Miesięcznik Dzikie Życie

10/136 2005 Październik 2005

Polityczno-prawne uwarunkowania ochrony przyrody w Polsce na lata 2007-2013

Mariusz Kistowski

Od 1989 r. Polska przechodzi transformację ustrojową ku bardziej demokratycznemu systemowi społeczno-politycznemu. Poszerza się sfera wolności obywateli, ich prawo własności, możliwości zrzeszania się i działania w organizacjach społecznych. W zakresie ochrony przyrody powiększa się potencjał wiedzy o przedmiotach i metodach ochrony, zwiększa się liczba inicjatyw społecznych w tym zakresie. Działa coraz więcej organizacji i osób, którym przyszłość rodzimej przyrody nie jest obojętna. Akcesja do Unii Europejskiej stworzyła nowe możliwości bezpośredniego i pośredniego finansowania ochrony przyrody, a wprowadzenie dyrektyw unijnych oraz międzynarodowych konwencji obliguje do poszerzenia przedmiotowego i przestrzennego pola ochrony przyrody.

Można by więc zapytać – skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? A taką diagnozę stawia większość osób, zajmujących się profesjonalnie i hobbystycznie ochroną przyrody. Dlaczego ustawa o ochronie przyrody jest powszechnie krytykowana? Dlaczego od kilku lat nie powstał żaden park narodowy ani krajobrazowy, chociaż istnieją uzasadnione plany i potrzeby w tym zakresie? Dlaczego instrumenty ochrony przyrody na terenach chronionych, szczególnie w parkach krajobrazowych, są redukowane pod względem zakresu i wielkości środków do kuriozalnie małych rozmiarów? Dlaczego propozycja sieci obszarów Natura 2000 została opracowana bez rzetelnych konsultacji społecznych (zarówno z jej zwolennikami, jak i przeciwnikami)? Dlaczego plany ochrony przyrody opracowywane przez liczne zespoły ekspertów za setki tysięcy złotych tracą co kilka lat ważność i są zastępowane (lub też nie) przez kadłubowe wytyczne, często opracowywane za biurkami urzędników?

Takich pytań można by zadać jeszcze wiele. W tym artykule na pewno nie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie z nich, gdyż ich udzielenie to zadanie na miarę znacznie szerszej publikacji.

Można stwierdzić, że negatywne procesy występujące na polu ochrony przyrody, mimo wymienionych szans, to przykład emanacji stanu naszego państwa, który w ostatnich miesiącach powszechnie uważany jest przez większość obywateli za fatalny. Stosunkowo trafną diagnozę tego stanu można znaleźć w projekcie Narodowego Planu Rozwoju (NPR) na lata 2007-2013, a ponieważ ten dokument ma wskazywać główne kierunki rozwoju społeczno–gospodarczego Polski w najbliższej dekadzie, a także zawiera pewne odniesienia do kwestii ochrony przyrody, może on stanowić dobre tło dla rozważań. W 2005 r. przeprowadzane są konsultacje społeczne, których celem jest opracowanie ostatecznej wersji dokumentu NPR.

Podmioty ochrony przyrody

Przedmiotami ochrony przyrody są zasoby i walory przyrodnicze oraz krajobrazowe, wymienione w ustawie o ochronie przyrody. Nie byłoby jednak tej ustawy, gdyby nie wola podmiotów, czyli ludzi, od której nasilenia zależy skuteczność tej ochrony. Gdy zaczyna przeważać wola przeciwników ochrony, co wydaje się następować w ostatnich latach, wówczas słabnie siła działań służących ochronie przyrody. Można sądzić, że do przeszłości przechodzi krótki, kilkunastoletni okres trwający w latach 80. i 90. XX wieku, gdy do kanonów „politycznej poprawności” należało opowiadanie się przedstawicieli różnych grup za ochroną przyrody. Przejawiało się to np. w „modzie” na tworzenie parków krajobrazowych, niezależnie od motywów ich powoływania. Jeszcze kilka lat temu do rzadkości należało bezpośrednie podważanie potrzeby ochrony przyrody. Dziś zdarza się to coraz częściej, choćby pod pretekstem potrzeby rozwoju gospodarczego, przeciwdziałania bezrobociu czy ochrony ludzi przed powodziami. Formułowane są błędne alternatywy – albo ochrona przyrody, albo lepsza jakość życia ludzi, rozumiana głównie jako bogacenie się.

