontekście późniejszych ewentualnych konsekwencji prawnych. Dziś bowiem widać, że rzeczywiste powody i zamierzone cele, niektórych przynajmniej, protestów społecznych, w trakcie których dochodzi do, świadomego naruszenia prawa z trudem mieszczą się w tym, co W.Lang uważa za najważniejszą cechę tego działania - moralno-politycznej motywacji czynu. Chodzi ni mniej, ni więcej tylko o to, aby zamierzony protest przeciw jakiemuś prawu, instytucji społecznej lub politycznej, oficjalnej polityce państwa, zwyczajowi lub praktyce społecznej popieranej przez państwo opierał się na przekonaniu naruszającego prawo, że są one niezgodne z konstytucją, niesprawiedliwe lub niezgodne z elementarnymi, powszechnie akceptowanymi zasadami moralnymi2. Podobnie znajdujemy u Ch. Baya, który pisze, że przedmiotem obywatelskiego nieposłuszeństwa są pewne określone cele publiczne.3 I choć H. Zinn proponuje dosyć szeroki zakres działania podejmowanego w celu realizacji żywotnych interesów danej społeczności4 , to S. Hook wspomina o konie­czności starannego doboru jego celu.5 Zaś A. Naess w swoich zasadach prowadzenia kampanii politycznych już w pierwszym punkcie opisze: „Ogłoś zamierzenia i cel swojej kampanii wyraźnie i jasno, oddzielając rzeczy istotne od nieistotnych.”6

Bowiem przy okazji tego typu działań często jesteśmy świadkami swoistego pojmowania owego wspólnego dobra7, bliskiego zasadzie uczyń drugiemu, co tobie niemiłe.

Swego czasu, w jednej z informacji prasowych przeczytałem, że mieszkańcy pewnej wsi zaprotestowali przeciwko instalacji masztu przekaźnikowego sieci tele­fonii komórkowej. Powodem protestu okazała się nieszczęśliwa lokalizacja masztu w najbliższym sąsie­dztwie ich domostw8. Jak zaś „powszechnie wiadomo”, promieniowanie emitowane przez urządzenia tego typu wywiera negatywny wpływ na stan zdrowia. Pomimo artykułowanych zastrzeżeń co do szkodliwego wpływu urządzenia na ludzkie zdrowie (a więc motywacji, która mieści się w pojęciu „dobra wspólnego”), wbrew oczekiwaniom, ostrze protestu grupy mieszkańców zostało skierowane wyłącznie na ten konkretny obiekt. Nie słychać natomiast głosów protestu przeciwko in­stytucji telefonii komórkowej jako takiej, jako źródła (w powszechnym odczuciu) zagrożenia zdrowia. Czy jedy­nym wytłumaczeniem tak niekonsekwentnej postawy może być fakt; że telefon komórkowy stał się dla sporej , już części społeczeństwa niezbędną „zabawką”? Z do­świadczenia i obserwacji wiemy bowiem, że większość tego typu protestów rzadko bywa kierowana przeciwko faktycznej przyczynie negatywnego zjawiska, ogranicza­jąc się raczej do powiedzenia non possumus konkretnej inwestycji naruszającej czyjeś dobro prywatne. Tak więc, budujcie gdzie chcecie, byle nie pod moimi oknami!

Wydaje się, że podobnie jest i z akcjami protestacyjnymi organizowanymi przez grupy pracownicze, które dotyczą wąsko pojmowanego dobra partykularnego, tym bardziej, że decyzję o proteście czy blokadzie podejmuje się dziś, w dobie taniej odwagi, do­syć łatwo, gdy wbrew wszelkiej logice i zasadom pań­stwa prawa, akty łamania prawa i naruszania porządku publicznego pociągają za sobą co najwyżej nagany, a nie kary9. Trudniej natomiast znaleźć protestującym alternatywne rozwiązanie dla budzącego kontrowersje problemu, a jeszcze trudniej praktycznie przyczyniać się do likwidacji takich zagrożeń, np. świadomie rezygnując z nadużywania pewnych dobrodziejstw społeczeństwa masowej konsumpcji.

