DZIKIE ŻYCIE

Wyciąć, żeby nie było czego chronić. Przypadek lasów wokół Bielska-Białej

Alan Weiss

Trwa walka z czasem, by ochronić lasy wokół Bielska-Białej. Strona społeczna domaga się zdecydowanego ograniczenia wycinek. Celem jest nie tylko zabezpieczenie cennej przyrody, ale również bezpieczeństwo mieszkańców regionu. Gospodarka leśna w Nadleśnictwie Bielsko doprowadziła bowiem do tego, że lasy utraciły swoje zdolności retencyjne. Zwiększa to zarówno ryzyko powodziowe, jak i grozi okresowym brakiem dostępu do wody pitnej w regionie. Konsekwencje były widoczne podczas nawalnych ulew w zeszłym roku. Ostateczne decyzje mają zapaść w Ministerstwie Klimatu i Środowiska do końca marca 2025 r. Tymczasem leśnicy wykorzystują ten czas i tną na terenach projektowanych lasów społecznych. Wkrótce może już nie być czego chronić.

Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara
Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara

Rzadko się zdarza, że mieszkańcy i organizacje przyrodnicze ramię w ramię z samorządowcami starają się o ochronę lasów. Taka sytuacja ma jednak miejsce właśnie w Bielsku-Białej, gdzie lokalne władze i strona społeczna od dawna starają się o utworzenie lasów społecznych i kilku rezerwatów przyrody. Gospodarka leśna miałaby być tam znacząco ograniczona lub w przypadku rezerwatów – całkowicie wstrzymana. Poza wymiarem przyrodniczym ma to także istotne znaczenie dla bezpieczeństwa. Chodzi o ochronę zasobów wody pitnej dla mieszkańców oraz niwelowanie ryzyka powodziowego. Wycinki i budowa kolejnych tzw. dróg zrywkowych w lasach doprowadziły bowiem do zdegradowania ich funkcji wodochronnej.

Leśnicy permanentnie lekceważą apele strony społecznej, która w lutym zeszłego roku alarmowała w sprawie zniszczenia koryta górnej części potoku Olszówka na północnych zboczach Szyndzielni. Jak podawali przedstawiciele koalicji „Las Wokół Miast” z Bielska-Białej, skupiającej ponad 60 organizacji przyrodniczych, na długości 300 m zasypane zostało koryto potoku masami ziemno-skalnymi, pochodzącymi z budowy drogi zrywkowej, czyli takiej, którą zwozi się drewno. Prace prowadzono na terenie obszaru Natura 2000.

Uskuteczniana w Nadleśnictwie Bielsko od lat rębnia stopniowa IVD spowodowała powstanie ogromnej liczby dróg leśnych. Ich wpływ na ekosystem górski jest zdecydowanie negatywny a w momencie ulewnych deszczy drogi te stają się rwącymi potokami, znacząco zwiększającymi ryzyko powodziowe. 

Powódź

Nie minęły cztery miesiące od dewastacji potoku Olszówki, a rejon Bielska-Białej doświadczył poważnych skutków powodzi. Zalane zostały szpitale, placówki edukacyjne, a wielu ludzi straciło dobytek życia. Starostwo Powiatowe oceniło straty na sumę ponad 80 milionów złotych. Zniszczenia nie byłyby tak dotkliwe, gdyby nie sposób prowadzenia gospodarki leśnej.

Głos mieszkańców Bielska-Białej usłyszano w końcu w Warszawie. Wiceminister Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Generalny Konserwator Przyrody, Mikołaj Dorożała, 6 czerwca 2024 r. zapowiedział na platformie X1 (dawny Twitter) swój przyjazd: „Przykład zalania Bielska-Białej i okolic pokazuje, że nie możemy dłużej gadać i kiwać głowami. Albo coś zrobimy albo kolejne zalania będą się powtarzały. W Bielsku-Białej, w innych miastach. Pojadę do Bielska, spotkać się z Lasami Państwowymi, samorządowcami, przyrodnikami i samymi mieszkańcami. Musimy znaleźć rozwiązanie i wyeliminować przyczyny”.

