Miesięcznik Dzikie Życie

2/128 2005 Luty 2005

Ludzie dla parków, parki dla życia

Andrzej Ginalski

Jak funkcjonują obecnie parki narodowe i krajobrazowe w Polsce? Gdzie kryją się największe zagrożenia i jak można im przeciwdziałać? Czy zmiana prawodawstwa sprzyja parkom, czy też raczej coraz bardziej zawęża zakres konkretnych działań podejmowanych na rzecz ich ochrony? Te i podobne pytania stały u podstaw konferencji zatytułowanej „Polskie parki narodowe i krajobrazowe – możliwości oraz problemy ochrony przyrody”, zorganizowanej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 8 grudnia 2004 r.

Gości konferencji powitali dr Klaudia Giordano i ksiądz prof. Stanisław Zięba z Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego KUL. Następnie głos zabrał Dyr. Wydziału Środowiska i Rolnictwa UW w Lublinie, Zdzisław Strycharz. Niestety, wystąpienie dyrektora – jedynego przedstawiciela władz rządowych – miało charakter nudnego, nie zawierającego żadnych konkretów referatu. Usłyszeliśmy jedynie znane informacje na temat systemu obszarów chronionych obowiązującego w Polsce. Co gorsza, dyrektor Strycharz nie pozostał wysłuchać pozostałych prelegentów czy wziąć udział w dyskusji, ale najzwyczajniej w świecie po zakończeniu swojego referatu wyszedł.

Dalej obrady poprowadził dyr. Wigierskiego PN Zdzisław Szkiruć. Przypomniał znaną, ale najczęściej nietraktowaną serio formułę, iż Ziemi nie odziedziczyliśmy od naszych ojców, lecz „wydzierżawiliśmy” ją od naszych dzieci. Prof. Janusz Janecki (KUL) w trakcie pokazu przyrodniczych przeźroczy zwrócił uwagę na potrzebę prowadzenia edukacji ekologicznej w sposób dwukierunkowy, a więc nie tylko intelektualny, lecz także emocjonalny. Takie podejście prawdopodobnie daje dużo lepsze rezultaty niż podawanie suchych informacji.

Następnie wicedyrektor Roztoczańskiego PN, Zdzisław Strupieniuk mówił o problemach ochrony parku z punktu widzenia jego administracji. Podał dwa przykłady sytuacji, w których dyrekcja (a także rada naukowa) miała poważne wątpliwości, jak postąpić. Jeden z nich dotyczył sztucznych zbiorników wodnych wykonanych kilkadziesiąt lat temu. Po jakimś czasie przestały być użytkowane, zaczęły się wypłycać i pojawiło się pytanie – czy zostawić je naturze i pozwolić działać sukcesji, co po jakimś czasie spowoduje zaniknięcie tych ekosystemów i gatunków z nimi związanych? Czy może raczej pogłębić je, przywrócić stan sprzed kilku dekad, co jednak wiązać się będzie z wprowadzeniem i użytkowaniem przez około 3 lata ciężkiego sprzętu (koparek, ciągników) w obrębie parku? Ta druga decyzja zaowocuje z pewnością określonymi zniszczeniami roślinności, gleby i krajobrazu, pomimo to rada naukowa zdecydowała się właśnie na to rozwiązanie.

Tego typu wątpliwości czasem się pojawiają (inny przykład z naszego regionu to choćby zarastanie torfowisk) i trzeba dużej wrażliwości i wiedzy przyrodniczej, żeby podjąć właściwą decyzję. Są też jednak inne problemy, dużo poważniejsze, nie wynikające z uwarunkowań przyrodniczych. Dyr. Strupieniuk podkreślił brak nadbudowy ideologicznej, tj. jakiegoś w miarę konkretnego i trwałego zestawu zasad, jakie obowiązywałyby w parkach. Okazuje się też, iż nawet stosunkowo mało popularny Roztoczański PN z roku na rok notuje coraz większą presję turystyczną (w chwili obecnej 100 tys. odwiedzających park rocznie, prawie w całości wypełnia jego pojemność turystyczną) i zwiększające się oczekiwania społeczeństwa wobec terenów objętych najwyższą formą ochrony. Pojawiają się problemy z pokierowaniem tak dużym strumieniem turystów, którym mogłoby zaradzić rozwinięcie wolontarystycznej działalności np. studentów-przyrodników, co ponoć świetnie sprawdza się w parkach zachodnioeuropejskich. Kolejną sprawą jest praktyczna niemożliwość podejmowania działań przez dyrekcje parków w otulinach. Nowa Ustawa o ochronie przyrody mówi, co to jest otulina i w zasadzie na tym koniec. Z lokalnych problemów podniesiono kwestię Linii Hutniczo-Siarkowej przebiegającej przez park (wybudowanej zresztą nielegalnie) oraz nieuporządkowaną gospodarkę grzewczą i wodno-ściekową na tym obszarze.

