Miesięcznik Dzikie Życie

9/183 2009 Wrzesień 2009

Emocje i metoda, czyli krótko o edukacji ekologicznej w wydaniu Dietera Birnbachera

Hanna Schudy

O sensowności długofalowego propagowania etyki ekologicznej nie trzeba długo przekonywać kogoś, kto kiedykolwiek był lub mieszkał w krajach Europy Zachodniej. Trudno nie zazdrościć krajom zachodnim tego, że ochrona przyrody jest tam na poziomie zachowań ludzi nie tylko postulatem, ale realną praktyką życia codziennego. Co więcej, daje się nawet zaobserwować modę na bycie „eko” czy też „bio”. Nie wspominając już o tym, iż przy okazji wyborów do organów władzy różnego szczebla, „zielona polityka” jest zawsze obecna oraz entuzjastycznie promowana również przez osoby nie starające się bezpośrednio o „stołki”, czyli przez młodzież szkolną i akademicką.

Polska to jednak inny kraj. Pod względem świadomości ekologicznej, i co ważniejsze – gotowości do działania w zgodzie z zasadami ochrony środowiska, daleko nam do wielu krajów europejskich. Trudno się jednak dziwić, jeżeli w naszym kraju przez wiele lat zagadnienie ochrony środowiska kojarzone było z „żabkami” i „zajączkami”, a ci odważniejsi, zwracający uwagę na to, że coś tu jednak jest nie tak, mogli spotkać się z epitetem „zwariowany ekolog” lub w najlepszym wypadku z pobłażliwym uśmieszkiem. My, Polacy, byliśmy jednak długi czas przez samą władzę wychowywani do instrumentalnego i nieodpowiedzialnego traktowania przyrody, co widać jak w zwierciadle w niezapomnianym filmie Krzysztofa Kieślowskiego pt. „Blizna” z 1976 r.

Idea stosunku człowieka wobec przyrody – nowoczesny program naukowo-technologicznego wyzwolenia człowieka od pracy oraz z zależności od przyrody – która stała za projektem realnego socjalizmu, wystarczająco mocno ustrukturyzowała naszą świadomość i uczucia wobec przyrody. Musimy się zatem liczyć z tym, że cele ochrony środowiska i postulowana postawa człowieka wobec przyrody będą wymagały wiele pracy i cierpliwości.

Emocje nas motywują

Edukacja ekologiczna jest w Polsce wciąż traktowana jako przyjemna forma spędzenia czasu, który można by przecież przesiedzieć w szkolnej ławie. Trudno jednak zakwalifikować tę formę edukacji jako przedmiot, który trzeba zaliczyć. Przede wszystkim bowiem omawiana edukacja jest rodzajem wychowania do wartości i do odpowiedzialności, procesem, który trwa nierzadko wiele lat i obejmuje formy, które na pierwszy rzut oka nie przypominają nauki, przynajmniej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Oprócz wiedzy przyrodniczej, liczy się przede wszystkim wykształcenie w młodym człowieku zdolności do emocjonalnego reagowania na przyrodę, zwłaszcza tę najbliższą, lokalną. Emocje wykazują bowiem niesamowitą moc wspierającą motywację do działania.

Dzięki emocjom świat zaczyna być odbierany w kategoriach celu i motywu, pojawia się również nasze oczekiwanie względem pewnych rzeczy, osób, sytuacji. Mimo iż podstawowe reakcje emocjonalne, takie jak np. strach przed wężem, są wrodzone, to warto zaznaczyć, że w przypadku człowieka każdy przedmiot może zostać oceniony w kategoriach wartości i wywoływać reakcję emocjonalną. Zakres przedmiotów stanowiących bodźce wywołujące w nas emocje nawołujące do zajęcia stanowiska w danej sytuacji – na które składają się również te wzywające nas do odpowiedzialności – nie jest zatem stały, bowiem poszerza się na wskutek ciągłego nabywania doświadczeń emocjonalnych.

Motywują również warunki społeczno-kulturowe

Jeżeli rzeczywiście jest tak, jak zaznaczone zostało powyżej, istnieje nadzieja, iż odpowiedzialność za środowisko przyrodnicze w naszym kraju to kwestia wykształcenia odpowiednich kompetencji, jaką odpowiedzialność niewątpliwie stanowi. Co jednak równie ważne, i co może okazać się prawdziwym wyzwaniem dla edukacji ekologicznej w warunkach współczesnej „kultury prędkości” (hasłowo wyrażonej jako fast food, fast car, fast sex), to wykształcenie w człowieku zdolności do myślenia w kategoriach przyszłości.

