Miesięcznik Dzikie Życie

5/131 2005 Maj 2005

Śmierć Ekologa

Krzysztof Wojciechowski

Dzień 2 kwietnia 2005 r. na długo zostanie w pamięci chrześcijan. W dniu tym, o godzinie 21:37 odszedł do Wieczności Ojciec Święty Jan Paweł II. Wydarzenie to, bezprecedensowe ze względu na skalę zainteresowania i pewien ogólnoludzki zryw, relacjonowane było na niemal wszystkich kanałach telewizyjnych, w stacjach radiowych, szeroko rozpisywała się o nim prasa. Przy tej okazji emitowano wiele różnego rodzaju filmów, reportaży, wspomnień itd. dotyczących Jego osoby. Mimo, że śledziłem je dość uważnie, nie udało mi się natrafić choćby na jeden program, w którym podkreślono ważną w pontyfikacie Jana Pawła II naukę – tę odnoszącą się do ochrony Stworzenia.

Pokazywano Ojca Świętego na tle wspaniałych Tatr czy podczas rejsu po Kanale Augustowskim, ale poza informacjami, że Papież bardzo kochał przyrodę, nie było ani słowa o tym, iż nauczał czy wręcz nakazywał, by ją chronić. Bowiem mimo tego, że problematyka ochrony środowiska została dostrzeżona w Kościele niemal równocześnie z ukazaniem globalnych zagrożeń w słynnym raporcie U'Thanta (o ochronie środowiska mowa była na Soborze Watykańskim II, w 1972 r. Stolica Apostolska przygotowała specjalny dokument dotyczący ochrony środowiska na sztokholmską konferencję ONZ), to dopiero za Jego pontyfikatu nadano tej sprawie poważną rangę.

Niemal od pierwszych dni kierowania łodzią Kościoła, Papież podkreślał, że zagrożenia ekologiczne są swoistym znakiem czasu. Nieco ponad rok od powołania na Stolicę Piotrową, 29 listopada 1979 r. ustanowił Św. Franciszka Niebieskim Patronem Ekologów. W tymże samym roku w encyklice „Redemptor hominis" pisze bardzo mocne słowa: „Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny pan i stróż, a nie jako bezwzględny eksploatator”. W bardzo wielu późniejszych dokumentach i wystąpieniach ponawiał wołanie o ochronę stworzenia – takie wątki zawierają encykliki „Solicitudo rei socialis”, „Centesimus annus”, „Evangelium vitae”, „Fides et ratio”, by wymienić tylko te ważniejsze. Akcentował wagę tego problemu również na przeróżnych spotkaniach. Tych formalnych – jak Światowy Dzień Młodzieży w Denver w 1993 r., kiedy powiedział młodym: „Aby mieć życie i mieć je w obfitości, aby przywrócić pierwotną harmonię stworzenia, musimy szanować Boży obraz w każdym stworzeniu, a w sposób szczególny w ludzkim życiu”. I tych mniej formalnych – jak spotkanie z pracownikami Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie powiedział „pilnujcie tych gór, tej przyrody”. Nawet w twórczości literackiej i poetyckiej posługiwał się często przykładami i metaforami zaczerpniętymi z przyrody. Wspaniałe opisy zawiera choćby jego „Tryptyk Rzymski”.

Nie sposób ogarnąć tutaj całej nauki Ojca Świętego dotyczącej kwestii ekologicznej, ale chciałbym zwrócić uwagę Czytelników na, moim zdaniem, najbardziej „zielony” tekst Papieża i podzielić się kilkoma refleksjami.

Miałem okazję spotkać tego Dobrego Człowieka raz. Sobota 12 czerwca 1999 r. była w Zamościu bardzo skwarna. Zwykle śledziłem papieskie pielgrzymki w telewizji, ale teraz, jako że po raz pierwszy Ojciec Święty pojawił się na obszarze mojej małej bat'kiwszczyny – jak mawiają Ukraińcy – postanowiłem udać się na spotkanie. Dzięki wpływowemu koledze udało mi się zdobyć miejsce w tzw. sektorze „0”, bardzo blisko ołtarza. Zalety tego były niewątpliwe, ale były też i minusy. Po pierwsze trzeba było stawić się w sektorze grubo przed południem, podczas gdy Ojciec Święty miał przybyć na to miejsce ok. 17. oraz to, że w sektorze była nadzwyczaj skrupulatna kontrola wykonywana przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. W jej wyniku zostałem pozbawiony słoika z dżemem, który otrzymałem wraz z kilkoma bułeczkami od pewnej dobrej kobiety. Widać nie wzbudzałem zaufania i pewnie istniały obawy, że mógłbym tym słoikiem cisnąć w Papieża. Koniec końców zostałem z butelką wody i paroma bułeczkami na kilka godzin oczekiwania w prawie trzydziestostopniowym skwarze.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Zmęczony upałem i znużony uporczywym powtarzaniem różańca oraz wrzaskliwymi śpiewami, zacząłem zadawać sobie pytanie, co ja tu właściwie robię i jaki jest tego sens, skoro w tej chwili coraz bardziej zaczyna się dla mnie liczyć, żeby wytrwać w upale i nie dostać udaru, niż bliskie spotkanie z Papieżem? Przecież mogłem spokojnie siedzieć w domu i wsłuchiwać się w to, co powie. Można powiedzieć, że wcale nie czułem się przygotowany na to wielkie spotkanie.

