Miesięcznik Dzikie Życie

11/185 2009 Listopad 2009

Wieści z kraju

Opracowanie Radosław Szymczuk

Bieszczadzki Park Narodowy zawieszony w sieci PANParks

Bieszczadzki Park Narodowy stracił certyfikat PANParks i zawieszono jego współpracę z siecią.

Zgodnie z komunikatem Fundacji PANParks, przyczyną zawieszenia certyfikatu był brak gotowości Parku do wdrożenia Zasad 4 i 5 PANParks, dotyczących zrównoważonego rozwoju turystyki i tworzenia partnerstwa lokalnego.

PANParks to inicjatywa i fundacja promująca ochronę przyrody w powiązaniu z rozwojem „turystyki wysokiej jakości” w parkach narodowych Europy. Fundacja PANParks (swoją genezą związana z ekologiczną organizacją WWF) przyznaje parkom narodowym w Europie (na ich wniosek) certyfikaty na podstawie ustalonych Zasad i Kryteriów. Dotyczą one walorów przyrodniczych, właściwego zarządzania i chronienia przyrody, zarządzania ruchem turystycznym, inspirowania zrównoważonego rozwoju turystyki i budowy lokalnych partnerstw okołoturystycznych.

Inicjatywa PANParks jest blisko związana z ideą „ochrony dzikości i naturalności” (wilderness areas). Istnienie w parku odpowiednio dużych obszarów pozostawionych bez ingerencji człowieka (wilderness), stanowi jedno z kryteriów certyfikacji – traktowane jako kluczowy element idei PANParks. PANParks postrzega jednak „wilderness” nie tylko jako wartość przyrodniczą, ale również jako wartość ważną dla zaspokojenia ludzkich potrzeb, możliwą do przełożenia na rozwój elitarnej turystyki przyrodniczej wysokiej jakości, przeciwstawionej masowej turystyce, nieuwrażliwonej na przyrodę. Taka turystyka jest z kolei postrzegana jako sposób na zapewnienie trwałości ochrony parku i wpisanie jej w dążenia lokalnych społeczności.

Bieszczadzki PN uzyskał certyfikat PANParks w 2002 r. jako jedyny polski park narodowy oraz jako jeden z pierwszych w ogóle za skuteczną ochronę dzikich obszarów i zarządzanie przyrodą. Sieć PANParków liczy obecnie 10 parków z różnych krajów Europy.

(Klub Przyrodników)

Naukowcy przeprowadzą badania nad łosiami

Łosie powodują coraz więcej kolizji na drogach. Niszczą też uprawy leśne. Jak temu zapobiec oraz w jaki sposób chronić te zwierzęta – odpowiedź na te pytania to główny cel badań, które prowadzić będą białostoccy naukowcy. Badania zostaną wykonane na zlecenie Ministerstwa Środowiska. Od 2001 r. w Polsce obowiązuje moratorium, czyli całoroczny zakaz strzelania do łosi.

Naukowcy z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku będą w ramach projektu prowadzić inwentaryzację łosi zimą: będą tropienia po śladach na śniegu, pędzenie zwierzyny w lasach, a także liczenie z samolotów podczas lotów nad Bagnami Biebrzańskimi.

Naukowcy będą badać łosie we wszystkich miejscach w Polsce, gdzie one występują. Chcą sprawdzić, skąd pochodzą łosie w danym miejscu, którędy się te zwierzęta poruszają. Prowadzone będą też badania genetyczne.

Województwo podlaskie to region, gdzie łosi jest najwięcej w Polsce. Z dotychczasowych danych wynika, że w Biebrzańskim Parku Narodowym jest ich około 600, a w sąsiedniej Puszczy Augustowskiej – ok. 500.

Łosie bardzo często wychodzą na drogi, gdzie dochodzi do wypadków i kolizji z ich udziałem. Ofiarami są i ludzie, i zwierzęta. Leśnicy i rolnicy narzekają, że łosie masowo niszczą młode lasy sosnowe.

Leśnicy wystąpili kilka miesięcy temu do ministra środowiska z wnioskiem o zniesienie moratorium na odstrzał łosi. Poparła ich Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku. Ministerstwo Środowiska uznało jednak, że do czasu zakończenia badań naukowych, które mają pokazać kierunki postępowania na przyszłość, zgody na odstrzały – poza pojedynczymi przypadkami – nie będzie.

(PAP)

Pomysły na betonowanie Dunajca

Na Dunajcu może powstać nawet kilkadziesiąt elektrowni wodnych.

