Miesięcznik Dzikie Życie

11/149 2006 Listopad 2006

Wieści ze świata

Opracowanie: Radosław Szymczuk, Paulina Adamska, Urszula Rychlicka

Chiny i Indie muszą współpracować, by ocalić tygrysy

Indie i Chiny muszą połączyć swoje siły w walce przeciwko gangom handlującym skórami i częściami ciał tygrysów zagrożonych wyginięciem – twierdzą eksperci od ochrony dzikiej przyrody.

W Indiach bytuje około połowa populacji tych dużych kotów, ale eksperci twierdzą, że ów kraj przegrywa walkę o ich ocalenie. Jeszcze wiek temu w Indiach populacja tego drapieżnika liczyła 40 tys. osobników, jednak dekady polowań i kłusownictwa pozostawiły obecnie przy życiu już tylko ok. 3700 przedstawicieli tego gatunku. Niektóre organizacje broniące środowiska twierdzą jednak, że faktyczna liczba tygrysów wynosi nawet poniżej 1200 osobników.

Fot. Piotr Morawski

Ciągle zmniejszająca się populacja tygrysa to także, a może przede wszystkim, efekt dużego popytu na skóry i części ciała tych dużych kotów u sąsiadów Indii – Chińczyków. Według ekspertów, inną przyczyną zjawiska są niskie kary dla przestępców parających się nielegalnym handlem, a także mała ilość spraw zakończonych procesem i osadzeniem sprawcy w więzieniu.

– „Musimy połączyć wysiłki podejmowane na rzecz ocalenia tygrysów w obu krajach, wprowadzając tam specjalistów, którzy będą współpracować ze sobą” – powiedziała Belinda Wright z Wildlife Protection Society w Indiach (WPSI). Jednak inni eksperci twierdzą, że władze obu krajów są przeciwne pracy naukowców na terytorium ich państw.

– „Ogromna większość zainteresowanych nielegalnym handlem to dobrze zorganizowane gangi, a nie pojedynczy kłusownicy” – powiedział Nick Mole z Environmental Investigation Agency (EIA), niezależnej organizacji walczącej z przestępczością i handlem zasobami dzikiej przyrody. Eksperci opowiadają się za powołaniem specjalnego policyjnego oddziału, który zajmowałby się ściganiem gangów parających się nielegalnym handlem tego typu, coś w rodzaju „FBI Dzikiej Przyrody”, tak szybko jak to możliwe, zarówno w Chinach, jak i w Indiach.

W Indiach kłusownicy płacą grzywnę w wysokości ponad 500 tys. rupii (ok. 11 tys. dolarów) i mogą być skazani na 4-7 lat pozbawienia wolności, Chińczykom zaś może grozić dożywocie za kłusownictwo bądź handel. Jednak w Indiach skazano zaledwie 30 kłusowników w ciągu ostatnich 30 lat, a ponad 1400 spraw ciągle czeka na rozwiązanie w sądzie.

EIA i WPSI podczas prowadzenia badań w Tybecie przekonały się, że pozyskać bądź sprzedać skóry i części ciał tygrysów jest bardzo łatwo, a warte są one około 10 tys. dolarów każda.

(Reuters)

Szczepionki mogą ochronić zagrożone gatunki przed wyginięciem

Celowe szczepionki przeciwko wściekliźnie lub innym infekcjom mogą ochronić przed wyginięciem takie gatunki, jak np. wilk etiopski – najbardziej zagrożony na świecie członek wilczej rodziny.

Według naukowców, szczepienie ok. 25-30% etiopskich wilków powinno zredukować liczbę zwierząt umierających z powodu wścieklizny. Naukowcy podkreślają bezpieczeństwo i efektywność tej metody.

Dr Dan Haydon, ekolog i epidemiolog z Uniwersytetu w Glasgow oraz jego współpracownicy opisują w streszczeniu efektów swoich badań, opublikowanym w piśmie „Nature”, w jakim stopniu monitoring i program szczepień mogą powstrzymać epidemię wśród ginących gatunków. – „Szczepienie 25-30% osobników pomoże uchronić populację przed wyginięciem, co jest sprawdzone w znacznym stopniu” – twierdzi Haydon na podstawie studiów nad szczepionkami i stymulacji komputerowych.

Obecnie żyje tylko ok. 500 etiopskich wilków. Zwierzęta te, o rdzawym futrze i wydłużonym pysku, żyją wysoko w górzystych regionach Etiopii. Zagraża im wścieklizna, a także inne choroby przenoszone przez udomowione psy. Epidemia wścieklizny na początku lat 90. zabiła 3/4 wilków w Etiopii. Program ochronnych szczepień został wprowadzony 3 lata temu podczas pojawienia się kolejnej epidemii.

