Miesięcznik Dzikie Życie

3/285 2018 Marzec 2018

Rok Ekologii w Rosji okiem niezależnego ekologa

Walery Brinich

Oto minął u nas w Rosji rok 2017. Rok Ekologii i Obszarów Chronionych. Minął – pomimo tego, że mamy całe mnóstwo problemów ekologicznych – bez szczególnych osiągnięć czy przełomu w „zielonej” gospodarce, w edukacji ekologicznej i wychowaniu, w polepszeniu środowiska bytowania świata zwierzęcego włączając weń człowieka. Gdzieś tam nawet jeszcze bardziej się pogorszyło, gdzie indziej nie ma żadnych zmian, a w niektórych miejscach sytuacja nawet się polepszyła jakby na przekór „staraniom” urzędników i większości nieświadomego społeczeństwa. Według danych Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ekologii Federacji Rosyjskiej w 2017 roku odbyło się w kraju ogółem ponad 33 tys. różnego rodzaju wydarzeń, w których udział wzięło prawie 22 mln osób. Zdaniem wielu najbardziej udanymi projektami były: likwidacja zagrożeń w strefie arktycznej, działania podjęte na rzecz ochrony Bajkału i ochrona rzadkich gatunków zwierząt na Dalekim Wschodzie.

Większość niezależnych ekspertów uważa jednak, że Rok Ekologii i Obszarów Chronionych w Rosji zakończył się fiaskiem. Oczywiście urzędnicy mają inne zdanie, jednak większość znanych społecznych organizacji przyrodniczych uważa rok 2017 za zakończony niepowodzeniem w zakresie zwiększenia efektywności ochrony środowiska oraz podniesienia jakości życia Rosjan. Podobne oceny dało się słyszeć także na VI zjeździe Rosyjskiej Partii Ekologicznej „Zieloni”, który odbył się pod sam koniec 2017 roku – 26 grudnia. Delegaci wiązali ów brak efektów z nieudolnym zarządzaniem zarówno na poziomie federalnym, jak i w terenie. Nie zrealizowano w zasadzie żadnego z zadań związanych z problemami ekologicznymi, jakie postawił przed urzędnikami na rok 2017 prezydent Władimir Putin. Sytuacja ekologiczna tak w regionach, jak i w różnych działach gospodarki, nadal się pogarsza, zaś urzędnicy jak zawsze próbują usprawiedliwiać się znanymi wymówkami i dzielą się planami na przyszłość.

Obrazek

Wystąpienie Walerego Brinicha na zjeździe Rosyjskiej Partii Ekologicznej „Zieloni” w dniu 26 grudnia 2017 roku. Fot. z archiwum Walerego Brinicha

Okazuje się, że przez całe lata nasi urzędnicy niczego nie robią aż tu nagle „Bęc!” i nadchodzi Rok Kina, Rok Ekologii czy… Rok Rodzenia Dzieci na przykład. I trzeba natychmiast „po stachanowsku” wykazać się wielkim efektem. Z tym, że musi on być taki, aby prezydentowi zaparło dech w piersiach i by w trakcie czytania resortowych raportów męska łza popłynęła mu ze szczęścia. Wychodzi zatem na to, że kto lepiej kłamie, na tego prezydent spojrzy łaskawszym okiem! Bo przecież aby osiągnąć realny znaczący rezultat, trzeba pracować długo i systematycznie a nie przeprowadzić jednorazową kampanię.

O ile dość pomyślna okazała się polityka zagraniczna Rosji i wizerunek samego W. Putina, o tyle zupełnie nieudana była polityka wewnętrzna realizowana przez rosyjskie władze z Dmitrijem Miedwiediewem na czele. Oczywiście Władimir Władimirowicz zwycięży w tegorocznych wyborach, o ile nie wydarzy się coś nieprzewidzianego. Będzie to jednak zwycięstwo na skutek tego, że elektorat po prostu nie ma z kogo wybierać. Przecież nie będą głosować na Ksenię Sobczak?!

