Miesięcznik Dzikie Życie

5/131 2005 Maj 2005

Połoniny w niebezpieczeństwie

Grzegorz Bożek

Bieszczadzkie połoniny zwykle kojarzą się z tymi najbardziej znanymi – Połoniną Caryńską, Wetlińską, Bukowską, Bukowym Berdem, czasem także z nazwami szczytów: Tarnicą, Haliczem, Rozsypańcem, czyli miejscami, które leżą na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Mniej znane są te, które znajdują się poza parkiem narodowym, np. na południe od Cisnej, w stronę granicy ze Słowacją. Małe Jasło (1097 m) i Jasło (1153 m) zaliczają się właśnie do takich cennych, lecz mniej znanych połonin. Niestety, miejsca te już wkrótce mogą zostać zagospodarowane na użytek promowanego od kilku lat pomysłu budowy kompleksu narciarskiego.

Jak czytamy w jednym z lutowych numerów dziennika „Super Nowości”, wójt gminy Cisna, Renata Szczepańska, zapewnia, że kompleks może powstać już za dwa lata. Takie plany muszą budzić niepokój u obrońców przyrody, bowiem wiążą się z nieodwracalnym zniszczeniem niemal dziewiczego zakątka Bieszczadów.

Pomysł budowy stacji narciarskiej w Bieszczadach nie jest nowy. W 1987 r. wiceminister leśnictwa na konferencji prasowej powiedział: „Wołosate będzie szwajcarską bazą turystyczną, Bieszczady zostaną zagospodarowane”. Wystarczy przypomnieć sobie redaktora Janusza Zielonackiego z OTV Kraków, który w 1988 r. promował ideę „Kolorowego zawrotu głowy”, popieraną przez Redakcję Sportową TVP. Wtedy chodziło o budowę ośrodka sportów zimowych, tzw. stację klimatyczną. Proponowano cztery ewentualne lokalizacje: w rejonie Wołosatego w kierunku na Tarnicę, powyżej Ustrzyk Górnych w kierunku na Wielką Rawkę, w pobliżu Wetliny w kierunku na Smerek oraz w rejonie doliny wsi Caryńskie.

Na szczęście pomysł budowy stacji upadł, przy czym niemałe znaczenie w odstąpieniu od niego miał udział opinii publicznej, protesty miłośników Bieszczadów, służb ochrony przyrody i organizacji ekologicznych (LOP, „Wolę Być”, PKE). Głosy protestu napływały z całego kraju. Tygodnik „Na Przełaj” i miesięcznik „Przyroda Polska” na bieżąco relacjonowały rozwój wydarzeń. Warto tu przytoczyć oświadczenie ówczesnego Ministerstwa Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych, prof. Waldemara Michny: „Uporczywe lansowanie budowy wielkiego kompleksu rekreacyjno-wypoczynkowego na terenach chronionych świadczyć może tylko o nonszalanckim stosunku do polskiego ustawodawstwa, jak też międzynarodowej myśli przyrodniczej”. Niewiele później Bieszczadzki Park Narodowy został znacząco powiększony – obecnie jeszcze bardziej absurdalne wydaje się wracanie do starego pomysłu red. Zielonackiego.

Warto pamiętać jednak, że już wtedy ukazano kierunek ewentualnego zagospodarowania Bieszczadów. Wskazano na rejon położony poza Bieszczadami Wysokimi, czyli na miejscowości Komańcza, Baligród, Łupków i Cisna, jako te, gdzie można w przyszłości stworzyć kompleks turystyczno-sportowo-rekreacyjny. Na seminarium w Polańczyku w 1988 r. określono, że lokalizacja bazy narciarskiej nieopodal m.in. Łopiennika (rejon Cisnej), Żołobka, Komańczy, Dyszowej i Jasieniowa nie będzie budzić zastrzeżeń w zakresie ochrony środowiska.

