Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/193-194 2010 Lipiec / sierpień 2010

Wieści ze świata

Opracowanie Radosław Szymczuk

Kolejny ptak uznany za wymarły

Perkozek długodzioby, zwany również perkozem z Alaotra (Tachybaptus rufolavatus), został według BirdLife International oficjalnie uznany za gatunek wymarły. Niewielki ptak nurkujący występował na Madagaskarze.

BirdLife poinformował, że populacja perkozów długodziobych zaczęła się dramatycznie kurczyć w związku z wprowadzeniem nylonowych sieci przez rybaków oraz wpuszczeniem do Jeziora Alaotra (największe jezioro Madagaskaru) ryb mięsożernych. – Nie ma nadziei dla tego gatunku. To kolejny przykład, że ludzka działalność może mieć nieprzewidziane konsekwencje – pisze w raporcie dr Leon Bennun, dyrektor BirdLife International. Według dr. Bennuna, wprowadzanie obcych gatunków do ekosystemu powoduje wymieranie pierwotnie występujących tam przedstawicieli fauny.

BirdLife International opublikował aktualizacje do „Czerwonej księgi ptaków” Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN), na którą wpisywane są najbardziej zagrożone gatunki, zaznaczając jednocześnie negatywny wpływ gatunków inwazyjnych na życie ptaków.

Status kureczki krótkoskrzydłej (Cyanolimnas cerverai), niebiesko-brązowego ptaka z południa Kuby, został zmieniony na „krytycznie zagrożony” w związku z wprowadzeniem mangusty i egzotycznego suma do naturalnego środowiska jej występowania.

W Azji i Australii, zanieczyszczenie podmokłych terenów wpłynęło na spadek populacji ptaków brodzących, tj. biegusa wielkiego (Calidris tenuirostris) czy kulika syberyjskiego (Numenius madagascariensis). Zniszczenie błotnych rozlewisk w Saemangeum w Korei Południowej, miało wpływ na migrację wędrownych ptaków i spadek populacji biegusa wielkiego o 20%.

Jednak raport nie zawiera wyłącznie złych wiadomości. Wysiłki poczynione na rzecz ochrony środowiska, przyniosły też sukcesy w walce z kurczeniem się populacji zagrożonych gatunków. Gilowi azorskiemu (Pyrrhula murina) zmieniono status „krytycznie zagrożony” na „zagrożony”, dzięki pracom wykonanym w kierunku przywrócenia warunków naturalnej wegetacji na Azorach. W Kolumbii wzrosła liczba papug, konur żółtolicych (Ognorhynchus icterotis), ponieważ zaczęto chronić miejsca ich gniazdowania, a społeczność lokalna uczestniczy w programach edukacyjnych.

Obecnie na świecie stan środowiska życia ptaków pogarsza się z roku na rok. Jednak możemy pochwalić się w niektórych przypadkach bardzo korzystnymi zmianami dzięki naszym wysiłkom na rzecz ochrony środowiska – powiedział Martin Fowlie, pracownik BirdLife International w wywiadzie dla telewizji CNN. – Mamy umiejętności i odpowiednie ekspertyzy, które pozwalają przeciwdziałać ginięciu zagrożonych ptasich gatunków. Jednak bez rządowego wsparcia w postaci finansowania nie możemy realizować naszych projektów – dodał.

(CNN)

Rzeka Jordan wysycha

Zespół izraelskich, jordańskich i palestyńskich badaczy środowiska poinformował, iż rzeka Jordan, jedno z miejsc kultu chrześcijan, wysycha, a jej rozległe odcinki mogą zniknąć jeszcze przed końcem 2011 roku. Jednak to nie jedyny problem. To, co pozostanie po Jordanie, będzie przypominało zwykły ściek.

Można prawie przeskoczyć przez rzekę. W innych miejscach nie musisz nawet skakać, możesz ją zwyczajnie przekroczyć. Jest głęboka do kostek. Trudno zobaczyć wodę – skomentował Gidon Bromberg, izraelski dyrektor organizacji Przyjaciele Ziemi Bliskiego Wschodu, która zleciła raport.

Problem rzeki tkwi także w ściekach, które są zrzucane do niej przez stronę izraelską i jordańską. Władze obu krajów porozumiały się w sprawie planu zarządzania nieczystościami, które odtąd mają być używane do użyźniania gleby. To jednak nie rozwiązuje problemu. Naukowcy poinformowali, że jeżeli plany rzeczywiście zostaną zrealizowane, to w dolnym Jordanie, będącym najszerszym odcinkiem rzeki, może w ogóle zabraknąć wody. Badacze zasugerowali władzom rozwiązanie mogące pomóc uratować rzekę. Polegałaby ona na zasileniu Jordanu wodami z Jeziora Galilejskiego i rzeki Jarmuk. Jednak władze państw tego rejonu nie zaakceptowały pomysłu. Zamiast tego wzajemnie obwiniają się o fatalny stan rzeki i planowanie użytkowania jej wody wyłącznie dla własnych potrzeb.

Każdego roku nad Jordan przybywają tysiące chrześcijan. W tym roku ma ich być około 30 tys., chcą zanurzyć się w wodach rzeki, w której według tradycji Chrystus został ochrzczony przez Jana Chrzciciela. Stan rzeki jest jednak na tyle zły, że większość badaczy środowiska zdecydowanie im to odradza.

