Zarządzanie morzem
Widziane z morza
Pewnie większość użytkowników morza wie, że nie da się sterować czy też zarządzać podstawą morskiego ekosystemu, czyli mikroplanktonem. Niemniej, coś tak dużego jak ryby wydaje się już dużo prostsze do kontroli. Dzięki międzynarodowym wysiłkom i wprowadzeniu licencji połowów ryb na niektórych łowiskach osiągnięto widoczne, pozytywne rezultaty, przetrzebione stada odnawiają się (np. śledź w wodach Morza Północnego, dorsz arktyczny, niektóre populacje tuńczyków).
Do tego dochodzi widoczny sukces 35-letniej (od 1990 r.) międzynarodowej ochrony wielorybów, ze spektakularnym powiększeniem populacji humbaków, wali błękitnych czy wielorybów grenlandzkich.
Eksterminacja wielorybów w Antarktyce w latach 1904-1990 (zabito ich blisko 2 miliony), i 200 lat wcześniej podobna rzeź w Arktyce, spowodowała dobrze zbadane zjawisko „nadmiaru kryla”, czyli pojawienie się w morzu ogromnych ilości roślinożernych skorupiaków, które straciły swego głównego drapieżcę. Ten zapas pokarmu został szybko zagospodarowany przez polarne ekosystemy, głównie przez wzrost stad ptaków morskich i ryb. W Antarktyce, po wytępieniu wielorybów, dokładnie zbadano rozrost kolonii pingwinów, powrót uchatek i fok krabojadów. Naukowe zbadanie tego procesu było o tyle łatwe, że badania ekosystemu Antarktyki zaczęły się tuż przed wielorybnictwem, i można było porównać bezpośrednie obserwacje z naturalnego – niezaburzonego środowiska, do sytuacji w czasie i po eksploatacji wielorybów. W Arktyce nauka przyszła ponad 100 lat po zniknięciu wielkich stad waleni, dlatego dowody zmiany w ekosystemie są pośrednie, ale mocne. Wielkie stada ptaków planktonożernych i ryb pojawiły się po wytępieniu waleni.
Wszyscy cywilizowani ludzie powinni cieszyć się z odnawiania stad wielorybów. Ale nie ma nic za darmo i teraz naukowcy zaczynają donosić o konsekwencjach ochrony wielkich ssaków. Obszary polarne dziś pełne ryb i ptaków, odzyskały najważniejszego konkurenta do zasobów planktonu, i powoli następuje odwrócenie – czy też powrót do dawnego porządku. Dzięki nowoczesnym metodom, nie trzeba już zabijać wieloryba, żeby zobaczyć co zjadł – wystarczy pobrać próbkę jego skóry i zanalizować skład izotopowy, do tego mamy niezłe metody oceny liczebności populacji dużych zwierząt morskich. Stąd wiemy, że odradzająca się populacja wielorybów, jest coraz mocniejszym konkurentem o pokarm dla ptaków i ryb. Oczywiście człowiek chciałby mieć wszystko na raz, charyzmatyczne zwierzęta, zasoby ryb do własnej konsumpcji i jeszcze kryla.
Zmiany liczebności ryb czy ptaków morskich nie są jednak prostym efektem zmniejszenia dostępności pokarmu. Dobrze zbadane zmiany liczby pingwinów w Antarktyce, były spowodowane m.in. odrywaniem się wielkich gór lodowych, które udostępniły ptakom bliskie łowiska. W Arktyce bardzo ważnym czynnikiem jest napływ ciepłych wód z południa, z którymi ryby migrują na nowe obszary. Teraz dopiero dowiadujemy się też o ogromnej plastyczności gatunków – wieloryby w zależności od zasobów mogą żywić się wyłącznie krylem albo małymi rybami, albo innymi skorupiakami, albo mieszanką tych składników. To samo dotyczy ryb i ptaków. Nakładając na tę zmienność zmiany klimatyczne oraz chwilowe, takie jak pogoda czy wspomniane góry lodowe, otrzymujemy supeł zależności, którego nie sposób rozwiązać czy wymodelować.
Po kilkunastu latach rekordowych (ale kontrolowanych) połowów dorsza na Morzu Barentsa widać wyraźnie znaczący spadek liczby ryb – na co może mieć wpływ wzrost populacji waleni i fok, ale też migracja na północ rybożernych ptaków dotychczas gnieżdżących się w dużo dalej na południe (głuptaki, kormorany). Napływ wód atlantyckich przynosi też na tradycyjne żerowiska wielorybie nowe gatunki ryb z południa. Żaden pojedynczy czynnik nie wyjaśnia tej złożone sytuacji, w dodatku co roku inny może odgrywać znaczącą rolę. Morze to nie ogródek, nigdy nie wiadomo jakie skutki może wprowadzić nieostrożny ruch człowieka.
Prof. Jan Marcin Węsławski
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Listopad 2025