Ale oto pojawił się. Rozpoczęła się Msza Święta, nadszedł czas homilii i popłynęły słowa: „Według tego biblijnego zapisu, Bóg w kolejnych dniach stworzenia, patrzył niejako na dzieło swojego zamysłu i widział, że wszystko, co uczynił było dobre. Nie mogło być inaczej. Harmonia stworzenia odzwierciedlała bowiem wewnętrzną doskonałość Stwórcy”. I dalej: „Na końcu uczynił Bóg człowieka. Uczynił go na obraz i podobieństwo swoje. Jemu zawierzył całą wspaniałość świata, aby ciesząc się nim i korzystając z jego dóbr, w sposób wolny i rozumny twórczo współpracował w doskonaleniu Bożego dzieła”. W homilii Papieża zabrzmiał też wątek „bioregionalny”: „Kiedy wędruję po polskiej ziemi, od Bałtyku, przez Wielkopolskę, Mazowsze, Warmię i Mazury, kolejne ziemie wschodnie od Białostockiej aż do Zamojskiej, i kontempluję piękno tej ojczystej ziemi, uprzytamniam sobie ten szczególny wymiar zbawczej misji Syna Bożego. Tu z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo...”.

Jedną z niewątpliwie ważnych cech Papieża była jego przenikliwość i dociekliwość, brak tego schizofrenicznego rozdźwięku jaki obserwuje się u wielu osób (w ostatnim czasie było to też wyraźnie widać w mediach), gdy poprzestają one na zachwycie pięknem, a nie idą krok dalej. A krok ten to świadomość, że tego piękna za np. kilka lat wcale być nie musi, że owo piękno jest ulotne i zagrożone. Papież zdawał sobie z tego sprawę doskonale, czemu dał wyraz w Zamościu, w słowach: „Jeżeli dziś mówię o tej świętości i godności, to czynię to w duchu dziękczynienia Bogu, który tak wielkich dzieł dokonał dla nas, a równocześnie czynię to w duchu troski o zachowanie dobra i piękna, jakim Stwórca obdarował ten świat. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że to, co tak cieszy oczy i raduje ducha, może ulec zniszczeniu”.

Cytując biskupów Ojciec Święty napominał: „Trzeba zatem uświadomić sobie, że istnieje ciężki grzech przeciwko środowisku naturalnemu, obciążający nasze sumienia, rodzący poważną odpowiedzialność przed Bogiem-Stwórcą”, a wyjaśniając przyczyny owego grzechu Papież mówił: „Jeżeli mówimy o odpowiedzialności przed Bogiem, to mamy świadomość, że tu już nie chodzi tylko o to, co we współczesnym języku zwykło się nazywać ekologią. Nie wystarczy upatrywać przyczyny niszczenia świata jedynie w nadmiernym uprzemysłowieniu, bezkrytycznym stosowaniu w przemyśle i rolnictwie zdobyczy naukowych i technologicznych, czy w pogoni za bogactwem bez liczenia się ze skutkami działań w przyszłości. Chociaż nie można zaprzeczyć, że takie działania przynoszą wielkie szkody, to jednak łatwo dostrzec, że ich źródło leży głębiej, w samej postawie człowieka. Wydaje się, że to, co najbardziej zagraża stworzeniu i człowiekowi, to brak poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia”.

I na koniec kreśli swoisty plan działania, krótki, ale bardzo konkretny: „Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Zwracam się w szczególny sposób do tych, którym powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój, aby nie zapominali o obowiązku chronienia go przed ekologicznym zniszczeniem! Niech tworzą programy ochrony środowiska i czuwają nad ich skutecznym wprowadzaniem w życie! Niech kształtują nade wszystko postawy poszanowania dobra wspólnego, praw natury i życia! Niech ich wspierają organizacje, które stawiają sobie za cel obronę dóbr naturalnych! W rodzinie i w szkole nie może zabraknąć wychowania do szacunku dla życia, dla dobra i piękna. Wszyscy ludzie dobrej woli winni współdziałać w tym wielkim dziele. Każdy z uczniów Chrystusa niech weryfikuje styl swego życia, aby słuszne dążenie do pomyślności nie zagłuszyło głosu sumienia, które waży to, co słuszne i prawdziwie dobre”.