Może wydać się to banalne – przecież każdy rozsądny człowiek myśli o przyszłości. W przypadku jednak ochrony środowiska, która zachodzi tematycznie na obszar problematyki związanej z przyszłymi pokoleniami, chodzi jednak o coś, do czego nie jesteśmy przygotowani chociażby z punktu widzenia naszego uposażenia genetycznego. W przypadku działania ze względu na przyrodę i przyszłe pokolenia, chodzi tutaj nie o emocjonalny stosunek do naszej przyszłości, ani przyszłości naszych dzieci, lecz o przyszłość obcych ludzi, być może należących do innej kultury, innego wyznania itp. Dieter Birnbacher, niemiecki filozof i bioetyk, zaznacza jednak, że istota ludzka posiada dyspozycję wykraczania poza chwilę teraźniejszą, poza „obecność” zdarzeń, ponieważ może je w wyobraźni uobecniać, przywoływać.

Istota, która uczy się moralności

Człowieka – rozumianego w kategoriach idealnych – rzeczywiście stać na to, aby myślał i działał w perspektywie przyszłości. Dla przysłowiowego Kowalskiego, uwarunkowanego społecznie i ekonomicznie, odpowiedzialność za przyszłość może być jednak problematyczna. Kowalski może bowiem zapytać, dlaczego kraje rozwijające się, a szczególnie konkretni ludzie, mieliby popierać ochronę nieznanych im gatunków, pozbawionych znaczenia symbolicznego i materialnego, podczas gdy oni sami pozostają w niesprzyjających warunkach socjo-ekonomicznych? Wymagania, jakie stawia się ludziom żyjącym z dnia na dzień, jak i pojęcia używane w dyskursie ochrony środowiska, są często zbyt abstrakcyjne dla społeczeństw nastawionych na przetrwanie. Tylko niektóre społeczeństwa mogą sobie pozwolić na argumentację w sprawie ochrony środowiska, posługującą się przesłankami z dziedziny estetyki i filozofii.

Wracając jednak do umiejętności myślenia w kategoriach przyszłości: kompetencja ta zdaje się odgrywać kluczową rolę w odpowiedzialnej postawie wobec środowiska przyrodniczego. Podkreślam tę kwestię dlatego, iż przyszłość i oszczędzanie są może i dobrym hasłem reklamowym firm ubezpieczeniowych i banków, jednak z punktu widzenia strategii konsumpcjonizmu są to postawy, które stoją w poprzek pożądanemu ciągłemu nienasyceniu. Również w tej dziedzinie edukacja ekologiczna ma zatem wiele do zrobienia.

Wagę wykształcenia w podmiocie moralnym zdolności do rezygnacji z potrzeb i zachcianek podkreślają twórcy etyki środowiskowej, tacy jak chociażby Rachel Carson czy Arne Naess, którzy nierzadko poszukiwali inspiracji w filozofii u takich autorów, jak Nietzsche, Emerson czy Thoreau. Filozofowie ci podkreślali zarówno wagę poszukiwania więzi ze światem przyrodniczym, jak i ascetyzmu potrzeb. Najwyraźniej bez umiejętności mądrego oszczędzania, planowania i myślenia o przyszłości – kompetencji kluczowych – ochrona przyrody pozostanie postulatem i tylko tym.

Dlaczego mamy chronić przyrodę?

Wykształcenie emocjonalnego kontaktu człowieka ze środowiskiem naturalnym to jednak nie wszystko. Oprócz tego, że my sami możemy kierować się w działaniu dyrektywami uwzględniającymi wartość przyrody, to jednak w dyskusji na szczeblu państwowym i międzynarodowym odwoływanie się do immanentnej wartości przyrody i emocji nie jest ani jedynym, ani najlepszym rozwiązaniem. Ważne jest zatem, aby uczyć młodych ludzi argumentacji, uzasadniania swoich przekonań dotyczących ochrony środowiska przy odwoływaniu się do zasad, które mogłyby zostać uznane za uniwersalnie ważne.