Dlatego obecnie, zajmując się ochroną przyrody, ważne staje się zidentyfikowanie przeciwników ochrony przyrody, gdyż ich wpływ na jej skuteczność może w najbliższych latach nadal wzrastać.

Ochrona przyrody to rodzaj „gry”. Od wiedzy, siły przekonywania i mądrości jej aktorów zależy przyszłość ochrony przyrody w Polsce. Podstawowe grupy aktorów to: naukowcy, przedstawiciele gospodarki, administracji, działacze społeczni i politycy.

Wśród naukowców większość osób, które w jakikolwiek sposób wyrażają swój stosunek do ochrony przyrody, sprzyja tej ochronie. Przedstawiciele gospodarki – z reguły nie sprzyjają ochronie przyrody, gdyż ogranicza im ona możliwość korzystania ze środowiska, na którym można zarobić. Do niedawna działacze społeczni zwykle uznawali swój stosunek do ochrony przyrody jako pozytywny. Ostatnio jednak powstaje coraz więcej stowarzyszeń „zwalczających” ochronę przyrody – często powstają one z inicjatywy przedstawicieli kół gospodarczych i stanowią „przykrywkę” dla popieranych przez nich celów. Administracja (urzędnicy) – ich postawa wobec ochrony przyrody jest niejednoznaczna, chociaż powinna być neutralna, zależy jednak od wielu czynników, w tym od podatności na wpływy pozostałych grup aktorów ochrony przyrody. Politycy (prawodawcy), głównie parlamentarzyści, stanowią kluczową grupę w określaniu uwarunkowań prawnych ochrony przyrody, która podlega lobbowaniu przez inne grupy. Przedstawiciele tych wszystkich grup wchodzą między sobą w określone relacje, które są bardzo zróżnicowane.

Z reguły niedoceniana przez pozostałe jest grupa urzędnicza - być może z powodu utraty urzędniczego etosu pracy. Kim bowiem powinien być konserwator przyrody? Odpowiadając na to pytanie warto sięgnąć po cytat z pokrewnej, chociaż z pozoru odległej od ochrony przyrody dziedziny, jak konserwacja sztuki. T. Dobrowolski ponad pół wieku temu tak pisał o konserwatorze zabytków: „Konserwator to nie tylko urzędnik administracyjny i technik, a także jakiś stróż romantyczny narodowych pamiątek, lecz przede wszystkim naukowiec, zdolny zarówno do działań praktycznych jak i do poprawnych naukowo dociekań teoretycznych”. Cytat ten prawie dokładnie można przenieść na dzisiejszych konserwatorów przyrody, zastępując „sztukę” – „przyrodą”. Tylko dziś brak niestety tego entuzjazmu, który towarzyszył Polakom pół wieku temu, w o tyle przecież trudniejszych czasach.

Współczesnym konserwatorom godne spełnianie ich obowiązków często uniemożliwiają wadliwe lub wręcz szkodliwe przepisy prawa. Jakość stanowionego prawa jest wypadkową jakości i uczciwości parlamentarzystów oraz skuteczności ich lobbowania przez poszczególne grupy interesu. Ponieważ dość zgodna jest opinia, że prawo, które ma służyć ochronie przyrody, czyli ustawa w tym zakresie oraz inne ustawy (np. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) i przepisy wykonawcze mają bardzo niską jakość – świadczy to zarówno o złym przygotowaniu osób stanowiących prawo, jak i o silniejszej pozycji przy tworzeniu prawa grup lobbujących na rzecz osłabienia roli ochrony przyrody, niż grup proekologicznych.

