Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/66-67 1999/2000 Gru 1999 / Stycz 2000

Moje spotkania z ekologią głęboką

Agnieszka Nykaza

Wraz z klasą uczestniczyłam w warsztatach ekologicznych trzykrotnie, za każdym razem z ogromnym zaangażowaniem uczestniczyłam w zajęciach. Po powrocie do domu zawsze z pełną pasją opowiadałam rodzinie i znajomym o moich przeżyciach, doświadczeniach i odczuciach, jakie zrodziły się podczas pobytu w Rogoźniku. Od tej pory zaczęłam zupełnie inaczej spoglądać na otaczającą mnie rzeczywistość. Nagle stało się dla mnie zrozumiałe, jakie szkody potrafi wyrządzić jeden człowiek, a co dopiero całe tak zwane cywilizowane społeczeństwo. W pewnym stopniu nauczyłam się rozróżniać to, co dobre dla środowiska i to, co złe. Uświadomiłam sobie, że spotkałam się z ekologią głęboką. Spotkanie to okazało się bardzo miłe i na tyle intrygujące, że postanowiłam sięgnąć po lektury związane z tym nurtem ekologii. Wykorzystałam każde dostępne dla mnie źródło, aby zdobyć interesujące mnie informacje. Dzięki warsztatom i przeczytanym lekturom zrozumiałam, przynajmniej częściowo, czym jest ekologia głęboka i jakie są jej założenia. W moich myślach tworzyłam własną koncepcję ekologii głębokiej, zadawałam sobie wiele trudnych pytań dotyczących siebie samej, a także sensu i prawdy rzeczywistości, w której żyjemy. Przeżycia, jakie mi towarzyszą od tego czasu najlepiej oddaje myśl Johna Seeda zawarta w książce p. t. „Myśląc jak góra”.


"Zanikają tysiące lat urojonego oddzielenia i zaczynam wreszcie odkrywać swoją prawdziwą naturę. Tak, to głęboka przemiana duchowa, zaczynam myśleć jak góra. Niekiedy nazywa się ją „głęboką ekologią” .

W miarę jak poprawia się twoja pamięć, jak rozświetlą się w twoim umyśle zasady ekologii czy teoria ewolucji i zastępują przeżyte struktury myślenia antropocentrycznego, pojawia się identyfikacja z wszelkim życiem. Później uświadamiasz sobie, że podział na to, co „ożywione” i na to, co „nieożywione” jest wymysłem człowieka. Każdy atom twojego ciała istniał już, zanim cztery miliardy lat temu powstało życie organiczne. Czy przypominasz sobie dzieciństwo jako minerał, jako lawa, jako skała? Skały posiadają możliwość wplatania się w nasze ciało. Jesteśmy tańczącymi skałami. Dlaczego patrzymy na nie z taką wyższością? One są właśnie tą nieśmiertelną częścią nas samych. Kiedy wyruszamy w taką wewnętrzną podróż, możemy odkryć, po powrocie do dzisiejszej rzeczywistości, że takie doświadczenie umacnia i oczyszcza nasze działania na rzecz środowiska”.

Zajęcia w terenie

Gdy tylko pozwalała na to pogoda wraz z prowadzącymi wyruszaliśmy na spotkania z przyrodą. Spacerowaliśmy po okolicy poznając występujące w Rogoźniku zbiorowiska roślinne. Zajęcia prowadzili botanicy, geolodzy i geografowie. W zależności od prowadzącego zwracałam uwagę na różne aspekty tego samego środowiska.

Na zajęciach prowadzonych przez botanika odkryłam porosty, nauczyłam się rozpoznawać poszczególne gatunki drzew. Gdy nachyliłam się nad potokiem spostrzegłam, że żyje własnym życiem. Podniosłam kamień i po raz pierwszy w życiu zobaczyłam wypłowka czarnego. Zastanawiałam się wówczas dlaczego płynący potok do tej pory był dla mnie tylko wodą?

Wycieczka po okolicy prowadzona przez geologa uświadomiła mi, że ziemia, po której stąpam wcale nie jest jednolita. Podniesiony z niej kamień opowiada o swoim pochodzeniu i swojej przeszłości. Zrozumiałam, że jego teraźniejszość zależy od nas.

Wraz z geografem odkryłam tajemnice mikroklimatu Rogoźnika i nauczyłam się posługiwać mapą. Od tej chwili przestałam czuć się obco, otaczające mnie drzewa stały się bliskie, ścieżki pomiędzy nimi znajome.