Właśnie do tego namawia niemiecki bioetyk Dieter Birnbacher, którego filozofię polski czytelnik mógł poznać m.in. dzięki książce „Odpowiedzialność za przyszłe pokolenia” (Oficyna Naukowa). Uważa on, iż etyka i racjonalność idą w parze, etyka powinna zatem dostarczyć metody uzasadniania, w jakim sensie nasze wypowiedzi dotyczące środowiska przyrodniczego są wypowiedziami nie tylko z gruntu biologii, ale także etyki oraz na jakiej podstawie moglibyśmy sobie i innym powiedzieć, jak żyć powinniśmy. Filozofia nie jest bowiem żadnym objawieniem, lecz racjonalną metodą rozwiązywania problemów praktycznych w sposób dostępny nie tylko „wtajemniczonym”, ale wszystkim użytkownikom języka.

Stanowisko Birnbachera można zakwalifikować jako antropocentryzm. Czy jednak ochrona przyrody i etyka środowiskowa konsekwentnie muszą oznaczać odejście od antropocentryzmu? Co ważne, Birnbacher uznaje za wartość to, co jest już zawsze dla kogoś wartością (również wyższych kręgowców), dystansuje się zatem od koncepcji wartości immanentnej przyrody. Nie zmienia to jednak faktu, iż elementy środowiska przyrodniczego mogą być oceniane jako wartościowe. Są to jednak sprawy rozpatrywane również z punktu widzenia nauki i ekonomii, a nie tylko samej natury. Nie to jest zatem problemem, że postrzegamy przyrodę w kategoriach ekonomicznych, lecz to, że pewne dobra przyrodnicze są traktowane jako odnawialne, gdy faktycznie takimi nie są.

Niszczenie środowiska przyrodniczego oznacza więc w wielu przypadkach ograniczanie możliwości życia przyszłych pokoleń. Z tego właśnie powodu działanie to może być oceniane w kategoriach moralnych. Dlatego, jeżeli coś jest dla nas dzisiaj oceniane jako pożądane, a przy tym jest to wyczerpywalne, powinniśmy przywracać owe dobro dostępnymi technikami, a także dbać o różnorodność środowiskową oraz uczyć ludzi poszanowania dla przyrody.

W procesie edukacji ekologicznej istotną rolę odgrywać będzie zatem nauka argumentacji, niezwykle ważne narzędzie, ponieważ umiejętność dobrego i rzetelnego przekonywania słuchaczy, to sukces nie tylko mówcy, ale i propagowanej opcji. Współczesny człowiek, od którego zamierzamy wymagać odpowiedzialnej postawy wobec środowiska przyrodniczego, musi zatem dysponować zarówno kompetencjami osobowościowymi, emocjami motywującymi do działania, jak i metodą uzasadniania reprezentowanego przez siebie stanowiska. Ci, którzy spotykają się na konferencjach mających wypracować porozumienie między „ekologami” a „administracją” czy „inwestorami”, dobrze wiedzą, jakimi argumentami dysponuje strona przeciwna i jakiej nieproporcjonalnie ogromnej rzetelności słownej i powagi wymaga się jednocześnie od reprezentantów ochrony środowiska.

Hanna Schudy

Dieter Birnbacher (ur. 1946) – studiował filozofię, anglistykę i językoznawstwo (Allgemeine Sprachwissenschaft) w Düsseldorfie, Cambridge i Hamburgu. Profesor filozofii na uniwersytecie Heinrich-Heine-Universität Düsseldorf. Pracował m.in. w zespole roboczym „Środowisko, Społeczeństwo, Energia” na uniwersytecie w Essen (1974–1985), od 1992 r. członek zarządu Akademii Etyki Medycyny w Getyndze. Pracuje w niemieckiej komisji bioetycznej, która podejmuje m.in. tematykę transplantacji organów i terapii genowej. Od 1992 r. był pierwszym wiceprezydentem Towarzystwa Schopenhauera we Frankfurcie n. Menem. Jest autorem licznych publikacji naukowych z zakresu etyki praktycznej, bioetyki, etyki środowiskowej, dydaktyki. 6 października Birnbacher wygłosi wykład na Uniwersytecie Wrocławskim.

Plakat - wykład prof. Birnbachnera