Sytuacja polityczno-prawna państwa określona w projekcie NPR a problemy ochrony przyrody

Projekt NPR stawia krytyczną i przeważanie rzetelną diagnozę aktualnych problemów rozwoju Polski i ich przyczyn. Najwięcej problemów ochrony przyrody wynika prawdopodobnie z wadliwego prawa i braku jego egzekucji tam, gdzie jest ono lepsze. W projekcie NPR napisano: „Wykoślawienie prawa następuje m.in. za sprawą coraz agresywniejszego i pozostającego poza demokratyczną kontrolą lobbingu /.../ mankamenty ustawodawstwa to: poważne opóźnienia w wydawaniu aktów wykonawczych i ogólnie zbytnia wiara w moc sprawczą przepisów prawnych /.../ zastrzeżenia dotyczą egzekucji prawa /.../ krytycznie należy ocenić stosowanie prawa przez administrację publiczną. Powszechnie podnoszone są zastrzeżenia w odniesieniu do jakości kadr administracji, jej politycznego uwikłania i niskiej sprawności organizacyjno-technicznej”.

Przykładów z tego zakresu można podać wiele – nagłe znikanie lub pojawianie się w trakcie tworzenia aktów prawnych nowych, nie wiadomo skąd pochodzących przepisów albo brak harmonizacji przepisów tworzonych w resorcie środowiska. Na przykład, ponad rok po wejściu w życie ustawy o ochronie przyrody, umożliwiającej tworzenia obszarów Natura 2000, nadal nie w pełni dostosowano procedurę ocen oddziaływania na środowisko zawartą w ustawie Prawo Ochrony Środowiska do wymogów zarządzania tymi obszarami. Już od końca 2004 r. organy ochrony przyrody napotykają na wątpliwości, np. przy wydawaniu postanowień do decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu dla inwestycji położonych na wyznaczonych obszarach specjalnej ochrony Natura 2000 lub w ich sąsiedztwie. Cały czas brak jest jasnych kryteriów pozwalających na wybór przedsięwzięć, dla których należy opracować raport o oddziaływaniu na środowisko ze względu na przypuszczalny wpływ na siedliska lub gatunki „naturowe”. Przykładowo, Ministerstwo Środowiska w dniu 23 grudnia 2004 r. wydało postanowienie uchylające obowiązek sporządzenia raportu o oddziaływaniu na środowisko dla budowy dużego zespołu mieszkaniowego z garażami w Osłoninie, położonego na granicy obszaru Natura 2000 i rezerwatu przyrody „Beka” w ujściu Redy. Osiedle to będzie posiadać ewidentny wpływ na siedliska obszaru, np. poprzez migrację wód z wysoczyzny ku delcie Redy. Cóż z tego, że ornitolodzy opracują nawet najlepsze metody ochrony gniazdujących tu ptaków, jeśli w ciągu kilku lat mogą one stąd zniknąć wskutek braku odpowiednich siedlisk. Konserwator przyrody jest bezradny wobec decyzji ministerstwa. Jest on zmuszony wydawać postanowienia dotyczące budowy „komórki na drewno” na obszarze chronionego krajobrazu w najdalszym zakątku województwa, podczas gdy jest bezradny wobec inwestycji, których skala może zagrozić przyrodzie regionu. Można się obawiać, że tego typu sytuacje, ewidentnie łamiące przepisy dyrektywy „siedliskowej”, będą w najbliższym czasie się mnożyć.

Projekt NPR stawia także diagnozę, iż „struktury resortowo-korporacyjne /.../ sprzyjają partyjnej penetracji administracji publicznej i zawłaszczaniu państwa przez partyjno-administracyjno-biznesowe koterie, które skutecznie rozmiękczają finanse publiczne, łamiąc budżetową dyscyplinę i utrwalając korupcję”. Dalej stwierdzono, iż „Szczególnie destrukcyjny wpływ wywiera praktyka obsadzania stanowiska wojewody politycznymi nominatami, osobami, które są wysuwane przez wojewódzkie kierownictwa rządzących w kraju ugrupowań. W rezultacie wokół wojewody i urzędu wojewódzkiego organizuje się część lokalnej elity politycznej, która stopniowo tworzy alternatywny wobec zarządu województwa ośrodek władzy, aspirujący do wyznaczania kierunków rozwoju województwa”. Przypadki egzemplifikujące powyższe stwierdzenia można znaleźć także na polu ochrony przyrody. W województwie pomorskim, po dwukrotnym unieważnieniu konkursu na stanowisko Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody w roku 2004 i 2005, w czerwcu 2005 umieszczono na tym stanowisku „odpowiedniego” kandydata, spełniającego polityczne zapotrzebowanie władz województwa, jednak bez właściwego przygotowania merytorycznego.

