Miesięcznik Dzikie Życie

2/68 2000 Luty 2000

Tatrzański pat trwa

Kaj Romeyko-Hurko

„Zakopane” znowu naciera...

W ostatnich dniach, na naszych oczach, miała miejsce kolejna próba zamachu na Tatrzański Park Narodowy – państwową instytucję wymyśloną przez wielkich polskich patriotów jesz­cze w XIX wieku, w głębokiej nocy zaborów, gdy były waż­niejsze od ochrony przyrody sprawy. Jednak wielcy tamtej epoki myśleli o przyszłej, niepodległej Polsce, gdzie zacho­wane dziedzictwo przyrody i kultury pomoże spoić zdezinte­growane społeczności w Naród.

Dziś oglądamy kolejny akt spektaklu chciwości, która za nic ma wielkie narodowe idee oraz globalne zagrożenia i odbywa się na naszych oczach z fatalnym skutkiem wychowawczym, dezintegrującym społeczeństwo. Młode pokolenie patrzy. Co wybierze? Patriotyczny gest obrzydzenia, czy może jednak udział w łupach? Źle, że uświadomiono im, iż prawo i racja stanu są podporządkowywane zachciankom różnych silnych lobbies.

Natomiast dwa miesiące temu TPN przegrał w NSA proces o zablokowanie modernizacji kolei linowych w rejonie Kaspro­wego Wierchu (z powiększeniem przepustowości), co zda­niem powołanych przez NSA ekspertów nie powoduje zagrożenia dla przyrody (!)i . Nie słyszałem, by ministerstwo zaskarżyło ten kuriozalny wyrok, co chyba było możliwe. My, ekolodzy, chyba też przeoczyliśmy to.

Może to plotka...

Informacja o planowanym na przełomie roku odwołaniu ze stanowiska dyrektora TPN, dra inż. Wojciecha Byrcyna­ Gąsienicy miała wszelkie cechy prawdopodobieństwa i być może tylko szybkiej reakcji przeczulonego już po olimpijskiej aferze środowiska ochroniarskiego oraz mediów należy za­wdzięczać, że do tej bardzo niebezpiecznej dla Parku sytuacji nie doszło, a oficjalne dementi ministerstwa potwierdziło stan dotychczasowy, przynajmniej na razie. Komuś może się wy­dawać dziwne - tyle szumu o jednego człowieka? Jednak w tak skomplikowanym przypadku jak TPN, od dyrektora zależy bardzo dużo w sytuacji, gdy na Park trwają nieustanne, bardzo silne naciski oddolne w samym Zakopanem, a równocześnie w Warszawie i Krakowie sprzyjają temu jawnie wpływowi politycy, z którymi musi liczyć się zwierzchność dyr. Byrcy­na, czyli Ministerstwo Środowiska. Tak było od bardzo daw­na, jednak po 1989 r. nastroje antyparkowe wzrosły, nie tylko zresztą pod Tatrami, a elity polityczne w większości temu sprzyjają, Proekologiczny kierunek wypracowany podczas „Okrągłego Stołu” (Podstolik Ekologiczny) przegrał wyraźnie z wąsko pojętym, krótkowzrocznym, ale za to „biznesowym” myśleniem i „braniem spraw w swoje ręce”.

Od lat to samo...

Każda zmiana władz centralnych, w tym także w resorcie ochrony środowiska, powoduje uaktywnienie się lobby anty-­parkowego pod Tatrami. Podobnie jest i tym razem, co nie znaczy, że w okresach pozornego spokoju nie trwa intensywne drążenie i przekonywanie wszystkich decydentów w Warsza­wie, a obecnie i w Krakowie, o złej gospodarce w TPN, nad­użyciach popełnianych ponoć przez dyrekcję parku, niechęci do współpracy z samorządami lokalnymi i w ogóle o niszcze­niu przyrody tatrzańskiej. Za takimi ogólnikami nie idą żadne konkrety a jeżeli, to de facto dowodzą prawidłowości działa­nia dyrekcji Parku, czego autorzy skarg i wniosków najwyraź­niej nie rozumieją i to bez względu na to; czy występuje starosta, czy właściciel skrawka hali. Używane argumenty i uzasadnienia są absurdalne, ale stoi za nimi siła polityczno-­ekonomiczna silnego lobby, mającego mocne poparcie w parlamencie i rządzie, co widzieliśmy podczas starań o prome­sę na organizację Olimpiady Zimowej. Zakopiańscy notable kwestionują nawet wyniki kontroli prowadzonych w TPN, bo nie wykazały występujących - ich zdaniem - nieprawidłowości w Parku. Towarzyszą temu deklaracje o poparciu dla idei ochrony przyrody i parków narodowych, ale tę retorykę opa­nowali już w Polsce wszyscy, oczywiście bez cienia zrozu­mienia istoty rzeczy. Na ochronie przyrody i jej optymalnej organizacji zna się zarówno starosta Gąsienica-Makowski jak i gaździna Bigosowa, domagająca się zwrotu wykupionych i wywłaszczonych hal.

