Miesięcznik Dzikie Życie

9/75 2000 Wrzesień 2000

Kryzys ruchu ekologicznego Kryzys ducha

Juraj Lukáč

Kryzys ruchu ekologicznego
Kryzys ducha

Wszystko nieustannie się zmienia, często na gorsze. Młodzież nie jest należycie wychowywana, zimy są coraz cieplejsze a lata zimniejsze. Nic nie jest takie, jakie było, ale pomimo tego myślę, że podstawowe formy funkcjonowania naszego świata nie zmieniają się. Dotyczy to również i ludzi.


Jeżeli spojrzeć na społeczeństwo wg krzywej Gaussa to pokazuje nam ona, że cześćImage ludzi będzie zawsze postępować tak, jak myśli większość, część nigdy nie zrozumie nic, a tylko nieliczni zobaczą coś więcej niż amerykańsko-brazilijskie seriale filmowe.
Ludzie (policjanci i złodzieje, filozofowie o rozległych horyzontach i skostniali dostojnicy kościelni, wierni i oszukani, niszczyciele i obrońcy środowiska naturalnego) nie zmienili się od czasów jaskiniowych do dnia dzisiejszego (z wyjątkiem okresów niewielkich zaburzeń społecznych i przejściowych rewolucji). Zmieniły się tylko narzędzia.

Kumulacja ludzkiej wiedzy przyczynia się do wzrostu, w zastraszającym tempie, wpływu na środowisko. W sposób zasadniczy różni się od siebie kilkudniowa wycinka sześćsetletniej jodły przez dwóch ludzi zwykłą piłą od pracy kilkudziesięciu drwali z piłami motorowymi, maszynami, wyciągami i asfaltowymi drogami zwózkowymi. W inny sposób zanieczyszczał swoją okolice ogień przed jaskinią, a inaczej zanieczyszcza ja wielka spalarnia śmieci.
Ten niewesoły stan współczesnego środowiska naturalnego nie oznacza wcale, że ludzie się pogorszyli, że przybyło chamstwa, braku uczuć czy arogancji w stosunku do Przyrody.
Procentowo rzecz biorąc negatywnie nastawionych osób jest tyle samo, lecz potęga narzędzi nieustannie się zwiększa. Głównie dzięki temu, że niszczyciele nie robią tego własnymi rękami, ale narzędziami, które były udoskonalane przez tysiące lat pracy wielu generacji.

To bardzo deprymująco wpływa na obrońców Ziemi. Każdy teoretyk zajmujący się zawodowoImage ruchem ekologicznym wyodrębnia takie same, standardowe fazy przebiegu rozwoju organizacji: identyfikacja wokół jakiegoś problemu; zwrócenie uwagi publicznej; instytucjonalny rozrost organizacji; zyskanie przychylności większej części opinii publicznej; początek pozyskiwania wielkich środków finansowych; początek przyjmowania kompromisów; zagubienie identyfikacji; odłączenie się małej grupy, która jest zdolna dalej identyfikować się z problemem; skupienie uwagi społecznej... itd. Doskonałym przykładem może być Greenpeace, czy też niemiecka partia Zielonych.

Wszystkie te fazy rozwoju organizacji przebiegają wolniej niż postępujące niszczenie przyrody. Członkowie tych grup są pod nieustanną presją psychiczną potęgi narzędzi przeciwnika, która się nieustannie zwiększa.
Z tej presji wynika poczucie bezsilności, rozczarowania - a w konsekwencji niechęć i pasywność. Dopóki człowiek jest młody i nie ma większych problemów egzystencjalnych umie sobie z nimi poradzić. Jednak inaczej to wygląda, gdy problemy zaczynają komplikować życie prywatne i zbyt wolno pojawiają się korzystne zmiany. Z drugiej strony wzrastająca potęga narzędzi depcze go, co powoduje, że zaczyna przyjmować kompromisy, rezygnuje z ochrony albo zakłada własną organizację, która zacznie mieć za niedługo podobne problemy. Powstaje ogromne uczucie kryzysu ruchu ekologicznego.