Najwięcej – aż 22 – prywatni inwestorzy planują zbudować pomiędzy zbiornikiem w Czchowie i ujściem do Wisły na północ od Tarnowa. Kolejne 11 miałoby powstać na górskim odcinku rzeki pomiędzy Nowym Targiem a Nowym Sączem. Wystarczy, że po pozytywnym zaopiniowaniu norm technicznych elektrowni przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej pozwolenie na budowę wyda miejscowy samorząd. Na budowę zapory wraz z niewielką elektrownią na Dunajcu zgodziły się już władze Łącka.

Podobne plany jak Łącko mają inne miejscowości regionu, m.in. Tylmanowa w gminie Ochotnica Dolna, Krościenko, Dębno, Nowy Targ. Również na dwóch dopływach Dunajca – Białym i Czarnym Dunajcu – ma powstać kolejnych dziesięć elektrowni.

Budowanie małych elektrowni stało się atrakcyjne po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, kiedy to zobowiązaliśmy się, że część energii będzie produkowana z odnawialnych źródeł. W 2005 r. zostało przyjęte nowe prawo energetyczne, które zwolniło z opłat „przedsiębiorstwa energetyczne wytwarzające energię elektryczną w odnawialnych źródłach energii o mocy nie przekraczającej 5 MW”. Małe elektrownie mają właśnie taką moc maksymalną. W dodatku inwestorzy mogą ubiegać się o dotację unijną i uzyskać pożyczki na preferencyjnych warunkach.

„Dla rzeki powstanie tylu elektrowni wodnych byłoby tragedią. Korytarz ekologiczny, jakim jest Dunajec, zostałby przerwany aż w 33 miejscach betonowymi progami. To w praktyce oznacza zagładę dla większości ryb” – mówi doc. dr hab. Grażyna Mazurkiewicz-Boroń z Instytutu Ochrony Przyrody PAN, członkini Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego.

Tuż przed zamknięciem numeru dotarła do nas informacja, że minister środowiska, Maciej Nowicki, wstrzymał wszelkie działania związane z procesem inwestycyjnym, dotyczącym budowy małych elektrowni wodnych na Dunajcu, prowadzone przez Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej i Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Po spotkaniu w tej sprawie ministra z przedstawicielami KZGW oraz Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i rozpatrzeniu wszystkich aspektów przyrodniczych i prawnych takich inwestycji. Zdecydowano, że małe elektrownie wodne mogą być lokalizowane jedynie na dotychczas istniejących piętrzeniach. Pod nadzorem KZGW przygotowany zostanie plan działań, które umożliwią zmiany w prawie regulującym powstawanie małych elektrowni wodnych na rzekach w Polsce. Jednocześnie wydane dotychczas dla takich inwestycji decyzje środowiskowe zostaną poddane audytowi, szczególnie pod kątem oddziaływania skumulowanego inwestycji (jeśli znajdują się blisko siebie). Uzgodniono także konieczność opracowania strategicznej oceny oddziaływania na środowisko dla dorzecza Dunajca.

(„Gazeta Wyborcza”)

Nowy skład Państwowej Rady Ochrony Przyrody

W związku z zakończeniem kadencji Państwowej Rady Ochrony Przyrody (2004–2009), minister środowiska powołał nowy jej skład na lata 2009–2014. Przewodniczącym rady wybrano prof. dr. hab. Andrzeja Bereszyńskiego.

Zastanawiający jest brak w radzie Pawła Pawlaczyka z Klubu Przyrodników, zastępcy przewodniczącego w kadencji 2004–2009. Był on jednym z najbardziej aktywnych członków Rady, to głównie dzięki jego staraniom PROP wydała m.in. opinię w sprawie Rospudy, co tak rozsierdziło byłego ministra Jana Szyszko, że szukał sposobu, by odwołać w trakcie kadencji całą Radę lub przynajmniej niektórych jej członków.

Znalazły się natomiast w nowym składzie PROP takie osoby, jak były naczelnik Lasów Państwowych, dr inż. Ryszard Kapuściński, do którego można mieć wiele zastrzeżeń. Mimo wszystko mamy nadzieję, że Państwowa Rada Ochrony Przyrody kadencji 2009–2014 podąży śladem poprzedników i będzie stała na straży przyrody oraz wpisze się w wieloletnią tradycję PROP.

Warto przypomnieć, że do dorobku PROP kadencji 2004–2009 należą m.in. opracowanie „100 problemów polskiej ochrony przyrody”, udział w pracach legislacyjnych i dziesiątki pożytecznych dla przyrody korekt do projektów ustaw i rozporządzeń, rekomendacje w sprawie parków narodowych i ich zadań ochronnych, rekomendacja w sprawie cięć sanitarnych w rezerwatach i parkach narodowych, wspieranie tworzenia sieci Natura 2000, praktyczne stworzenie wskazań do dobrego wdrożenia CITES, obrona parków narodowych przed pomysłami przyłączenia ich do Lasów Państwowych oraz akcentowanie potrzeby ochrony przyrody morza.

Opracowanie: Radosław Szymczuk