Lista oczekiwań władz powiatu Tatrzańskiego i gminy Zako­pane jest długa. Są tam żądania radykalnych zmian w ustawie o ochronie przyrody oraz konkrety dotyczące TPN. Parki powinny być bardziej otwarte dla rożnych publicznych po­trzeb, a zarządzanie nimi - przypominać kierowanie spółką akcyjną (tak chyba należy rozumieć pomysł zastąpienia Rad Naukowych parków radami nadzorczymi).

W kwestiach szczegółowych dotyczących TPN znajdujemy sporą listę obszarów do wyłączenia z parku oraz miejsc do udostępnienia dla celów pozaustawowych, także narciarskich, w tym terenów dotąd nie pojawiających się w dyskusjach. Ponadto wraca kwestia modernizacji kolei linowych, rozwoju ujęć wody dla miasta (pobór z TPN), własności dróg w parku, etc. W krakowskim Oddziale Instytutu Gospodarki Prze­strzennej i Komunalnej opracowano na zlecenie władz Zako­panego plan zagospodarowania przestrzennego, którego mapkę, mimo pogróżek władz miasta, zamieściła Gazeta Wyborcza z dn. 6.01.2000 (wyd. krakowskie). Pokazuje ona m.in. tereny, które należy wyłączyć z granic Parku - środkową część strefy reglowej (rejon gdzie się znajduje masyw Krokwi, Kuźnice z polanami, Nosal, etc.) oraz szeroki pas aż po szczyt Kasprowego Wierchu, rozcinający TPN na dwie zupełnie niezależne części. Oczywiście to nie wszystko. W różnych wypowiedziach znajdujemy żądania odłączenia części należą­cej do Wspólnoty Witowskiej, terenów na północ od drogi O. Balzera, a w zachodniej części terenów na północ od Drogi Pod Reglami. Rejon użytkowania narciarskiego otoczenia Kasprowego Wierchu ma być znacznie poszerzony (nowe lokalizacje kolei linowych i tras zjazdowych), a pretensje członków Stowarzyszenia Wywłaszczonych Właścicieli Hal i Polan w Tatrach szatkują Park jeszcze bardziej. W ramach udostępniania terenów Parku dla „celów publicznych” poja­wiło się ostatnio hasło narciarskiego wykorzystania otoczenia Hrubego Regla (wiatrołomy). Czy byłby to początek tworze­nia nowego centrum narciarskiego w tym rejonie (stoki Ciem­niaka?), które potem też trzeba będzie wyłączyć z Parku?

Ponadto społeczność miejscowa oczekuje też udziału w do­chodach Parku z biletów, etc. oraz opodatkowania samego obszaru. Jakby Park nie dawał licznych miejsc pracy i docho­dów z obsługi turystyki czerpanych bezpośrednio przez miej­scowych. .

Była chwila spokoju....