Wycinka starolasu pod szczytem Cyberniok w Beskidzie Śląskim. Fot. Dominik Fołta
Wycinka starolasu pod szczytem Cyberniok w Beskidzie Śląskim. Fot. Dominik Fołta

Pato-dialog z leśnikami

I rzeczywiście dwa tygodnie później, 20 czerwca 2024 r., Ministerstwo Klimatu i Środowiska zorganizowało spotkanie w Nadleśnictwie Bielsko. Na wydarzenie zaproszeni zostali leśnicy, samorządowcy, mieszkańcy oraz organizacje przyrodnicze. Ministerstwo reprezentował Mikołaj Dorożała.

Strona społeczna argumentowała, że w związku z coraz poważniejszymi skutkami globalnego ocieplenia, w tym powodziami błyskawicznymi, lasy pełnią i będą pełniły kluczową rolę w adaptacji do zmieniającego się klimatu. Od kondycji lasów uzależnione jest zatem także bezpieczeństwo ludzi. Im więcej lasów w górach – tym mniejsze skutki powodzi w dolinach. Dlatego mieszkańcy domagali się zdecydowanych działań:

  1. Wyłączenia z gospodarki leśnej lasów wokół Bielska-Białej, czyli rezygnacji ze zrębowego i przerębowo-zrębowego sposobu użytkowania lasów.
  2. Nowelizacji i aktualizacji zarządzeń dotyczących lasów ochronnych wokół miast z uwzględnieniem funkcji wodochronnych, wodonośnych, glebochronnych, etc.
  3. Audytu związanego z budową przez Lasy Państwowe dróg leśnych („suchych rzek”) i wstrzymania tych inwestycji.

Podczas spotkania wiceminister, Mikołaj Dorożała, przyznał, że lasy bielskie mogą dołączyć jako pierwsze do lasów wokół aglomeracji, by stworzyć lasy społeczne, ponieważ mają duży potencjał przyrodniczy i społeczny. W ten sposób Bielsko-Biała została włączona do grupy czternastu miast, wokół których część lasów miałaby pełnić przede wszystkim funkcję społeczną, a najcenniejsze przyrodniczo ekosystemy byłyby objęte ochroną rezerwatową.

Lasy Państwowe otrzymały więc polecenie opracowania koncepcji wyznaczenia lasów społecznych wokół Bielska-Białej. W prace zaangażowali się na równych prawach z leśnikami: mieszkańcy, przyrodnicy, naukowcy i przedstawiciele samorządów miasta Bielsko-Biała, gminy Wilkowice, Jaworze i Kozy. To na tym obszarze wytypowano 5490 ha, stanowiących 57% terenów zarządzanych przez Nadleśnictwo Bielsko.

Zgodnie z założeniami w lasach społecznych obowiązywałyby wyłączenia z użytkowania gospodarczego na stromych stokach (20 stopni i więcej), w drzewostanach w wieku 120 lat i starszych, w proponowanych rezerwatach przyrody, w buforach wzdłuż cieków, w buforach wzdłuż szlaków i dróg. Na pozostałych terenach lasów społecznych użytkowanie gospodarcze miałoby być ograniczone i zmodyfikowane. Tereny, na których zaplanowano ograniczenie prac leśnych, spełniają kryteria, jakie Ministerstwo Klimatu i Środowiska określiło dla powoływania lasów społecznych.

Budowa autostrad leśnych by dobrać się do starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara
Budowa autostrad leśnych by dobrać się do starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara

Sabotaż rozmów piłą mechaniczną

Lasy Państwowe wywróciły jednak stolik rozmów, nie zgadzając się na propozycje mieszkańców, organizacji i samorządowców. Zresztą jeszcze w trakcie negocjacji Nadleśnictwo Bielsko rozpisało przetargi na wycinki i to na terenach, które mieszkańcy wskazywali do objęcia ochroną w ramach lasów społecznych lub rezerwatów. Co więcej, mimo że we wrześniu zeszłego roku powtórzyła się katastrofa powodziowa, to już na przełomie listopada i grudnia 2024 r. pod topór poszły 150-letnie buki i 130-letnie jawory z wydzielenia 88 w masywie góry Szyndzielnia, turystycznym symbolu regionu.

Zdecydowany sprzeciw społeczny i petycja skierowana do Ministerstwa Klimatu i Środowiska spowodowały reakcję resortu, który wystosował pismo do Lasów Państwowych o zabezpieczenie lasów wokół Bielska-Białej w imię zasady przezorności. Postulaty dotyczyły zarówno zabezpieczenia terenów leśnych, jaki i zawieszenia przetargów na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej na terenie Nadleśnictwa Bielsko w roku 2025 szczególnie tam, gdzie mogłyby one kolidować z proponowanym obszarem lasów społecznych. Chodziło o niespełna trzy miesiące, czyli do czasu podjęcia decyzji o tym, jakie obszary będą lasami społecznymi i w jakim zakresie będą one chronione.

