Miesięcznik Dzikie Życie

9/267 2016 Wrzesień 2016

Czy upadek wiary w przyrodę oznacza kres ludzkości?

Prof. Grzegorz Gabryś, prof. Beata Gabryś

List otwarty do polskich publicystów i dziennikarzy

Prawda jest tylko jedna. I prawda zawsze leży tam, gdzie leży.

śp. Sebastian Karpiniuk, poseł PO

Szanowni Państwo,
adresujemy ten nieformalny list nieprzypadkowo właśnie do Was. Doceniając prawdziwe rzemiosło, a właściwie artyzm publicystyczny i dziennikarski, lubimy być przekonani, że w danym programie czy artykule prasowym przekazuje się prawdę, popartą rzetelną wiedzą i w dodatku podaną w sposób jasny, czysty, kulturalny i w języku stricte polskim. Jako nauczyciele akademiccy nie mamy ostatnio zbyt wielu okazji, aby śledzić media. Większość naszego czasu, który kiedyś przeznaczaliśmy na rozwój intelektualny, pracę badawczą i dydaktyczną, zajmuje nam obecnie opanowywanie nowomowy związanej z wdrażaniem europejskiego systemu nauczania, tworzenie sylabusów, wypełnianie druczków, ankiet, jednym słowem udowadnianie, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Mamy jednakże nadal nadzieję, że polskie uczelnie wyższe nie zamienią się w innowacyjne korporacje, jak chciałaby tego część decydentów, gdyż, naszym skromnym zdaniem, uczelnia ma kształcić, szpital leczyć, szkoła uczyć, muzeum edukować, park narodowy chronić, a media – przekazywać prawdę... całą prawdę. Cenimy profesjonalne programy i publikatory, ponieważ jako biolodzy mamy okazję dowiedzieć się z nich czegoś o rzeczach nam na co dzień odległych, jak np. ekonomia, gospodarka, polityka. Ale… czujemy jednocześnie ogromny niedosyt z powodu braku w poważnych mediach obecności zawodowych biologów i ekologów mówiących o szeroko pojętej ochronie środowiska naturalnego, potocznie zwanej „ekologią”, zarówno w programach publicystycznych, jak i w mediach drukowanych. I nie chodzi nam o najnowsze osiągnięcia genetyki czy biologii molekularnej, ratujące lub niweczące ludzkie życie. Chodzi nam o szeroką dyskusję na temat tej „zwykłej” przyrody, która ginie wokół nas i przez co my, jako gatunek, również dokonujemy powoli żywota. Przyrody, o której kiedyś opowiadał w „Zwierzyńcu” Michał Sumiński czy w „Dzienniku” Czesław Nowicki – „Wicherek”. Mówiąc krótko, trzeba sobie wreszcie uświadomić, że „koniec świata” w postaci „potopu” – ocieplenia klimatu, podwyższenia poziomu wód i wszystkich tego konsekwencji – nie nadchodzi. On już trwa, a my w nim tkwimy po uszy. Dinozaury nie wymarły jednego dnia. Ten proces trwał tak, jak trwa obecnie nasze wymieranie.

Kadr z fimu Cztery pory roku (1984)

Inteligentny recykling: doskonale wkomponowane w krajobraz centrum informacyjne w rezerwacie Twyfelfontein (Namibia), zbudowane ze starych beczek po paliwie. Fot. Grzegorz i Beata Gabryś

I o tym właśnie trzeba mówić i pisać, ponieważ świadomość „ekologiczna” przeciętnego Polaka jest niezwykle niska, a problem złożony i często wielce polityczny, przekładający się na ogromne pieniądze. Nikt nie jest zainteresowany przekazaniem rzetelnej wiedzy np. na temat niewiarygodnej szkodliwości farm wiatrowych, a osób kompetentnych nie dopuszcza się do dyskusji. Tymczasem po godzinie 22:00 polskie autostrady zapełniają się wiatrakowym złomem wywożonym pospiesznie z krajów Europy Zachodniej, wycofujących się powoli z wykorzystania tego mało opłacalnego źródła energii. Polska zaś od Tatr po Bałtyk i od Odry po Bug wypełnia się śmiercionośnymi tworami, które szpecąc krajobraz i – na razie – zabijając „tylko” zwierzęta, w niedalekiej przyszłości zaczną stwarzać potężne problemy zdrowotne, środowiskowe, ekonomiczne i socjalne także ludziom. Nie chcemy tutaj wnikać w szczegóły, ale skala jest zapewne porównywalna jak w przeszłości w przypadku zbagatelizowania szkodliwości DDT, azbestu, pestycydów czy izotopów promieniotwórczych używanych w medycynie (nie wspominając o nikotynie i substancjach smolistych).