Wycieczki w teren do tej pory kojarzyły mi się z ciepłą, słoneczną pogodą. Kolejne pobyty w Rogoźniku pokazały mi, że bliskie obcowanie z naturą jest możliwe niezależnie od pogody i pory roku. Jesienią zachwyciło mnie zróżnicowane ­piękno lasu, zimą malownicza szadź osadzająca się na każdej gałązce, trawce, igle czy pojedynczym pozostałym na drzewie liściu.

Między tymi pouczającymi zajęciami był również czas na zabawę. Lecz owe zabawy były również niesamowicie edukacyjne i przy tym rozwijały ten ekologiczny zmysł. Gdy byłam z zamkniętymi oczami prowadzona przez koleżankę dotarłam do drzewa. Moje zadanie polegało na zaprzyjaźnieniu się z nim poprzez dotyk, zapach i słuch. Początkowo zadanie wydało mi się trochę śmieszne, ale w trakcie bezpośredniego kontaktu z drzewem coś się we mnie zmieniło. Gdy zaczynałam dotykać „moje” drzewo dostrzegłam, że było ono bardzo specyficzne, jakby wyjątkowe, słowem zaczęłam to drzewo po prostu czuć.

Pamięć ewolucji

Psycholog mający z nami spotkania zainicjował interakcję, która miała nam uzmysłowić jakie były korzenie naszego bytu. Polegało to na tym, że grupa podczas nieobecności jednego członka zabawy wybierała wśród siebie jedną osobę. Następnie osoba, która była na zewnątrz wracała i miała za zadanie odgadnąć kto był wybrańcem grupy. Zadawane pytania miały być tak sformułowane, aby odpowiadający na pytanie mógł przyrównać daną cechę wybranej osoby do elementu przyrody, natury, pogody rośliny czy zwierzęcia.

Wsłuchiwałam się w pytania i odpowiedzi moich kolegów, a ponieważ wiedziałam kogo opisujemy z rosnącą fascynacją zauważałam trafność tych porównań. Nagle zrozumiałam, że prawdziwym celem tych zajęć nie było odgadnięcie, o kogo chodzi, ale inne spojrzenie na nas samych. Porównania zaczerpnięte z natury i otaczającego nas świata nie niosły w sobie ani cienia złośliwości, więc nikt ich nie uważał za obraźliwe. Po wprowadzeniu moich myśli na odpowiedni tor czułam się o wiele bardziej związana z ludźmi, którzy mnie otaczają.

Na kolejnych spotkaniach z psychologiem zaczęliśmy poznawać otaczającą nas rzeczywistość i uczyć się jednać z przyrodą. Potrzebna nam do tego wiedza istnieje w nas samych i tylko trzeba ją obudzić. W łonie matki nasze embrionalne ciała odtwarzają przebieg ewolucyjnego rozwoju życia na ziemi. Jesteśmy w stanie odczuć jedność z płazem, gadem i niższym ssakiem, ponieważ te wczesne stadia naszego życia są w sensie dosłownym częścią ontogenetycznego rozwoju naszego systemu nerwowego.

Zamknęłam oczy i pozwoliłam prowadzić się łagodnemu głosowi psychologa po mojej pamięci. Wyobraziłam siebie jako grupę komórek, później poczułam, że mam skrzela, zapragnęłam opuścić środowisko wodne, w tym celu zamieniłam skrzela na płuca, poczułam, że mam cztery kończyny. W pewnym momencie zrozumiałam, że moje górne kończyny to moje ręce, które dotykają rąk koleżanki stojącej obok mnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że antropocentryczny obraz świata jaki był we mnie nie jest prawdziwy. Poczułam, że każda żyjąca na Ziemi istota jest mi bardzo bliska i jest równie ważna jak ja.

Delfin i człowiek - przyjaźń czy wykorzystanie

Delfin to ssak nadzwyczaj bliski człowiekowi. Jego psychika jest również, tak jak nasza bardzo skomplikowana. Wykładowca, który miał zamiar nam pomóc w zrozumieniu tego faktu przytoczył parę fragmentów z książki „Uśmiech delfina”. W pewnym momencie zaproponował, abyśmy to co słyszymy postarali się narysować. Zadanie polegało na takim narysowaniu sylwetki delfina, aby przedstawiała wszystkie, naszym zdaniem istotne informacje. Wsłuchana w bajeczne opowieści o przyjaźni delfinów i ludzi, o ich opiekuńczości wobec człowieka machinalnie dorysowywałam coraz to nowe elementy mojego delfina. Pod koniec zajęć oglądaliśmy nasze prace. Każdy delfin był inny, tak jak nasze odczucia różniły się od siebie. Lecz wspólną cechą naszych delfinów był ich uśmiech. Następnie rozmawialiśmy o wykorzystaniu delfinów przez człowieka. Długo wymienialiśmy sytuacje, w których człowiek wykorzystuje te zwierzęta, ograniczając ich wolność lub wręcz zabierając im prawo do życia. W pewnym momencie wydało mi się, że mój narysowany delfin przestał już się uśmiechać.