Analizując ekologię w ujęciu klasycznym, czyli jako naukę o zależnościach między wszystkim co żyje, to za realny acz polityczny sukces Roku Ekologii można uznać wysunięcie przez Komunistyczną Partię Rosyjskiej Federacji na wybory prezydenckie nowego kandydata. Zamiast „czerstwego” już nieco Gienadija Ziuganowa jest nim doskonały manager i milioner Paweł Grudynin. Jeśli Putin nie jest głupcem (a raczej nie jest) to premierem rządu Federacji Rosyjskiej powinien w tym roku zostać ten właśnie kandydat na prezydenta.

Wróćmy jednak do ochrony środowiska, niewłaściwie rozumianej przez większość społeczeństwa jako ekologia. Dlatego, że tylko nieliczni domyślają się, że ekologia i ochrona środowiska, to co prawda powiązane, ale mimo wszystko różne pojęcia. Oczywiste, że dla prezydenta wszystko jedno jak ten rok 2017 nazwać, jak mówi stare powiedzenie „niech będzie i garnek byle do pieca wszedł”, czyli byleby tylko efekt był pozytywny. Minister zasobów naturalnych i ekologii Rosji powinien jednakże podpowiedzieć prezydentowi, co znaczy termin „ekologia”. Chyba, że on też nie wie? Może właśnie dlatego Rok Ekologii zakończył się fiaskiem, ponieważ z powodu ignorancji zajmowano się nie tym, co trzeba?

Obrazek

Panorama Białoreczeńskiego Kombinatu Chemicznego w Krasnodarskim Kraju. Fot. Walery Brinich

Minister zasobów naturalnych i ekologii Rosji Siergiej Donskoj z satysfakcją ogłosił, że Rok Ekologii był rekordowym rokiem w ciągu ostatnich 20 lat z punktu widzenia skali działań podjętych w celu rozszerzenia sieci ekologicznej w kraju. Jednocześnie minister przemilczał (pewnie ze skromności) ten fakt, że to kierowane przez niego ministerstwo zakłóciło realizację Koncepcji rozwoju obszarów chronionych do 2020 roku, zatwierdzoną przez rząd jeszcze w 2011 r. Utworzone w Roku Ekologii wszystkie cztery obszary chronione (zapowiedniki: „Wschód Zatoki Fińskiej” i „Wasiugański”, parki narodowe: „Ładoskie Szkiery” i „Góry Sengilejewskie”) powinny być utworzone jeszcze w latach 2012-2013, zaś w 2017 roku należało utworzyć Saratowski Zapowiednik Stepowy i parki narodowe: „Górna Koływań” i „Togul” w Kraju Ałtajskim.

Ważniejsze jest jednak to, że taki rezultat wygląda skrajnie niesatysfakcjonująco na tle 100-letniej historii ochrony przyrody w Rosji. Gorzej niż w ciągu ostatnich 20 lat było jeszcze tylko w latach 1950-1970, kiedy to zlikwidowano lub zmniejszono ogromną ilość obszarów chronionych a utworzono tylko kilka nowych. Nawet w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i powojennych zniszczeń utworzono w kraju trzykrotnie więcej zapowiedników niż w całym okresie od 2000 roku.

Cieszy to, że w minionym Roku Ekologii nie przyjęto na szczeblu federalnym żadnych zmian w prawie dotyczącym obszarów chronionych. Dzięki staraniom społeczników udało się znieść poprawki dotyczące możliwości przekazywania działek leśnych w parkach narodowych i zapowiednikach z ręce prywatne. U schyłku 2013 roku wniesiono tyle poprawek do ustawy o obszarach chronionych, jakby to był rok nie ochrony środowiska a jego zniszczenia! [rok 2013 był w Rosji Rokiem Ochrony Środowiska – przyp. tłumacza].

