Miesięcznik Dzikie Życie

3/141 2006 Marzec 2006

Ochrona przyrody jest kulturą

Prof. Zbigniew Mirek

Przemówienie z okazji odsłonięcia w Białowieskim Parku Narodowym tablicy pamiątkowej poświęconej profesorowi Januszowi B. Falińskiemu

Na początek chciałem podziękować panu dyrektorowi Józefowi Popielowi za zaproszenie na tę szczególną uroczystość. Szczególną, bo obchody 85 rocznicy istnienia Białowieskiego Parku Narodowego – najstarszego polskiego parku powołanego dla ochrony największej i najcenniejszej europejskiej puszczy – połączone zostały z upamiętnieniem osoby profesora Janusza Bogdana Falińskiego w pierwszą rocznicę Jego śmierci. Odsłonięciem tablicy pamiątkowej pragniemy uczcić wielkiego geobotanika i badacza puszczańskiej przyrody, a równocześnie wielkiego orędownika jej ochrony; orędownika, który całym swym życiem, swą działalnością i swymi dokonaniami, wpisał się w najlepsze tradycje polskiej ochrony przyrody. Przywołujemy pamięć Profesora Falińskiego także jako wieloletniego przewodniczącego Rady Naukowej Białowieskiego PN pamiętając o tym, że przewodniczenie Radzie było naturalną konsekwencją Jego przewodnictwa w badaniach i ochronie; przewodnictwa wyznaczonego wkładem pracy oraz zaangażowaniem intelektu i serca.

Nie zamierzam mówić o Profesorze Falińskim i Jego różnorakich zasługach – w tym gronie są one doskonale znane. Chciałbym natomiast zatrzymać się nad słowami, jakie Dyrekcja Parku niezwykle trafnie wybrała z bogatego dorobku Profesora i umieściła w zaproszeniu na dzisiejszą uroczystość. Mam nadzieję, że tym sposobem powiem o profesorze Falińskim więcej, niż mógłbym to uczynić mówiąc wprost.

We wspomnianym cytacie Profesor pisze tak: „Do ważnych sukcesów kultury w czasach nam współczesnych należy przewartościowanie pojęć na istotę stosunków człowiek – przyroda. Jednym z rezultatów tego przewartościowania jest uznanie zasobów przyrody za dobro ogólnoludzkie oraz zaliczenie ocalałych jeszcze najcenniejszych fragmentów naturalnej przyrody do spuścizny narodowej, na równi z pomnikami kultury i zabytkami historii. Środowisko przyrodnicze, w którym narodził się naród, ukształtowało się państwo, rozwinęło społeczeństwo /.../ To środowisko /.../ zaczynamy wreszcie traktować jako widomego świadka naszych dziejów. Widzimy w nim gniazdo, w którym poszczególnym narodom wypadało żyć i rozwijać się i które zostało im dane raz na zawsze” (Białowieża, luty 1974).

Jak daleko idące jest to przewartościowanie pojęć na istotę stosunków człowiek – przyroda, o którym mówi ów cytat, uzmysławia nam z całą mocą Jan Paweł II, który napisał, że człowiek, aby odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcować z przyrodą. Chodzi, oczywiście, o tę dziką, niezniszczoną jeszcze przez człowieka przyrodę.

Odnaleźć samego siebie, to poznać odpowiedź na podstawowe pytanie o sens własnego istnienia, o cel i istotę własnego życia. Dla przyrodnika badanie i poznawanie przyrody, to przede wszystkim badanie i poznawanie życia biologicznego oraz środowiska, z którym to życie jest nierozłącznie związane i poza którym nie da się go zrozumieć. Ów związek ze środowiskiem dotyczy jednak nie tylko życia biologicznego, ale i życia duchowego. Dla wielu Puszcza Białowieska czy jakakolwiek inna cząstka dziewiczej przyrody, to jedynie wspaniałe laboratorium życia biologicznego i środowisko tego życia oraz miejsce poznawania struktury i funkcji pierwotnych ekosystemów. Tymczasem w obcowaniu z dziką przyrodą poznajemy w sposób głęboki także siebie, i to nie tylko jako byt biologiczny, ale przede wszystkim jako byt duchowy. Pośród dzikiej przyrody znajdujemy odpowiedzi nie tylko na pytania o życie przyrody, o życie biologiczne, ale także odpowiedzi na pytania o najgłębszy sens życia człowieka i wszelkiego stworzenia. Pytając o sens, pytamy o istotę rzeczy, a więc o coś, co przekracza zakres odpowiedzi pozostających w kompetencji nauk empirycznych i nauki jako takiej.

