Miesięcznik Dzikie Życie

10/136 2005 Październik 2005

Wieści ze świata

Nowy projekt wydobycia ropy naftowej na Alasce zagraża dzikim gęsiom

Ekolodzy, ornitolodzy oraz społeczność lokalna Alaski nalegają na odstąpienie od zamiarów zwiększenia wydobycia ropy i gazu na terenie północnej tundry w pobliżu największego w tym rejonie jeziora Teshekpuk. Niestety miejsce to jest częścią narodowych złóż ropy naftowej, leży na zachód od największych pól naftowych na Alasce. Projekt zakłada wykorzystanie 372 tys. akrów ziemi w samym środku terenu lęgowego dzikich gęsi. Ten obszar jest celem migracji gęsi „Bernikla”, którym grozi wyginięcie – ich liczebność od roku 1998 gwałtownie spadła, dziś jest tylko nieco ponad 101 tys. tych ptaków. Pojawiły się obawy, że odwierty, nowe drogi i inna działalność przemysłowa zakłócą naturalny proces wylęgu młodych gęsi. Gdyby doszło do realizacji tego projektu, ważne jest, żeby odwierty dozwolone były jedynie zimą, kiedy jezioro zamarza, a gęsi migrują w cieplejsze rejony na południe. Właściciele złóż uspokajają, że odwierty będą prowadzone w odległości jednej mili od tafli jeziora, czasem jednak rurociąg prowadzony jest pod nim. Dodatkową ochroną ma być trzyletni program obserwacji migracji gęsi w celu zlokalizowania najmniej inwazyjnego miejsca wydobycia ropy. Ekolodzy ostrzegają jednak, że obszar lęgowy dzikich ptaków jest zbyt delikatny i powinien być bezwzględnie chroniony przed jakąkolwiek ludzką działalnością.

(Źródło: Environmental News Network)

Rezerwat biosfery w strefie dzielącej Koreę Północną i Południową

Pomysłodawcą projektu jest Ted Turner, magnat medialny, jeden z najbogatszych ludzi na świecie. Strefa zdemilitaryzowana rozciąga się wzdłuż całego środkowego Półwyspu Koreańskiego, na obszarze 922 km2. Obejmuje góry, stepy, bagna, jeziora i lasy, więc w efekcie jest miejscem o znacznej różnorodności życia. Przez 50 lat teren ten był zamknięty dla działalności ludzkiej, co pozwoliło naturze się odbudować. Obszar ten stał się sanktuarium dzikiego życia, domem dla niektórych najrzadszych na świecie gatunków ptaków, roślin i zwierząt. Ekolodzy oszacowali, że na tym terenie znajduje się ok. 2900 różnych gatunków roślin, 60 różnych typów zwierząt i ponad 320 gatunków ptaków, w tym dwa najbardziej zagrożone gatunki żurawi. Jest to przystanek dla ptaków migrujących z Syberii, Australii i Japonii. Powstający na tym terenie park natury miałby zjednoczyć podzielone Koreę Północną i Południową. Projekt został poparty przez UNESCO.

(Źródło: Environmental News Network)

Przesiedlenie afrykańskich zwierząt

Amerykanie chcą przenieść dzikie afrykańskie zwierzęta m.in. na obszar południowego Teksasu, gdzie stworzy się dla nich prywatny rezerwat. Pomysł jest mocno kontrowersyjny i budzi sprzeciw wielu naukowców. Tym bardziej, że dotychczasowe podobne próby np. w Australii zakończyły się fiaskiem. Autorzy projektu przekonują, że dzięki temu można by ocalić najbardziej zagrożone gatunki zwierząt, których w Afryce się nie chroni, a ich środowisko jest konsekwentnie niszczone. Ponadto wierzą, że przeniesienie zwierząt mogłoby odbudować bioróżnorodność występującą na terenie Ameryki przed pojawieniem się człowieka. Co prawda większość z tych stworzeń nigdy nie występowała na amerykańskiej prerii, ale naukowcy twierdzą, że zwierzęta mogą odtworzyć naturalne zachowania swoich poprzedników, większych kuzynów, takich jak mastodont czy tygrys szablozębny. Podobny park plejstoceński powstaje właśnie na Syberii. Tamtejsi naukowcy importują bizony z Kanady, by zastąpić nimi rodzimy gatunek, który wyginął 500 lat temu. Są wreszcie i takie opinie, że tego rodzaju przemieszczenie gatunków wpłynęłoby niekorzystnie na przemysł turystyczny w Afryce, a co ważniejsze zniweczyłoby wysiłki na rzecz przywrócenia gatunków na ich rodzinnej ziemi.