Dzisiaj Cisna, Komańcza, Ustrzyki Dolne, a nawet Zatwarnica dysponują wyciągami narciarskimi. Odnieść można jednak wrażenie, że na fali rozwoju popularności narciarstwa zjazdowego obecna oferta nie spełnia oczekiwań narciarzy i części mieszkańców bieszczadzkich miejscowości. Marzenie o powstaniu dużej stacji narciarskiej jest wciąż żywe – co gorsza, jak nigdy przedtem posiada ono realne poparcie ze strony decydentów różnych szczebli. Takim miejscem, które potencjalnie spełniałoby wymagania budowy stacji narciarskiej jest rejon masywu Jasła nieopodal Cisnej. Tam narciarze mogliby liczyć na niezłe warunki śniegowe, odpowiednią długość i nachylenie stoku.

Kolejni wójtowie gminy Cisna popularyzują ideę budowy wyciągów narciarskich na stokach Jasła. Już Tadeusz Wrona w 1998 r., a później kolejny wójt, Elżbieta Łukacijewska (obecnie posłanka na Sejm) oraz obecny – Renata Szczepańska, za jeden ze swych głównych celów stawiają budowę wyciągu na Jasło. Dla pani Szczepańskiej jest to nawet największe marzenie, do czego przyznaje się na internetowej stronie gminy Cisna.

Pomysłodawcami nowego narciarskiego projektu były osoby skupione w Towarzystwie Rozwoju Turystycznego Gminy Cisna, spółka Bieszczadzkie Schroniska i Hotele Górskie PTTK z Sanoka, wsparcia udzielili także niektórzy radni sejmiku samorządowego i parlamentarzyści, fundacja Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, przedstawiciele Gminy Cisna. Według nich, budowa ośrodka sportów zimowych to szansa na rozwój gospodarczy gminy oraz możliwość czerpania dodatkowych dochodów przez mieszkańców regionu. Wszystko to jest zgodne z zapisami „Strategii rozwoju turystyki w województwie podkarpackim na lata 2002-2006” – dokument ten wskazuje na konieczność rozwoju nowych atrakcji turystycznych w województwie, m.in. poprzez budowę całorocznych centrów rekreacyjnych ze stokami narciarskimi o długości min. 1,5 km, kolejkami gondolowymi lub krzesełkowymi oraz zapleczem pobytowym i rozrywkowym, w powiecie bieszczadzkim, leskim, sanockim lub krośnieńskim.

Na dzień dzisiejszy w rejonie Cisnej planuje się budowę trzech wyciągów, każdego o długości 2 km, rynnę dla snowboardzistów, w lecie ma funkcjonować kolejka wwożąca pieszych i specjalny wyciąg dla rowerów górskich. Jeszcze w 2001 r. Robert Stępień, prezes Towarzystwa Rozwoju Turystycznego Gminy Cisna, wspominał o budowie trasy narciarskiej długości 4,5 km, trzeba się więc liczyć z możliwością, iż takie mogą być docelowe plany pomysłodawców całej inwestycji.

Dla dziennika „Super Nowości” wójt Cisnej wypowiadała się, że inwestycja nie będzie negatywnie oddziaływać na środowisko. Czy aby na pewno? Przecież wyciągi narciarskie, trasy zjazdowe oraz urządzenia do wytwarzania sztucznego śniegu zaliczają się do inwestycji mogących pogorszyć stan środowiska naturalnego. Zwłaszcza wtedy, gdy zlokalizowane są w miejscu o takich walorach przyrodniczych, krajobrazowych i historycznych. Rejon Jasła to bowiem jeden z najlepszych punktów widokowych Bieszczadów, o rozległym obszarze połonin, które powstały wskutek wypasów, na co wskazują tradycyjne nazwy fragmentów – Zaruba, Czerenina, Pohar, Pasika, wszystkie związane z wyrębem lub wypalaniem lasu. Do dziś znajdziemy tam ślady okopów z I wojny światowej, tam też był umiejscowiony w 1944 r. silny węzeł obronny Niemców, którzy stawiali opór Armii Czerwonej.

Całe pasmo rozciągające się od Cisnej, poprzez Małe Jasło, Jasło aż do granicznego Okrąglika, pokryte jest typową buczyną karpacką oraz lasami bukowo-jodłowymi, z których znaczną część stanowią starodrzewy. W tym rejonie bytują wilki, niedźwiedzie, rysie, jelenie, głuszce i wiele innych zwierząt. Przez obszar ten przebiega fragment głównego szlaku beskidzkiego (znaczonego kolorem czerwonym). Walory przyrodniczo-krajobrazowe podkreśla status obszaru – umiejscowiony w sercu Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w Międzynarodowym Rezerwacie Biosfery „Karpaty Wschodnie” oraz w europejskiej sieci Natura 2000 jako ostoja ptasia oraz ostoja siedliskowa.