Jednakże Ministerstwo ZNiE nie siedziało bezczynnie w 2017 roku. To co nawyrabiano z Czerwoną Księgą, jest w pełni zasługą tej instytucji i kierującego nią Siergieja Donskiego. To on osobiście podpisał zarządzenie wyłączające specjalistów-zoologów z procedury decyzyjnej dotyczącej wpisania gatunku i podgatunków, którym grozi wymarcie, do rosyjskiej Czerwonej Księgi. Teraz w tej kwestii pierwsze skrzypce grają ci, którzy korzystają z pozyskiwania zwierząt, co już przeszkodziło włączeniu do Czerwonej Księgi licznych gatunków i podgatunków zwierząt, które są cenne dla myśliwych i rybaków. Ludzie ci nawet listę gatunków rzadkich i wymierających zakłamali. Szeroko konsultowali publicznie jedną listę a zarejestrowali w Ministerstwie Sprawiedliwości zupełnie inną, z której czysto „przypadkowo” zniknęły właśnie gatunki zwierząt łownych, ważnych dla rybołówstwa oraz dla delfinariów. Urzędnicy zatem wykazywali się nową redakcją Czerwonej Księgi jako swoim osiągnięciem w Roku Ekologii, a tak naprawdę obróci się to w katastrofę dla niektórych rzadkich gatunków, na które już tej wiosny rozpoczną się polowania. Uczeni i społeczni aktywiści są w szoku, zaś ci, którzy korzystają z pozyskiwania zwierząt gratulują sobie zwycięstwa.

Obrazek

Dzikie składowisko odpadów. Fot. Walery Brinich

Dwa lata, 2013 rok i 2017, ogłoszone przez prezydenta Rosji odpowiednio Rokiem Ochrony Środowiska i Rokiem Ekologii i Obszarów Chronionych przejdą do historii jako początek i koniec unicestwienia całego gatunku – bukszpanu kolchidzkiego Buxus colchica wpisanego do Czerwonej Księgi Rosji. Gatunek reliktowy, który przeżył epokę lodowcową, nie wytrzymał zimnej bezduszności rosyjskich urzędników, poczynając od celników a kończąc na Ministerstwie Zasobów Naturalnych i Ekologii, odpowiedzialnych za politykę ochrony przyrody w kraju. Niebezpieczny inwazyjny szkodnik z Europy – ćma bukszpanowa Cydalima perspectalis zawieziona do Soczi w końcu 2012 roku wraz z sadzonkami z Włoch w celu zazielenienia olimpijskiego miasta, zaczęła zżerać (trudno użyć innego słowa) bukszpan na czarnomorskim wybrzeżu w Roku Ochrony Środowiska a ostatecznie unicestwiła tylko w Rosji ponad 4000 ha bukszpanowych lasów w minionym Roku Ekologii. I żaden urzędnik za to nie odpowiedział, a niebezpieczny szkodnik do chwili obecnej nie jest wpisany na listę gatunków inwazyjnych w Rosji.

W ochronie środowiska nie lepiej

Dajmy jednak spokój przyrodzie ożywionej. Zobaczmy lepiej, jakimi osiągnięciami wykazali się nasi urzędnicy w tzw. „zielonej” gospodarce. Czy jest tam jakiś przełom, który wleje w serca nadzieję na rozwój nowych technologii energooszczędnych, surowcooszczędnych i z zakresu ochrony przyrody, które polepszą jakość życia Rosjan?

Jak objaśnił Władimir Burmatow, przewodniczący Komitetu ds. Ekologii i Ochrony Środowiska w Dumie Państwowej, w Roku Ekologii poruszono „liczne bolące tematy, które nie latami a wręcz dekadami zamiatano pod dywan”. Faktycznie zatem obwinił on Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ekologii o wieloletnią bezczynność. Dlatego, że instytucja branżowa powinna pracować stabilnie i nieprzerwanie a nie tylko w konkretne lata, wyznaczone przez prezydenta Rosji.

