Miesięcznik Dzikie Życie

3/81 2001 Marzec 2001

Zagrożona przyroda w Nevadzie

Przemysław Sobański

W amerykańskim stanie Nevada ataki na przyrodę przy­bierają różne formy. Najbardziej widoczne z nich to labo­ratoria nuklearne i składowiska odpadów jądrowych na miejscowej pustyni. W tym stanie znajduje się ponad po­łowa amerykańskiego arsenału nuklearnego i podobna ilość odpadów jądrowych. Przez pewien okres przepro­wadzano tam nuklearne testy, już po ogłoszeniu morato­rium na próby jądrowe.


Innym widocznym zagrożeniem dla przyrody tego stanu są coroczne pożary lasów. W zeszłym roku spłonęło w Ne­vadzie ponad 1,7 miliona hektarów lasów! Pożary często trwają tygodniami, niszcząc nie tylko drzewa, ale też zabi­jając zwierzynę mieszkającą w lasach. W zeszłym roku 6 z 10 najgroźniejszych tzw. dzikich (nie wznieconych przez człowieka) pożarów w USA miało miejsce w Nevadzie, z czego 5 z nich w północnej części stanu.

Na szczęście, rząd federalny z Clintonem na czele kil­kakrotnie przychodził z pomocą ginącej przyrodzie Ne­vady, wprowadzając coraz to nowe zakazy i tworząc Parki Narodowe. Wielu zielonych krytykowało Clintona oskar­żając go, że robi za mało, natomiast z drugiej strony są i tacy, którzy mówią, że to co zrobił to stanowczo za wie­le. W północnej części stanu (przy granicy z Idaho) jest miasto Jarbidge, w którym od dwóch lat zaostrza się prze­pisy kempingowe, turystyczne i rybackie. A to dlatego, że miasto posiada unikalne lasy i obszary nadrzeczne oraz zróżnicowane mokradła, jakich niewiele występuje w in­nych miejscach USA. Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w całym stanie. Od kilkunastu miesięcy rozrasta się w tej okolicy sponsorowany przez poszukiwaczy złota (skupionych w profesjonalnych firmach), biura turystycz­ne i związki rybackie ruch na rzecz obalenia federalnych przepisów ochrony przyrody. W przeddzień narodowego święta - 4 lipca, 200 osób zebrało się z łopatami i odpo­wiednim sprzętem, aby rozkopać blokady postawione przy lesie przez strażników leśnych. W nocy, w sąsiednim sta­nie Idaho zorganizowano dużą imprezę, na której sprze­dawano antyekologiczne ulotki, koszulki itp. W święto podburzeni ludzie ponownie zjechali do Jarbidge z zamia­rem obalenia wszelkich postawionych przez strażników leśnych słupów, blokad i znaków zakazu. Dopiero po po­jawieniu się służb porządkowych wszystko się uspokoiło. Wielu uczestników zostało ukaranych grzywnami za wkro­czenie na chroniony prawem obszar. Tym razem udało się ochronić przyrodę przed barbarzyńskim zniszczeniem (zgromadzeni mieli zamiar obozować oraz łowić ryby wokół najcenniejszych obszarów).

Ciężko pojąć zachowanie tych ludzi, bo cóż może być ważniejszego niż przyszłość ich dzieci i wnuków? Nieste­ty, podobne akcje zniszczenia mają miejsce też w sąsied­niej Kalifornii - na szczęście są tutaj liczni i sprawni działacze ekologiczni, niejednokrotnie współpracujący z lokalnymi i wyższymi władzami. W Nevadzie jest ich niestety znacznie mniej.

Z Kalifornii Przemysław Sobański