Miesięcznik Dzikie Życie

3/93 2002 Marzec 2002

Wojewoda chce strzelać!

Grzegorz Bożek

Wydawało się już, że w sprawach wilczych wszystko jest na dobrej drodze. Niestety, w połowie stycznia Wojewoda Podkarpacki wystąpił do Ministerstwa Środowiska z wnioskiem o zgodę na odstrzał 50 wilków na terenie Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Na szczęście minister odmówił. To wydarzenie znowu przywołuje problemy, o których DŻ pisało przez wiele lat.


W kwietniu 1998 r. po wieloletnich staraniach środowisk ekologicznych wilk został objęty pełną ochroną na Image terenie całego kraju. Działo się to m.in. za sprawą koordynowanych przez Pracownię kampanii, międzynarodowych protestów w Ustrzykach Dolnych i Krośnie czy też akcji Puszczy Walczącej. Od tamtego czasu co prawda pojawiały się sygnały nawołujące do odstrzału wilków, lecz generalnie sytuacja wokół wilka zdawała się wyraźnie stabilizować. W 2000 roku Ministerstwo wydało trzy razy zgodę na odstrzał wilków, obwarowane było to jednak określonymi warunkami realizacji - strzelać można było tylko do wilków specjalizujących się w zagryzaniu zwierząt domowych. Myśliwi nie mogli dostać trofeów wilczych, nie można było strzelać w lesie, a jedynie na pastwiskach. To, że żaden z tych odstrzałów nie został zrealizowany unaoczniło nietrafność zarzutów stawianych wilkom.

Rok 2002 rozpoczął się od zaskakującej propozycji Wojewody Podkarpackiego Zdzisława Siewierskiego - wniosku o zgodę na odstrzał 50 wilków z terenu Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Wniosek, który powstał bez konsultacji z wojewódzkim konserwatorem przyrody, mówi o zagrożeniach, jakie stwarzają wilki wśród populacji zwierzyny płowej i dzików. Uzasadniając swoją decyzję, wojewoda Siewierski mówi, że skłoniły go do niej informacje uzyskane od leśników i myśliwych, którzy zaobserwowali niepokojący wzrost liczby wilków i nadmierne straty wśród jeleni, saren i dzików. We wniosku czytamy: "Całkowita ochrona tego gatunku [wilka - przyp. GB] w Bieszczadach i Beskidzie Niskim nie znajduje racjonalnego uzasadnienia z punktu widzenia ochrony przyrody oraz przyczynia się do regresu w gospodarce hodowlanej owiec, jak też utrudnia prowadzenie właściwej gospodarki łowieckiej". Według wojewody, populacja wilcza powiększa się, co może doprowadzić do zachwiania równowagi ekologicznej. Wniosek o odstrzał - słowami wojewody - powstał w trosce o ochronę przyrody i bioróżnorodności.

Wniosek wojewody spotkał się z bardzo przychylną reakcją środowisk myśliwskich. Nowy wojewoda podkarpacki Zdzisław Siewierski jest wieloletnim myśliwym, bez wątpienia pasjonatem sztuki łowieckiej, obecnie prezesem Koła Łowieckiego "Podgorzałka" oraz wiceprezesem Okręgowej Rady Łowieckiej w Rzeszowie. Rzecznik prasowy wojewody Janusz Koryl zaprzeczył jednak, jakoby wniosek był efektem działań lobby łowieckiego. Z pozytywną reakcją środowisk promyśliwskich zetknąć się można w lokalnym dzienniku "Super Nowości" (18-20.01.2001 r.) w tekście "Odważny krok wojewody podkarpackiego" Adama Kulczyckiego, który jest komentarzem do artykułu "Wilki do odstrzału". Komentarzem zresztą jedynym... Nie jest to zaskakujące, gdy dowiemy się, że ten poczytny dziennik jako jedyny w regionie posiada stałą rubrykę "Dla myśliwych", w której propaguje się sztukę łowiecką oraz określone poglądy na gospodarkę łowiecką. Adam Kulczycki pisze: "Wreszcie znalazł się odważny gospodarz województwa podkarpackiego, który nie zważając na ewentualne protesty ekologów i pseudoekologów, pragnie zrobić wszystko, aby nie dopuścić do spustoszenia, jakie w podkarpackich lasach wyrządzają wilki. Decyzję o ich odstrzale należało podjąć kilka lat temu, gdy jeszcze liczna była populacja jelenia czy sarny. Dziś jest to już ostatni dzwonek, gdyż w przeciwnym wypadku za kilka lat nie będzie na co polować w bieszczadzkich lasach". Może to odrobinę złośliwe, ale nie sądzę, aby wojewoda był odmiennego zdania. Zresztą poglądy myśliwych na sprawę wilka dobrze opisują słowa Franciszka Maresza z Okręgowej Rady Łowieckiej w Krośnie: "Kiedy polowało się na wilki, nie widać było, żeby ich populacja się zmniejszała. Uważam, że ochrona wilka jest u nas przesadą" ("Nowiny", 19.12.2000 r.). Nie dziwi to choćby w kontekście dużych pieniędzy, które kryją się za polowaniami oraz faktu, że dla myśliwych wilk jest konkurentem w łowisku, a swoją drogą jednym z cenniejszych trofeów, o jakim marzy chyba każdy adept łowiectwa.