Lasy Państwowe zignorowały jednak prośbę Ministerstwa Klimatu i Środowiska, czyli swojego zwierzchnika i kontynuowały prace, tłumacząc w piśmie z 18 grudnia 2024 r., że zatrzymanie przetargów i zawieszenie już podpisanych umów byłoby możliwe jedynie, gdyby spełnione zostały przesłanki „istotnej zmiany okoliczności”, np. – co sami wskazali – zmiany prawa lub klęski żywiołowej oraz sprzeczności z interesem publicznym.

W – mówiąc delikatnie – pokrętnej logice Lasów Państwowych, żadna z tych przesłanek nie została spełniona. Choć w zeszłym roku powodzie nawiedzały region Bielska-Białej dwukrotnie, a sprzeczność z interesem publicznym leśnicy mogli wielokrotnie usłyszeć w trakcie spotkań z mieszkańcami. Poza tym Lasy Państwowe same wygenerowały sytuację konfliktową, rozpisując przetargi jeszcze w trakcie rozmów ze stroną społeczną. A przecież nie było takiej konieczności, wszak Plany Urządzenia Lasu realizowane są w okresach dziesięcioletnich, więc wstrzymanie przetargów i prac na kilka miesięcy nie byłoby żadnym problemem.

Dopiero decyzja Ministerstwa Klimatu i Środowiska z 10 stycznia 2025 r. nakazała bezwzględne wstrzymanie do końca 2027 r. cięć w projektowanych i proponowanych rezerwatach przyrody. Tym niemniej w przypadku Bielska-Białej oznacza to zabezpieczenie jedynie 684 ha z 5490 ha postulowanych przez stronę społeczną obszarów lasów społecznych. O losie pozostałego obszaru do końca marca zdecyduje resort środowiska.

Dorodne buki wycięte ze starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara
Dorodne buki wycięte ze starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara

Starolasy

Niestety na tym pozostałym obszarze leśnicy kontynuowali pracę. Nie przyniosła skutku interwencja radnej miejskiej z Bielska-Białej, Anity Szymańskiej, która wystosowała 28 stycznia br. pismo do Nadleśnictwa Bielsko o wstrzymanie wycinki w trzech rejonach: Lasu Gryndy, lasu w rejonie ul. Taterniczej i południowego fragmentu Lasu Szaleniec. Raptem kilka dni później społecznicy z inicjatywy „Las Wokół Miast” opublikowali bowiem fotografie wycinanego wydzielenia 98f, które spełniało ministerialne kryteria starolasu. Co ciekawe, wydzielenie 98f figuruje również w propozycji „wzmocnienia ochrony lasów” autorstwa samych Lasów Państwowych.

Nie ulega więc wątpliwości, że leśnicy złamali kolejne ministerialne polecenie, tym razem z 31 grudnia 2024 r., nakazujące Lasom Państwowym zidentyfikowanie i zabezpieczenie starolasów, czyli takich drzewostanów, które rozwinęły się lub rozwijają się w wyniku naturalnych procesów. Zgodnie z poleceniem od 1 stycznia 2026 r. starolasy mają obejmować co najmniej 1% powierzchni lasów w Polsce, a od stycznia 2027 r. udział ten ma wzrosnąć do co najmniej 2%.

Tymczasem w wydzieleniu 98f, znów w masywie Szyndzielni, pod piłami padły kolejne wiekowe i zdrowe drzewa. Po doniesieniach prasowych o tym procederze i sprzeciwie społecznym wobec trwających prac leśnych, Nadleśnictwo Bielsko w oświadczeniu z 7 lutego br., tłumaczyło, że wydzielenie 98f rzekomo nie spełnia kryteriów Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Jest to zdecydowanie błędna interpretacja Lasów Państwowych. Leśnicy sugerują bowiem, że polecenie ministerialne wyłącza „ze starolasów klasę odnowienia i klasę do odnowienia czyli drzewostany, w których proces przemiany pokoleń został rozpoczęty wcześniej”. Przeczy temu jednak treść polecenia, które obliguje Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych do zidentyfikowania starolasów zgodnie z kryteriami 1 i 2 wypracowanymi w ramach Ogólnopolskiej Narady o Lasach. Kryteria te wskazane są w Wytycznych i Rekomendacjach, stanowiących również załącznik nr 1 do przytaczanego polecenia. Należy podkreślić, że kryterium 2 spełniają zarówno drzewostany nie posiadające klasy odnowienia i klasy do odnowienia (wskazane w etapie I), jak i te posiadające klasę odnowienia i klasę do odnowienia (wskazane w etapie 2).