W różnych środkach masowego przekazu ukazało się ponad 180 tysięcy publikacji, w których wspominano Rok Ekologii. Ba, o problemach ekologicznych chętnie i wiele mówili nawet przedstawiciele biznesu i władz różnych szczebli, ekologiczna retoryka, różnej co prawda jakości, codziennie dochodziła z ekranów telewizorów, głośników radio, stronic gazet i mediów elektronicznych. Ale co realnie zostało zrobione?

Siergiej Donskoj najważniejszą część programu na Rok Ekologii określił jako „stymulowanie przejścia przedsiębiorstw na nowe technologie, które pozwolą zmniejszyć negatywne oddziaływanie na środowisko”. Dlatego w 2017 roku planowano przeprowadzenie około 70% (179 z 242) przedsięwzięć, zaplanowanych w ramach 61 umów zawartych na lata 2017-2025 pomiędzy Ministerstwem Zasobów Naturalnych i Ekologii Rosji, Federalną Służbą Nadzoru w Zakresie Ochrony Środowiska, podmiotami terytorialnymi Federacji Rosyjskiej i największymi krajowymi zakładami. Na realizację wspomnianych przedsięwzięć wyasygnowano kwotę 90 miliardów rubli.

W oparciu o podpisane umowy do końca Roku Ekologii udało się kompaniom przemysłowym zrealizować 107 przedsięwzięć dotyczących modernizacji produkcji i zamontowania instalacji oczyszczających na łączną sumę ponad 17 miliardów rubli. Oznacza to, że nie udało się zrealizować 72 (40%) zaplanowanych na rok 2017 przedsięwzięć. Jaki to zatem jest sukces?

Gospodarkę odpadami ukierunkowano na ich selektywną zbiórkę i recycling w znacznie większym zakresie niż to jest obecnie. W ostatnich dniach 2017 roku Duma Państwowa przyjęła poprawki do ustawy „O odpadach przemysłowych i komunalnych”. Teraz można będzie przede wszystkim zorganizować selektywną zbiórkę odpadów bez konieczności posiadania specjalnej licencji. Ale czy nie można było przyjąć tych poprawek na początku Roku Ekologii albo nawet pod koniec 2016 roku? Tak aby przez cały 2017 rok prowadzić choćby selektywną zbiórkę a na koniec Roku Ekologii pochwalić się konkretnymi rezultatami a nie przyjęciem poprawek do ustawy?!

W ogóle w kwestii gospodarki odpadami Rok Ekologii był całkowicie nieudany. W większości regionów nie zostały wybrane firmy odpowiedzialne za usuwanie odpadów i nawet nie opracowano we wszystkich podmiotach terytorialnych Federacji Rosyjskiej planów zagospodarowania odpadów zgodnie z wymogami federalnymi. Według danych Wszechrosyjskiego Frontu Ludowego obecnie plany zagospodarowania odpadów przyjęte zostały w 81 podmiotach terytorialnych Federacji Rosyjskiej, jednak absolutna większość z nich wymaga dopracowania i co za tym idzie aktualizacji. „Przekonani jesteśmy, że przyjęcie regionalnych planów gospodarki odpadami i wybór firm tam, gdzie programy te wymagają poważnego dopracowania jest niedopuszczalne. Podobna praktyka grozi gwałtownym i nie mającym podstaw wzrostem taryf opłat dla mieszkańców” – powiedział Władimir Gutieniew, koordynator projektu Wszechrosyjskiego Frontu Ludowego „Generalne porządki”, deputowany Dumy Państwowej. Niezrealizowane w roku 2017 zadania postawione przez prezydenta Rosji częściowo dotyczą także międzyregionalnych planów gospodarki odpadami w granicach obszarów chronionych, a także udziału społeczeństwa w ustanawianiu tychże planów i wyborze regionalnych firm odpowiedzialnych za zbiórkę odpadów.