Ingerencja w ten ekosystem wiąże się bez wątpienia z koniecznością wycięcia minimum 12 hektarów lasu, choć ostatecznie obszar wylesiony może być znacznie większy, bowiem górna stacja narciarska położona byłaby na granicy lasu na wysokości około 1100 m n.p.m. Istnienie wyciągu to zwiększenie presji człowieka na górne partie masywu Jasła, wwożenie tysięcy ludzi na szczyt góry, zniszczenie erozyjne szlaków, wydeptywanie skrótów, zagrożenie dla szaty roślinnej i fauny. Tego należy się spodziewać, gdyż jednym z celów pomysłodawców budowy stacji narciarskiej, obok oczywiście stworzenia tras dla narciarzy i snowboardzistów, jest także łatwe udostępnienie punktu widokowego na panoramę całych Bieszczadów dla osób, które nie mogą lub którym się nie chce wyjść o własnych siłach na szczyt. Jednym słowem – gdy stanie na Jaśle wyciąg, Bieszczady nie będą już tymi samymi Bieszczadami.

Obawy o przyszłość tego rejonu Bieszczadów wyrażają nie tylko ekolodzy i przyrodnicy. Na stronie internetowej www.twojebieszczady.pl pojawił się 15 marca 2005 r. tekst Mirosława Zagórskiego, w którym możemy przeczytać: „Jednego jestem pewien. Wyciąg w tym miejscu spowoduje dewastację całego pięknego masywu zaczynając od Cisnej przez Okrąglik, Fereczatą, kawał pasma granicznego nad doliną Beskidu”. Jego dalsze słowa także mogą dawać do myślenia w kontekście powszechnych w regionie szumnych zapowiedzi rozwoju turystycznego po wybudowaniu wyciągów: „Na wyciąg na Jasło na pewno nie wsiądę i pewnie nigdy już nie zatrzymam się w Cisnej. Tylko że tego nie chcę”. Ano właśnie – lokalne władze nie rozumieją, że wyciąg jednych turystów przyciągnie, ale innych na pewno zniechęci do odwiedzania tych stron.

Obecnie, jak informuje wójt Szczepańska, Gmina Cisna jest po rozmowach z właścicielami gruntów położonych w miejscu planowanej inwestycji. Gmina poszukuje dofinansowania projektu – liczy na wsparcie Urzędu Marszałkowskiego oraz Ministerstwa Gospodarki. Prowadzone są oczywiście także rozmowy z potencjalnymi inwestorami.

Warto przypomnieć, iż w 1998 r. Wojewódzka Komisja Ochrony Przyrody negatywnie zaopiniowała projekt lokalizacji wyciągu narciarskiego w tym miejscu, podobnie negatywnie w 1998 r. przedsięwzięcie zaopiniowała Rada Naukowo-Społeczna Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych w Krośnie. W planie ochrony Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego obszar, na którym miałby powstać wyciąg, znajduje się w II strefie użytkowania, tam zaś w ogóle nie dopuszcza się do inwestycji narciarskich. Dotychczas też nikt nie występował do Lasów Państwowych o wydanie zgody na wylesienie terenu pod budowę wyciągu.

Jaka przyszłość czeka połoniny Dużego Jasła? Rozstrzygnięcie może zapaść już wkrótce. Pracownia dołoży wszelkich starań, aby przyroda bieszczadu w rejonie Cisnej pozostała dzika i niezniszczona przez nitki wyciągów, niezadeptana i niezajeżdżona przez hałaśliwych turystów i narciarzy.

Zastanawiając się co będzie dalej z najmniej znanymi, a jakże urokliwymi połoninami Bieszczadów, warto pamiętać o słowach byłej wójt Cisnej – pani Łukacijewskiej, która określiła pomysł budowy wyciągu na Jasło jako „mini kolorowy zawrót głowy”. Oby plany te skończyły się tak, jak w przypadku tego większego „zawrotu” sprzed prawie już 17 lat.

Grzegorz Bożek