Miesięcznik Dzikie Życie

2/200 2011 Luty 2011

Nadleśnictwo Hajnówka szykanuje przyrodników

Grzegorz Bożek, Radosław Ślusarczyk

Leśnikom nie powiodła się próba ukarania Adama Bohdana. Kierują na policję donos wobec innego przyrodnika. Tym razem szykanują młodego ornitologa z Hajnówki.

W minionym roku Nadleśnictwo Hajnówka i pracownicy Zakładów Usług Leśnych nie wykazali się gościnnością i przychylnością w stosunku do Adama Bohdana, który z członkami i sympatykami Pracowni prowadził w Puszczy Białowieskiej inwentaryzacje przyrodnicze. Leśnicy początkowo nie wyrazili zgody na rozwożenie samochodem po Puszczy ornitologów wykonujących prace, później pracownik ZUL straszył Adama utopieniem w bagnie. Ponadto nieznani sprawcy zniszczyli Adamowi samochód. Nadleśnictwo Hajnówka zaskarżyło jedno z pozwoleń na wykonywanie przez Pracownię inwentaryzacji przyrodniczych. Na tym szykany się nie zakończyły.

O odkryciu przez Adama Bohdana w Puszczy Białowieskiej jedynych aktualnie znanych w kraju stanowisk unikalnego porostu granicznika tarczowego – Lobaria amplissima, pisaliśmy w wakacyjnym numerze „Dzikiego Życia”. Porosty stwierdzono w trakcie prowadzonej przez Pracownię na rzecz Wszystkich Istot inwentaryzacji wybranych, cennych makroporostów w zagospodarowanej części Puszczy. Prace odbywały się za zgodą RDOŚ w Białymstoku. Jak nakazują przepisy, pozwolenie na pobieranie próbek porostów dotyczyło jedynie konkretnych gatunków, ujęto więc w nim gatunki dotychczas stwierdzone w kraju. Po znalezieniu okazu podjęto nieudaną próbę identyfikacji gatunku na podstawie zdjęć, które zostały wysłane najlepszym krajowym specjalistom. Dopiero pobranie niewielkiej próbki plechy i jej analiza w warunkach laboratoryjnych pozwoliły na określenie gatunku.

Za sprawą artykułu Adama Wajraka o pobraniu próbki porostu dowiedział się Nadleśniczy Nadleśnictwa Hajnówka. Podjęte przez niego i RDOŚ w Białymstoku kroki poskutkowały skierowaniem sprawy na policję, a następnie do sądu w Hajnówce. W trakcie postępowania sędzia powołał biegłego w osobie prof. dr. hab. Wiesława Fałtynowicza z Zakładu Bioróżnorodności i Ochrony Szaty Roślinnej Uniwersytetu Wrocławskiego, który stwierdził m.in., że Adam Bohdan nie wyrządził swoim działaniem szkody w świecie przyrody, a działanie polegające na oderwaniu niewielkiego fragmentu plechy w żaden sposób nie mogło doprowadzić do jej zniszczenia. Sędzia podzielił opinię biegłego, ponadto podkreślił, że oskarżonym nie kierowały złe intencje, a wręcz przeciwnie. W rezultacie Adam został uniewinniony.

Graniczniki są porostami epifitycznymi – porastającymi pnie żyjących drzew. Stosunkowo szybko giną na wywróconych drzewach, a próbki zostały pobrane właśnie z wykrotu jesionowego. Jak potwierdził prof. Fałtynowicz, plechy były i tak skazane na zniszczenie ze względu na drastyczną zmianę warunków ekologicznych, działalność ślimaków i odżywiających się porostami skoczogonków. Po zaledwie trzech miesiącach plechy zostały niemal doszczętnie zjedzone przez ślimaki.

Jak zauważają doświadczeni badacze, przepisy dotyczące pobierania próbek w trakcie prac badawczych wymagają dostosowania do rzeczywistości. Badacz musi mieć zgodę na pobranie próbek konkretnych gatunków. Tymczasem wiele gatunków owadów, grzybów lub porostów (grzybów zlichenizowanych) da się oznaczyć dopiero w warunkach laboratoryjnych. Badacze (zwłaszcza entomolodzy, mykolodzy i lichenolodzy) nie są więc w stanie przewidzieć, na jakie gatunki się natkną i do czasu oznaczenia w laboratorium często nie wiedzą też, jakie gatunki pobrali lub odłowili. Dotyczy to również pochodnych gatunków, jak pozostałości po obumarłych okazach.

