Miesięcznik Dzikie Życie

10/64 1999 Październik 1999

Długie ramiona Chrystusa

Jacek Podsiadło

Miejsce miało być święte. „Święte Miejsce,
uroczysko nad Rospudą w Puszczy Augustowskiej,
dawne miejsce kultu pogańskiego.” - głosi informacja
na odwrocie mapy. Ta nazwa podniecała. Kusiło położenie,
z jednej strony łuk rzeki, z drugiej jezioro Jałowo,
daleko od ludzkich osad. I porzuciliśmy myśl
o zamku kamedułów na półwyspie wigierskim.

Z Gołdapi do Olecka spalinowa ciuchcia
ciągnęła trzy wagony równo dwie godziny.
Jak w dziecinnym marzeniu
siedziałem na stopniach z nogami
wyciągniętymi w noc, z rozdętymi nozdrzami 
i rozpaloną głową.
Nazajutrz rano do Raczek. Westernowe miasteczko.
Stąd dziesięć kilometrów piechotą, z plecakami.

Zamknięta na głucho kapliczka, kilka aut, dwie staruszki,
drzewa w krąg obwieszone wotami ufności.
„Tu kiedyś się pokazała Maryja, dawno temu”,
wyjaśniają babcie. „A co jest tam za mostem?”
„Tu wszędzie święte miejsce.” „Panie tak sobie siedzą?”
„Przychodzim, pomodlimsia, a za parę dni znowuż.” 

„Do środka wejść nie wolno?” „Ludzie są różne, panie.
Brudzili, pili wódkę, niecili w środku ogień”.
Krzyże przedłużające wątłe ramiona Jezusa.
Gdzie się da, powtykane monety i stuzłotówki.
Jeden krzyż nadpalony, zaśniedziała tabliczka:
„Krzyż dębowy, stary, wzniesiony prawdopodobnie
przez dawnych tutejszych mieszkańców, Jadźwingów
z drużyny Skometa,
którzy w r. 1283, w liczbie 1600 dusz
przyjęli chrzest i wyemigrowali do Samlandji w obawie
przed prześladowaniem niechrzczonych Jadźwingów.
 Był przez reakcję pogańską
usunięty, palony i wrzucony do rzeki,
postawiony na nowo około 2 lata później
po przyjęciu chrztu przez Skometa i resztę jego drużyny.
Ks. prob. z Janówki Kochański, na podstawie historii
i podań miejscowej ludności”.

Na moście Matka z córką, które wziąłem za siostry.
Zdziwione, że przeszliśmy dziesięć kilometrów.
I jeszcze że nie wędkuję. „Co, ryb pan nie lubi?” „Lubię.”
Rzadko rozmawiam tak lekko, płynnie i sympatycznie.
„Jesteśmy tu przypadkiem. Czy pan wie coś o tym miejscu?”
„To miejsce kultowe Jaćwingów.
Lecz kult się, jak widać, zmienił”.

Wieczorem jeszcze słowna utarczka z turystami:
„Proszę nie hałasować i nie siusiać do rzeki, z której ja wodę piję.”
Odjadą późną nocą. Miejsce stanie się święte.
Z ziemi., która jedna
pogan z chrześcijanami, moc wejdzie w moje ciało.
Lidka rano zaznaczy głosem zmiękczonym snami:
„A nie pisz o tym, jak się...” „Zrobię jak zechcę” - ucinam.

Święty jest ogień na wietrze i popiół w moich włosach.
Święta czapla przepływa ponad naszą polaną.
Świętym głosem przemawia niezwykła w tym miejscu rzeka,
brzeg jasny i brzeg ciemny, z tej strony łąka, las z tamtej
i dno zielonymi włosami dokładnie myje nam stopy.
Święte są nasze ciała zmagające się z prądem.

Jest jeden Bóg w wielości. W trawie, w drewnianym moście,
w stercie śmieci pod krzyżem, w kamieniach na dnie rzeki.

Ponad posążki, inskrypcje, ofiary i nabożeństwa
wznosi się nieruchomy Wielki Właściciel Wieczności,
wbrew któremu staramy się uwieczniać dane nam chwile,
daremni w wysiłkach jak tamte napisy ujrzane znienacka,
litery mozolnie skrobane w dębowym krzyżu Skometa:
„Tu srałem. Heniek z Jastrzębia.” „Bylim tu – Jan i Elżbieta”

Jacek Podsiadło
92.08.26

Wiersz pochodzi z tomu „Języki ognia”
wyd. w roku 1994