Miesięcznik Dzikie Życie

4/94 2002 Kwiecień 2002

Krwawa rura

Joanna Mausiak

Pod koniec ubiegłego roku Pracownia włączyła się w międzynarodową akcję przeciwko budowie rurociągu przez dziewicze lasy deszczowe w Ekwadorze. Wysłaliśmy stosowne pisma, a pod warszawską filią niemieckiego banku WestLB, który sponsoruje inwestycję, zorganizowaliśmy akcję protestacyjną Podobne akcje odbyły się w kilkunastu innych krajach na całym świecie (zob. DŻ nr 90/91). Ile mogliśmy, tyle zrobiliśmy i czekaliśmy na rozwój wydarzeń.


W marcowym numerze "The Ecologist" ukazał się krótki artykuł na ten temat. Z zadowoleniem przeczytałam, Image że sprawa sponsorowania przez niemiecki publiczny bank inwestycji łamiącej wszelkie dopuszczalne normy (chociażby dewastacja przyrody, naruszanie praw człowieka) stała się ważną kwestią. Podczas obrad władz Westfalii pracownicy WestLB przyznali w końcu, że projekt rurociągu nie spełnia wymogów Banku Światowego, co jest kluczowe dla wszystkich inwestycji finansowanych przez niemiecki bank (wcześniej utrzymywali, że wszystko jest w porządku, a zdanie zmienili po tym, jak przedstawiciele Banku Światowego w liście do konsorcjum OCP budującego rurociąg w Ekwadorze "wyrazili swoje głębokie zaniepokojenie wpływem na środowisko planowanego rurociągu" - lepiej późno, niż wcale).

We wspomnianym artykule można też przeczytać o pokojowych protestach ekologów, studentów i mieszkańców dżungli, którzy pobudowali domki na drzewach i przykuli się do maszyn budujących rurociąg. Ostatni akapit mówił, że w obliczu narastających protestów i groźby zablokowania przez parlament Westfalii kredytu bankowego, korporacja OCP ogłosiła, że póki co zawiesza budowę aż do końca pory deszczowej, czyli do kwietnia. Za namową autora tekstu, weszłam na stronę Rainforest Action Network koordynującej akcję (www.ran.org), żeby przeczytać o ostatecznej decyzji Niemców i obejrzeć zdjęcia pięknych lasów, od których odsunięta została groźba zagłady.

Weszłam i co zobaczyłam? Zdjęcie jak z pola bitwy - ogień, uciekający ludzie i napisy: Z ostatniej chwili! Armia zaatakowała! STOP rozlewowi krwi! Jak donoszą autorzy strony, 28 lutego tego roku protestujący zostali zaatakowani przez siły zbrojne. Lokalna gazeta poinformowała, że w wyniku zatrucia gazem łzawiącym umarło dwoje dzieci, a wiele osób zostało rannych. 22 lutego dwie prowincje: Sucumbios i Orellana w Ekwadorze zostały całkowicie sparaliżowane po tym, jak mieszkańcy tych terenów ogłosili strajk generalny i zażądali więcej środków na budowę szpitali, dróg i wodociągów. Demonstranci wznieśli blokady i rozpoczęli okupację sześćdziesięciu odwiertów i pięciu rafinerii blokując w ten sposób rurociąg i zatrzymując produkcję ropy. Prezydent Gustavo Noboa ostrzegł protestujących, że wytoczy wojnę każdemu, kto stanie na drodze rurociągu, ogłosił stan wyjątkowy w obu prowincjach i dał dużą swobodę siłom wojskowym, by rozprawiły się z demonstrantami. Zakazano również zgromadzeń publicznych i zamknięto lokalną rozgłośnię radiową zarzucając jej działanie wbrew przepisom stanu wyjątkowego.

Jest oczywistym, dlaczego ekolodzy protestują przeciwko poprowadzeniu rurociągu przez dziewicze lasy, ale czemu dochodzi do krwawych starć pomiędzy mieszkańcami tych terenów i wojskiem? Dlaczego ludzie ci są tak zdeterminowani? Będące niegdyś oazą ciszy, spokoju i piękna tereny te stały się centrum wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej i paradoksalnie jednymi z najuboższych w kraju. Przez ponad 30 lat firmy, takie jak Texaco czy Occidental Petroleum wypompowały z ziemi ponad miliard baryłek ropy, podczas gdy społeczności lokalne mogły obserwować postępującą ruinę ekonomiczną, społeczną i degradację środowiska. Na terenie tym odnotowuje się najwyższą zachorowalność na raka spowodowaną zatruciem wód, ziemi i powietrza. W większych miastach brakuje szpitali i kanalizacji. W prowincjach tych poziom niedożywienia, przestępczości, prostytucji i biedy jest najwyższy w kraju.

Rząd w Ekwadorze zareagował wysłaniem wojska do rozprawy z ludźmi protestującymi przeciwko eksploatacji ich kraju przez zachodnie korporacje, biedzie, degradacji środowiska i pomysłom kolejnych niebezpiecznych inwestycji. Czy możecie sobie wyobrazić podobną sytuację w Polsce? Żyjemy w innym świecie, w którym na szczęście już nie morduje się ludzi dlatego, że walczą o swoje prawa. Jesteśmy jednocześnie częściowo odpowiedzialni za to, co dzieje się właśnie w tej odległej puszczy. Ropa tam wydobywana trafia na zachodnie rynki i dzięki temu jeździmy naszymi samochodami. Dlatego mamy moralny obowiązek poinformowania pana Gustavo Noboa - prezydenta Ekwadoru oraz jego kolegów, że takie działania nie będą tolerowane i rozlew krwi nie ma nic wspólnego z rozwiązywaniem konfliktów społecznych. Piszmy protesty w tej sprawie (najlepiej po angielsku, ale także po polsku) do:

Presidente de la República del Ecuador
Dr. Gustavo Noboa Bejarano
Fax: (5932 ) 2584518
e-mail:despresi@presidencia.ec-gov.net

Ministry of Defense
Almirante Hugo Hunda
Av. Maldonado y calle Exposición 208
Fax: (5932 ) 2580431
e-mail:midenasocial@org.ec

Joanna Matusiak