A zatem ekonomia ekonomią, gospodarka gospodarką, polityka polityką, tymczasem ludzie zapominają, że wszystko to dzieje się na Ziemi, która jest w sumie niewielką kulką (geoidą) o określonej powierzchni, skończonej i nierozciągalnej wirtualnie za pomocą „myszki”. W kulkę tę, podobnie jak w jabłko czy pomarańczę, można wbić tylko określoną liczbę szpileczek. Któraś będzie ostatnia. A trzeba pamiętać, że nasze szpileczki jedzą, siusiają, a niektóre grają w golfa, tenisa lub pływają jachtem. W 1825 roku szpileczek było zaledwie miliard, dzisiaj jest ich siedem razy więcej. Huxleyowska (czy raczej Smuszkiewiczowska) wizja „Nowego Wspaniałego Świata” nie wszystkim będzie w smak. To tak, jak w prezentowanej przez nas na wykładach „zasadzie dwóch deweloperów” – każdy obiecuje domki pod lasem, a w efekcie oba osiedla spotykają się „plecami” na wykarczowanym placu.

Inteligentny recykling: doskonale wkomponowane w krajobraz centrum informacyjne w rezerwacie Twyfelfontein (Namibia), zbudowane ze starych beczek po paliwie. Fot. Grzegorz i Beata Gabryś

Inteligentny recykling: doskonale wkomponowane w krajobraz centrum informacyjne w rezerwacie Twyfelfontein (Namibia), zbudowane ze starych beczek po paliwie. Fot. Grzegorz i Beata Gabryś

Poruszajcie więc Państwo tematy „wstydliwe” i niepopularne z szeroko pojętej polityki demograficznej i ekologicznej, zapraszajcie od czasu do czasu do rozmów i wywiadów biologów-niepolityków, którzy uczciwie opowiedzą o ważkich sprawach i ustosunkują się do nich nie z punktu widzenia gospodarki, lecz przyrody. Może wtedy usłyszymy rzetelne odpowiedzi na nurtujące nas, czy raczej te, które powinny nurtować, pytania:

  • czy rzeczywiście powinniśmy zwiększać, a nie zmniejszać przyrost naturalny?
  • czy procesy takie, jak nadmierne wycinanie lasów (eufemizm: przebudowa drzewostanu), osuszanie bezcennych przyrodniczo terenów podmokłych (eufemizm: racjonalna gospodarka wodna), nieznane dotychczas w całej historii Ziemi tempo wymierania gatunków (eufemizm: naturalny i cykliczny proces ewolucyjny), pozyskiwanie ogromnych obszarów pod rolnictwo, zabudowę, przemysł (eufemizm: rozwój cywilizacyjny), wprowadzanie śmiercionośnych urządzeń jak gigantyczne zapory, farmy wiatrowe itp., wykorzystujących odnawialne źródła energii (eufemizm: zielona energia), nasilanie się chorób epidemicznych i pasożytniczych, powstawanie odporności genetycznej wirusów RZECZYWIŚCIE NIE SĄ BEZPOŚREDNIO ZWIĄZANE Z PRZELUDNIENIEM?
  • jak na środowisko w warunkach Polski wpłynie wydobywanie gazu łupkowego?
  • jak środowisko naturalne zareaguje na zainstalowanie tysięcy farm wiatrowych?
  • czy kopalnie odkrywkowe są sensownym rozwiązaniem problemów energetycznych?
  • jak szybko rabunkowe pozyskanie deficytowego już dziś piasku morskiego do celów budowlanych i przemysłowych doprowadzi do katastrof ekologicznych poprzez zanik raf koralowych, plaż i wybrzeży?
  • co zrobimy z odpadami radioaktywnymi po uruchomieniu elektrowni atomowej?
  • czy koszt uranu, którego jest coraz mniej i w związku z tym jest coraz droższy, niespowoduje nieopłacalności powyższego przedsięwzięcia?
  • czy energia solarna nie jest jedynym źródłem energii, które może w przyszłości usatysfakcjonować zarówno człowieka, jak i wszystkie inne ziemskie „byty” (= biota)?
  • w jakim stopniu musimy zdewastować Ziemię, żeby i tak w końcu oprzeć się na energii Słońca? Może warto przekonać lobby węglowe, naftowe itp. do zainwestowania w badania nad wykorzystaniem energii solarnej i zrobić to wcześniej?
  • dlaczego w Polsce „zarządzanie” przyrodą ma charakter orwellowski, tzn. Ministerstwo Środowiska skupia absolutnie zantagonizowane środowiska:
  • a) leśników, a więc ex definitio „inżynierów pozyskujących drewno”, którzy drzewo określają terminem „drewno na pniu” i tak zmuszeni są traktować je w żywym ekosystemie,