Wojewódzka Rada Ochrony Przyrody (dawniej WKOP) województwa pomorskiego, działająca aktywnie i kompetentnie przez ostatnią dekadę, została ubezwłasnowolniona poprzez usunięcie w trakcie zmiany jej składu na kolejną kadencję większości osób o wysokich kompetencjach, zastępując je osobami niekompetentnymi ale „swoimi”, często niesprzyjającymi ochronie przyrody. Można się obawiać, że WROP zostanie sprowadzony do roli fasadowej, tzn. będzie się spotykała i wypowiadała zgodnie z wolą Wojewody, albo – jak to się dzieje z Wojewódzką Komisją Ocen Oddziaływania na Środowisko w Gdańsku – nie zbierze się ani razu i nie przyjmie żadnego stanowiska przez dwa lata od utworzenia.

Wojewódzka administracja rządowa na Pomorzu rozważa także zmiany w systemie funkcjonowania parków krajobrazowych w regionie. Istnieją plany scentralizowania utworzonych w 1999 r. i poprawnie funkcjonujących zarządów parków krajobrazowych. Autor niniejszego artykułu wykazał w swoich badaniach, że indywidualne zarządy parków krajobrazowych znacznie skuteczniej chronią przyrodę niż scentralizowane zarządy wojewódzkie. Nie jest to jednak argument istotny dla władz województwa.

W projekcie NPR można także znaleźć generalną diagnozę stanu Państwa, mówiącą, iż „stało się źródłem nieładu i rozkładu więzi społecznych”. Dalej czytamy, że „Dialog społeczny nazbyt często stał się fasadą, za którą ukrywa się korporatystyczna walka o grupowe interesy. Przy czym promowane są interesy tylko wybranych, najsilniejszych i politycznie wpływowych grup. Państwo zamiast być arbitrem staje się stroną tych sporów. W tej sytuacji konieczne jest rozwijanie otwartego dialogu obywa­telskiego zapewniającego możliwość wyrażania swych dążeń i racji także grupom dotychczas izolowanym”. Coraz powszechniejsze staje się reprezentowanie przez przedstawicieli państwa (parlamentu, władz rządowych i samorządowych), a także osoby z kręgów gospodarczych i naukowych, interesów sprzecznych z zasadami ochrony przyrody, a więc równocześnie niezgodnych z konstytucyjnymi zasadami „ochrony dziedzictwa przyrodniczego narodu” i „rozwoju zrównoważonego” oraz innymi przepisami prawa krajowego, dyrektyw unijnych i konwencji międzynarodowych przyjętych przez rząd RP. Takie postępowanie jest także sprzeczne z ustaleniami projektu NPR. Dwa opisane poniżej przykłady są tym bardziej zaskakujące, gdy czyta się różnorodne deklaracje i stwierdzenia zawarte w dokumentach strategiczno-planistycznych na szczeblu państwa (np. w II Polityce Ekologicznej Państwa, Koncepcji Polityki Przestrzennego Zagospodarowania Kraju lub Strategii Zrównoważonego Rozwoju Polski do 2025 r.) i województw (w strategiach rozwoju, planach zagospodarowania przestrzennego lub programach ochrony środowiska), dotyczące wspierania i wzmacniania systemu ochrony przyrody, w tym sieci Natura 2000. W projekcie NPR na lata 2007-2013 wśród 144 planowanych działań także wymieniono „rozwój i wzmocnienie systemu obszarów chronionych, w tym sieci Natura 2000”. W ramach tego przedsięwzięcia planuje się „wyznaczenie docelowej sieci obszarów chronionych, w szczególności tych, które zalicza się do systemu Natura 2000, a następnie określenie odpowiednich dla chronionych wartości reżimów gospodarczych i kontrolnych oraz sposobów ich egzekwowania; wykonywanie czynnej ochrony przyrody na tych obszarach, rozwiązywanie konfliktów przestrzennych mogących prowadzić do degradacji lub zniszczenia ich walorów przyrodniczych”.