Obrazek

Tylko pniaki zostały po wyciętych dębach w otulinie pomnika przyrody „Masyw bukszpanu kolchidzkiego”. Fot. Walery Brinich

Dlatego składowiska nadal płoną, zaś spalarnie odpadów przedstawiane są jako panaceum na wszystkie problemy ekologiczne. „Spalarnie odpadów są najbardziej nowoczesną i bezpieczną technologią dla megapolis z wielką liczbą mieszkańców” – powiedział gubernator Andriej Worobiew. O korzyściach ze spalania odpadów mówił on także na V Wszechrosyjskim Zjeździe Ochrony Środowiska. Zapewne z braku innych możliwości. Zdecydowano w Roku Ekologii by zaliczyć odpady do odnawialnych źródeł energii. Według ocen ekspertów z Greenpeace co roku budżet Rosji traci około 230 miliardów rubli tylko dlatego, że nie jest zorganizowana w kraju selektywna zbiórka odpadów i ich odzysk. Może lepiej od razu pieniędzmi palić w piecach?

Wody, lasy, prawo…

W sierpniu 2017 roku zatwierdzono projekt „Ochrona i zapobieganie zanieczyszczeniom wód rzeki Wołgi”. Planuje się, że do 2025 roku uda się zmniejszyć zrzut zanieczyszczeń do wód Wołgi o co najmniej 80%. „W tym celu zaplanowano przede wszystkim przeprowadzenie modernizacji i budowy oczyszczalni dla co najmniej 200 zakładów w 17 regionach” – ogłoszono w Ministerstwie ZNiE. Czy znaczy to, że udział wspomnianych 200 zakładów w zanieczyszczeniu wód Wołgi stanowi 80% wszystkich zanieczyszczeń? Wszystkie te cyfry budzą moje podejrzenia. Zwłaszcza wskazanie 2025 roku. Wątpliwe by obecny minister zasobów naturalnych i ekologii aż tyle lat utrzymał się na swoim stołku nic nie robiąc. Ale przecież trzeba było pokazać prezydentowi Rosji jakąś „ładną” datę.

Urzędnicy Roslieschoza (Federalnej Agencji Gospodarki Leśnej Rosji) również raportowali o sukcesach w Roku Ekologii. Okazuje się, że w 2017 roku powierzchnia odnowień leśnych po raz pierwszy osiągnęła wielkość 945 tys. ha i przewyższyła powierzchnię wyrębów. W ten sposób udało się zrealizować koncepcję „hektar za hektar” zapisaną w grudniu 2016 roku w Kodeksie Leśnym i zakładającą kompensowanie wycinanych lasów takimi samymi powierzchniowo obszarami nasadzeń leśnych na obszarach niepokrytych dotąd lasem. Chciałoby mi się jednak krzyknąć, jak swego czasu Stanisławskiemu na widok kiepskiej gry aktorskiej: „Nie wierzę!”.

„Cały wic polega na tym”, że w raportach pod pojęciem odnowień leśnych rozumie się nie tylko realne prace wykonywane przy sadzeniu lasu, ale również tzw. sprzyjanie odnowieniu lasu i naturalne zarastanie przesiek leśnych. W najlepszym przypadku na takim obszarze usuwane są resztki po wyrębie lasu oraz wykonywana szeroka bruzda w ściółce leśnej przy pomocy pługa traktorowego. I udział takich obszarów, gdzie ma miejsce „odnawianie się lasu” stanowi 70-75% ogólnej powierzchni tych jakoby odnowionych leśnych hektarów. Stąd też powierzchnia faktycznych odnowień leśnych w 2017 roku zajmuje nie więcej niż ¼ ogłoszonych przez Roslieschoz 945 tys. ha, a w praktyce nawet jeszcze mniej z powodu słabej przeżywalności kultur leśnych.