(Źródło: Environmental News Network)

Konferencja przeciw kłusownictwu

W Chinach odbyła się dwudniowa konferencja poświęcona przeciwdziałaniu kłusownictwu, zorganizowana przez International Fund for Animal Welfare (Międzynarodową Fundację Pomocy Zwierzętom). Tematem spotkania była ochrona antylopy tybetańskiej i odbudowa jej środowiska życia. Kłusownictwo stało się coraz bardziej wyrafinowane. Poluje się na najrzadsze gatunki. Trudno jest wytropić myśliwych, którzy obserwują każdy ruch strażników, polują w małych grupach i są bardzo szybcy. Pomimo silnych restrykcji i wzmocnionej ochrony, nielegalny handel wyrobami z dzikich zwierząt rośnie; kłusownictwo wciąż jest największym zagrożeniem dla przetrwania wielu gatunków. Antylopa tybetańska jest jednym z ważniejszych zwierząt żyjących po chińskiej stronie Płaskowyżu Tybetańskiego, i jak wiele innych jest bliska wyginięciu. W latach 90. jej populacja spadła z 2 milionów do zaledwie 75 tys. Antylopa ta, zwana również „chiru”, jest poszukiwana ze względu na swoje futro, jej wełna uchodzi za najlepszą na świecie. Wyrabia się z niej szale shahtoosh – potrzeba kilku antylop, żeby zrobić jeden taki szal, którego cena może dochodzić nawet do 10 tys. euro, czyli dwa razy tyle, ile kosztuje porządny samochód w Chinach. Ministerstwo Ochrony Środowiska podjęło już działania przeciw kłusownictwu, jednakże ze względu na szeroko rozwiniętą sieć przemytniczą, nielegalny handel wciąż się rozwija. Dlatego na spotkaniu podjęto kwestię międzynarodowej współpracy w celu ochrony ginących gatunków.

(Źródło: International Fund for Animal Welfare)

Zwycięstwo w sprawie ochrony amerykańskiego wilka szarego

Jak donoszą amerykańscy ekolodzy, rozstrzygnięty został spór z 2003 r., dotyczący przywrócenia populacji wilka szarego na północnym wschodzie USA. Dwa lata temu toczyła się ostra dyskusja pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych a ekologami, którym udało się wówczas pozytywnie zakończyć kampanie w trzech stanach: Minnesota, Wisconsin i Michigan. Rząd ogłosił, że dość już zrobiono w sprawie wilków i niepotrzebne są dalsze działania w stanach Maine, New Hampshire, Vermont i Nowy Jork. Rządowy Departament ds. Przyrody usprawiedliwia ówczesne decyzje niejasną sytuacją: po pierwsze brakiem wyraźnego poparcia ze strony społeczeństwa dla tej kampanii, po drugie sporem w środowisku naukowców, którzy nie byli zgodni co do występowania wilka na tym obszarze. Sprawa znalazła nareszcie swoje rozwiązanie. Sąd federalny wydał rządowi Busha nakaz podjęcia konkretnych kroków w celu przywrócenia populacji wilka szarego na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych. Ekolodzy wraz z Narodową Federacją na Rzecz Dzikiej Przyrody (National Wildlife Federation) oraz lokalnymi grupami z Vermont, Maine i Nowego Jorku zgodnie twierdzą, że siedliska wilków od dawna istnieją na tych terenach, m.in. w północnym Maine i Górach Adirondack w okolicach Nowego Jorku. Jest także bardzo prawdopodobne, że obszar pomiędzy północnym Vermont a New Hampshire stanie się dla wilków ważnym korytarzem migracyjnym pomiędzy tymi dwoma ekosystemami.

(Źródło: Environmental News Network)

Taje wieczna zmarzlina na Syberii

Rosyjscy uczeni ostrzegają, że wieczna zmarzlina, pokrywająca ogromne obszary Zachodniej Syberii, w trakcie tajania może odsłonić torfowiska, a wtedy uwolnią się z nich wielkie ilości metanu, najaktywniejszego z gazów powodujących efekt cieplarniany. Tajanie to, wywołane przez globalne ocieplenie, już się zaczęło, zaobserwowano je w ostatnich latach. Na tamtych terenach ocieplenie zachodzi najszybciej ze wszystkich obszarów planety; w ciągu ostatnich 40 lat temperatura wzrosła o 3 stopnie C. Syberyjskie torfowiska powstały 11 tysięcy lat temu, u schyłku epoki lodowej. Wytwarza się w nich metan, lecz jest uwięziony przez zmarzlinę. Szacuje się, że jest go tam 70 miliardów ton. Uwolnienie metanu do atmosfery zwiększy szybkość globalnego ocieplania.