Jesienią 2004 r. pojawił się list otwarty dotyczący programu Natura 2000 w kontekście jego wpływu na polską gospodarkę. Sygnatariusze listu pisali, że kształt programu Natura 2000 jest szkodliwy dla polskiej gospodarki, w szczególności wodnej, jednak skład zawodowy osób, które podpisały list, jednoznacznie świadczy, że walczą oni o swoje branżowe interesy.

Innym przykładem, tym razem pośredniego zagrożenia dla sieci Natura 2000, może być koncepcja przekopania kanału żeglownego przez Mierzeję Wiślaną. Chociaż pomysł powraca w różnych okolicznościach od ponad pół wieku, szczególnie wyraźnie został wyartykułowany w połowie lat 90. w projekcie KBN, zrealizowanym przez zespół pod kierunkiem prof. Tadeusza Jednorała. Ten hydrotechnik, pod szyldem zrównoważonego rozwoju, promuje koncepcje technicznej zabudowy wybrzeża Bałtyku. W początku lat 90. „zasłynął” pomysłem zasypania części Zatoki Puckiej i zbudowania tu drugiego Miami. Koncepcja przekopania Mierzei Wiślanej powróciła ze zdwojoną siłą w 2004 r. za sprawą lobbowania przez samorząd miasta i powiatu elbląskiego, którym najbardziej zależy na tej inwestycji, gdyż mogłaby ona stać się impulsem dla rozwoju gospodarczego miasta oraz zwiększyć zyski niektórych podmiotów gospodarczych. Skala rozwoju regionu, wywołanego powstaniem kanału, może stać się prawdziwym zagrożeniem. Nie ukrywają tego autorzy publikacji zredagowanej przez radnego Elbląga Jerzego Wcisłę, promującej przekopanie kanału, pisząc: „Rozwój usług turystyczno-rekreacyjnych (na Mierzei Wiślanej i Zalewie Wiślanym) pociągnie za sobą rozwój innych gałęzi gospodarki, takich jak przemysł rolno-spożywczy, rybołówstwo, transport morsko-rzeczny wraz z rozwojem portów i przystani, przemysł okrętowy, hotelarstwo, gastronomia i inne”. Przekopanie kanału pozwoli na turystyczne zagospodarowanie brzegów Zalewu Wiślanego: „Dzięki pozyskaniu na czas budowy kanału urobku, stanowiącego czysty średnio- i drobnoziarnisty piasek, stanowiący cenny surowiec do tworzenia i poszerzania plaż i podbrzeża Zalewu Wiślanego, można stworzyć atrakcyjne, ekologiczne obszary lądowo-wodne (sic!) dla wypoczynku i sportów wodnych /.../. Racjonalne zagospodarowanie – pod nadzorem ekologów – aktualnych nieużytków o miernej wartości przyrodniczej, jakie stanowią podmokłe i podtapiane tereny Mierzei Wiślanej od strony Zalewu Wiślanego, będzie można wykorzystać na cele rekreacyjne”. Problem w tym, że te „nieużytki o miernej wartości przyrodniczej”, to zbiorowiska i siedliska, które stały się podstawą włączenia mierzei i Zalewu Wiślanego do sieci Natura 2000, takie jak laguny, łąki podmorskie, lasy i bory bagienne oraz lasy łęgowe i zarośla wierzbowe, a także trzcinowiska. Te siedliska, wymienione w załączniku I do Dyrektywy Siedliskowej, mogą zostać zniszczone i przekształcone w turystyczne „eldorado”.

