Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/157-158 2007 Lipiec / sierpień 2007

Krogulec

Piotr Woźniak

Światło, mdłe i drgające na porannych kroplach, zagląda do zakamarków świerkowej drągowiny. Drzewo z gniazdem krogulca lekko kołysze się na wietrze szumiącym powyżej. To ubogi biotop, gdzie spotyka się nieliczne gatunki ptaków, jak sikory, mysikróliki czy dzięcioły; cienisty, często wręcz mroczny, praktycznie pozbawiony podszytu, a rzadko wzbogacony runem. Środowisko to bez wyjątku nazwiemy sztucznym tworem. Mimo niewątpliwie złego wpływu takiego jednolitego i jednowiekowego skupiska drzew na cały las, trzeba przyznać, że obecność drągowin wpływa na zwiększenie populacji krogulca.

Ptak ten bardzo chętnie gnieździ się w tym środowisku, znajduje tu kryjówkę dla swego lęgu. O ile pokrewny gatunek – jastrząb – buduje gniazda przede wszystkim na wysokich, starych świerkach lub modrzewiach, to krogulec umieszcza swą konstrukcję często na wysokości zaledwie pięciu metrów. Krogulec jest tak samo narażony na wiele negatywnych czynników występujących w środowisku naturalnym, jak każdy inny ptak. Ma swoich wrogów, podlega niesprzyjającym skutkom pogodowym, a nade wszystko cierpi z powodu penetracji oraz eksploatacji prowadzonej przez człowieka. Lęgom krogulca często zagraża zagłada ze strony ludzi prowadzących wiosenne prace leśne. Trzebież, czyli przerzedzanie młodego drzewostanu, przeprowadza się zwykle w kwietniu, kiedy drapieżca rozpoczyna budowę gniazda. Bardzo rzadko pracownicy leśni zdają sobie sprawę z obecności tego ptaka – niewielki, szybki i skryty krogulec przemyka między drzewami, dając znak swego istnienia jedynie wysokim, pełnym rozpaczy głosem.

Krogulec

Krogulec. Fot. Maciej Narczyński

Pewnego roku w kwietniu, który jest miesiącem budowy gniazda, dwukrotny powrót zimowych zawieruch znacznie opóźnił powstanie kolebki dla potomstwa. Na domiar złego, do zacisznego zakątka wybranego przez samca, wtargnęli ludzie z piłami i siekierami. Przez ponad dwa tygodnie śpiew sikor, kosów i drozdów śpiewaków był zakłócany przez hałas powstały przy wycince i czyszczeniu drągowiny. Zgrzyt, jęk pił, głuchy odgłos rąbania i ludzkie krzyki musiały być dla ptaków kakofonią nie do zniesienia. Porzuciły budowę gniazda. Przeniosły się w inne miejsce, lecz i tu zgiełk napawał je trwogą. Jednak tym razem instynkt budowy był już tak silny, że para nie poniechała pracy i na wątłym świerku zaczęła powstawać nowa konstrukcja. Każdego poranka rozpoczynały krzątaninę przy gnieździe. Na szczęście robotnicy przychodzili nieco później, kiedy krogulce przerywały budowę. I tak oto finał prac leśnych zbiegł się w czasie z końcem powstawania gniazda. Gdy nastał wreszcie spokój, w okrągłej, niezbyt głębokiej czarce gniazda pojawiło się najpierw jedno, a po dwóch dniach następne krogulcze jajo. I to było całe zniesienie – niewielkie, bowiem przeważnie składa się z 5-6 jaj.

Krogulec jest ptakiem o bardzo ciekawych obyczajach i chociaż należy do poligamistów, a zatem pary nie pozostają w trwałych związkach, to jednak obserwując rodzinne życie pary nikt nie odgadłby, iż samiec każdego roku zakłada gniazdo z nową partnerką. On utrzymuje terytorium lęgowe, a jeśli zginie, obejmuje je któryś z młodocianych samców bez własnego lęgowiska. Każdej wiosny jest też budowane nowe gniazdo, zwykle blisko starego, gdyż drągowiny, które zamieszkuje, odpowiadają mu tylko w pewnym przedziale wiekowym. Później są zbyt stare i przerzedzone, by mogły sprostać wymaganiom krogulca.

Samica krogulca nie siada na pierwszym zniesionym jaju. Składnie jaj nie jest lekką czynnością i krogulczyca musi się niemało przy tym namęczyć. Z pewnością odczuwa bóle i po takim akcie potrzebuje 1-2 dni odpoczynku. Tak jak przy budowie gniazda, tak i dla znoszenia jaj preferowaną porą jest przedświt i świt. Pomimo tego, że jaja nie są przez kilka dni ogrzewane, nic im to nie szkodzi, ponieważ zarodek nie jest jeszcze rozwinięty.

fot. Andrzej Ginalski

Biotop krogulca. Fot. Andrzej Ginalski

Gniazdo zawierające pełne zniesienie, to najważniejsze miejsce dla krogulczycy. Nie ma w tym przesady; na 30-34 dni inkubacji ptak ten zostaje dosłownie “przykuty” do gniazda instynktem wysiadywania. Pewna samica miała nieszczęście złożyć niezalężone jaja. Pełna poświęcenia i wyczerpana wysiadywała je przez ponad dwa miesiące. W czasie wysiadywania krogulczyca ma okazję do zmiany upierzenia – po dwóch tygodniach gniazdo usłane jest jej piórami.