(Żródło: Russian Environmental Digest vol. 7 nr 33)

Nowe prawo leśne w Rosji

Nowe prawo leśne w Rosji zupełnie nie uwzględnia obecności i potrzeb miejscowych plemion, od pokoleń związanych z lasem i z lasu żyjących. Prywatyzacja pozwala inwestorom nabywać i dzierżawić obszary zalesione i znajdujące się tam pastwiska. A co mają zrobić dotychczasowi mieszkańcy, myśliwi, rybacy, pasterze, zbieracze produktów leśnych? Nie mają możliwości opuścić lasu, który jest ich domem i próbować życia poza nim – ani też nie zdołają nabyć terenu. Nowe prawo zagraża ich egzystencji.

(Źródło: Boreal Bulletin nr 6)

Uratować las namorzynowy na wyspach Bahama

Na wyspie Bimini w archipelagu wysp Bahama znajduje się las namorzynowy, niezwykle ważny dla przetrwania rekinów i innych gatunków morskich. Ten podwodny las podtrzymuje jeden z najbardziej aktywnych i biologicznie zróżnicowanych ekosystemów na Karaibach, niestety niszczony dziś szczególnie przez agresywne rybołówstwo, które zdziera rośliny z dna morza. Przez wiele lat naukowcy nie brali pod uwagę możliwości wyginięcia gatunków, które badali. To się jednak zmieniło. Niektórzy z nich sądzą, że morza osiągnęły punkt krytyczny, wraz z końcem wielu gatunków ryb, ptaki i zwierzęta morskie stanęły na krawędzi zagłady. Według World Conservation Union od XVII wieku w skali globu wymarło 112 gatunków morskich stworzeń, w tym od połowy lat 60. aż 21. Niemalże dwa tuziny gatunków rekinów są bliskie wymarcia, a ponad 90% drapieżnych ryb już znikło z oceanów. Jest to problem niedostrzegany przez współczesnych ekologów – twierdzą biolodzy. Morskie dno jest obszarem trudnym do monitorowania. Niektóre gatunki mają tyle potomstwa, że wydają się być niezniszczalne. Przez to właśnie problem morskich stworzeń wydaje się być mniej istotny niż np. lasy tropikalne czy ginący niedźwiedź grizzly. Intensywne rybołówstwo oraz niszczenie siedlisk jest odpowiedzialne niemalże za połowę zanikających gatunków. W ciężkie stalowe sieci łapią się nie tylko ryby, ale też rekiny, foki i inne morskie zwierzęta.

(Źródło: Global Response's)

Wołanie o pomoc dla irlandzkiej rafy koralowej

Spektakularne koralowce głębinowe u południowo-wschodnich wybrzeży Irlandii wymagają natychmiastowej ochrony. Jak donoszą biolodzy, unikalny ekosystem koralowców jest niszczony przez ciężki sprzęt rybacki. Uzbrojone w stalowe i ciężkie elementy, sieci są nie tylko zagrożeniem dla niektórych gatunków ryb, ale także dla dna morskiego. Wyniki analiz wskazują, że ponad 40% obszaru rafy jest kompletnie zmiażdżone, jej odradzanie się potrwa dłużej niż nasze życie. Niektóre z tamtejszych koralowców liczą sobie ponad 4,5 tys. lat. Wiele z zamieszkujących je gatunków zwierząt nie zostało jeszcze opisanych przez naukę. Biolodzy morscy od dawna zajmują się rafą ciepłych wód tropikalnych, koralowce głębinowe odkryto w XVIII wieku. Dopiero niedawno naukowcy zdali sobie sprawę, jak powszechnie występowały one na świecie, zwłaszcza na krawędzi płyt kontynentalnych. Te „zimno-koralowe lasy” odnaleziono także w Norwegii, Szwecji, Japonii, Nowej Szkocji, Kolumbii, Brazylii, Mauretanii i na Alasce. Według naukowców, powinno się zamknąć ten obszar wodny u południowo-wschodnich wybrzeży Irlandii dla rybactwa i wprowadzić surowe kary za nielegalne połowy na tych terenach. Wierzą oni, że system monitoringu satelitarnego może być użyty do utrzymywania łodzi z dala od rafy koralowej. Organizacja Narodów Zjednoczonych potępiła destruktywne działania przemysłu rybackiego i zaapelowała o szybkie i skuteczne działanie w obronie tego ekosystemu.

