Miesięcznik Dzikie Życie

6/204 2011 Czerwiec 2011

Kto mniej wie, ten lepiej śpi. Kilka słów o praktyce udostępniania informacji o środowisku

Krzysztof Okrasiński

Przepisy dają obywatelom możliwość bardzo szerokiego dostępu do informacji o środowisku. Szczegółowo kwestia ta jest uregulowana w ustawie z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Funkcjonowanie tego prawa jest wspierane przez ustawę z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.

Jakim prawem?

Przepisy mówią, że każdy z nas ma prawo do zapoznania się w Internecie z różnorodnymi informacjami o środowisku i jego ochronie. Ustawa wskazuje, które z informacji muszą być tam opublikowane. Internetowy Biuletyn Informacji Publicznej (każdy urząd ma obowiązek prowadzenia go jako wydzieloną część strony WWW) powinien nam dać możliwość zapoznania się z informacją o tym, czy do urzędu wpłynął wniosek inwestora o wydanie zgody na jakieś przedsięwzięcie, wniosek o wydanie zezwolenia na wycinkę drzew, koncesję geologiczną czy też pozwolenia na emisję zanieczyszczeń.

Przepisy mówią, że w BIP mają być zamieszczane także informacje o zezwoleniach na odstępstwa od ochrony gatunkowej, zawiadomienia o prowadzonych postępowaniach dotyczących planowania przestrzennego oraz informacje o trwających i zakończonych ocenach oddziaływania na środowisko. Z uwagi na fakt, że zamieszczanie w Internecie tych wszystkich informacji przez pojedynczych urzędników może być kłopotliwe, ustawa nałożyła obowiązek wyznaczenia w każdym urzędzie osoby odpowiedzialnej za udostępnianie informacji o środowisku i jego ochronie.

Według ustawy z 3 października 2008 r., wniosek o udostępnienie informacji organ administracji powinien rozpatrzyć w terminie niezwłocznym (ale nie dłuższym niż miesiąc) i w tym właśnie „niezwłocznym” terminie przedstawić nam oczekiwane informacje. We wniosku o informację powinny być konkretnie wskazane te dokumenty, z którymi chcemy się zapoznać, a także informacja o tym, w jakiej formie chcemy otrzymać informację (kserokopia, skan elektroniczny, faks czy też jedynie możliwość wglądu w dokument) oraz w jaki sposób (przesyłka tradycyjna, odbiór osobisty, e-mail, faks).

Przepisy mówią, że te dane czy dokumenty, o których istnieniu z mocy prawa powinien informować internetowy wykaz, muszą być udostępnione wnioskodawcy już w dniu złożenia wniosku do urzędu. W tym wykazie danych powinny być umieszczone w szczególności (ale nie tylko) informacje o trwających postępowaniach, o raportach o oddziaływaniu na środowisko oraz o wydanych decyzjach, pozwoleniach, zezwoleniach itp.

Udostępnianie informacji tylko w niektórych przypadkach jest bezpłatne, zazwyczaj jednak należy ponieść stosowną opłatę za przesyłkę, wydruk, kserokopię, skan i nagranie na płycie CD. Bardzo ważne (choć niekoniecznie respektowane) jest to, że urzędy nie mogą uzależniać udostępnienia informacji od wcześniejszego uiszczenia stosownej opłaty – tę bowiem możemy ponieść już po dostarczeniu nam oczekiwanych danych czy dokumentów. Informacje bowiem powinny być nam dostarczone niezwłocznie – niekiedy już w dniu otrzymania przez urząd naszego wniosku.

Rzeczywistość skrzeczy

Przepisy są tak skonstruowane, by społeczeństwo miało możliwość aktywnego uczestnictwa w działaniach na rzecz ochrony środowiska i mogło „patrzeć na ręce” urzędom, których decyzje mają wpływ na jego stan. Ci, którzy działają na rzecz ochrony środowiska, doskonale wiedzą, że praktyczna możliwość działania jest w bardzo dużym stopniu uzależniona właśnie od pozyskania odpowiednich informacji. Wagę tego zagadnienia dostrzegają też ci, którzy starają się o uzyskanie dotacji unijnych. Muszą bowiem wykazać, że społeczeństwo zostało w odpowiedni sposób poinformowane o kluczowych etapach oceny oddziaływania na środowisko.

Dla ogólnopolskich organizacji ekologicznych internetowe BIP-y są w niektórych przypadkach podstawowym źródłem informacji o postępowaniach dotyczących inwestycji mogących negatywnie oddziaływać na środowisko. Monitorowanie stron internetowych urzędów jest odpowiednikiem sprawdzania urzędowych tablic z wywieszonymi „papierowymi” ogłoszeniami.