Naukowcy proponują także wprowadzenie monitoringu wilków od pierwszych oznak wścieklizny. Przykładowo, gdy zostaną znalezione dwa pierwsze martwe wilki, szczepienie pozostałych, żyjących w okolicy powinno się zacząć od tego momentu. Obliczyli oni, że uodpornienie 10-14% zwierząt żyjących w zarażonych grupach może zredukować liczbę zgonów.

– „Odkryliśmy, że szczepienie dzikich zwierząt jest bezpieczną, bezpośrednią i efektywną metodą redukcji ryzyka ich wyginięcia” - twierdzi dr Karen Laurenson z Uniwersytetu w Edynburgu, współautorka badań. – „Z nastaniem nowych odmian ustnych szczepionek, opisane metody staną się bardziej opłacalne i wykonalne”.

(Reuters)

Dwóm najwyższym afrykańskim górom grozi odwilż

Najpóźniej za 25-50 lat, dwie afrykańskie góry stracą swą lodową pokrywę, o ile nie powstrzyma się wylesienia i inwestycji przemysłowych w ich okolicach.

Najwyższa góra Afryki – Kilimandżaro, leżąca na terenie Tanzanii, straciła w ciągu ostatnich 80 lat już 82% swej lodowej pokrywy. Drugi najwyższy szczyt Afryki – Mount Kenia, należąca do niewielu gór znajdujących się w obszarze równika, również mająca trwałą lodową pokrywę, utraciła 92% lodu w ciągu minionych 100 lat – twierdzi Fredrick Njau z kenijskiego stowarzyszenia Zielony Pas, zajmującego się ochroną afrykańskich szczytów.

Kenijskie stowarzyszenie we współpracy z francuską agencją zajmującą się rozwojem pracuje nad projektem, w ramach którego w przyszłych 30 latach na obszarze 2000 hektarów w okolicy Mount Kenia i pasma górskiego Aberdares posadzone zostałyby 2 miliony drzew.

Obie góry są ważnym rezerwuarem wody w Kenii – bierze w nich początek wiele rzek, które są istotnym źródłem wody i znajdują się na nich elektrownie wodne.

Zmiany klimatu, związane z karczowaniem drzew, negatywnie wpłynęły na lodowce na szczycie Mount Kenia. – „Tym, którym zależy na rzekach, powinno zależeć także na tej górze. Niektóre z nich są bowiem sezonowe i mogą wyschnąć” – podkreślił Njau.

Podczas ostatnich 20 lat nielegalnie wycięto drzewa w okolicach góry w celu przeznaczenia tych terenów pod uprawy rolne.

(Ekolist.cz)

Pożary w Indonezji

Setki ludzi modliły się 11 października o deszcz w indonezyjskiej prowincji dotkniętej pożarami, spowodowanymi działalnością farmerów i plantatorów. Ogień płonie od tygodni, powodując dławiący smog – przyczynę chorób ludności, zamknięcia indonezyjskich lotnisk i wreszcie zagrożenia dzikiej przyrody na obszarach chronionych.

W związku z tym indonezyjska ludność postanowiła modlić się w stolicy okręgu Palangkaraya o deszcz, który oczyściłby smog. Prosili o wybaczenie za swoje złe uczynki i wierzyli, że modlitwą uproszą deszcz.

Jednak – jak pokazują próby czynione w przeszłości – niewiele można uczynić, by powstrzymać ogień. Susza w latach 1997-98 przyniosła wiele zniszczeń na dzikich terenach południowo-wschodniej Azji i spowodowała straty miliardów dolarów w sektorze turystycznym.

Indonezja zakazuje technik wycinania i wypalania lasów, praktykowanych przez właścicieli plantacji, hodowców zwierząt czy firmy drzewne, ale ściganie ich zajmuje sporo czasu i jest bardzo trudne.

(Reuters)

Podwoiła się powierzchnia chronionych obszarów w Amazonii

Przedstawiciele brazylijskich władz poinformowali 14 października br., że w ostatnich trzech latach została zwiększona powierzchnia chronionych obszarów w lasach deszczowych Amazonii. Obszary chronione w roku 2003 obejmowały 30 mln hektarów lasu, obecnie natomiast pod ochroną znajduje się 58 mln hektarów, zaś do końca roku liczba ta ma zwiększyć się o kolejne 15 mln. Według dyrektora tamtejszych służb leśnych, Brazylia przeznaczyła już na ww. cele 93 mln dolarów.