(Źródło: BBC News)

Spowolnienie tempa wyrębu lasów amazońskich

Rząd brazylijski ogłosił, że wedle szacunków spodziewać się należy w tym roku spadku wielkości powierzchni wyciętych lasów amazońskich o ok. 50% w stosunku do wielkości z roku ubiegłego. Zdaniem brazylijskiego ministra środowiska, w tym roku wyciętych zostało „tylko” 9 tys. km2 – dla porównania w latach 2003 i 2004 wycięto ponad 18 tys. km2. Ten spadek tempa wycinki jest zasługą wzmocnionej polityki ochronnej rządu. Ekolodzy pozostają jednak sceptyczni, bowiem największe zmniejszenie skali wyrębu zaobserwowano w okresie dwóch miesięcy, podczas których policja i wojsko przeprowadziły wyjątkowo duże operacje przeciw nielegalnemu wyrębowi lasów. Greenpeace ostrzegł, że jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o długoterminowym spowolnieniu destrukcji lasu. Jedynym pewnym wnioskiem według nich jest to, że organizowane przez rząd operacje przeciw nielegalnemu wyrębowi drzew mają pozytywny, ale wciąż jeszcze krótkoterminowy efekt. Ekolodzy zwracają ponadto uwagę na spadek cen soi, który znacznie zmniejszył zainteresowanie farmerów pozyskiwaniem – poprzez karczowanie Puszczy – ziemi pod uprawy.

(Źródło: BBC News)

Stop pozwoleniom na wyręb lasu deszczowego w Malezji

Coraz więcej firm stara się o pozwolenie na planowany wyręb lasów w Malezji. Przez ponad dwie dekady lokalni mieszkańcy Penan zawzięcie bronili domu – lasu deszczowego, przed ciągłymi najazdami drwali. W stanie Sarawak na wyspie Borneo prawie 90% pierwotnych lasów już nie istnieje. Niedawno, decyzją Malezyjskiej Rady ds. Wyrębu Drewna, kolejna prywatna firma dostała pozwolenie na zarządzanie terenem jednego z ostatnich pierwotnych lasów na tym obszarze, gdzie żyje ponad 400 tubylców. Ta decyzja wprowadza tzw. „planowaną gospodarkę leśną”, co de facto oznacza niekontrolowany wyręb drzew. Greenpeace twierdzi, że certyfikat MTCC „nie jest gwarancją ani legalnej, ani przyjaznej środowisku polityki leśnej, co gorsza zdarza się, że drewno jest wykradane z terenów należących do miejscowej ludności”. Standardy MTCC znacznie odbiegają od standardów przyjętych przez Radę do Spraw Zarządzania Terenami Leśnymi. Kryteria FSC co do „planowanego leśnictwa” są uznawane na całym świecie. Krótkowzroczność procedur MTCC zezwala na nielegalny wyrąb drzew. MTCC nie uwzględnia niezależnego monitoringu drewna w jego drodze z lasu na tartak, co umożliwia wymieszanie drewna z legalnych źródeł z tym pozyskiwanym nielegalnie. Ponadto ignoruje wydane przez FSC żądanie poszanowania dla terytorialnych roszczeń i praw lokalnych społeczności. Ludność Penan przez ponad 20 lat skutecznie broniła swego terytorium przed wyrębami. W 1993 r. specjalne jednostki policji i wojska siłą usunęły ponad tysiąc protestujących, zabijając trzech z nich i raniąc 200. Pod presją rządu większość koczowniczych mieszkańców Penan musiała osiedlić się w barakach. Erozja wywołana procesami obróbki drewna zamieniła tamtejsze rzeki w szlam, zabijając ryby i roznosząc choroby. Specjaliści twierdzą, że certyfikat MTCC jest niezgodny z prawem, szkodliwy dla środowiska naturalnego i dlatego nie powinien być uznawany przez światowy rynek przemysłu drzewnego.

(Źródło: Global Response's)

Iran chce ocalić ginące gepardy

Irańska Organizacja ds. Ochrony Środowiska informuje, że niedawno w środkowym Iranie zauważono dwie grupy bardzo rzadkich gepardów azjatyckich. Pojawiła się zatem nadzieja, że uda się uchronić przed wyginięciem te najszybciej na świecie poruszające się stworzenia. Lokalni badacze dzikiej przyrody zauważyli cztery dorosłe osobniki oraz matkę z młodymi. Kiedyś ten gatunek zwierząt można było spotkać od Morza Czerwonego po Indie, dziś na całym kontynencie azjatyckim żyje mniej niż 60 osobników, głównie na środkowym jałowym płaskowyżu irańskim. Zakłada się, że w Afryce, gdzie jakakolwiek ochrona jest wątpliwa, a siedliska są niszczone, może wciąż żyć około 10 tys. osobników tego gatunku. W latach 70. liczbę gepardów szacowano na 100 do 400 sztuk, jednakże powszechnie rozprzestrzenione kłusownictwo, rewolucja irańska z 1979 r., wraz z degradacją środowiska wskutek rozwoju prywatnych pastwisk, zepchnęły tego drapieżnika na krawędź zagłady. Azjatyckie gepardy zostały wytępione wzdłuż całego Środkowego Wschodu już 100 lat temu, od lat 50. do 80. można je było jeszcze spotkać w Arabii Saudyjskiej, sporadycznie w Azji Środkowej aż po Kazachstan, z Indii znikły w latach 70.

(Źródło: Environmental News Network)