Dzika przyroda, jako środowisko poznania i odnajdywania samego siebie, nie ma alternatywy. Widać to jasno z przytoczonej wypowiedzi Jana Pawła II. Człowiek bowiem, aby odnaleźć i zrozumieć samego siebie, musi (podkreślam słowo musi) nauczyć się obcować z przyrodą. Są w tym cytacie poza owym musi, dwa inne ważne wyrażenia. Jedno, to nauczyć się – wskazuje ono, że potrzebny jest tu wysiłek bycia otwartym i potrzebny jest czas, ponieważ uczenie się jest niekończącym się, rozłożonym w czasie, procesem. Drugie zaś – obcować – podpowiada, że ów proces wymaga bycia bardzo blisko (w tym przypadku – blisko przyrody) i to przez dłuższy czas, niemal na co dzień.

Jeśli człowiek zaczyna rozumieć siebie dopiero w kontakcie z dziką przyrodą, to znaczy, że zaczyna siebie rozumieć nie tylko jako byt biologiczny, ale przede wszystkim jako byt duchowy. Jest to rozumienie, które jest równocześnie kształtowaniem. Żyjąca własnym rytmem dzika przyroda ma bowiem przedziwną moc nie tylko objawiania nam, kim jesteśmy, ale także równoczesnego kształtowania naszego serca, naszej duszy, naszej wyobraźni i naszej wrażliwości zarówno estetycznej, jak i etycznej czy religijnej. To ona wprowadza nas w przestrzeń tajemnicy – bo życie jest ostatecznie nie dającą się do końca zgłębić tajemnicą. Zaczynamy rozumieć, że tajemnicą jest zarówno otaczający nas świat, jak i my sami i każdy żyjący obok nas człowiek. Świat tajemnicy domaga się wtajemniczenia, zapomnianej dziś formy poznania poszukującej przestrzeni ciszy i kontemplacji.

Przyroda, ta dzika, w szczególności przyroda puszczańska, jest w tym względzie jak najlepszy mistrz, który nie tylko wprowadza w przestrzeń kontemplacji, ale też harmonijnie łączy w spójną całość poznanie, rozwój, wychowanie i kształtowanie wszystkich wymiarów ludzkiego życia.

Można zapytać, czy takie spojrzenie na przyrodę i aż tak daleko idące przewartościowanie pojęć na istotę stosunków człowiek – przyroda, nie jest zbyt skrajne i w pewnym sensie szokujące? Na pozór może się tak wydawać, ale autorytet Jana Pawła II pozwala nam wierzyć, że nie posuwamy się za daleko. Szczególnie wówczas, gdy uzmysłowimy sobie, że to przecież w obrębie przyrody, doskonalonej na drodze ewolucyjnych przemian w ciągu czterech miliardów lat, z prostych bezkomórkowych form powstały wysoko uorganizowane i niebywale różnorodne formy życia, a w końcu, z tejże przyrody – „z prochu ziemi”, jak mówi obrazowo Księga Rodzaju – został wyprowadzony człowiek, najdoskonalszy jej owoc, korona stworzenia; byt nie tylko biologiczny, ale równocześnie duchowy, rozumny i wolny; byt zdolny wpisać się twórczo w logikę życia i w logikę jego rozwoju. Zostaliśmy poczęci w łonie przyrody, aby kontynuować dzieło życia i służyć mu wedle jego własnej, wewnętrznej logiki – nie zaś naszych na to życie pomysłów. Któż zatem mógłby mieć większy tytuł do pouczania nas o tym, kim jesteśmy i czym jest nasze życie, jeśli nie ta, która nas zrodziła, która wydała nas na świat jako swój owoc najdoskonalszy.

Głęboka mądrość pozwoliła rozpoznać w dzikiej przyrodzie „piątą ewangelię”, a więc Księgę Życia stanowiącą doskonałe źródło wiedzy o życiu prawdziwym.