Prof. Jednorał wie już jednak, że planowany przekop nie wpłynie negatywnie na środowisko, tak bowiem pisze: „przekop Mierzei Wiślanej nie wpłynie ujemnie na krajobraz pod warunkiem, że zostaną przeprowadzone dalsze uzupełniające badania oraz dokonane procedury oddziaływania (sic!) kanału żeglugowego na środowisko”. Jego zdaniem, celem oceny oddziaływania na środowisko nie jest wykazanie ewentualnych ujemnych skutków inwestycji dla przyrody, ale tylko spełnienie obowiązku opracowania raportu oceny wymaganego przepisami prawa. Przyjęto jednak z góry, że szkodliwych oddziaływań nie będzie. Pierwsze 12 stron tej publikacji zawiera głosy poparcia 12 polityków (wraz z ich fotografiami i „odręcznymi” podpisami) działających na poziomie: europejskim, krajowym, regionalnym i lokalnym. Dominują wśród nich politycy tzw. lewicy (SLD), ale nie brakuje także tych z centrum. Obok wojewodów: pomorskiego i warmińsko-mazurskiego oraz marszałka drugiego z tych regionów, znalazło się w tym gronie dwóch deputowanych do Parlamentu Europejskiego (w tym przewodniczący komisji budżetowej Janusz Lewandowski), senator i poseł RP oraz dwóch starostów, prezydent Elbląga, burmistrz i wójt. A więc cały przekrój stanowisk wybieralnej elity politycznej kraju.

W świetle przedstawionych przykładów można wątpić w rychłą poprawę skuteczności ochrony przyrody, także na obszarach Natura 2000, gdyż większość inicjatyw osób sprzyjających tej ochronie musi się koncentrować na przeciwdziałaniu aktywności antyprzyrodniczej, a nie na faktycznej realizacji aktywnej ochrony przyrody.

Podsumowanie

Zło dziejące się w Polsce od kilku lat na polu ochrony przyrody dostrzega większość osób działających w tym zakresie. Czy jest ono skutkiem wprowadzanego po 1989 r. systemu społeczno-gospodarczego, który najogólniej można określić jako skrajnie liberalną gospodarkę rynkową z elementami chaotycznego i nterwencjonizmu państwowego, czy też bardziej skutkiem pazerności i chęci poprawy stopy życiowej przez coraz większą część społeczeństwa, a może narastających układów korupcyjnych i walki o dostęp do cennej przestrzeni, na której można zarobić? Czy system wartości uznawanych przez społeczeństwo ma jeszcze szanse na przesunięcie się w kierunku wartości, wśród których ochrona środowiska i przyrody będzie zajmować ważną pozycję, jak to miało miejsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku? Trudno odpowiedzieć na wszystkie z tych pytań, bez wnikliwej analizy społecznych i innych uwarunkowań ochrony przyrody. Można stwierdzić, na podstawie doświadczeń ostatnich 15 lat, że - wbrew powszechnie uznanym kanonom – sprzyjanie ochronie przyrody nie jest wprost powiązane z orientacją wynikającą z uznawanych poglądów społeczno-politycznych, nie jest immanentną cechą lewicowości i antycechą prawicowości, jak dotychczas często twierdzono. Podziały na zwolenników i przeciwników ochrony przyrody biegną po zupełnie innej granicy, rozciągającej się między altruizmem a egoizmem, otwartością na świat zewnętrzny a zamykaniem się w klatce swoich ograniczonych poglądów, pokorą wobec natury a pewnością co do technicznej wszechmocy człowieka, chęcią dzielenia się z innymi a pazernością. Trzeba więc skończyć z utopijnym wiązaniem „zieloności” z lewicowością, i popatrzeć na doświadczenia oraz szanse w zakresie ochrony przyrody, które niesie przynależność do Unii Europejskiej. Słowa te pisze osoba, która nie była i nie jest bezkrytycznym zwolennikiem członkostwa Polski w Unii.

Informacje o tych szansach w większości można znaleźć w projekcie Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007-13. Chociaż zapisano w nim wiele działań, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla przyrody, dokument stwarza nadzieje na ich ekologizację, choćby w wyniku przestrzegania jednej z trzech podstawowych wartości przyjętych przy opracowaniu NPR – zasady rozwoju zrównoważonego, definiowanej jako „orientacja na poprawę jakości życia obecnych i przyszłych pokoleń, przy zapewnieniu ochrony i zachowania zasobów przyrodniczych i dziedzictwa kulturowego oraz właściwej struktury demograficznej społeczeństwa”. W projekcie NPR uznano, że „Walory przyrodnicze obszarów wiejskich, w połączeniu z dużymi zasobami siły roboczej, tworzą warunki do rozwoju pracochłonnych kierunków produkcji rolnej, w tym rolnictwa ekologicznego”. Planuje się także „promowanie przyjaznych dla środowiska produktów i usług: m.in. rozwój rolnictwa ekologicznego, turystyki, ze szczególnym uwzględnieniem ekoturystyki i agroturystyki, promocję systemów zarządzania środowiskowego”.

Wiele zapisów projektu NPR stwarza nadzieje na przyszły rozwój społeczno-gospodarczy z poszanowaniem dóbr przyrody. Dobrze, iż w projekcie znalazło się niewiele zapisów, które sprzyjałyby antyprzyrodniczym działaniom lobby hydrotechnicznego. Raczej nie przewiduje się forsowania budowy kolejnych stopni wodnych na Wiśle, pomimo iż wśród zadań wymieniono ogólnikowo „rozbudowę i modernizację transportu drogą wodną”.

Ważne dla dalszych losów ochrony przyrody są zmiany w przepisach prawnych i ostateczne ustalenie kompetencji w tym zakresie pomiędzy administracją samorządową i rządową na szczeblu województwa. Ta pierwsza ustala m.in. kierunki ochrony przyrody w regionie, poprzez realizację strategii rozwoju województwa, planu zagospodarowania przestrzennego i programu ochrony środowiska, a także posiada część środków, które na ochronę mogłyby być przeznaczone, ale to ta druga jest przede wszystkim wykonawcą ochrony przyrody na szczeblu regionu, poprzez ochronę konserwatorską (obszarową i gatunkową) oraz czynną. Jej środki są jednak coraz bardziej ograniczane.

Jak rozwiązać ten problem? Osobiście byłbym za przekazaniem większych środków administracji rządowej, chociaż bardziej logiczne wydaje się rozwiązanie polegające na poszerzeniu kompetencji administracji samorządowej w zakresie ochrony przyrody. Problem jednak w tym, że doświadczenia z dotychczasowej działalności samorządów wojewódzkich na polu ochrony przyrody, nie zawsze dają nadzieję na zabezpieczenie „interesów” przyrody. Jeśli mielibyśmy pójść tą drogą, wskazaną także w projekcie NPR, należy bezwzględnie ustawowo zabezpieczyć rangę ochrony przyrody na szczeblu województwa samorządowego, zapewnić niezależność konserwatora przyrody od partyjno-koleżeńsko-finansowych układów i stworzyć instrumenty, które wykluczą dostęp do zarządzania ochroną przyrody osobom niekompetentnym, albo wręcz jej wrogim.

Mariusz Kistowski

Literatura:
- Dobrowolski T., 1949, Wpływ konserwacji zabytków na historię sztuki , Ochrona Zabytków, II, nr 1
- Jednorał T., 2004, Koncepcja budowy kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, łączącego porty Zalewu Wiślanego z Morzem Bałtyckim (w:) J. Wcisła (red.), „Kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną i walory turystyczno-gospodarcze regionów wokół Zalewu Wiślanego”, OKO, Elbląg
Kistowski M., 2004, Wybrane aspekty zarządzania ochroną przyrody w parkach krajobrazowych , Uniwersytet Gdański – Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Gdańsk – Poznań
- Wstępny Projekt Narodowego Planu Rozwoju 2007-2013, 2005, Ministerstwo Gospodarki i Pracy, Warszawa

[1] Artykuł zawiera skróconą wersję referatu wygłoszonego przez autora na konferencji zorganizowanej w Ministerstwie Środowiska przez IUCN Polska w dniu 11 lutego 2005 roku.