Teraz, tak jak i w przeszłości, to uczucie było i jest typowym przejawem kryzysu dwudziestolatków, którzy za niedługo założą własną rodzinę. Później zaczną opowiadać swoim dorastającym pociechom jak to w młodości wygłupiali się na "street party". To wyjaśnia, dlaczego organizacje ekologiczne są pełne ludzi od 18 do 28 lat, a nie par małżeńskich na przełomie trzydziestki i czterdziestki z małymi dziećmi.

Czy mamy coś, czym możemy się bronić przed narastającą potęgą narzędzi , a nie ma tego druga strona?
Tak mamy - tą bronią jest siła ducha.

To nie wygłupy jakiejś romantycznej czytelniczki Harlequinów. Wzrastającej potędze narzędziImage niszczycieli przyrody nie można przeciwstawić się pieniędzmi, czy też podobnymi środkami. Na tym polu zawsze przegramy.
Z drugiej strony nie można zrozumieć i utożsamić się z Przyrodą teoretycznie. Ani jednego, ani drugiego nie da się kupić czy wyćwiczyć. Nawet najlepiej wyszkolony i opłacony trener nie wbije tego komuś do głowy przez kilka tygodni.

Na różnych seminariach możemy się nauczyć jak pracować z mediami, jak zbierać pieniądze na swoją działalność, jak pozyskiwać nowych członków i społeczeństwo. Ale nikt nam nie wyjaśni, po co to robić.
Wygląda to na truizm. Jednak mam już wystarczającą ilość lat i wielu kolegów, którzy w epoce hippisów w "chrystuskach" i z gitarą na plecach mówili o miłości do wszystkich istot. Spotykam ich teraz tylko na ulicy. Ja na przejściu dla pieszych, a oni w luksusowych limuzynach.
W każdym wieku wymaga się określonej działalności społecznej i zaangażowania. Jak aktywista się postarzeje, a przyczyną jego aktywności był tylko wiek, powstaje u niego uczucie niemocy przypominające porannego kaca po nocnej libacji.
Potem przychodzi "kryzys" ruchu ekologicznego.
Nie doznaje go jednak człowiek, który czuje, że jego ciało nie kończy się na jego własnej skórze, ale jest również w dolinach, rzekach, lasach, wilkach, orłach. Dopóki nie zostaną zniszczone wszystkie doliny, rzeki, lasy, wilki i orły, dopóty on będzie istniał. Taki człowiek ma w sobie wielką siłę. Siłę ducha.

Myślę, że nie da się jej nauczyć. Można ją w sobie odnaleźć i zauważyć u innych.Image
Jak?
W innych istotach według indywidualnego wyboru.
Osobisty wybór jest bardzo bolesny. Czasowo, finansowo i społecznie. Każdy tego naturalnie unika. Dopóki nie musi siebie ratować.

Podpisywanie petycji i pisanie listów jest zawsze dużo prostsze niż osobista obrona przyrody. To wyjaśnia, dlaczego w całej Europie pojawia się tysiące osób domagających się ochrony lasów deszczowych, a nie ma ich wielu, gdy chodzi o ochronę lasów koło ich domu, choć są tak samo ważne. Do Kostaryki wystarczy wysłać list, tamtejszy minister leśnictwa nie da wam poprzez miejscowego drwala po "gębie".
Każdy musi odszukać w sobie swoją własną drogę, aby ją znaleźć. Moja droga wiodła poprzez tysiące nocy przespanych pod gołym niebem. Wszystkim ją gorąco polecam.
Wydaje mi się, że nie ma sensu za dużo gadać o kryzysie ruchu ekologicznego. Jest za to sens rozglądać się za ludźmi z siłą ducha.

To nie brak pieniędzy, niekorzystny czas do szerzenia świadomości ekologicznej, czy też wielka ofensywa ze strony przemysłu i jego służb zajmujących się "public relations" jest powodem tego "kryzysu", ale fakt, że jest nas jeszcze mało. Nie wszyscy się odnaleźliśmy.
Ludzie z siłą ducha.

Juraj Lukáč
tłum. Jacek Zachara