DZIKIE ŻYCIE

Tahiti. Ziemia i woda Flory Devatine

Leszek Naziemiec

W 2023 r. przepłynąłem wpław 250 km środkowego biegu Jukonu. Byłem tam z przyjaciółmi, miedzy innymi z Tomaszem Woźniczką, który kończył tworzyć dokument o pływaniu w dzikich wodach. Mieliśmy okazję rozmawiać z ludźmi żyjącymi w surowych warunkach na wysokości kręgu polarnego. Próbują oni przetrwać i przystosować się do zmian klimatycznych, a także cywilizacyjnych i politycznych, korzystając z idei, które niesie ich własna tradycja. Okazuje się, że w ich zwalczanej w przeszłości przez kolonizatorów kulturze, można odnaleźć wątki, które da się twórczo rozwijać dzisiaj. Podczas gdy wiele idei, do których byliśmy przywiązani w „naszej zachodniej kulturze” bankrutuje na naszych oczach! Była to dla nas inspiracja do kolejnego projektu. Nadaliśmy mu roboczą nazwę „Resilience”. Jak przetrwać w dzisiejszym świecie? Czy możemy się inspirować ideami, którymi żyły (i żyją?) „marginalizowane” przez nas społeczności? Jak swoją odporność, adaptację i elastyczność buduje się w miejscach zupełnie odmiennych, od tego, w którym żyjemy? Postanowiliśmy wyruszyć z notesem i kamerą na Pacyfik. Dlaczego tam?

Tautira, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka
Tautira, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka

W tradycyjnej polinezyjskiej wizji świata wszystko jest powiązane. To raczej świat relacji niż zasobów. Ludzie i inne zwierzęta, duchy przodków i ocean – to współistniejąca sieć zależności. Polinezyjczycy przemierzali tysiące kilometrów, nie używając instrumentów nawigacyjnych. Nawigacja była raczej zmysłem, który należało rozwijać, a pomocą był jedynie układ gwiazd, pamięć wspólnotowa, zaufanie do swojego ciała. Na Pacyfiku fundamentem budowania tożsamości była opowieść. Przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie. Pieśń, taniec i mit. Genealogie zapamiętane tak dobrze, że jeżeli ktoś z Tahiti odwiedzi oddalone o tysiące kilometrów wyspy Pacyfiku, to jest w stanie tam odnaleźć swoich dalekich kuzynów. Być może także my, w czasach wielkich zmian, musimy tworzyć nowe narracje wspólnotowe? Polinezyjczycy byli w stanie żyć w zrównoważony sposób na małych wyspach, współtworząc wydolne systemy ekologiczne. Wprowadzając np. okresowe zakazy połowów. Na Tahiti mówi się o „odporności przez miękkość”. Pomimo kolonizacji, erozji wybrzeża, prób atomowych i innych problemów, ludzie zachowują integralność kulturową, otwartość i życzliwość w stosunku do przybyszów. Zachowują język, tradycję, twórczo rozwijają tradycyjne żeglarstwo.

Byliśmy świadomi, że istnieje zagrożenie romantyzowania „Mórz Południowych” i potrzebny był nam również jakiś klucz, który otworzyłby przed nami Polinezję Francuską. Jakiś pomysł, by nie wylądować, jak amerykański turysta w Honolulu.

Postanowiłem, że przeczytam trochę poezji twórców pochodzących z Polinezji i sprawdzę, czy coś do mnie przemówi. Może kamera filmowa mogłaby podążać za treścią wierszy? Oprócz zbiorów, w których można znaleźć zapisy tradycyjnej twórczości oralnej, dotarłem też do współczesnych tekstów poetyckich. Swoją bezpośredniością, szerokością spojrzenia i ciepłem uderzyła mnie poezja Flory Aurimy Devatine. Udało mi się skontaktować z urodzoną w 1942 r. poetką, aktywistką społeczną i edukatorską. Zaczęliśmy korespondować. Poniżej pierwszy wiersz, na który trafiłem. Napisany był oryginalnie po francusku. „Pływak” w wierszu to boczny statecznik, który posiadają łódki (pirogi) va’a na całym Pacyfiku.

Pływak

Będę
Pływakiem
U twej pirogi,
Na resztę
Podróży,
Na resztę
Drogi.

Bez ciebie
Moje życie
Nie ma sensu,
Bez ciebie
Jestem ledwie
Dryfującym drewnem

Ale nie przechylaj się
Zbyt na moją stronę,
By nie zachwiać
Równowagi,
Nie przechylaj się
Za bardzo,
Jeśli nie mamy
się wywrócić. 

Tautira, Zatoka Cooka, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka
Tautira, Zatoka Cooka, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka

Na Tahiti podróżowanie pomiędzy wyspami było długo zakazywane przez Francuzów. W latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku wszystko zaczyna się zmieniać. Powstaje nowa duża piroga oceaniczna (katamaran), zbudowana zgodnie z tradycją, a załoga postanawia wyruszyć z Hawajów na Tahiti nawigując za pomocą gwiazd. To początek odnowy kulturalnej. Va’a, piroga polinezyjska, może być obrazem społeczeństwa. Tak do tego podchodzi się na Tahiti. Mężczyzna wyznacza trasę, patrzy na horyzont, kobieta może przechodzić na dziób, informując o zagrożeniach. To kobieta dba o zachowanie równowagi w społeczności polinezyjskiej. Wielka piroga może zawrócić też bezpiecznie na oceanie, gdy zapasy wyczerpane są do połowy, a kolejne przewidywane wyspy są jednak zbyt daleko, by do nich dotrzeć tym razem. To zupełnie inne podejście, niż to, do którego przyzwyczaili nas europejscy odkrywcy.