I tak, choć marzy mi się ograniczenie dosyć uciążliwego (dla mnie i sporej, poza handlowcami, części mieszkańców) tranzytu drogowego (w szczególności ciężarowego) przez Kobiór, usunięcie tysięcy pojazdów ciągnących od rana do wieczora środkiem wsi, to nie znajduję, przynajmniej dziś, odpowiedzi na pytanie gdzie ten ruch można obecnie skierować. W takiej sytuacji jestem przeciwny zarówno blokadom wymusza­jącym nieprzemyślane rozwiązania, jak i samym nieprzemyślanym działaniom władz, którym może się np. zamarzyć skierowanie ruchu tranzytowego przez środek innej miejscowości. O takie zaś decyzje nietrudno, szczególnie, gdy przed nami perspektywa walki wyborczej i przypochlebianiu się gustom wyborców. Kwestią do rozważenia jest natomiast próba odpowiedzi na pytanie o udział w tym niekorzystnym zjawisku tzw. ruchu lokalnego, czyli niekoniecznych przejazdów z miejsca w miejsce w obrębie wsi, stanowiąca część pytań o generalia.

Z tym aspektem sprawy nierozerwalnie wiąże się zasada tzw. mniejszego zła, którą szczególnie chętnie posługują się decydenci różnego szczebla dla uzasadnienia podjętych (czasem zupełnie nieprzemyśla­nych) decyzji. O tym również pisze J. Rzymełka w przy­woływanym już tu artykule: w sprawozdaniu z tej uroczystości zobaczyłem grupkę protestujących na jednym końcu obwodnicy mieszkańców przysiółka Ustronia, którzy będą mieli utrudniony czasowo dostęp do miasta. Bez komentarza, bez porównania kto zysku­je, a kto czasowo traci, ilu potencjalnych zadowolonych a ilu protestujących?10

Czy rzeczywiście chodzi tylko o potencjalnie zadowolonych? W wyniku uporczywego trzymania się tej zasady (tzn. mniejszego zła), zamiast rozwiązań całościowych, uciekamy się do półśrodków. Rozwią­zując jeden palący problem, często wywołujemy kilka innych, nie mniej uciążliwych. Co gorsze, takich które dotykają względnie upośledzonych grup obywateli, pozbawionych możliwości i środków nacisku. A więc tych, które nie są zdolne wyrządzić większych szkód do­tychczasowemu układowi sprawującemu władzę. Moja osobista obawa również dotyczy przesadnego stosowania tej zasady, może się bowiem okazać, że pewnego dnia, odwołując się do niej lokalna władza zadecyduje o wycofaniu ruchu kołowego z centrum wsi i skierowaniu go wprost pod moje (i nie tylko moje) okna. W tym miejscu pojawia się kolejna wątpliwość, że oto być może znaleźliśmy się w sytuacji, gdy niemożliwe jest rozwiązywanie np. niektórych problemów transportowych przy pomocy przesuwania przebiegu tras komunikacyjnych w te lub we wte? Szczególnie, gdy odbywa się to na zasadzie decyzji administracyjnej, bez podjęcia próby porozumienia ze wszystkimi zainteresowanymi oraz uwzględnienia wymogów stawianych przez środowisko naturalne.
Tyle o jednym końcu tego kija.

Na drugim końcu znajdujemy natomiast odpowiedź na pytanie o to, po co włazić na drzewo. A więc także o to, co w istocie usprawiedliwia, czy wręcz upoważnia w niektórych sytuacjach obywateli do łamania prawa, do przeciwstawiania się demokratycznie ustanowionej wła­dzy.

Za prawdziwością twierdzenia, że wyprana w prawomocnych wyborach większość nie musi stanowić sprawiedliwego prawa, nie wspominając o takim jego stosowaniu w praktyce, przemawia wiele faktów, choćby klasyczny już dziś przykład walki Murzynów o prawa obywatelskie w latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Analiza przejawów stosowania obywatelskiego nieposłuszeństwa w USA prowadzi do wniosku, że generalnie posługiwano się nim w celu po­prawy systemu prawnego jako takiego, a także, co nie mniej ważne, stosowania przepisów prawa w praktyce. Wykorzystywane było bądź jako metoda sprawdzania konstytucyjności ustawodawstwa, gdy uznano, że kon­kretny przepis jest wprost niezgodny z prawem nadrzędnym (Konstytucją lub w niektórych przypadkach prawem moralnym). Bądź też jako metoda weryfikowa­nia konkretnych przepisów w celu zmiany niektórych rozstrzygnięć blokujących doniosłe przemiany społeczne. Bądź też, jako metoda piętnowania prawa uważanego za niemoralne niezależnie od tego czy jest ono zgodne, czy też sprzeczne z konstytucją.11