b) specjalistów od odnawialnych źródeł energii, a więc m.in. wspomnianych farm wiatrowych, zabijających wszystko dookoła włącznie z ludźmi,

c) geologów zajmujących się m.in. pozyskiwaniem gazu łupkowego, którego eksploatacja zamieni nasz kraj w pustynię i pozbawi zasobów wodnych,

oraz

d) niejako przy okazji specjalistów od ochrony przyrody, marginalizowanych, szykanowanych, zastraszanych i przekupywanych – często po studiach rolniczych, ekonomicznych, lub bez, tylko akcydentalnie biologów, ekologów lub absolwentów kierunków ochrony środowiska; czyż nie przypomina to Ministerstwa Pokoju zajmującego się Wojną, Ministerstwa Miłości zajmującego się Nienawiścią czy Ministerstwa Prawdy zajmującego się Kłamstwem?

  • dlaczego NIGDY w powojennej historii Ministrem [Ochrony] Środowiska nie był biolog lub ekolog, ale zawsze był to leśnik, lekarz, ekonomista, historyk, rolnik, prawnik lub marynarz?
  • jak uprawy genetycznie modyfikowanych roślin wpływają na kondycję rodzimych ekosystemów i dlaczego nad polem koniczyny GMO nie bzyczą żadne owady?
  • dlaczego relaksując się np. w jaskini solnej słuchamy śpiewu ptaków i szumu źródełka, a nie odgłosu śmigieł wiatraka, transportera z węglem czy ruchu ulicznego – może jednak środowisko naturalne czemuś służy, pomimo że nie przynosi wymiernych korzyści materialnych?
  • czy ten skrajny liberalizm, ale tylko w stosunku do jednego gatunku Homo sapiens, nie odbije się czkawką w przyszłości?

Reasumując

Czy upadek wiary w przyrodę oznacza kres ludzkości?

