Miesięcznik Dzikie Życie

4/250 2015 Kwiecień 2015

O wiatrakach energetycznych raz jeszcze. O raporcie NIK i inicjatywie Prezydenta RP

Krzysztof A. Worobiec

W całej Polsce protestują

W wakacyjnym numerze „Dzikiego Życia” (nr 7–8/2014) pisałem o kontrowersjach związanych z budowaniem wiatraków energetycznych. Stawianie potężnych turbin wiatrowych wzbudza ogromne emocje nie tylko na Warmii i Mazurach, gdzie mieszkam, ale i w całym kraju, a także za granicą, w państwach sąsiednich. Na mapie protestów w Polsce obecnie (10 lutego 2015 r.) zarejestrowano 565 miejsc1, w których ludzie nie godzą się na stawianie w ich okolicy turbin wiatrowych. W marcu 2014 r., gdy pisałem poprzedni artykuł, było 525 takich miejsc, a więc liczba protestów rośnie. Dzieje się tak pomimo usilnych zabiegów PR-owych i zapewnień, że wiatraki to czyste źródło energii odnawialnej, a więc ekologiczne i przyszłościowe, bo obok gazu łupkowego i energii jądrowej to jedyny ratunek dla klimatu, zagrożonego przecież spalaniem węgla itd., itp.

Tymczasem ludzie protestują, a robią to w obawie o negatywny wpływ turbin wiatrowych na:

  • zdrowie (tzw. syndrom turbiny wiatrowej – zespół chorobowy związany z wieloletnim oddziaływaniem hałasu, infradźwięków oraz efektu stroboskopowego w nocy i migających cieni w dzień),
  • ceny domów i działek, które dramatycznie spadają (bo kto kupi dom stojący obok wiatraka?),
  • utratę zarobków (kto na wczasy pod gruszą wybierze gospodarstwo agroturystyczne pod szumiącym i migającym wiatrakiem?),
  • przyrodę (zwłaszcza na awifaunę, choć nie tylko),
  • krajobraz (wiatraki wysokie jak Pałac Kultury w Warszawie są dominantą w krajobrazie).

…ciemnogród?

Przypomnę, że kilka lat temu w województwie warmińsko-mazurskim powstała Koalicja „Bezpieczna Energia” (Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” jest jednym z jej inicjatorów), skupiająca obecnie ponad 30 organizacji pozarządowych. Sprzeciwia się ona niekontrolowanej lokalizacji turbin wiatrowych w najcenniejszych krajobrazach – nie sprzeciwiamy się energetyce odnawialnej, jak często przeinaczane są nasze postulaty! Członkowie Koalicji nie godzą się na chaotyczną budowę farm wiatrowych zbyt blisko siedzib ludzkich i na trwałe dewastowanie krajobrazu oraz zwracają uwagę na szereg nieprawidłowości związanych z tymi gigantycznymi inwestycjami. Nasze zastrzeżenia i postulaty spotykają się rzecz jasna z krytyką lobby wiatracznego oraz samorządowców, którzy w budowie wiatraków widzą cudowne panaceum na finansowe problemy gmin, z reguły w nosie mając protesty mieszkańców – swoich wyborców (vide eskalacja konfliktów w Jezioranach, o czym pisałem w poprzednim artykule w DŻ).

Gmina Kisielice w woj. warmińsko-mazurskim, Fot. Krzysztof A. Worobiec

Gmina Kisielice w woj. warmińsko-mazurskim, Fot. Krzysztof A. Worobiec

Przypomnę też raz jeszcze, że wprawdzie Unia Europejska narzuca politykę energetyczną, ale nie w trosce o dobrobyt lobby wiatrowego. Robi to w trosce o środowisko naturalne i krajobraz, o którym w Europejskiej Konwencji Krajobrazowej zapisano, że „jest kluczowym elementem dobrobytu całości społeczeństwa i jednostek”. Zatem u podstaw promocji unijnego programu rozwoju energetyki odnawialnej leżą poprawa stanu środowiska i ochrona krajobrazu, a tym samym stawianie wiatraków nie może prowadzić do niszczenia środowiska i trwałej degradacji krajobrazów (ma jedynie być narzędziem do osiągnięcia tych celów, poprzez ograniczenie emisji CO2).