Dzika przyroda mówi nam nie tylko o sobie, nie własną li tylko historię nam opowiada. Ona, jak nikt inny, zdolna jest odkryć przed nami najgłębszą prawdę naszego życia i ukazać jego istotę; zdolna objawić naszą tożsamość. Ale język, którym przemawia, jest subtelny, tajemny, pełen zaszyfrowanych znaczeń. By go usłyszeć i zrozumieć, potrzebne jest owo obcowanie, długotrwała bliskość, wyciszenie, kontemplacyjne zasłuchanie, skupiona i czujna obecność uważnego badacza. Bo księgę przyrody, jako księgę życia, czyta się tak, jak każdą inną księgę Ewangelii. Pytanie tylko, kto dziś, pośród zgiełku pędzącej na oślep cywilizacji, potrafi tak właśnie czytać ową księgę przyrody i kto pamięta jeszcze, czym jest prastare lectio divina, które budowało przez wieki duchowy fundament europejskiej kultury.

Przyroda, jak każdy mądry mistrz, nie oferuje nam li tylko teoretycznej wiedzy. Ona raczej udziela nam siebie jako środowiska prawdy, miary dobra i wzorca piękna; jest środowiskiem naszego wzrostu i rozwoju, naszej duchowej formacji. Ona uczy nas także właściwej miary. W jej obecności przestajemy pragnąć tego wszystkiego, co dla autentycznego życia i naszego spełnienia nie jest konieczne. Czyż nie w takim właśnie postrzeganiu przyrody przejawia się z mocą owo przewartościowanie pojęć na istotę stosunków człowiek – przyroda; czy nie w tym właśnie tkwi głęboki sens ochrony puszczańskiej przyrody i uznania Puszczy Białowieskiej za dobro ogólnoludzkie?

Objęcie przed 85 laty tego ogólnoludzkiego i ogólnonarodowego dobra ochroną w formie parku narodowego było rzeczywiście dobrą nowiną dla odradzającego się wówczas państwa polskiego; dobrą, bo przecież miejsca takie jak Puszcza są nie tylko ostojami dziewiczej natury, ale także kolebkami kultury wrażliwej na życie. A naród bez takiej właśnie kultury nie może istnieć. Bo naród, podobnie jak pojedynczy człowiek – i to także przypomniał nam Jan Paweł II – na pytanie kim jest, odpowiada własną kulturą. Można zasadnie zapytać, czym odpowiemy, jeśli zniszczymy miejsca, gdzie rośnie i dojrzewa w ludzkich sercach kultura prawdziwa, wrażliwa na życie i wobec niego służebna. Naród, aby żyć, musi zachować miejsca, które będąc pamięcią, źródłem i środowiskiem życia, są równocześnie kolebkami i gniazdami kultury. Jakże dobitnie mówią o tym znane słowa Stefana Żeromskiego, które tu w Białowieży brzmią ze szczególną mocą: „Puszcza /.../ ma pozostać na wieki jako twór nietykalny /.../ wielki oddech ziemi i żywa pieśń wieczności. Puszcza jest ani twoja, ani moja, ani nasza, jeno Boża, święta”. Tak! Puszcza jest święta, bo broni życia, które dla każdej zdrowej cywilizacji, każdej kultury i każdego narodu musi być święte. Życie jest świętością i nietykalne muszą pozostać także jego ostoje – miejsca, gdzie ono powinno trwać i rozwijać się wedle własnych praw i własnej wewnętrznej logiki. Naród bez świętości jest narodem bez przyszłości; jest bowiem narodem bez kultury i jako taki, jest skazany na zagładę.

Profesor Janusz Bogdan Faliński, tak jak wybrał niegdyś tę Puszczę na miejsce życia, tak wybrał ją też na miejsce wiecznej służby. Chciał tu pozostać wiedząc, że Jego służba dla Puszczy wcale się nie kończy. Dziś, przez tę upamiętniającą Jego życie tablicę, staje On tu – tyleż symbolicznie, co i całkiem realnie – na straży nietykalności i świętości Puszczy. Staje z przesłaniem, którym jest Jego własne życie; staje w miejscu również symbolicznym, bo u wrót rezerwatu ścisłego, w miejscu wyznaczającym swoistą granicę między sacrum i profanum. Staje ze swoim ochroniarskim non possumus, by bronić kultury prawdziwej i cywilizacji życia, by bronić tym samym polskiej racji stanu.

prof. Zbigniew Mirek

Powyższy tekst nie jest związany z materiałem dyskusyjnym wokół Puszczy Białowieskiej ze stron 4 i 5. Prof. Zbigniew Mirek nadesłał go do redakcji Dzikiego Życia niezależnie, nie wiedząc o publikacji tego materiału.