Czy Lasy Państwowe nie rozumieją poleceń Ministerstwa Klimatu i Środowiska, czy celowo wprowadzają w błąd swoimi tłumaczeniami? Skoro resort ustanawia dwa etapy wyłączeń starolasów, to oczywistym powinno być, że do czasu podjęcia decyzji obszary, które rozpatruje się pod kątem wyłączeń z gospodarki leśnej, powinny być zabezpieczone. Nadleśnictwo prowadząc wycinkę starodrzewu, usuwa przedmiot ochrony obszaru, mającego uzyskać status starolasów. Tym samym niweczy cel polecenia. Trudno nie pomyśleć, że to działanie celowe, obliczone na zysk i sabotujące ochronę starolasów.

Tymczasem ochrona statolasów jest również bardzo istotna w kontekście zmian klimatycznych. Dlaczego? Większe drzewa to więcej związanego w nich węgla. CO2 jest też magazynowany w glebie. Pozwalając więc dłużej żyć drzewom, magazynujemy więcej CO2 w ekosystemach leśnych. Natomiast gospodarka leśna, czyli poza wycinką także budowa dróg leśnych, które służą wywożeniu drewna oraz oranie leśnej gleby i nasadzenia, a także wykorzystanie do transportu drewna paliw kopalnych wiąże się z emisjami. Ograniczenie eksploatacji lasów jest więc niezbędne, by lasy mogły skutecznie wspierać nas w walce o ochronę klimatu. Dlatego też tak ważne są stare lasy – nasi sojusznicy w niwelowaniu dramatycznych skutków ocieplającego się klimatu.

Jednak do ochrony starolasów nie dojdzie, jeżeli wcześniej nadleśnictwa będą je wycinać. Tylko w 2025 r. Lasy Państwowe ogłosiły przetargi na wycinkę 2,3 mln m3 drzewostanów spełniających kryteria starolasów. Nie jest to zatem problem tylko lasów wokół Bielska-Białej, lecz poważne, ogólnopolskie zagrożenie, dlatego Pracownia na rzecz Wszystkich Istot w połowie lutego br. zawiadomiła Generalną Dyrekcję Lasów Państwowych oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska o problemach z interpretacją resortowego polecenia, skutkujących wycinką starodrzewu.

Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara
Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara

Głos nauki

Od początku w sporze z Lasami Państwowymi głos zabierali naukowcy. Uczestnikiem rozmów w Bielsku-Białej był ekspert strony samorządowej dr hab. Mariusz Czop, specjalista z zakresu gospodarki wodnej, hydrogeologii i ochrony wód, pracownik Katedry Hydrogeologii i Geologii Inżynierskiej na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH w Krakowie, autor około 150 publikacji na temat hydrogeologii, hydrogeologii górniczej i stosowanej, hydrogeochemii i ochrony wód podziemnych. Odnosząc się do kwestii działań przeciwpowodziowych Czop mówił: „Na Niżu Polskim faktycznie można rozważać poldery, odsuwać wały powodziowe od rzeki, by dać jej możliwość rozlania. W górach nie mamy takich możliwości, tu musimy postawić na lasy, które co do zasady chłoną opady bardzo dobrze, jak gąbka. Te retencyjne funkcje lasu należy wspomóc poprzez wdrożenie powszechnej, masowej retencji, budowanie przegród, naturalnych zbiorników, np. z wykorzystaniem kłód czy kamiennych bloków, żeby tę wodę powodziową złapać i nie pozwolić, by spłynęła do rzeki, bo, gdy to się stanie, wyrządzi tragiczne szkody”.