Tymczasem niektóre media, zwłaszcza prosamorządowe, oraz stronnicy lobby energetycznego, usiłują wmawiać społeczeństwu, że ich przeciwnicy, w tym członkowie wspomnianej Koalicji, to nieoświeceni ludzie chcący żyć bez prądu, oszołomy i ciemnogród. Trudno za ciemnogród uznać jednak Najwyższą Izbę Kontroli, która w opublikowanym latem 2014 r. raporcie pt. „Lokalizacja i budowa lądowych farm wiatrowych” potwierdziła zasadność zastrzeżeń i postulatów Koalicji.

Raport NIK – prawie jak u Hitchcocka

Celem kontroli NIK, obejmującej lata 2009–2013 oraz 28 gmin, 19 starostw powiatowych i 19 powiatowych inspektoratów nadzoru budowlanego, była „ocena przestrzegania przez właściwe organy administracji publicznej ograniczeń związanych z lokalizacją i budową lądowych farm wiatrowych, ze szczególnym uwzględnieniem respektowania zasad zagospodarowania przestrzennego, ochrony środowiska przyrodniczego i ograniczenia uciążliwości lądowych farm wiatrowych dla mieszkańców”.

Alfred Hitchcock, mistrz budowania napięcia, mówił, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie musi rosnąć. Tak jest właśnie w przypadku raportu NIK. We wstępie (str. 9) czytamy:

„NIK ocenia negatywnie proces powstawania lądowych farm wiatrowych w Polsce. Właściwe organy administracji publicznej nie w pełni przestrzegały ograniczeń związanych z lokalizacją i budową tego rodzaju elektrowni.

Gmina Kisielice w woj. warmińsko-mazurskim, Fot. Krzysztof A. Worobiec

Gmina Kisielice w woj. warmińsko-mazurskim, Fot. Krzysztof A. Worobiec

Władze gmin decydowały o lokalizacji farm wiatrowych ignorując społeczne sprzeciwy. Budową elektrowni wiatrowych zainteresowane były w części osoby pełniące funkcje lub zatrudnione w gminach, na których ziemi farmy powstały, a zgody organów gmin na lokalizację elektrowni wiatrowych zostały w większości przypadków uzależnione od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizn. Z tych właśnie powodów proces powstawania farm przebiegał często w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją”.

Potem napięcie rośnie: jak wynika z badań NIK, żadna z kontrolowanych gmin, pomimo społecznych protestów dotyczących lokalizacji farm wiatrowych, nie zorganizowała referendum w tej sprawie, choć ma do tego prawo. Aż w 80% (!) gmin zgoda organów decyzyjnych na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej (lub przekazania na rzecz gminy darowizny w wysokości poniesionych kosztów na przygotowanie takiej dokumentacji), choć taki wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Według NIK stanowi to mechanizm korupcjogenny i powoduje konflikty interesów pomiędzy preferencjami inwestorów a lokalnych społeczności. Gdy mówiła o tym Koalicja, zarzucano jej, że to nieuzasadnione „insynuacje” – teraz jest to już udowodniona praktyka. Jak by tego wszystkiego było mało, aż w 11 z 28 skontrolowanych gmin (39%) elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do radnych, burmistrzów, wójtów czy też pracowników urzędów gmin (!), a więc należących do osób, które formalnie w imieniu gminy uczestniczyły w podejmowaniu decyzji o lokalizacji inwestycji wiatrakowych (a de facto działały głownie we własnym imieniu). Zdaniem NIK jest to „niedopuszczalnym lobbingiem i może prowadzić do korupcji”.