Przegrane aspiracje olimpijskie Zakopanego uśpiły nieco ekologów, ale nie zmieniły niczego pod Tatrami. Władze lokalne skutecznie postarały się o promesę na organizacje Zimowej Uniwersjady (2002) i planują po dawnemu wielkie inwestycje sportowe w Parku i tuż przy jego granicy, w stre­fie, która powinna być prawną otuliną, Nadal nie ma natomiast planu ochrony Parku oraz nowelizacji rozporządzenia RM o jego utworzeniu, których to regulacji wymagała ustawa o ochronie przyrody z 1991 r., a co skutecznie blokują władze Zakopanego. Ustawa wymagała także przekazania w zarząd parków w ciągu roku wszystkich obiektów należących do Skarbu Państwa, znajdujących się na ich terenie oraz przejęcia przez parki obsługi ruchu turystycznego. W Tatrach powinny więc były trafić pod zarząd Parku koleje linowe, część schro­nisk, drogi, etc. oraz obsługa turystyki i rekreacji. Nic takiego nie nastąpiło, a plany sprywatyzowania kolei linowych są nowym sposobem na ominięcie prawa ochrony przyrody i rozbudowy infrastruktury rekreacyjno-sportowej bez ogląda­nia się na jakiekolwiek przepisy. Pogłoski mówią też o prze­kazaniu PTTK-owi przez starostę tatrzańskiego 2 schronisk i to podobno za raczej symboliczną opłatę. Doceniam wybitną rolę kulturotwórczą PTTK (d.PTT), ale interes Parku jako dobra ogólnonarodowego jest ważniejszy. Zwłaszcza, że dyr. Byrcyn nie zamierza likwidować ani schronisk, ani kolejek linowych, co dziwi niejednego ekologa.

Jak między Skyllą i Charybdą

Sytuacja dyrektora tego Parku była zawsze trudna, gdyż, wy­magała godzenia ognia z wodą - prawa, zdaniem ekologów i tak liberalnego, z ogromnymi roszczeniami miejscowej ludno­ści, która - mówiąc obrazowo - chce wyhodować dąb w do­niczce i mieć z tego drewno na parę chałup. Kolejni dyrektorzy byli „źli” bo nie rozumieli specyfiki góralskiej, jednak nie o to chyba chodziło, ponieważ „miejscowy” – dr. Byrcyn - jest uważany za najgorszego, gdyż konsekwentnie stoi na straży prawa odmawiając „przysług”. Od lat źle po­strzegany w Zakopanem, zapewne jest też problemem w ministerstwie środowiska, gdyż każda potyczka w Zakopanem od razu rykoszetem trafia przez parlament w zwierzchność dyr. Byrcyna, powodując różne nerwowe ruchy. Odnosi się wrażenie, że gdyby był bardziej ustępliwy, nawet wbrew prawu, to nikt „na górze” nie miałby mu tego za złe, gdyż Tatry to sprawa „polityczna” i wymaga „elastycznego” podejścia do ustaw, czyli spełniania oczekiwań miejscowej społeczności. Dyr. Byrcyn rozumie prawo jednoznacznie i zapewne dlatego jego odwołania od dawna domaga się senator F. Bachleda-Ksiendzulorz - o ironio - przewodniczący Senac­kiej Komisji Ochrony Środowiska. Ciekawe jednak, czy ktoś na szeroko rozumianej „górze” rozumie, że właśnie dzięki owej konsekwencji, Byrcyn chroni od lat swoich zwierzch­ników przed rożnymi błędnymi posunięciami, w tym być może bezprawnymi, które wywołałyby z kolei niepożądany rykoszet społeczny, z procesami sądowymi włącznie oraz reperkusje o zasięgu międzynarodowym.

Dla zakopiańskiego lobby biznesowego dyr. Byrcyn jest główną zawadą w realizacji planów „rozwoju” miasta, dla którego nie są oni w stanie wymyślić niczego innego, niż dalsze zwiększanie użytkowania zasobów przyrodniczych TPN. Harmonijny i przemyślany program przeniesienia punktu ciężkości użytkowania turystyczno-rekreacyjnego na Podtatrze, ciągle nie istnieje (sugerowałem taką koncepcję Związkowi Podhalan chyba jeszcze w 1989 r.) i nikt znaczący nie jest zainteresowany takim, aktywizującym subregion, rozwiązaniem. Dowodzi tego utworzenie w logicznie spójnym subregionie odrębnego starostwa tatrzańskiego, miast wspól­nie z Nowym Targiem zająć się strefą poza parkami narodo­wymi, tworząc nową jakość i liczne, całoroczne miejsca pracy, dokonując przy tym trwałej sanacji i wyekspono­wania walorów przyrodniczo-kulturowych. Ten temat jakoś nie może się przebić, a przecież mogłoby się z nim utożsamić wielu mieszkańców Podtatrza i dojrzeć w nim swoją szansę oraz spokojny byt. Nie odmówiłyby na pewno swej pomocy ani środowiska naukowe, ani ekologiczne organizacje poza­rządowe, na razie skłócone z tamtejszą społecznością. Komu na takiej sytuacji zależy?