Idąc dalej tym tokiem rozumowania można zadać sobie pytanie o polski profesjonalizm i tzw. kompetencje społeczne w naszym kraju. Dlaczego jeśli komukolwiek zepsuje się samochód, pyta o zdanie mechanika, jeśli ktokolwiek zachoruje, pyta o poradę lekarza, jeśli ktoś chce wybudować dom, zwraca się do architekta i budowlańca, jeśli ktoś chce się rozwieść, to idzie do prawnika, sprawdzić buchalterię – do ekonomisty, wyciąć drzewo – do leśnika, posmakować dziczyzny – do myśliwego, zarybić staw – do wędkarza, wyhodować ogórki – do rolnika, kurczaki – do zootechnika, a przyciąć żywopłot – do ogrodnika? Dlatego, że to są profesjonaliści w danej dziedzinie. Dlaczego zatem, jeśli ktoś chce uzyskać opinię na temat ochrony przyrody, ekologii czy objęcia rośliny, zwierzęcia bądź grzyba ochroną gatunkową, zwraca się do… rolnika, leśnika, myśliwego, ogrodnika, ekonomisty, historyka, polityka etc.? Dlaczego nie zwraca się do profesjonalisty niezainteresowanego wysokimi plonami, pozyskaniem drewna czy zwierzyny? Niezainteresowanego bezpodstawnym przekształcaniem środowiska naturalnego w sztuczny, zniekształcony i niepełny ekosystem? Dlatego, że lobby finansowo-polityczne, składające się, jakże często, z niedouczonych i chciwych ignorantów – zawód biologa i ekologa skutecznie przez 70 lat powojennej historii naszego kraju ośmieszyło, odczłowieczyło i obrzydziło. Tymczasem to właśnie badania i opinie zawodowych biologów i ekologów skutecznie diagnozują, przewidują i proponują rozwiązania zmierzające do uniknięcia niekorzystnych zmian ekosystemowych. W krajach rozwiniętych to właśnie zawodowi biolodzy i ekolodzy decydują o kształcie środowiska naturalnego. To oni są strażnikami w Fish and Wildlife Service w USA. To oni w Niemczech grzmią i skutecznie ratują resztki natury, to oni przywrócili świetność australijskiej przyrody. Tymczasem u nas największym autorytetem z zakresu ochrony przyrody jest osoba publiczna głosząca wszem i wobec, że drzewa zabijają kierowców, a także, nomen omen, profesor (ale nie biologii, ekologii czy ochrony środowiska) tłumaczący przedstawicielom „lokalnej społeczności”, że nie ma sensu bronić bezcennej rzecznej doliny dla jakiejś głupiej żabki; że „żabka nie będzie ważniejsza od moich dzieci”. A potem te bzdury i skróty myślowe pojawiają się w kazaniach księży i zakonników, wypowiedziach znanych i mniej znanych, niemniej posiadających ogromne „niedostatki kapitału kulturowego wyniesione z domu” – posłów i senatorów. Tymczasem każdy myślący i przyzwoity obywatel wie, że nie chodzi o żabkę, lecz o potężny kawał unikalnej, dziewiczej, europejskiej przyrody, a także o to, żeby z utopijnego wiaduktu nad rzeczoną doliną kierowcy samochodów ciężarowych zmierzających w kierunku wschodnim nie wrzucali do rzeki worków z radioaktywnymi odpadami. Żabka to metafora, symbol, alegoria. Właśnie dzięki uratowaniu żabki uratujemy nasze dzieci, wnuki, prawnuki i praprawnuki. Ale to trzeba głośno wyartykułować. I nie ma sensu powielać tych przekazów w publikatorach branżowych. Profesjonalni biolodzy o tym wiedzą, nie muszą się nawzajem przekonywać. Jak w każdej grupie zawodowej porozumiewają się skrótami, półsłówkami i równoważnikami zdań – jak stare małżeństwo: gazeta, naczynia, pies, dziennik, zupa / wiatraki, wycinka, kopalnia, zapora, supermarket – i wszystko jasne.

Chodzi więc o to, aby te prawdziwe prawdy przedostały się wreszcie do mediów publicznych poprzez wiarygodnych dziennikarzy z wielkim autorytetem, obdarzonych ogólnym zaufaniem, inteligentnych, uczciwych i odpowiedzialnych. Poprzez autorytety ze świata Nauki przez duże „N”, a nie nałuki przez małe „ł”. Poprzez publicystów o „złożonym mózgu”, jasnym umyśle i czystym sercu. Przekonanych o tej najprawdziwszej prawdzie, „która zawsze leży tam, gdzie leży”: Jesteśmy częścią przyrody, z którą razem wyewoluowaliśmy i bez jej pełnego poszanowania wraz z nią zginiemy.

Stąd prośba właśnie do Państwa.

Prof. dr hab. Grzegorz Gabryś, prof. dr hab. Beata Gabryś

Prof. dr hab. Grzegorz Gabryś, kierownik Katedry Zoologii Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego
Prof. dr hab. Beata Gabryś, kierownik Katedry Botaniki i Ekologii Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego