Miesięcznik Dzikie Życie

6/96 2002 Czerwiec 2002

Przełęcz Karkoszczonka

Dariusz Matusiak

Dla wędrowców, którzy z plecakiem przemierzają górskie szlaki Beskidu Śląskiego, przełęcz Karkoszczonka (wysokość 729 m.n.p.m.) znajdująca się pomiędzy górą Beskid a Trzema Kopcami nie jest z pewnością nic nie znaczącą nazwą. Do niedawna przełęcz ta nosiła nazwę Skałka, co związane było zapewne ze starą nazwą góry Klimczok, którego stoki wyrastają z podnóża przełęczy i łączą się z nią w nierozerwalną całość. Obecna nazwa pochodzi od dawnego osiedla pasterskiego, które znajdowało się na okolicznych polanach i w tutejszej gwarze nazywane było "karkosze", co oznaczało gałęzie odrąbane od ściętych drzew.


Ponieważ przełęcz jest najniższym i najwygodniejszym przejściem pomiędzy Szczyrkiem a Brenną, Imageużywano jej od wielu wieków jako lokalnego szlaku łączącego te dwie miejscowości. To udogodnienie stało się z czasem przekleństwem dla lasu porastającego przełęcz i zwierząt zamieszkujących jej stoki. Leśna droga przez przełęcz powoli przestała już odpowiadać wymogom cywilizacyjnym, nie była dość wygodna i bezpieczna dla zmotoryzowanych turystów, chcących w jeden weekend poznać wszystkie skarby Beskidu Śląskiego. Nie wystarczały im już atrakcje zatłoczonego Szczyrku: hałaśliwe puby i nocne kluby czy poorane wyciągami narciarskimi stoki dumnej i wyniosłej niegdyś góry Skrzyczne. Chęć docierania w nowe i ciche dotąd zakątki gór stała się siłą napędową do tworzenia wciąż nowych inwestycji wedle gustów spragnionych atrakcji turystów. Postanowiono im ułatwić życie i poprowadzić przez przełęcz nową, asfaltową, szeroką drogę.

Jednak nie wszystkim pomysł budowy drogi przypadł do gustu. Dla mieszkańców Brennej wizja sunącej w ich kierunku lawiny samochodów nie była wcale tak wesoła. Spokój i cisza też mają swoją cenę, o czym coraz częściej przekonują się mieszkańcy górskich osad. "Nie chcemy aby Brenna została rozjechana przez samochody. Tutaj turyści przyjeżdżają po ciszę i spokój i niech tak zostanie" - twierdzi jedna z miejscowych góralek. Niechęć mieszkańców przeciwko tej inwestycji, choć nieczęsto się to zdarza, poparta została oficjalnym stanowiskiem władz gminy. Początkowo zapowiedziane przez wójta Brennej referendum w tej sprawie zostało odwołane. Jak zapewnił "Pracownię" sekretarz gminy, "Stanowisko władz gminy jest w tej sprawie negatywne i nie ma mowy o żadnym referendum". Dalej argumentuje w ten sposób: "Brenna jest spokojną miejscowością, a droga zburzyłaby ten spokój dzieląc wieś na pół. Część domów musiałaby zostać rozebrana, by można było wybudować szeroką drogę dla samochodów. Wolelibyśmy, aby zamiast drogi powstała kolejka linowa łącząca naszą miejscowość ze Szczyrkiem".

No cóż, kolejka linowa z pewnością byłaby mniej uciążliwa dla okolicznych mieszkańców, jednak dla przyrody górskiej oznaczałaby w zasadzie ten sam wyrok - wycięcie wielu hektarów cennego lasu. W jego obronie stanęli jednak nie tylko ekolodzy, lecz również miejscowi leśnicy. Nadleśniczy Ustronia Leon Mijal twierdzi: "Aby wybudować przez przełęcz drogę asfaltową konieczne byłoby wycięcie wielu hektarów cennego lasu, w tym również starodrzewia bukowo-jodłowo-świerkowego, a także przecięcie ważnego korytarza ekologicznego, którym migrują zwierzęta. Prace nad tą inwestycją silnie ingerowałyby również w samą tkankę gór, bowiem, aby stromy stok nadawał się do jazdy samochodem, musi zostać przemodelowane całe zbocze w ukośne serpentyny. Wiele więc warstw wodonośnych musiałoby zostać przerwanych i skanalizowanych, a w okresie zimowym sól wysypywana w celu odmrażania drogi spłynęłaby do pobliskich strumieni zanieczyszczając i wyjaławiając je. Byłaby to wielka strata dla tego pięknego zakątka naszego nadleśnictwa, w którym można jeszcze spotkać na rykowisku jelenie i krążące nad doliną sowy".

Wszystko jednak wskazuje, że drogi asfaltowej przez Karkoszczonkę nie będzie, a na budowę drogiej kolejki linowej gminy nie stać. Z pewnością dobra to wiadomość dla przyrody i wszystkich miłośników ciszy i spokoju, którzy w takich miejscach jak przełęcz Karkoszczonka pragną posłuchać szumu starych buków i jodeł oraz wieczornego pohukiwania puszczyka.

Dariusz Matusiak