Miast tego dąży się do zastąpienia dyr. Byrcyna osobą bar­dziej „ugodową” (czyli. chętną do łamania obecnego prawa) , co rozwiąże wszystkie problemy i jak twierdzą lokalni i nie­którzy centralni politycy, będzie służyło przyrodzie parku. Jest to oczywisty nonsens, prowadzący do uwikłania ministerstwa w procesy sądowe, z której to drogi coraz częściej korzystają ekologiczne organizacje społeczne w stosunku do niszczących środowisko firm. Nie jest to, jak sądze, nikomu potrzebne, a ewentualny następca dyr. Byrcyna albo będzie w stanie wojny z Zakopanem, albo z krajową i zagraniczną społecznością ekologiczną, w tym poważnymi instytucjami i organizacjami międzynarodowej ochrony przyrody. Sam dr. Byrcyn może by nawet na odejściu z Parku wygrał; odzyskałby spokój, którego przez ostatnich 10 lat nie zaznał.

Co dalej z Parkiem i jego dyrektorem

Niezbyt zgodne (eufemizm) środowisko ekologiczne potrafi przy każdej próbie zamachu na Tatry szybko i sprawnie współdziałać, co powinno gazdom z Zakopanego dać nieco do myślenia. Tatry to nie jest Góra Św. Anny, czy nawet Zapora Czorsztyńska; tu grono emocjonalnie związanych jest większe i szersze jeśli chodzi o środowiska i wiek, co pokazała już sprawa Olimpiady. Pozbycie się dyr. Byrcyna i zamiana Tatr w kolejny podmiot gospodarki rynkowej może stać się przy­czyną niepokojów zdecydowanie niepotrzebnych ani polskie­mu społeczeństwu, ani politykom. Usunięcie podwładnego za -de facto - przestrzeganie prawa spowoduje, że może za­braknąć uczciwych chętnych na tak ważne i odpowiedzial­ne stanowiska jak kierowanie parkami narodowymi. Bo kto uczciwy zechce być dyrektorem mając świadomość, że za prawidłowe wykonywanie obowiązków można zostać zwol­nionym? A ustępstwa władz na rzecz „rozwoju przedsiębior­czości lokalnej” zostaną dostrzeżone wszędzie i potraktowane jako „zielone światło” dla takich działań także w innych chro­nionych miejscach kraju. O skutkach przekonywać nie muszę.

Los Zakopanego jako wielkiego centrum sportowo-­rekreacyjnego jest przesądzony - po krótkiej prosperity (lub nie) wykończy je ekonomia. Już dziś jest zbyt duże na obszar, który obsługuje, a typ oferty jest podobny do tego, co relatyw­nie coraz taniej (w stosunku do naszych dochodów) będą proponowały kraje alpejskie i Słowacja. Rozwiązaniem było­by to, o czym pisałem wyżej - regionalny program wyspecjali­zowanych usług wykorzystujących zasoby przyrodnicze i kulturowe całego Podtatrza (porządnie zrewitalizowanego), przyciągający sporą liczbę koneserów o bardziej indywidual­nych oczekiwaniach. Tu ciągle jeszcze jest co podziwiać i to może przyciągać obcych; „polskie Chamonix” nie przyciągnie na pewno, każdy będzie wolał prawdziwe Alpy.

Co dalej z parkami narodowymi...

Najbliższe kilkanaście lat będzie najgorsze, gdyż będzie to okres rządów generacji, która w większości zupełnie nie ro­zumie istoty ochrony przyrody oraz potrzeby istnienia parków narodowych i rezerwatów przyrody, a także konieczności związanych z nimi wyrzeczeń dla dalekowzrocznej, wspólnej korzyści. Miast szukać innych dróg dojścia do pieniędzy będą walić głową w mur przepisów i albo uda im się ten mur skru­szyć, albo sobie rozbiją głowy. Szkoda tej energii, podobnie jak szkoda pieniędzy, które straciliśmy jako kraj na „promo­cji” Olimpiady 2006. Za te pieniądze można było zrobić solid­ny plan zagospodarowania Podtatrza, a nawet zacząć trochę porządków i koniecznych inwestycji.