Przedstawiciel kampanii amazońskiej w organizacji Greenpeace – Paulo Adario, stwierdził, że rozszerzenie rezerwatów w Amazonii jest przede wszystkim dziełem władz Brazylii. – „Władze wykonały ogromną pracę, gdyż były pod presją społeczeństwa i organizacji ekologicznych” – mówi Adario.

Brazylijska Amazonia, największy tropikalny las dziewiczy na świecie, rozpościera się na 4,1 milionów kilometrów kwadratowych. Jednak według specjalistów, przemysł, wyrąb i rolnictwo zniszczyły już 20% puszczy. Organizacje zajmujące się ochroną środowiska zarzucają władzy, iż wprawdzie opowiada się za jej ochroną, jednak nie robi nic, aby rolnicy czy hodowcy bydła przestrzegali prawa. Jak twierdzi brazylijskie ministerstwo środowiska, tempo zniszczeń obecnie spada.

(Ekolist.cz)

Władze USA zezwalają na działalność kopalni Rock Creek w Montanie

Rządowa agencja The U.S. Fish and Wildlife Service zezwoliła na działalność kopalni srebra i miedzi w północno-zachodniej Montanie, który to problem był przedmiotem kontrowersji przez ponad dwie dekady.

Revett Silver Company – oddział koncernu Revett Minerals, planuje rozpocząć eksploatację 10 tys. ton surowców dziennie w okolicach wzniesień The Cabinet Mountain Wilderness w Montanie, jednego z pierwszych obszarów chronionych, utworzonych na mocy słynnej ustawy z 1964 r., tzw. Wilderness Act.

Zgoda wydana przez federalną Wildlife Agency na budowę kopalni Rock Creek Mine, której koszty są szacowane na ponad 165 milionów dolarów w ciągu 5 lat, jest efektem wieloletnich zmagań między lobby wydobywczym a ekologami broniącymi tego delikatnego i wrażliwego miejsca.

Teren kopalniany zamieszkuje mała i walcząca o przetrwanie populacja niedźwiedzi grizzli, które są chronione Ustawą o Zagrożonych Gatunkach (Endangered Species Act), a także malejąca ilość równie zagrożonych troci.

W decyzji wydanej 13 października The Fish and Wildlife Service stwierdził, że kopalnia nie będzie miała negatywnego wpływu na terytorium niedźwiedzi czy ryb, co ponoć potwierdzają wyniki oceny oddziaływania planowanej inwestycji na środowisko. Szefowie kopalni zobowiązali się, że w ciągu planowanych 35 lat eksploatacji złóż w tym regionie będą stale prowadzić monitoring populacji obu zagrożonych gatunków.

Carson Rife, wicedyrektor firmy Revett, entuzjastycznie przyjął decyzję, mówiąc, że koncern będzie starał się zminimalizować wpływ na środowisko i warunki życia chronionych gatunków. – „Możliwa jest koegzystencja przemysłu i ekosystemu” – stwierdził.

Działacze na rzecz ochrony środowiska już zapowiedzieli odwołanie się od powyższej decyzji do sądu. Twierdzą, iż działalność Rock Creek Mine oznacza zagładę obu zagrożonych gatunków, gdyż nieuchronnie oznaczać będzie zmianę siedlisk pozostałych przy życiu niedźwiedzi oraz zanieczyszczenie rzek, w których trocie żyją i składają ikrę.

The Fish and Wildlife Service w 2003 r. uznał, że działalność kopalni Rock Creek Mine nie wpłynie negatywnie na populacje niedźwiedzi i troci, jednak rok temu sąd federalny orzekł, iż decyzja ta nie była słuszna. Przy wydawaniu dla firmy Revett zgody, The Fish and Wildlife Service uznał, że niezbędne są działania mające na celu złagodzenie wpływu kompanii górniczej na środowisko – i że takie działania powinny być satysfakcjonujące dla sędziów, którzy wydali opinię w roku 2005.

(Reuters)

Czeskie ministerstwo ochrony środowiska zdecyduje, czy chronić dropia

Do końca bieżącego roku ma być przyjęty projekt ochrony cennego ptaka – dropia, w regionie Znojemsko na Morawach w Czechach. Region ten jest północną granicą jego występowania. Dropie przylatują tu z Austrii i gniazdują w okolicach miasta Znojmo, jednak z powodu przeobrażeń antropogenicznych gatunek ten zanika. Ostatnie gniazdo zaobserwowano ok. 10 lat temu. Jeśli działania ochronne nie pomogą, prawdopodobnie niedługo wyginie on w Czechach. W Polsce drop wyginął ok. 1986, obecnie sporadycznie zalatuje do naszego kraju.

(Ekolist.cz)

Opracowanie: Paulina Adamska, Urszula Rychlicka, Radosław Szymczuk