Nie ulega wątpliwości, że cała sprawa jest reakcją na dotychczasową ochroniarską działalność Adama, a zwłaszcza na ujawnianie przez niego przypadków niszczenia rzadkich, puszczańskich gatunków, w tym stanowisk porostu wymagającego ochrony strefowej – granicznika płucnika – do jakich dochodziło w trakcie pozyskania drewna1. Fakty te przyczyniły się m.in. do wywindowania ceny za audyt przez jednostkę certyfikującą, a w rezultacie do utraty przez RDLP w Białymstoku ekologicznego certyfikatu FSC. Niestety, w sytuacjach, gdy gatunki były niszczone w trakcie prac leśnych ani Lasy Państwowe, ani RDOŚ w Białymstoku nie podjęły kroków w kierunku pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności. Być może jest to rezultat zawartego pomiędzy tymi instytucjami porozumienia o współpracy oraz dużej rotacji pracowników pomiędzy obiema instytucjami.

Gdy leśnicy zorientowali się, że szanse wygranej w sądzie są niewielkie, przystąpili do oczerniania Adama. Zamieścili na swojej stronie internetowej informację, według której Adam zebrał w rezerwacie Starodrzew Szyndzielski w Puszczy Knyszyńskiej bez zezwolenia dwa plecaki porostów2, podczas gdy w rzeczywistości (co potwierdzają akta sprawy) był to jeden okaz porostu, pochodzący z jednego z niemal dwustu dębów ściętych przez leśników w rezerwacie.

Drugą osobą, którą próbują ukarać leśnicy, jest Roman Sołowianiuk – mieszkaniec Hajnówki, który pasjonuje się ornitologią. W trakcie jesiennych wypraw do Puszczy na sóweczki, Romek kilkakrotnie spotkał myśliwych i leśników, którzy przestrzegali go m.in., by uważał na siebie, bo „Pan Bóg kule nosi”. Po kilku tygodniach – ku swemu wielkiemu zdziwieniu – Romek odebrał wezwanie na komisariat za naruszenie art. 165 kodeksu wykroczeń. Choć w Puszczy jedynie nasłuchiwał ptasich głosów, postawiono mu zarzut umyślnego i złośliwego płoszenia zwierzyny. Zgodnie z przytoczonym przepisem, zwierzęta płoszyć można jedynie pod lufy myśliwych. W bieżącym sezonie w Puszczy przeznaczono do odstrzału ponad dwieście samych jeleni, jednak widocznie zdaniem leśników (którzy w chwili spotkania Romka sami prowadzili myśliwych na polowanie) – to właśnie obecność ornitologa w lesie najbardziej stresowała zwierzęta kopytne. Najprawdopodobniej leśnikom pasja Romka wydała się podejrzana. Podobnie jak w przypadku Adama, sprawa trafiła do sądu w Hajnówce, również z inicjatywy Nadleśnictwa Hajnówka.

W Puszczy nie brakuje innych, absurdalnych zakazów, które mogą być wykorzystane do dyskryminacji przebywających tam ludzi. Na każdym niemal szlaku turystycznym ustawione są tablice „Zakaz wstępu – ścinka drzew”. Każdy, kto chce się po Puszczy poruszać, zmuszony jest do łamania tych zakazów, co daje leśnikom możliwość uznaniowego karania wybranych osób.

Większość puszczańskich rezerwatów nie ma planów ochrony, nie są więc w nich wyznaczone szlaki turystyczne. Każda z przebywających w nich osób znajduje się więc poza szlakiem i może zostać ukarana.

Sytuacja, jaka dotknęła Romka Sołowianiuka z Hajnówki oraz obowiązujące w Puszczy rygorystyczne zakazy i ograniczenia wynikające z gospodarki leśnej i łowieckiej, świadczą, że w ostatnim naturalnym lesie priorytetem dla Administracji Lasów Państwowych jest pozyskanie mięsa i drewna. Instytucja potwierdza tym samym, że nie liczy się z potrzebami i prawami zwykłych ludzi, takimi jak możliwość przebywania w Puszczy, co ma szczególne znaczenie w odniesieniu do przedstawicieli społeczności lokalnej.

Grzegorz Bożek, Radosław Ślusarczyk