Z Kampinoskiego PN na konferencję przybyła dr Edyta Owadowska, która pokrótce omówiła historię i walory parku. Do najważniejszych problemów zaliczyła: wysychanie obniżeń międzywydmowych (wynikających z nakładania się dwóch czynników: klimatycznego i niewłaściwie wykonanych melioracji), ciągle funkcjonujące wielkie powierzchnie monokultur sosnowych, przedłużające się wykupywanie prywatnych działek porozrzucanych w obrębie parku oraz rosnącą presję urbanistyczną ze strony mieszkańców Warszawy. Także ta uczestniczka konferencji zwróciła uwagę na problem z otuliną – park stanowi Rezerwat Biosfery, ale ta forma nie jest umocowana prawnie w naszym kraju; nowa Ustawa właściwie zniosła możliwości wpływu dyrekcji parku na to, co się dzieje w otulinie, a w projekcie sieci NATURA 2000 Kampinoski PN wprawdzie się znalazł, ale niestety właśnie bez otuliny. Pierwszą część wystąpień zakończyła dr Ewa Krywko omawiając badania przyrodników z KUL-u w Kampinoskim PN.

W trakcie dyskusji, jaka się następnie wywiązała, dyr. Szkiruć stwierdził, że jego zdaniem duża część omawianych problemów wynika z tego, iż nie umiemy jasno określić celu powoływania parków krajobrazowych i narodowych. Dyskutowano nad szansą wyprowadzenia linii kolejowej z Roztoczańskiego PN, przy czym dyr. Strupieniuk zaznaczył, że wszelkie tego typu próby torpeduje i ośmiesza lobby gospodarcze i Ministerstwo Gospodarki. Istnieją więc dwie możliwości – przeniesienie linii poza obszar parku w przypadku prób modernizacji czy wymiany szyn (na co w obrębie parku dyrekcja nie wyrazi zgody) albo zabezpieczenie techniczne, ale to rozwiązanie wydaje się mocno wątpliwe z punktu widzenia ochrony stosunków wodnych i krajobrazu (chodziłoby o... obudowanie torów tunelem w sercu PN). Mówiono także o zbyt łagodnych przepisach ochroniarskich, które obecnie mogą być łatwo wykorzystywane przez samorządy lokalne do działań sprzecznych z wymogami ochrony przyrody. Gminy często dostrzegają parki tylko w sytuacjach, gdy może ułatwić im to np. pozyskanie pieniędzy na jakieś cele. Innym problemem jest brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego wielu gmin – w takiej sytuacji zapobieganie powstawaniu szkodliwych inwestycji tylko w oparciu o pozwolenie na budowę jest szalenie utrudnione. Zabrawszy ponownie głos, dyr. Szkiruć ubolewał nad faktem pamiętania o parkach i zachwycania się ich walorami tylko w momencie przebywania w nich – chodzi o to, że wielu ludzi wrażliwych na piękno przyrody (w tym naukowców!), po powrocie do domu przestaje się interesować ich losem. Kwestia ta – jak mi się wydaje – jest tylko jedną z oznak powszechnej obojętności mieszkańców naszego kraju na jego losy.

Po przerwie dr inż. Arkadiusz Iwaniuk z Poleskiego PN omówił potencjał 23 polskich parków narodowych. Stwierdził, że nie nadążają one za szybko zmieniającymi się oczekiwaniami społeczeństwa oraz za zwiększającą się biurokracją, przy jednoczesnym uszczuplaniu kompetencji administracji parków. Wspomniał o kłopotach personalnych, jakie pojawiają się w załogach dyrekcji, które często wynikają z faktu, iż świetni przyrodnicy nie zawsze umieją ze sobą współpracować. Permanentny brak pieniędzy jest już banałem, a śrubowanie wydatków nie może się ciągnąć w nieskończoność i prędzej czy później odbija się na przyrodzie. Źródła finansowania też są ważne, ponieważ z reguły ten, kto daje pieniądze, decyduje jednocześnie, w jaki sposób mają być wydane, co może prowadzić do patologicznego uzależnienia parku od strony finansującej. Za najważniejsze dr Iwaniuk uznał:

  • opracowanie jasnych zasad funkcjonowania (z uwzględnieniem jasności i jawności);
  • sprawną realizację celów, do których parki zostały powołane;
  • generowanie niskich kosztów własnych;
  • opracowanie elastycznych przepisów dot. ochrony przyrody, które będą mogły być stosowane w zależności od indywidualnej specyfiki parku.