Dla mnie, poza osobistym głębokim doświadczeniem owego sobotniego dnia w czerwcu 1999 r., homilia ta, mimo, że nie była i nie jest jakimś oficjalnym dokumentem Kościoła – encykliką, adhortacją czy listem apostolskim – stanowi kwintesencję Papieskiej nauki o ochronie środowiska. Nauki, którą zwłaszcza my, chrześcijanie, winniśmy przekuwać w czyn. Bo On był od tego, aby nauczać, my zaś od tego, by żyć zgodnie z tą nauką. Jest to konieczne byśmy byli, jak pisze św. Jakub, „wykonawcami słowa, a nie słuchaczami tylko oszukującymi samych siebie”.

W tych smutnych dniach pokusiłem się o próbę analizy sytuacji na naszym polskim podwórku. Nie będzie to obraz pozytywny i godny naśladowania. Okazuje się bowiem, że po 27 latach pontyfikatu i nauczania Ojca Świętego, mamy w naszym kraju de facto jedną (!) społeczną organizację pozarządową odwołującą się wprost do Jego nauczania i do społecznej nauki Kościoła w kwestii ekologicznej. Jedna organizacja w kraju, gdzie 90% społeczeństwa stanowią katolicy.

Organizacja ta, do której mam przyjemność należeć, zapoczątkowała inicjatywę pt. „Mapa chrześcijańskich inicjatyw ekologicznych”, mającą na celu pokazanie chrześcijańskiego, czynnego zaangażowania w działania na rzecz ochrony środowiska. Ze smutkiem stwierdzić jednak muszę, na podstawie własnych obserwacji, że o wiele łatwiej dałoby się zrobić mapę chrześcijańskich inicjatyw antyekologicznych. Brak wrażliwości i jak się zdaje nieznajomość nauczania Jana Pawła II w tej kwestii jest niestety widoczna. Przejawia się to w bardzo różny sposób. Od niechęci i lęku względem wszystkiego, co nosi w sobie nazwę „ekologia”, lęku, dodajmy, który często przybiera niemal agresywne postawy, szkodzące nieraz ludziom oddanym ochronie środowiska. Po bardzo namacalne działania – w ostatnim czasie jest to np. wycinanie drzew na wielką skalę. Odzieleniane są nie tylko drogi, ale też, co mnie szczególnie boli, cmentarze i otoczenia świątyń (tylko w czasie pracy nad tym artykułem poinformowano mnie o ogołoceniu z drzew dwóch kolejnych nekropolii na mojej rodzinnej Lubelszczyźnie). To obraz bardzo smutny i niestety nie licujący z tym, czego nauczał Jan Paweł II. Wprawdzie są i pozytywne przykłady, można by rzec: dzięki Bogu są. Ogólny obraz jest jednak taki, że w morzu dewastacji i często zupełnie bezmyślnego niszczenia przyrody, tkwią – niczym Mickiewiczowskie reduty Ordona – osoby, które starają się żyć inaczej, tak jak każdy chrześcijanin żyć powinien.

Jedną z ważniejszych rzeczy, jakich nauczał i o jakich zaświadczał swoim życiem Jan Paweł II jest to, by nie tracić nadziei. Bo ona, jak pisał św. Paweł „zawieść nie może”. Mimo tego, że czas jest smutny, może jednak warto teraz, kiedy już odszedł i kiedy już ani słowem, ani własnym przykładem uczyć nas nie będzie, zagłębić się w to, co nam zostawił i czego nas nauczał. Taką mam nadzieję i do tego gorąco zachęcam.

Krzysztof Wojciechowski

Dla osób chcących pogłębić wiedzę na temat nauczania Jana Pawła II w kwestii ekologicznej podaję poniżej kilka kluczowych publikacji z tego zakresu:
- Tomasz Poller, Bóg Człowiek Natura. Problematyka ekologiczna w nauczaniu Jana Pawła II, Instytut Botaniki PAN, Tatrzański Park Narodowy, Kraków – Zakopane 2001;
- Stanisław Jaromi, Ecologia humana – chrześcijańska odpowiedź na kryzys ekologiczny, Wydawnictwo O.O. Franciszkanów „Bratni Zew”, Kraków 2004;
- Adam L. Szafrański, Chrześcijańskie podstawy ekologii, Zakład Ekologii Człowieka KUL, Lublin 1993.

Syntetyczny i zwięzły opis kwestii ochrony środowiska w nauczaniu Kościoła Katolickiego podaje w jednym z rozdziałów swej książki „Ekorozwój – wyzwanie XXI wieku” prof. Stefan Kozłowski. Zachęcam również do zajrzenia na stronę internetową Ruchu Ekologicznego Świętego Franciszka z Asyżu: www.refa.franciszkanie.pl