(PAP)

Zaraza wybiła połowę suhaków

Padła niemal połowa suhaków – euroazjatyckich antylop zagrożonych wyginięciem – ze stad w zachodnim Kazachstanie w rejonie Orału (d. Uralsk). Poinformowały o tym 26 maja kazachskie władze sanitarne.

Serik Imankułow, szef wydziału sanitarno-epidemiologicznego w zachodnim Kazachstanie, powiedział, że na terenie o promieniu 40-50 km znaleziono około 12 tys. padłych suhaków. Określił to jako „tragedię na dużą skalę”.

Na początku tygodnia kazachskie ministerstwo rolnictwa informowało, że zarazę wywołała prawdopodobnie pastereloza – ostra choroba zakaźna, przybierająca różne formy krwotocznej posocznicy układu pokarmowego i oddechowego. Śmiertelność w jej wyniku może sięgać 70–100% zakażonych zwierząt.

Również przedstawicielka rosyjskiego oddziału WWF, Olga Pierieładowa, zajmująca się Azją Środkową, ocenia, że jeśli liczba 12 tys. zostanie potwierdzona, to będzie to „po prostu katastrofa”. Zwłaszcza że w maju suhaki zbierają się w największe skupiska w związku z cyklem rozrodczym, a zaraza szerzy się bardzo szybko.

Według niej, aby ograniczyć szerzenie się choroby, ważne jest zakopywanie lub palenie padłych zwierząt. Pierieładowa wyjaśniła też, że suhaki są w tym roku wyjątkowo słabe po ciężkiej i śnieżnej zimie, podczas której z trudnością zdobywały pożywienie. Zdaniem Imankułowa, szczyt pomoru jednak mija. – Hekatomba miała miejsce przez trzy dni, 18, 19 i 20 maja; z naszego doświadczenia i literatury naukowej wynika, że choroba rozprzestrzenia się i zabija w krótkim czasie wiele zwierząt, a następnie równie szybko się zatrzymuje – wyjaśnił.

Suhaki żyją na stepach nadkaspijskich oraz w zachodniej Mongolii i Chinach, a do XVIII wieku gatunek ten licznie występował również na Ukrainie. Według WWF, w ciągu ostatnich 20 lat populacja spadła z około miliona do zaledwie kilkudziesięciu tysięcy sztuk.

Częściowa odbudowa populacji suhaków nastąpiła w Kazachstanie w latach 2003–2009. Kazachskie ministerstwo rolnictwa podało w lutym br., że liczba tych antylop w 2009 roku wynosiła 81 tys., w tym w rejonie Orału miało ich być 26 tys.

Rogi suhaka są wysoko cenione w tradycyjnej medycynie chińskiej, co doprowadziło do wzrostu kłusownictwa na te zwierzęta po upadku Związku Radzieckiego. Od 1920 r. objęte były one tam ochroną. Suhaki figurują w Czerwonej Księdze Zagrożonych Gatunków Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) jako krytycznie zagrożone wyginięciem.

(PAP)

Wyciek ropy dotarł już do Florydy

Do wybrzeży zachodnio-północnej Florydy dotarły bryły kleistej mazi, które fale oderwały od wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej.

Floryda to stan popularny wśród turystów. Hotelarze i restauratorzy obawiają się, że ekologiczna katastrofa odstraszy turystów w nadchodzącym sezonie. Przewiduje się, że wyciek może niedługo zagrozić wybrzeżom Kuby i Meksyku, a nawet dotrzeć do Europy.

Koncernowi BP udało się 3 czerwca umieścić specjalną metalową kopułę nad uszkodzonym odwiertem w dnie Zatoki Meksykańskiej. Jednak czy okaże się ona skuteczna w zatamowaniu wycieku ropy będzie wiadomo dopiero po pewnym czasie.

Plama wyciekającej od ponad miesiąca ropy sieje już spustoszenie w Zatoce Meksykańskiej, niszcząc lokalną faunę i florę. Masowo giną nie tylko ryby i inne stworzenia morskie, ale także ptaki. Ropę próbuje się rozcieńczać chemikaliami rozpylanymi z samolotów, jednak to niewiele pomaga. Obecnie rozważa się jej wypalenie. Zarówno pierwsza, jak i druga metoda nie pozostaną bez wpływu na środowisko naturalne.

Zdaniem naukowców z USA, wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, gdzie zatonęła platforma, prawdopodobnie był dużo większy niż wcześniej szacowano. Według amerykańskiego instytutu geofizycznego USGS, do morza przed 3 czerwca, kiedy ograniczono wyciek, mogło przedostawać się od 20 do 40 tysięcy baryłek (3,18 mln litrów) ropy dziennie. Nowe szacunki są o wiele wyższe niż wcześniejsze oceny grupy technicznej, pracującej nad problemem zanieczyszczenia wód Zatoki Meksykańskiej. Wówczas mówiono, że do morza wycieka 12–19 tysięcy baryłek ropy dziennie.

Dokładne oceny wymiaru katastrofy są bardzo trudne, gdyż wyciek ma miejsce około 1,5 km pod powierzchnią wody. Dostęp do niego mają jedynie zdalnie sterowane roboty. BP podał, że do tej pory udało się odciągnąć ponad 73 tys. baryłek ropy. Kompania podkreśla, że obecnie, odkąd okryto wyciek specjalną kopułą, udaje się wypompować większość wyciekającej ropy.

Katastrofa jest już obecnie największą tego typu w historii Stanów Zjednoczonych.

Opracowanie: Radosław Szymczuk