Hydrolog odnosił się tym samym do kwestii inwestowania w zbędną infrastrukturę: „Widziałem mnóstwo przykładów chwalenia się przez Lasy Państwowe małą retencją które wyglądały jak typowe produkty hydrotechniczne, takie mini zapory, wyprostowane koryta potoków i zbiorniki retencyjne, zrobione z kamienia. Hydrotechnika w lesie to absurd i tragedia. Po co oni to robią? Wystarczy nie wycinać lasu!”.

Dr hab. Mariusz Czop tłumaczył też, jakie są konsekwencje prowadzenia rabunkowej gospodarki leśnej w górskich lasach. Ogołacany z drzew stromy stok, gdzie występują źródliska, może spowodować powstanie nowego osuwiska. Bo w słabych podłożach utworów fliszowych, z jakimi mamy tam do czynienia wokół Bielska-Białej, zagrożenie jest jak najbardziej realne. Co to oznacza? Kolejną destabilizację systemu hydrologicznego okolicznych lasów, a więc pogłębienie efektu susz w porze bezdeszczowej, a przy większych opadach – powtórkę powodzi z czerwca i września zeszłego roku.

„Lasy Państwowe nie przejmują się, że obszar wycinki drzew na zboczach Szyndzielni to las wodochronny a usuwanie drzew z dużych powierzchni wpływa destrukcyjnie na zasoby wód pitnych. Istnieją naukowe dowody, że usuwanie powyżej 10-30% drzew z terenu zlewni leśnej wpływa negatywnie nie tylko na ilość i jakość, ale również dostępność wód w cyklu rocznym”.

Lasy Państwowe kompletnie nie traktują kwestii zatrzymywania wody w lesie jako swojego obowiązku i nie interesuje ich to, że woda w dużych ilościach spływa po stokach. Leśnicy nie biorą żadnej odpowiedzialności za wody opadowe i roztopowe. Wprawdzie, jak mówił hydrolog, nadleśnictwa górskie np. w Beskidzie Śląskim czy Żywieckim mogą mieć nawet 80-90% funkcji wodochronnej, ale jest to czysto papierowa deklaracja, która nie wiąże się z żadnymi specjalnymi metodami prowadzenia gospodarki leśnej, żeby tę wodę realnie chronić. Lasy Państwowe nie robią bilansu wodnego zlewni górskich, więc nie wiedzą, jaka jest materialna wartość tej wody, a są to kwoty naprawdę niebagatelne. Rejon Bielska-Białej to znakomity przykład tego, jak wycinki w zlewniach powodują większą destrukcję tej zlewni i samego potoku, i większe szkody w środowisku, niż w miejscach bez wycinek – tam, gdzie las był wielopiętrowy i wielogatunkowy. Szczególnie destrukcyjne są roboty ziemne na obszarach zlewni, zaopatrujących w wodę. Zdarza się, że służby muszą okresowo zamykać ujęcia wód z powodu ich mętności. Pojawiają się też deficyty wodne. Dlatego konieczna jest radykalna zmiana gospodarki wodnej w lasach pod kątem ochrony przeciwpowodziowej i zapobieganiu suszy.

„Największy problem z ochroną wód w lasach polega na tym, że Lasy Państwowe nie mają obowiązku chronić małych cieków, jeśli ich oficjalnie nie ma na mapach Wód Polskich, a ich nie ma, bo tam są tylko duże cieki – tłumaczy dr hab. Mariusz Czop. – Leśnicy nie mają obowiązku przedstawiania faktycznego stanu stosunków wodnych na danym obszarze, więc małe potoki, zbiorniki wodne, tereny podmokłe a nawet źródła nie są kompletnie chronione, można je bezkarnie niszczyć”.

Opublikowana 12 lutego br. przez Państwową Radę Ochrony Przyrody (PROP) – na prośbę Ministerstwa Klimatu i Środowiska – „Opinia w sprawie wpływu gospodarki leśnej w ekosystemach lasów górskich i podgórskich na zagrożenie powodziowe”2 podnosi analogiczne argumenty. PROP wskazuje, że sytuacja klimatyczna w ciągu ostatnich 20-30 lat uległa znaczącemu pogorszeniu. Cytowane w opinii raporty naukowe mówią o 7% wzroście intensywności opadów i o ponad 50% wzroście prawdopodobieństwa wystąpienia opadów nawalnych. Biorąc zaś pod uwagę, że Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem, to zjawiska te mogą stać się jeszcze większym problemem.

Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara
Wycinka starolasu pod Szyndzielnią. Fot. Jacek Zachara

„W niektórych sytuacjach rozwiązaniem korzystnym z punktu widzenia wzmocnienia retencyjnej roli lasu może być brak ingerencji – zaleca w opinii PROP. – Wiele lasów pozostawionych naturalnym procesom rozwija złożoną strukturę i wysokie zasoby martwego drewna, sprzyjające pełnieniu retencyjnej funkcji. Przy braku użytkowania nie dochodzi do kompakcji gleby i nie są generowane antropogeniczne linie spływu powierzchniowego na szlakach zrywkowych i drogach leśnych. Z tego powodu, niekiedy strategia nieingerencji może być korzystniejsza nawet w przypadku zamierania lub zniszczenia drzewostanu przez czynniki naturalne, jak np. gradacje owadów, wiatrołomy lub pożar – tj. pozostawienie lasu do naturalnej regeneracji może w mniejszym stopniu i na krócej upośledzać jego funkcję retencyjną, niż uprzątanie resztek drzewostanu i sztuczne odnowienie”.

Jedna z części opinii PROP poświęcona jest tylko sytuacji lasów wokół Bielska-Białej. Czytamy w niej, że nawet zdrowe drzewostany liściaste i mieszane, rosnące na stokach o nachyleniu przekraczającym 20 stopni, nie powinny być poddawane zabiegom hodowlanym, których celem jest pozyskanie surowca. Funkcja wodochronna powinna być w tym wypadku priorytetowa. Szczególnie, że lasy na stokach spełniają też funkcję glebochronną. PROP jako jedno z ważniejszych działań uznaje likwidację części dróg zrywkowych, ponieważ „symulacje numeryczne w warunkach lasów alpejskich wykazały, że budowa dróg leśnych może spowodować wzrost szczytów powodziowych w małych zlewniach nawet o 75%”.

Nie będzie czego chronić?

Warto zwrócić także uwagę na kwestie ekonomiczne. Nie jest tajemnicą, że Nadleśnictwo Bielsko jest deficytowe i musi być dofinansowane z Funduszu Leśnego. Zresztą tyczy się to również wielu innych nadleśnictw położonych w Karpatach czy Sudetach. I trudno się dziwić, skoro niejednokrotnie nakład finansowy konieczny do pozyskiwania z wyższych partii gór drewna, przekracza przychody ze sprzedaży surowca. Nie oznacza to jednak, że te nadleśnictwa nie powinny istnieć. Trzeba tylko przedefiniować ich funkcje. Docelowo lasy górskie powinny być wyłączone z funkcji produkcyjnej. Leśnicy będą zatem potrzebni do odbudowy zniszczonej retencji lasów, a potem odpowiedniego zarządzania lasami wodochronnymi, a także zarządzania ryzykiem klęsk żywiołowych, takich jak susze czy powodzie, w oparciu o rozwiązania ekosystemowe.

Szczególnie, że akurat lasy bielskie to modelowy przykład, który można wpisać w plan odbudowy ekosystemów leśnych, w ramach przegłosowanego w zeszłym roku na poziomie Unii Europejskiej rozporządzenia o odbudowie zasobów przyrodniczych (Nature Restoration Law).

Póki co wygląda jednak na to, że wielu leśników w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jak ważne usługi ekosystemowe spełnia las. Nie widzą, że lasy zapewniają wodę pitną, oczyszczają powietrze, zabezpieczają przed powodziami i osuwiskami. Sądząc po czynach, dla Lasów Państwowych las to tylko zysk ze sprzedaży drewna. I na tym kończą się funkcje lasu dla leśnika. Mamy więc z jednej funkcję wodochronną, glebochronną, a więc kwestie bezpieczeństwa ludzi, a z drugiej strony perspektywę spieniężanego kubika.

Dlatego wycinki trwają, a jeśli potem nie będzie już czego chronić – tym lepiej dla Lasów Państwowych. Dlatego potrzebujemy w Polsce głębokiej reformy zarządzania lasami tak, żeby społeczeństwo miało prawo współdecydować na równych prawach o naszym wspólnym skarbie, jakim są lasy, skoro Lasy Państwowe już tyle razy się skompromitowały.

Alan Weiss

Przypisy:
1. x.com/DorozalaMikolaj/status/1798781783632433630?mx=2
2. prop.gov.pl/wp-content/uploads/2025/02/PROP-KOE-25-02_lasy_wodochronne.pdf