Na dłużej głos ponownie zabrał dyr. Szkiruć i było to chyba najbardziej interesujące wystąpienie ze wszystkich. Przypomniał, jak niewielki odsetek w skali kraju zajmują grunty prywatne w parkach narodowych i jak mała liczba ludności je zamieszkuje (według wyliczeń dyrektora – zaledwie 6300 osób, z tego 3500 w Kampinoskim i 1600 w Wigierskim PN). Pojawia się zatem pytanie: czy państwo polskie naprawdę chce chronić najcenniejsze połacie kraju i mieć prawdziwą kontrolę nad parkami narodowymi, czy z jakichś powodów unika tego, wymigując się brakiem finansów i prawem własności? Dyrektor powiedział wprost, co stoi za słabym poziomem ochrony przyrody w Polsce: cwaniactwo i kasa. Skrytykował uchylenie w znowelizowanej Ustawie o ochronie przyrody nadrzędności celów ochronnych w parkach narodowych nad innymi funkcjami i umożliwienie rozwijania w nich infrastruktury sportowo-turystycznej. Duże pieniądze na plany przestrzennego zagospodarowania gmin i plany ochrony parków poszły w błoto w wyniku zmiany przepisów uchylających opracowane już dokumenty. Nie ma planów – nie ma prawie możliwości prowadzenia sensownej polityki przestrzennej i zapobiegania powstawaniu fatalnych inwestycji. Urzędnik zresztą często nie jest w stanie sprawdzić wniosków o pozwolenie na budowę, jeśli musi wydać 600-700 decyzji miesięcznie. Poza tym każdy pozytywnie rozpatrzony wniosek to konkretne pieniądze z podatków dla samorządu...

Dyr. Szkiruć przypomniał też, że jego park ma zastrzeżenia jedynie do kilkunastu procent wnioskodawców, pozostałe osoby po prostu wiedzą, co wolno, a czego nie należy robić w parku narodowym i do tych wymagań dostosowują swoje ambicje inwestycyjne. Stwierdził, że tak naprawdę problem leży w takim manipulowaniu przepisami dot. ochrony przyrody (zwłaszcza w Ustawie z kwietnia 2004 r.), żeby osoby dysponujące poważną gotówką bez większych problemów mogły budować to, co chcą i gdzie chcą. Ustawę określił jako fatalną, pozwalającą na praktycznie dowolne działania na gruntach prywatnych w obrębie parków narodowych. Wspomniał raz jeszcze o bierności społeczeństwa, w tym decydentów odpowiedzialnych za kwestie ochrony przyrody.

Niejakim wytchnieniem po tych gorzkich, ale prawdziwych słowach była prezentacja wartości kulturowych i przyrodniczych obszarów w Polsce i na Ukrainie, które wkrótce, wraz z częścią białoruską, wejdą w skład Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery „Polesie Zachodnie”. Przypomniano z tej okazji sylwetkę Janusza Kuśmierczyka – inicjatora tego projektu i jego niestrudzonego realizatora, który odszedł przed rokiem.

Drugą część wystąpień zakończyła dr Klaudia Giordano prezentując koncepcję, której główne hasło stanowi tytuł niniejszego artykułu. Chodzi o program działań na rzecz obszarów chronionych w Europie, opracowany przez IUCN (Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody) w 1992 r. Zakłada on budowanie poczucia współzależności istnienia ludzi i dzikiej przyrody oraz większe udostępnianie obszarów chronionych społeczeństwu. O ile z tym pierwszym postulatem łatwo się zgodzić, o tyle znając sytuację w polskich parkach mam poważne wątpliwości co do zwiększania do nich dostępu. Koncepcja ta wydaje mi się być słuszna jedynie w stosunku do Obszarów Chronionego Krajobrazu.

Na koniec, w trakcie krótkiej dyskusji, prof. Dominik Fijałkowski zaapelował (zwłaszcza do młodzieży) o podejmowanie wysiłków na rzecz powołania kolejnego Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery, tym razem na polsko-ukraińskim Roztoczu. Mając za sobą wiele dekad żmudnego tworzenia kolejnych form ochrony przyrody na Lubelszczyźnie, przypomniał o wartości konsekwencji i uporu w tej dziedzinie. Wysunął sugestię opracowania przez naukowców szczególnego sposobu gospodarowania w leśnych ekosystemach objętych ochroną w postaci parku narodowego i krajobrazowego. Zachęcał do łączenia wysiłków młodych, entuzjastycznych, ale często nie dość wyedukowanych ludzi z doświadczeniem wieloletnich działaczy. Krzysztof Wojciechowski zaapelował natomiast do środowiska naukowego o aktywniejszy udział w toczących się konfliktach związanych z niszczeniem przyrody (rzeczywiście, tylko niewielka część naukowców-przyrodników widzi potrzebę i ma wystarczającą odwagę popierania działań ochronnych swoim nazwiskiem). Podkreślił brak jakiejkolwiek odpowiedzialności, którą winny ponosić osoby ze struktur „ochroniarskich” podejmujące błędne, czasem ewidentnie szkodliwe decyzje. Sesję zakończył dyr. Szkiruć pytaniami: jak pogodzić różne, często ze sobą sprzeczne interesy społeczne? Co jest estetyczne a co nie? Czy prawo własności jest święte?

Andrzej Ginalski