Nie zdarzył się także w Roku Ekologii przełom w prawodawczej działalności rosyjskich deputowanych. Zgodnie z wytycznymi prezydenta Rosji planowano wprowadzenie poprawek do prawa dotyczącego odpadów, uporządkowania procedury państwowej ekspertyzy ekologicznej, ustawy o ochronie powietrza atmosferycznego w czasie niesprzyjających warunków meteorologicznych, o umieszczeniu urządzeń pomiarowych na odpływach ścieków, o informacji o środowisku oraz o zwierzętach. Część poprawek została już przyjęta. Wspominałem już o poprawkach wprowadzonych do federalnej ustawy „o odpadach przemysłowych i komunalnych”. Ale już np. projektowi ustawy „o odpowiedzialnym traktowaniu zwierząt”, przyjętemu przez Dumę Państwową w pierwszym czytaniu jeszcze w marcu 2011 roku nie udało się przejść drugiego czytania w Roku Ekologii. Wprowadzono tylko zmiany w rozdziale 245 („Okrutne traktowanie zwierząt”) Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej, a także w rozdziale 150 („Metody wstępnego śledztwa”) i 151 („Odpowiedzialność karna”) Kodeksu Postępowania Karnego Rosyjskiej Federacji. Nie zostały także przyjęte poprawki do federalnej ustawy „o ekologicznej ekspertyzie” i inne ustawy.

Ogólnie rzecz biorąc eksperci uważają, że przyczyną trudnej a miejscami katastroficznej sytuacji ekologicznej w Rosji oraz wysokiego stopnia przestępczości ekologicznej jest właśnie niestabilność bazowego prawodawstwa w tej dziedzinie i nieprzemyślany sposób jego nowelizacji. Wszak „zasady gry” zmieniane są dosłownie „w biegu”. Średni okres obowiązywania jakiejkolwiek ustawy z zakresu ochrony przyrody w Rosji to mniej niż 5 miesięcy. W Białorusi, Kazachstanie i Wielkiej Brytanii zmiany w prawie wprowadzane są od 2 do 15 razy rzadziej niż u nas.

Za jedną z poważnych prawnych porażek Roku Ekologii należy uznać ten żenujący fakt, że Rosja w Roku Ekologii nie podpisała (choć oczekiwano tego od niej) Konwencji z Aarhus, która wiąże się z dostępem do informacji o środowisku, udziale społeczeństwa w procesach decyzyjnych i dostępem do pomocy prawnej w kwestiach dotyczących środowiska.

Rok Ekologii zapamiętany zostanie także ze skandalu związanego w wykryciem w atmosferze wielu regionów Rosji i krajów Europy śladów zanieczyszczenia rutenem-106. I mimo, że źródło zanieczyszczeń nie zostało zlokalizowane, to osad, niczym w starej anegdocie z kradzieżą srebrnych łyżeczek, pozostał.

Ale szczególnie smutne były w roku 2017 wydarzenia związane z osobami, autorytetami szanowanymi pośród aktywistów społecznych. W styczniu umarł znany biolog i uczony Aleksiej Jabłokow, dawniej doradca prezydenta Rosji ds. ekologii. Zaś ciemną plamą końca Roku Ekologii stało się brutalne pobicie w Krasnodarze lidera „Ekologicznej Straży Północnego Kaukazu” Andrieja Rużomachy.

Walery Brinich

Tłumaczenie: Krzysztof Wojciechowski

Walery Aleksandrowicz Brinich (ur. 1964 r. w obwodzie sumskim na Ukrainie). Ukończył studia biologiczne o specjalności „zoologia i botanika” na Państwowym Uniwersytecie Kijowskim im. T. Szewczenki. Pracował w gospodarce leśnej i łowieckiej. W latach 1993-99 był dyrektorem Daurskiego Rezerwatu Biosfery na Zabajkalu, w latach 1999-2001 dyrektorem Kaukaskiego Rezerwatu Biosfery. Obecnie aktywie zajmuje się działaniami społecznymi na rzecz ochrony przyrody. Jest członkiem Centralnej Rady Wszechrosyjskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody. Żonaty, ma czworo dzieci.