Niewiedza powoduje, że ludzkość uważa siebie za gatunek obdarzony największą inteligencją. Ale jak można zmierzyć inteligencję? Naukowcy przypuszczają, że wiąże się ona z rozmiarami i pofałdowaniem mózgu. Przyjmuje się, że obok ludzi delfiny i walenie są najinteligentniejszymi stworzeniami na naszej planecie. Słuchając opowieści o ich życiu w pokoju i harmonii ze środowiskiem zastanawiałam się, jak można usprawiedliwić poświęcenie stworzeń takich jak delfiny. Przecież nie dostają one od nas nic w zamian.

Medytacje ekologiczne

Podczas każdego naszego pobytu w Rogoźniku jeden z wykładowców zapraszał nas późnym wieczorem na „Wieczór medytacji ekologicznych”. Odbywały się one w małym, przytulnym pomieszczeniu. Po przekroczeniu progu otaczała mnie przedziwna aura. W pomieszczeniu panował przytulny półmrok rozświetlony chybotliwym błyskiem świec. Powietrze było przesycone specyficznym zapachem kadzideł. Gdy usiedliśmy w kręgu. mogąc patrzeć na każdą obecną osobę momentalnie zapomnieliśmy o codzienności. Staraliśmy się wyciszyć, poczuć jedność z naturą, stać się jej częścią. . Sięgnęliśmy do staro indiańskich pieśni wyznaczających drogę życia poprzez. współczucie, szacunek i miłość. Przez te wszystkie elementy natury oddawali oni cześć i pokłon Matce Ziemi. Śpiewając, pozwoliłam się unieść swoim myślom, czułam się wewnętrznie zrelaksowana i spokojna. Jednocześnie śpiewane teksty wzbudziły we mnie głębokie refleksje. Z każdą zaśpiewaną pieśnią czułam coraz większy szacunek dla kultury Indian. Zafascynowała mnie ich mądrość, tak bardzo oczywista i naturalna lecz niedostępna dla białego człowieka, który postanowił zniszczyć to, czego nie rozumiał. Niesamowicie trafna i dosadna w tej sytuacji jest mowa Wodza Indian Seattle wygłoszona w 1855 r. do Prezydenta Stanów Zjednoczonych:

„... Wszystkie rzeczy są wzajemnie ze sobą powiązane. Co spotka Ziemię, spotka także synów tej Ziemi. Musicie uczyć swoje dzieci, że Ziemia pod waszymi stopami jest prochem naszych praojców”.
„... Wiem bowiem: Ziemia nie jest własnością człowieka, to człowiek należy do niej”.

Po dokładnym przemyśleniu tych słów można wyciągnąć wnioski na temat naszego postępowania. Indianie, ta w większej części wymarła już grupa ludzi miała ideologie doskonalsze od naszych. Na pewno były one lepiej przemyślane i dostosowane do potrzeb przyszłych pokoleń. To przecież powinien być główny wykładnik naszych dążeń - ­los naszych dzieci. Widać przecież, że nasze dążenia pozbawią następne pokolenia wielu pięknych terenów. My je po prostu sprzedajemy. Robiąc to sprzedajemy również własne sumienia.

W naszych rękach spoczywa przyszłość rodzaju ludzkiego i całej planety. Wszystko, od najdrobniejszego Ustroju do najwyższej góry zajmuje określone miejsce w ekosystemie. Przyrodzone piękno i bogactwo naszej planety nie będzie istnieć wiecznie, jeśli ludzie nie zmienią swojego postępowania.

Agnieszka Nykaza

Są to fragmenty pracy konkursowej „Moje spotkanie z głęboką ekologią”, którą Agnieszka Nykaza, uczennica IV Liceum Ogólnokształcącego w Zabrzu, napisała pod kierunkiem p. mgr. Grażyny Skirmuntt. Opr. Jakub Stołbunow.