Coroczny, nowy związek krogulców, wymaga wzajemnego zgrania partnerów i ustalenia podziału obowiązków rodzicielskich. Początek lęgu, składania i wysiadywania jaj, jest okresem, gdy samiec przyzwyczaja towarzyszkę do określonych reguł. Otóż ma on w zwyczaju przynosić zdobycz w pobliże gniazda na pieniek, zwalone drzewo lub konar, które to miejsce wybiera na spotkanie z samicą w celu przekazania jej pokarmu. W pierwszych dniach, gdy samiec wabi, by przywołać wysiadującą samiczkę, jej reakcja nie następuje zbyt szybko. Samiec rozgląda się zniecierpliwiony i nieraz dopiero po kilku minutach doczekuje przylotu swej połowicy. Jego głos wabiący jest znacznie cichszy od alarmowego, a krogulczyca odpowiada nań przeciągłym, miauczącym trelem. Po tygodniu jej przylot na wezwanie samca następuje natychmiast; gdy tylko usłyszy pierwsze sylaby wabienia, już z gniazda odpowiada swym kwileniem i w dwie, trzy sekundy jest na miejscu spotkania. Moment przekazania ofiary to często prawdziwe widowisko: samica podlatuje do partnera, wyciąga szpony przed siebie, rozszerza sterówki w ogonie, a wszystko razem wygląda tak, jakby miała zamiar napaść na samca. On jednak w ostatniej chwili, dosłownie w ułamku sekundy podrywa się do góry, podrzucając jednocześnie ofiarę, którą krogulczyca sprawnie łapie w powietrzu.

Przez dwa miesiące – od momentu złożenia jaj do chwili, gdy pisklęta osiągną wiek 2-3 tygodni – na samcu spoczywa główny ciężar zaopatrywania rodziny w żywność. Najpierw musi dbać o wysiadującą samicę i siebie, a później także o wylęgłe, małe pisklęta. Samiec nie karmi ich, więc gdyby matka zginęła, nie byłby w stanie zadbać o potomstwo. Samiec rzadko pojawia się na gnieździe, a jeśli już, to nie przebywa na nim dłużej niż kilka sekund. Gdy samica wysiaduje jaja, samczyk czasem po oddaniu jej łupu podlatuje do jakiejś cienkiej gałązki świerka, podwiesza się pod nią zaczepiając szponami i ciężarem ciała obłamuje, po czym zanosi na gniazdo. Kiedy pisklęta są już na tyle duże, że samica zaczyna polować, ojciec rodziny znowu przylatuje do gniazda, aby zostawić tam zdobycz. Duże, wypierzone młode urządzają mu niezwykłe przyjęcie, kiedy nadlatuje z pokarmem: gdy tylko osiągnie gniazdo, rzucają się na niego, zamykając w kotle swych ciał. Zgłodniałe pisklęta odbierają ojcu ofiarę piszcząc w najwyższym podnieceniu, zaś samiec stara się jak najszybciej uwolnić spod skrzydeł swych pociech.

Małe krogulce lęgną się z częstotliwością mniej więcej jednego dnia. Klucie trwa przeważnie 24-48 godzin. W rozbiciu wapiennego pancerzyka pomaga pisklęciu narośl na czubku dzioba, tzw. ząbek jajowy, który zanika po kilku dniach. Pisklęta są pokryte białym, gęstym i krótkim puchem. Oczy otwierają po paru godzinach od wyklucia. Przez pierwszy tydzień są tak malutkie, że całkowicie chowają się w czarce gniazda i nieporadnie próbują podnosić główki. Świeżo wyklute pisklę waży ok. 14 gramów, podczas gdy jego matka ok. 250. Przez pierwsze kilkanaście dni samica cały czas przebywa z pisklętami. Karmi je delikatnymi kęsami z drobnych ptaków, upolowanych przez samca. Początkowo matka prawie cały czas okrywa małe swym ciałem. Poza tym dużo uwagi poświęca pielęgnacji upierzenia. Jej głowa nieustannie obraca się we wszystkich kierunkach, intryguje ją każdy ruch i dźwięk: gałęzie poruszane wiatrem, przelatująca sójka, pobliski głos sikory. Reaguje nawet na wypróżnianie się piskląt. Gdy młode są już podrośnięte, mają ok. trzy tygodnie, matka coraz częściej wypuszcza się na polowanie. W pobliżu gniazda posiada zwykle ulubione, wysokie drzewo, na którym przesiaduje, zwłaszcza rano i wieczorem. Jest to jej punkt obserwacyjny, z którego widzi okolicę miejsca lęgu. Przelatujący jastrząb lub kruk wywołuje u krogulczycy wzmożoną czujność: ptak spłaszcza się na gałęzi i pilnie wpatruje w lot intruza. Bywa, że zaniepokojona zrywa się i przelatuje obok gniazda krzycząc trwożnie. Pewna samica długo nie mogła dojść do siebie po tym, jak kilkanaście metrów od jej gniazda jastrząb rozerwał gołębia, pozostawiając kupkę piór. Niejednokrotnie krogulce padają ofiarą swych większych krewnych, obawy są zatem w pełni uzasadnione i dotyczą nie tylko lęgu.

Piotr Woźniak