Wniosek wojewody spotkał się z protestem środowisk ekologicznych i przyrodniczych. Główny Konserwator Przyrody, prof. Ewa Symonides powiedziała: "Będę ostatnią osobą, która zgodzi się na odstrzał wilków". Nie wyklucza co prawda możliwości, aby ścisła ochrona wilka powodowała wzrostu jego populacji, jednak decyzja o ewentualnym odstrzale musi być oparta na wniosku ekspertów tej klasy, jak prof. Bereszyński czy doc. Okarma.

Na szczęście wniosek wojewody został negatywnie zaopiniowany przez Komisję Ochrony Zwierząt Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Na podstawie tej opinii Minister Środowiska - Stanisław Żelichowski 8 lutego 2002 roku wydał odmowną decyzję odnośnie zgody odstrzału wilków w Bieszczadach i Beskidzie Niskim.

Korzystając z okazji, warto ustosunkować się do zarzutów stawianych wilkom przez wojewodę. Nieprawdą jest, jakoby rosła liczba wilków na terenie Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Wg danych RDLP-Krosno (teren RDLP-Krosno pokrywa się mniej więcej z obszarem woj. podkarpackiego), na jej obszarze w 2000 roku było 470 wilków (wtedy wilki liczono w niewielkich obwodach łowieckich). W 2001 roku liczenie wykazało 363 wilki, liczono je już jednak w nadleśnictwach, których teren jest większy od obwodów łowieckich. Nawet ten sposób liczenia nie wyklucza możliwości popełnienia błędu, bowiem terytorium watahy może pokrywać w całości nawet 2-3 nadleśnictwa, co może powodować kilkukrotne liczenie tej samej wilczej rodziny. Inwentaryzacja prowadzona przez Zakład Badania Ssaków PAN w Białowieży pod kierownictwem Włodzimierza Jędrzejowskiego wskazuje na liczbę 115 watah żyjących w Polsce, czyli około 510 wilków, z których na Bieszczady i Beskid Niski przypadałoby około 150 wilków. Spośród tych 150 wilków wojewoda pragnie odstrzelić 50 sztuk, czyli ilość na poziomie eksterminacji gatunku. Jak mówi doc. Henryk Okarma z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, skutkiem zabicia kilkudziesięciu przypadkowych wilków będzie rozbita struktura socjalna watah i zniszczona w miarę stabilna obecnie sieć ich terytoriów. Osłabione wilki mogłyby się przerzucić na owce jako łatwiejsze do pozyskania ofiary niż jelenie. Może wreszcie dojść do krzyżowania się wilków z psami, realnie niebezpiecznymi nawet dla ludzi. Odstrzały wilków wpływają na strukturę wilczych ofiar zawsze niekorzystnie z punktu widzenia dobra całego ekosystemu. Dr Gordon Haber - badacz wilków, który pracował w parku narodowym Denali na Alasce mówi, że przy redukcji pogłowia wilków na poziomie 25-50% następuje wzrost niepożądanych przez człowieka zachowań wilka.

Wojewoda w swoim wniosku posiłkował się argumentem, że ochrona wilka przyczynia się do regresu w gospodarce hodowlanej. Przypomnę - w 1998 r. wilki zagryzły na terenie RDLP-Krosno 200 owiec, zaś w latach 1999-2001 już tylko 100-120 owiec rocznie. Patrząc na te dane, można by raczej mówić o stabilizacji i minimalizacji problemu. Nie ma też co obwiniać wilki za nieopłacalność hodowli owiec, tym bardziej, że za szkody wyrządzone przez wilki wśród zwierząt gospodarskich wypłacane są odszkodowania.

Problematyka dotycząca populacji jeleni i dzików również nie może dotyczyć w tak jednostronny sposób wilka. Do jeleni i dzików strzelają myśliwi, nie dziwi więc ich niezgoda na to, aby wilki konkurowały z nimi w łowisku. Trzeba jednak stwierdzić, że wilki w czasie ciężkiej zimy mogą zagryźć więcej jeleni. Ale tylko wtedy. Spadek liczebności dzików wynika zaś jedynie z nadmiernego ich odstrzału dokonywanego przez myśliwych.

Choć szansa realizacji prośby zawartej we wniosku wojewody była niewielka, cała sprawa stanowi niepokojący wyraz nastrojów panujących w środowisku łowieckim, dla którego nie będzie to zapewne ostatnia próba uskutecznienia swoich zamierzeń. Trzeba mieć jednak nadzieję, że w podobnych sytuacjach organy decyzyjne zajmować będą podobne stanowisko, jak to wyrażone 8 lutego przez Ministra Środowiska. Minister Żelichowski nie wydał zgody na odstrzał wilków w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, a w uzasadnieniu swej decyzji podkreślił, że wilk stanowi integralną część ekosystemu i należy go chronić. Mamy nadzieję, że ministrowi w jego decyzjach do końca kadencji przyświecać będzie dobro wilków oraz środowiska, w którym one żyją.

Grzegorz Bożek