DZIKIE ŻYCIE

Toksyczny fundusz

Dariusz Matusiak

Początek tego roku był pomyślny dla ochrony środowiska w woj. łódzkim. Po 7 latach działalności usunięto ze stanowiska prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Marka Kubiaka, jednego z największych aferzystów finansowych tego regionu. Jego działalność pociągnęła za sobą straty sięgające dziesiątków milionów publicznych pieniędzy, oraz decyzje, które z ochroną środowiska nie miały nic wspólnego. Działając przez wiele lat w Ośrodku Działań Ekologicznych „Źródła” miałem okazję z bliska przyjrzeć się mechanizmom korupcji w WFOŚ i zaobserwować, w jaki sposób absurdalne decyzje chronione były przez lokalnych polityków, którzy zapewniali prezesowi parasol ochronny w zamian za umarzane kredyty, wysokie dotacje oraz intratne posady we władzach powiązanych z funduszem spółek. Wszystko to opakowane pięknymi słowami i kolorowymi folderami o ochronie przyrody i zrównoważonym rozwoju stanowiło sprawnie działający system paramafijny.

„Walka z prezesem jest jak kopanie nogi słonia, można sobie tylko but uszkodzić” – tak nas przestrzegała życzliwa urzędniczka w łódzkim magistracie, kiedy rozpoczęliśmy walkę ze skorumpowanym funduszem. Było to dwa lata temu, kiedy w prasie pojawiały się sporadycznie przecieki o aferach w tej instytucji. Obecnie wszyscy politycy z oburzeniem wypowiadają się o postaci prezesa. „Był cwańszy od nas” – tak szczerze wypowiadał się jeden z lokalnych decydentów. Skąd ta nagła metamorfoza i w jaki sposób do niej doszło? Wiele istotnych informacji wyszło na światło dzienne dzięki dziennikarskiemu śledztwu, jakiego podjęła się „Gazeta Wyborcza”.

Według Ustawy o Ochronie Środowiska Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska są instytucjami publicznymi podległymi samorządom wojewódzkim i utrzymują się z opłat za korzystanie ze środowiska i kar za jego niszczenie pobieranych od przedsiębiorstw państwowych. Pomagać mają samorządom, firmom, organizacjom pozarządowym a także osobom fizycznym, które prowadzą działalność proekologiczną. Mogą, ale nie muszą, bowiem wszystko zależy od dobrej woli zarządu WFOŚ, którego decyzje są często utajniane. Zarząd w Łodzi miał też metody podporządkowania sobie instytucji nadzorczych i potencjalnych oponentów. We władzach powołanych przez WFOŚ spółek umieszczani byli politycy z rządzących województwem partii politycznych, którzy mogli korzystać – w zamian za poparcie dla prezesa – z wysokich kredytów i dotacji. Fundusz dysponował bowiem olbrzymimi publicznymi pieniędzmi, tylko w ubiegłym roku była to suma ponad 40 mln dolarów, czyli więcej niż budżet województwa. Nie dziwi więc fakt, że po pieniądze funduszu ustawiała się wręcz kolejka polityków, traktując go jak prywatną skarbonkę, z której mogą czerpać do woli. Pieniądze przechodziły przez podległe funduszowi spółki i organizacje a następnie trafiały w dużej części do kieszeni wybranych prominentów. Dzięki tej prostej metodzie prezes Kubiak przeistoczył się ze zwykłego urzędnika w jednego z najbogatszych ludzi w Łodzi. Stał się posiadaczem wielu kamienic miejskich, rezydencji w podłódzkich Sokolnikach oraz właścicielem atrakcyjnych terenów rekreacyjnych. Wszystkie powołane do życia spółki miały przeważnie coś z „eko” w nazwie. Były więc: „Eko-Okna” (produkcja okiem plastikowych", „Eko-Wynik” (zastępstwo inwestycyjne), „Eko-trans” (biuro turystyki organizujące ekskluzywne wycieczki dla prominentów, które wsławiło się zorganizowaniem za pieniądze funduszu szkolenia dla łódzkich samorządowców na Cyprze. Zapoznawano tam uczestników m.in. z technologią odsalania wody morskiej i wypalania węgla drzewnego), Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej (choć była to organizacja społeczna zajmująca się edukacją ekologiczną, wkrótce stało się jednym z pośredników w przepływie pieniędzy z Funduszu. Prezes RCEE uczestniczył również w szkoleniu na Cyprze) i wiele innych. Aby uzyskać dotację lub kredyt trzeba było skorzystać z usług tych firm słono za to płacąc.

Prezes Kubiak miał również dobre układy z Kościołem, dzięki licznym dotacjom na remonty kościołów i działalność parafii. Ogromną wdzięczność włodarzy kościelnych zaskarbił sobie dzięki dotacji 260 tys. zł na zakup przenośnych toalet (130 szt.) w czasie pobytu Papieża w Łowiczu. Dotacja określona jako edukacja ekologiczna została przekazana za pośrednictwem RCEE. Kubiaka w ramach rewanżu włączono do elitarnego kręgu wiernych, którzy przyjęli komunię z rąk Papieża.

Prezes był również człowiekiem wrażliwym na sprawy kultury w regionie, finansując tak ekologiczne imprezy jak Pierwsze Powiatowe Spotkanie Strażackich Orkiestr Dętych oraz zawody sportowo-pożarnicze.

Aby umocnić swoją pozycję rekina finansowego Kubiak zamierzał przenieść siedzibę Banku Częstochowa do Łodzi. W tym celu zakupił za pieniądze WFOŚ akcje tego banku, bez uzyskania na to zgody Komisji Nadzoru Bankowego oraz przepłacając za akcje w porównaniu z kursem giełdowym. Kiedy wybuchła afera okazało się, że Fundusz stracił na tej transakcji prawie 5 mln zł. Innym niecodziennym przedsięwzięciem tej instytucji było udzielenie pożyczki 10 mln zł córce „króla polskiej żelatyny” Annie Grabek na budowę zakładu utylizacji odpadów poubojowych. Informacja o tym okryta była ścisłą tajemnicą. Szybko jednak wyszło na jaw, że kredyt wspomógł nie inwestycję proekologiczną, lecz zakłady żelatyny Kazimierza Grabka. W marcu „król żelatyny” trafił do aresztu, zwrot tych pieniędzy nie wydaje się więc realny.

Sprawa poczynań byłego prezesa WFOŚ stała się obecnie bardzo interesująca dla opinii publicznej a szczególnie dla instytucji kontrolnych i śledczych. Szkopuł w tym, że większość z nich znajduje się na listach beneficjentów Funduszu. Występując przeciwko niemu godzą we własny interes. Policja i UOP były wielokrotnie obsypywane dotacjami na remonty, sprzęt i ośrodki wczasowe. Stąd może więc wynika opieszałość, z jaką do tej pory prowadzone były wszelkie śledztwa w sprawie Funduszu.

Nie ma się co łudzić, że jest to przypadek odosobniony w skali całego kraju, zapewne dla wielu funduszów i fundacji działanie takie jest czymś normalnym, nie mającym co prawda nic wspólnego ze szczytnymi celami, dla których zostały powołane, ale za to pomocnym w urządzaniu sobie luksusowego życia. Warto więc pamiętać o wszystkich tych zależnościach i wyzbyć się zbytniej naiwności przy przekraczaniu gościnnego progu swego kochanego sponsora.

Dariusz Matusiak

Przy pisaniu tekstu wykorzystano informacje zawarte w artykule „Pan na funduszu”, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z dniu 28-29.04.2001.