NIK zwróciła uwagę nie tylko na szereg nieprawidłowości w postępowaniach administracyjnych, ale także na istniejące luki prawne, w tym m.in. nieuregulowane kwestie posadowienia elektrowni wiatrowych na obszarach przyrodniczo chronionych oraz brak określenia dopuszczalnej odległości lokalizacji farm wiatrowych od siedlisk i zabudowań ludzkich. W 36% kontrolowanych gmin lokalizacja miała miejsce w odległości mniejszej niż 500 m od zabudowań mieszkalnych, a rekordem była odległość 55 m od zabudowań. Podkreślano także brak podstawy prawnej dopuszczającej do użytkowania elektrownię wiatrową – brak kategoryzacji takich obiektów budowlanych, dlatego w wydawanych decyzjach wiatraki są uznawane czasami za „wolno stojące kominy i maszty”, albo „sieci elektroenergetyczne” lub „inne budowle”. Problemem był też brak nadzoru technicznego eksploatacji turbin wiatrowych – inspektorzy nadzoru budowlanego kontrolowali konstrukcję budowlaną farm: fundament, maszt, infrastrukturę towarzyszącą, ale już nie elementy mechaniczne – generatory, rotory z gondolą, wirniki, skrzynie biegów, transformatory czy łopaty śmigła, a więc części ulegające najczęstszym awariom. Wskazano również na brak określenia (norm) dopuszczalnych poziomów hałasu infradźwiękowego w środowisku oraz brak jednolitej metodologii pomiaru emisji hałasu generowanego przez elektrownie wiatrowe. Ze względu na brak metodyki badań i nieokreślenie przez prawo dopuszczalnych norm nie są badane poziom infradźwięków i pola magnetycznego oraz migotanie cienia – tzw. efekt stroboskopowy.

W związku ze stwierdzonymi podczas kontroli nieprawidłowościami NIK poinformowała dwóch prokuratorów rejonowych (w woj. mazowieckim i podkarpackim) i Delegaturę CBA we Wrocławiu, przekazując dokumentację w celu jej wykorzystania w prowadzonych postępowaniach oraz przygotowała trzy powiadomienia: do Wojewody Wielkopolskiego oraz Zachodniopomorskiego i do Starosty Konińskiego. Można nie tylko przypuszczać, ale być nawet pewnym, że to tylko czubek góry lodowej!

O wiatrakach dyskutują u Prezydenta RP

Konferencja 26.08.2014 Pałac Prezydencki, Warszawa. Fot. Krzysztof A. Worobiec

Konferencja 26.08.2014 Pałac Prezydencki, Warszawa. Fot. Krzysztof A. Worobiec

Krzysztof Kwiatkowski, Prezes NIK, informacje i wnioski z przeprowadzonej kontroli przedstawił osobiście 26 sierpnia 2014 r. w Pałacu Prezydenckim w Warszawie na konferencji „Krajobraz a energetyka wiatrowa – poszukiwanie ładu”2. W trakcie spotkania zorganizowanego w ramach prezydenckiego Forum Debaty Publicznej „Potencjał obszarów wiejskich szansą rozwoju” wystąpił także minister Piotr Otawski – Główny Konserwator Przyrody, który mówił o krajobrazie otwartym i problemach z ochroną krajobrazów szczególnie cennych w kontekście wyników kontroli NIK. Natomiast Piotr Całbecki – marszałek kujawsko-pomorski, przedstawił doświadczenia w walce z wiatrakami w swoim województwie. Po serii tych krótkich wystąpień rozpoczęła się dyskusja panelowa, którą prowadził Olgierd Dziekoński, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Dotyczyła ona postawionych na wstępie trzech pytań: „Krajobraz i źródła energii odnawialnej – wartości nie do pogodzenia? Jaka jest rola i odpowiedzialność samorządów za ład w krajobrazie? Jak wpływać na ład krajobrazowy?”. Do odpowiedzi na te pytania zostali zaproszeni paneliści (w kolejności zabierania głosu): Michał Kiełsznia – Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska, Krzysztof A. Worobiec – Prezes Stowarzyszenia „Sadyba”, prof. Tadeusz Markowski – Prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich, Jerzy Pietrewicz – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki, Janusz Sepioł – Senator RP, Przewodniczący Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, Ryszard Wilczyński – Wojewoda Opolski, Paweł Orłowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, Mieczysław Koch – Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Energii Odnawialnej, Maciej Klimczak – Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Wojciech Centarski – Prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej oraz Piotr Żuchowski – Generalny Konserwator Zabytków. Dyskusji tej przysłuchiwało się około 100 zaproszonych osób, część z nich miała szansę na krótką wypowiedź. Dzięki e-transmisji dyskusję na żywo mogli oglądać internauci.