Czy koniecznie musi być permanentna wojna? Cywilizowane kraje wypracowały zasady ustawowego i (lub) zwyczajowego rekompensowania ludności miejscowej utrudnień współży­cia z obszarami chronionymi, zarówno w formie finansowej jak i pomocy w rozwijaniu nie szkodzących cennej przyrodzie, innych form działalności. Rekompensaty - tak, ale nie zwrot, czy reprywatyzacja terenów chronionych lub dopuszczanie szkodliwej dla przyrody działalności. O potrzebie stworzenia systemu takiej rekompensacji mówi się w Polsce od lat, jed­nak z nikłym skutkiem, co wzmacnia niechęć do obszarów przyrodniczo cennych. Zupełnie jakby komuś zależało na eskalacji roszczeń ponad rozsądek i możliwości ich spełnienia. Prawo ostatnio nawet uwsteczniło się przez np. wprowadzenie utrudniającego życie obowiązku sądowego dochodzenia strat spowodowanych przez dziką zwierzynę. Poza tym należy dążyć do szybkiego wykupienia wszystkich prywatnych wła­sności w parkach narodowych. Intuicyjnie czuję, że nie jest to kwota zawrotna, a uzyskany spokój też da się przeliczyć na pieniądze.

Inna sprawa, że Zakopane nie jest zainteresowane żadnymi, mieszczącymi się w granicach rozsądku rekompensatami, czy wykupem, gdyż sądzi, że likwidując ochronę w ogóle uzyska dużo więcej. Miasto jest zadłużone, a na to najlepszą radą są kapitały na nowe inwestycje, „uciekanie do przodu”. Radni i urzędnicy niecierpliwią się, bo czas ucieka. Naciskają na „Warszawę”, gdzie trwają prace nad nowelizacją ustawy o ochronie przyrody i jest duża szansa, iż nowy akt prawny postawi interes ekonomiczny lokalnych społeczności i pry­watnych właścicieli ponad ochronę przyrody nie bacząc na
tendencje światowe i UE, do której aspirujemy. Argumenty, że to co dobre dla małej społeczności, jest też dobre dla państwa, są nieprawdziwe. To tak jak z lasami, które część polityków chce sprywatyzować / zreprywatyzować stawiając znak równości między korzyściami odnoszonymi przez właściciela i państwo jako całość. Politycy owi nie biorą pod uwagę, że nawet najlepszy właściciel nie będzie myślał o wpływie jego lasu na gospodarkę wodną i klimat oraz o wielu innych efek­tach, które państwo w swoim bilansie korzyści uchwyci.

Posłowie

Dawno nie byłem w TPN i np. nie wiem jak gospodaruje „na swoim” terenie Wspólnota Witowska. Jednak informacja sprzed ok. pół roku o zabiciu przez kolejkę(!) w Dolinie Cho­chołowskiej znanego muzykologa nasuwa niewesołe refleksje i skojarzenie z tekstami prof. J.G. Pawlikowskiego sprzed prawie wieku, gdzie tenże opisuje degradujące krajobraz przesycenie „usługami turystycznymi” w wydaniu miejscowej ludności.

Życie w pięknej przyrodzie nie każdego czyni pięknym i wrażliwym na tę przyrodę. Wielu mieszkańców tego regionu (i innych także) niczego nie rozumie i nie zrozumie. Trzeba to przeczekać edukując podrastające pokolenie. Nie wyeliminuje to zupełnie ludzi o sposobie myślenia burmistrza Curusia, ale rzecz w tym, by nie zyskali już tak powszechnego posłuchu ani w swoim środowisku, ani wśród elit politycznych. Jeśli to się uda, to dyr. Byrcyn będzie mógł uznać, że miało sens trwanie w tatrzańskich „Termopilach”.

Racje prezentowane przez dyr. Byrcyna są utożsamiane z racjami bytu Parku, a jego obecność tam - z gwarancją bezpie­czeństwa Tatr. To sukces uczciwości i rzetelnego wykonywa­nia obowiązków, bez względu na trudności i zagrożenia osobiste - stąd tak gremialna i jednogłośna obrona tego czło­wieka. I takiego sukcesu życzyć wypada każdemu - by swoim działaniem na taką obronę - w ewentualnych tarapatach ­zasłużył.

Kaj Romeyko-Hurko

i„Koniec blokady” – Rzeczpospolita nr 243 z dn. 16.10.1999 r., dział „Prawo co dnia” (dostępne w Internecie)