Wracając na nasze podwórko protestów społecznych w Polsce, bliżej zajmiemy się akcją w obronie Parku Kraj­obrazowego Góra Świętej Anny, która w sposób najpełniejszy wpisuje się w paradygmat działania w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Już chociażby pobieżna obserwacja przebiegu wydarzeń pod Górą prowadzi do następującego spostrzeżenia, że trwająca ponad miesiąc akcja12 była w równej mierze obroną dzikiej przyrody przed de­wastacją, co niezgodą na niektóre praktyki żonglowania i łamania prawa przez urzędników państwowych różnego szczebla. To pierwsze podkreślali sygnatariusze „Listu otwartego w sprawie Góry Świętej Anny”13, w którym piszą m. in: Ich dramatyczna blokada budowy na granicy rezerwatu była wyrazem odruchu serca bardziej niż jakiejkolwiek rachuby korzyści czy strat z tego płynących. Ci ludzie, mimo młodego wieku, stali się wyrzutem sumienia dla wielu z nas, zajętych swoimi sprawami i nie zauważających jak w wielu miejscach ginie i degraduje się polska przyroda, kraj­obraz i wartości kulturowe. Potwierdzenie tego drugiego znajdujemy natomiast w zgłaszanych przez nie­zależnych specjalistów i ekspertów zastrzeżeniach wobec podstaw prawnych zmiany statusu prawnego terenu parku krajobrazowego dokonane przez wojewodę opolskiego.14

Poważne wątpliwości budzi również pomijanie strony społecznej w procesie konsultacji. Ograniczenie się do opinii rekomendowanych (czytaj spolegliwych) organizacji ekologicznych nie jest standardem międzynarodowych ciał, takich jak np. Komisja Oceniająca MKOL, która jesienią ubiegłego roku weryfikowała kandydaturę Zakopanego jako gospodarza Igrzysk Olimpijskich w 2006 roku. I tak naprawdę, oznacza niechęć do podejmowania rzeczowych dyskusji nad sposobami rozwiązywania palących problemów. Podobnie, jak nagminne przypadki manipulowania opinią publiczną, czego niejednokrotnie świadkami byli protestujący ekolodzy.

Akcja pod Górą Świętej Anny wpisała się w schemat obywatelskiego nieposłuszeństwa, choć nie było to za­mierzeniem organizatorów, a uczestnicy unikali łamania prawa15. Jeżeli w efekcie dopuścili się tego16, to jednocześnie deklarowali gotowość poniesienia przewi­dzianej prawem kary.17 Dobrze charakteryzuje uczestników wypowiedź P.Frączaka, w której tak mówi o jednym z nich: Zna prawo na tyle, aby beż potrzeby go nie łamać, zna kruczki prawne (...), zna techniki utrudniające przeciwdziałanie służbom porządkowym albo osobom chcącym np. przerwać blokadę (...).18 Właśnie gotowość poniesienia kary (nawet wtedy, gdy kwestionuje się niesprawiedliwe przepisy prawne) jest tym elementem, który odróżnia obywatelskie nieposłuszeństwo od pospolitej działalności przestęp­czej. Wyznacza również pewnego rodzaju granice pomiędzy autentycznymi protestami w imię dobra wspólnego, a tymi odbywającymi się dla partykularnej korzyści. W tym kontekście wydaje się, że nie znajduje uzasadnienie twierdzenie Adama Wajraka, jakoby dla części ekologów uczestniczących w obronie Góry ważniejszy był protest i opowieści o technikach przypi­nania się do drzewa, niż przekonanie do swoich racji zwykłych zjadaczy chleba.19 Ani konstatacja P.Gliń­skiego, że jedną z przyczyn protestu był spór polityczny, jaki w ubiegłym roku wybuchł w środowisku organizacji ekologicznych i wynikające z niego ambicje liderów.20

Dosłowne odczytanie następujących słów Thoreau (...) człowiek nie ma obowiązku się poświęcać wykorzenianiu jakiegokolwiek, nawet największego zła. Może zająć się innymi równie ważnymi sprawami, ale zobowiązany jest przynajmniej umyć od tego zła ręce i nie wspierać go w praktyce, skoro nie chce poświęcać mu uwagi.21 - mogłoby sugerować, że mamy do czynienia z nawoływaniem do bierności. Spoglądając na nie przez pryzmat postawy Thoreau wiemy, że oznaczają one aktywną odmowę i sprzeciw wobec naruszania prawa.

I choć trudno zarzucić obrońcom dzikiej przyrody niedbałość w doborze celów podejmowanych działań, warto by stale pamiętali o niezwykłej wadze tego elementu, szczególnie, gdy w konsekwencji decydują się na działania świadomie naruszające prawo. W sytuacji z punktu widzenia prawa niejednoznacznej można skorzystać z samopomocy prawnej i na własny rachunek złamać (naruszyć) prawo.