…i w sejmie

Sierpniowe spotkanie w Pałacu Prezydenckim w Warszawie nie było pierwszą dyskusją o wiatrakach zorganizowaną pod auspicjami Bronisława Komorowskiego. W ramach wspomnianego Forum Debaty Publicznej odbyło się już kilka spotkań, także z udziałem Prezydenta RP – miałem okazję być i zabierać głos na kilku z nich. Między innymi ich wynikiem jest złożony w sejmie prezydencki projekt tzw. ustawy krajobrazowej, czyli projekt „ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu”.

Projekt dotyczy zmian (uzupełnień) wielu ustaw, w tym o zagospodarowaniu przestrzennym, ochronie przyrody i zabytków czy prawa budowlanego, aby w ten sposób wzmocnić mechanizmy kształtowania i ochrony przestrzeni publicznej, zarówno miejskiej (np. przed reklamami wielkopowierzchniowymi), jak i krajobrazu otwartego (problem dominant krajobrazowych, a więc także turbin wiatrowych). Jak można przypuszczać, ta druga część prezydenckiego projektu spotyka się z oporem lobby energetycznego, samorządów oraz samego rządu, który alarmował, że proponowane zmiany mogą mieć negatywny wpływ na rozwój sieci telekomunikacyjnych i energetycznych3. Nic więc dziwnego, że na ten temat trwa burzliwa dyskusja w sejmowej Podkomisji ws. przedstawionego przez Prezydenta RP projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu (druk nr 1525)4. Choć posłowie – członkowie podkomisji, której przewodniczy posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, przyjęli wiele proponowanych przez Prezydenta RP rozwiązań, to niestety istnieje poważna obawa, że odrzucą oni propozycje dotyczące dominant krajobrazowych, gdyż dotyczą one też wiatraków.

Wątpliwa satysfakcja

Zarówno kontrola NIK, jak i inicjatywa Prezydenta RP wraz ze złożonym przez niego projektem ustawy potwierdzają wszystkie uwagi i postulaty Koalicji. Można powiedzieć, że jest to sukces, bo przecież potwierdza słuszność naszych działań. Jednak stwierdzenie „a nie mówiliśmy” nie daje żadnej satysfakcji, gdy tyle inwestycji zostało już zrealizowanych, trwale zagrażając zdrowiu mieszkańców oraz na dziesiątki lat szpecąc krajobraz i szkodząc przyrodzie. Wnioski z kontroli NIK powinni wyciągnąć teraz nie tylko decydenci, ale przede wszystkim mieszkańcy gmin, w których samorządowcy ignorowali ich prawo do życia w zdrowiu i spokoju. W jesiennych wyborach samorządowych mieszkańcy wielu miejscowości odpłacili już swoim włodarzom pięknym za nadobne i pozbawili ich mandatu władzy (tak było np. w Jezioranach, o których pisałem w wakacyjnym numerze DŻ)! Ale to także mało – potrzebne jest przejrzyste prawo regulujące zasady lokalizacji turbin wiatrowych, by nie mogło dochodzić do samowoli, bo jak pisze w swoim raporcie NIK: „Niedookreślone dla tego rodzaju działalności gospodarczej prawodawstwo, a także niejednolita doktryna i orzecznictwo, nie gwarantowały w dostatecznym stopniu lokalizowania i budowy elektrowni wiatrowych w sposób bezpieczny dla środowiska i zarazem ograniczający uciążliwość farm dla osób zamieszkałych w ich sąsiedztwie”.

Krzysztof A. Worobiec

Krzysztof A. Worobiec, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”