Zdaje się jednak, że większość urzędów boi się takiej transparentności. Niekiedy jest to spowodowane obawą o niechcianą aktywność obywatelską, a czasem wynika ze zwykłego niechlujstwa lub przeciążenia obowiązkami służbowymi. Nie przeraża urzędników fakt, że naruszanie przepisów o dostępie do informacji jest przestępstwem, a także narażaniem się na zarzut o niedopełnieniu obowiązków służbowych na niekorzyść firmy, która z powodu braku poinformowania społeczeństwa nie uzyskała dotacji. O tym, że z takim przestępstwem mamy do czynienia dość często, wiedzą w Polsce wszystkie organizacje ekologiczne, które prowadzą działalność związaną z monitorowaniem poczynań administracji publicznej. Co z tego, skoro dla organów ścigania i sądów tego typu sprawy mają niewielką wagę. Same w sobie pojedyncze przypadki być może na coś takiego wskazują, ale gdy spojrzymy na te zaniedbania w skali całego kraju, to zobaczymy, że problem jest niebagatelny.

O powszechnym dostępie obywateli do informacji o środowisku pisaliśmy już w DŻ (nr 9/2010), przedstawiając niektóre niepokojące wyniki analizy tego obszaru, przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli. NIK wykazała, że publicznie dostępny wykaz danych o dokumentach zawierających informacje o środowisku, który urzędy powinny prowadzić na swoich stronach internetowych, funkcjonował wadliwie w niemal 60% kontrolowanych jednostek. Zdaje się, że mimo kontroli NIK sytuacja nie uległa żadnej poprawie. Niestety, nadal niechlubnym, lecz powszechnym standardem jest praktyka większości urzędów, polegająca na tym, że w internetowym Biuletynie Informacji Publicznej nie zamieszcza się odpowiednich informacji dotyczących ochrony środowiska. Niektóre urzędy nie publikują żadnych informacji, niektóre robią to tylko wybiórczo.

Ryba psuje się od głowy

Konsternację budzi przykład Generalnej oraz Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska. Pasuje tu przysłowie o „rybie psującej się od głowy”, bowiem organy te pełnią kluczową rolę w polskim systemie ochrony przyrody i ocen oddziaływania na środowisko. Jednocześnie są one jednak zazwyczaj przykładem tego, jak nie powinno wyglądać stosowanie przepisów o dostępie do informacji o środowisku.

Strona internetowa GDOŚ z publicznym wykazem danych o ochronie środowiska nie przedstawia żadnych informacji wymaganych prawem. Organ ten wydaje w skali roku ogromną ilość bardzo ważnych rozstrzygnięć administracyjnych, dlatego w tym przypadku uchybienie ma dużą wagę. Gdy Pracownia wysłała do GDOŚ prośbę o wskazanie, pod jakim adresem internetowym organ ten publikuje wymagane prawem informacje o zezwoleniach na odstępstwa od ochrony gatunkowej, GDOŚ oczywiście wskazał swój BIP, twierdząc, że tam wszystko jest podane na tacy. Takie minięcie się z prawdą kłuje w oczy.

Bywają też inne przykłady, pokazujące nieporadność lub arogancję. Na przykład Urząd Miasta w Toruniu w piśmie do Pracowni stwierdził, że nie ma technicznej możliwości przesłania pocztą elektroniczną pliku o wielkości zaledwie 2,15 MB (chodziło o raport o oddziaływaniu na środowisko). Mimo że dokument ten powinien zostać przesłany e-mailowo w dniu otrzymania przez urząd wniosku o udostępnienie dokumentu, został on przesłany dopiero po ok. 6 tygodniach na płycie CD.

Innym przykładem jest Wojewoda Dolnośląski, który stwierdził, że brak umieszczenia w internetowym BIP informacji o konsultacjach społecznych planu zagospodarowania przestrzennego nie jest jakimś istotnym naruszeniem prawa. Przekonywał, że każdy, kto chciał zapoznać się z planem, mógł śledzić tablicę w budynku urzędu, a niekoniecznie tylko stronę internetową BIP.

Mimo wszystko wydaje się, że przyszłość systemu informowania społeczeństwa o sprawach istotnych dla ochrony środowiska nie wygląda tragicznie. Mimo licznych uchybień i niedostatków, warto pamiętać, że 11 lat temu nie mieliśmy jeszcze nawet zalążka tego, co dziś możemy znaleźć w internetowych BIP-ach. Przez ten czas dokonał się olbrzymi postęp – a przecież przełamanie samej bariery mentalnej (informowanie społeczeństwa o szczegółach dotyczących niekiedy ogromnych inwestycji) nie jest czymś, co dokonuje się na pstryknięcie palcami. Niebagatelny jest też fakt, że w niektórych urzędach nie ma najzwyczajniej w świecie narzędzi do właściwego wypełniania przepisów – brak komputerów, brak wiedzy, brak znajomości prawa… Niemniej – jeżeli społeczeństwo nie będzie naciskać i nie będzie patrzeć na ręce, to za kolejnych 11 lat będziemy w tym samym miejscu.

Krzysztof Okrasiński