Wydźwięk moralny czynu, jego ocena i oddziaływanie, nawet gdy działanie nie odniesie natychmiastowego, wymiernego skutku w dużej mierze zależy od tego co zamierzało się realizować: „dobro wspólne” czy partykularne interesy.

Ryszard Skrzypiec

1 J. Rzymełka: Ekologiczna obwodnica, w: Śląsk 1998, nr 10.
2 W. Lang: Cywilne nieposłuszeństwo w doktrynie amerykańskiej, w: J. Wróblewski, W. Lang: Sprawiedliwość społeczna i cywilne nieposłuszeństwo w doktrynie politycznej USA, PWN, Warszawa. 1984, s. 124-127. K.
3 C. Bay: Civil Disobedience, w: International Encyclopaedia of Social Sciences, Nowy Jork 1968.
4 H. Zinn: A Fallacy on Law and Order: That Civil Disobedience Must Be Absolutely Nonviolent, w: Civil Disobedience and Violence, red. J. G. Murphy, Belmont 1971, s. 103.
5 S. Hook: Social Protest nad Civil Disobedience, w: Civil Disobedience and..., op. cit, s. 58-59.
6 B. Devall, G. Sessions: Ekologia głęboka, Pusty obłok, Warszawa 1995, s. 258.
7 W tym tekście, dla wygody, będę się posługiwał pojęciem „dobra wspólnego”, bez próby jego zdefiniowania czy przybliżenia toczącej się wokół tego pojęcia dyskusji.
8 Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, prawdopodobne jest, że przy okazji naruszono odpowiednie przepisy regulujące lokalizacje urządzeń tego typu, ale o tym co rozgrywa się w zaciszu gabinetów cichosza.
9 Porównaj orzeczenia Kolegiów ds. wykroczeń orzekających w sprawach rolników blokujących drogi z lata br. Chyba, że dotyczy to sprawców reprezentujących najsłabsze grupy społeczne, których oddziaływanie na opinię publiczną i mobilizowanie zasobów jest dosyć ograniczone.
10 J. Rzymełka: Ekologiczna..., op. cit.
11 W. Lang: Cywilne ..., op. cit., s. 124-127.
12 Blokada prac trwała od 30 kwietnia do 8 czerwca 1998.
13 List został sygnowany i przekazany opinii publicznej tuż po likwidacji obozu ekologów blokujących budowę autostrady przez Park Krajobrazowy Góra Świętej Anny w początkach czerwca; pod listem podpisało się znamienite grono polskich naukowców, polityków i przedstawicieli sztuki.
14 Refleksja nad niektórymi akcjami bezpośrednimi prowadzi do wniosku, że ich celem (często nadrzędnym, choć nie wyrażonym explicite) jest poszanowanie zasad państwa prawa. Aktywiści protestujący przeciwko organizacji Olimpiady w Zakopanem (w ogóle, a nie tylko w 2006 roku), poza tym, że deklarują się jako przeciwnicy dewastacji Tatr, mówią także „nie” jakimkolwiek próbom takiej zmiany prawa, której wyłącznym celem byłoby zaspokojenie czyjejś zachcianki. To właśnie dlatego wszelkiego rodzaju protesty społeczne, szczególnie te odbywające się w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa są tak istotne dla stanu społeczeństwa obywatelskiego.
15 To twierdzenie dotyczy głównie działań na terenie rezerwatu, bowiem z prawnego punktu widzenia okupację budynków początkach Wysokiej w początkach lipca 1998 można potraktować jako naruszenie prawa.
16 Można w tym miejscu użyć bardziej wyrazistego wyrażenia „zostali zmuszeni do złamania prawa”.
17 Przynajmniej niektórzy z nich, widząc w tym szansę na kontynuowanie akcji w innej formie.
18 P. Frączak: Wartość, sprawność, skuteczność, w: Asocjacje 1998, nr 5.
19 Tamże. Nawet jeżeli było to po części prawdą, to w innym tekście mógłby zostać skwitowany wprost jako „element statystycznie nieistotny”. Zaś w naszej sytuacji oznacza jedynie, że jest to naturalny element działania tego typu. Z napływających informacji nie wynikało bowiem, by stał się najważniejszym aktorem czy celem samym w sobie protestu pod Górą.
20 A. Grzeszak: Ekolog schodzi z drzewa, w: Polityka 1998, nr 30.
21 H. D. Thoreau: Walden, Civil Disobedience, Nowy Jork 1986, s. 393.