Flora Aurima Devatine zaprasza nas do swojego domu na Tahiti. Do naszej dwójki dołącza moja córka Kasia, będzie nam pomagać zbierać materiały i robić nagrania. Oprócz wielkiej gościnności gospodarzy, to co rzuca się w oczy to właśnie kultura va’a. W wydaniu sportowym i użytkowym. W lagunach trenują dziesiątki wioślarek i wioślarzy. Najbardziej rozpowszechniona piroga to wersja 6-osobowa. Łódka ma 13 metrów długości, zbudowana jest z tworzywa sztucznego i waży zaledwie 100 kg. To pozwala załodze na łatwy transport lądem z jednej laguny do drugiej. Trzech wioślarzy zagarnia wodę po jednej stronie, trzech po drugiej. Osoba siedząca na rufie, oprócz napędzania łodzi, także nią steruje, używając swojego wiosła. Ze względu na boczny pływak, łódka jest mało wywrotna. Nadaje się nawet na otwarty ocean. Z pewnością sprawdziłaby się też na naszym Bałtyku. Cały dzień spędzamy na rejestracji międzynarodowych zawodów V6 – wyścigów łodzi sześcioosobowych. Zaproszenie mamy od wybitnej zawodniczki i trenerki Vaimiti Maoni. Startują także załogi z Kalifornii, Rio de Janeiro i Francji. Drugim popularnym modelem va’a jest łódka jednoosobowa. Tę widzimy często w odległych zatokach i niedostępnych w inny sposób lagunach.

Większość wiedzy, którą zdobywamy o Tahiti pochodzi od Flory Aurimy. Jedziemy z nią między innymi do Tautiry. Jest to miejsce, w którym nie spotykamy turystów, tych jest w ogóle mało na wyspach. Tutaj poetka się wychowała, a urodziła w zupełnie dzikiej zatoce, którą także zwiedzamy. Tautira leży nad „Zatoką Cooka” jakby powiedzieli Europejczycy. To tutaj przybijali kolejni odkrywcy. Pomimo obowiązującego do lat osiemdziesiątych zakazu używania języka tahitańskiego w szkole, pomimo chorób i innych nieszczęść, które przywieźli ludzie z Europy, poetka zawsze mówi o tych sprawach powściągliwie. Raczej wspomina o pozytywach. Zapamiętałem dwa: Hiszpanie zostawili koty na Tahiti, a panowała wtedy plaga szczurów, więc było to korzystne (Polinezyjczycy przywieźli na wyspy wcześniej: kury, psy i świnie). Europejczycy wprowadzili pismo. Ono jednak współcześnie jest konieczne, by rozwijało się rodzime piśmiennictwo i edukacja. Te sprawy zresztą, wg moich gospodarzy są najważniejsze. Spędzając czas z poetką zacząłem tłumaczyć kolejne wiersze i postanowiłem złożyć z wierszy cały zbiór. Praca jest już wykonana, a książka w opracowaniu graficznym Anny Woźniczki, ze zdjęciami Tomasza Woźniczki właśnie oddawana jest do druku. Flora pisze wiersze po tahitańsku i francusku. Czasem do dyspozycji miałem też przekłady angielskie. Poniżej wiersz o ptaku, który poluje tylko w nocy.

Te noha / Petrel

O zmierzchu badam moje skrzydła,
Rozkładam, poruszam, znów składam,
Dotykam, próbuję, wyczuwam wiatr.
Skrzydła kołyszą się, wzlatuję,

Śmieję się, bo mogę latać,
Krzyczę, wznoszę swój śpiew,
Uwalniam się od lęku,
Szybuję, patrząc przed siebie,
Skrzydła niosą mnie po horyzont.

Lecę nisko, strzygąc morskie fale,
Nurkuję, łowię całą noc,
O świcie boję się powrotu, przecinam chmury
Lecę wzdłuż wybrzeża, wzbijam się nad doliny,
Wyczekuję, staram się dotrzeć na klif,
   na wierzchołek mojej góry.

Przy oślepiającym słońcu obserwuję,
   szukam miejsca do lądowania,
Nic nie widzę, zagubiłem się, boję się, spadam
   do ogrodu, łamię sobie skrzydło.
Podnoszę się, idę, opieram się na jednej nodze,
   potem na drugiej, chwieję się.
Szybko, zataczam się, szybko, przysiadam
   na doraźnej grzędzie,
Uciekam przed stróżującym psem,
Ale przyciągam uwagę.

Czekam na swój los w rękach specjalistów,
Jestem dotykany, mierzony, ważony, badany,
W końcu zostaję przetransportowany
W wyższe partie Pamata’i
Trzymają mnie na wietrze, nagle zostaję wypuszczony.

Czuję powietrze, rozkładam, składam, badam moje skrzydła,
Waham się, poruszam skrzydłami, moje skrzydła się kołyszą.
Uff, lecę, jestem ocalony.

Wzbijam się w powietrze, krzyczę, śpiewam pieśń przygody,
   wyzwalam się
Z mojej trwogi pełnią lotu po horyzont,
Tuż nad wodą strzygę fale, łowię, nurkuję w morze,
O świcie boję się powrotu, lecę wzdłuż wybrzeża,
Szukam mojej doliny, widzę ją, docieram do mojego klifu,
Osiągam szczyt, jestem tam przed świtem.
Uff, tym razem jestem w domu, nie upadam. 

W słowach mojego języka szukam miejsc, by się wznosić.

Osada V6 podczas wyścigu, czerwiec 2025 r., Papeete, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka
Osada V6 podczas wyścigu, czerwiec 2025 r., Papeete, Tahiti. Fot. Tomasz Woźniczka

Na Tahiti byliśmy w czerwcu, a na początku października Flora Devatine z mężem Rene-Jeanem złożyli mi rewizytę na wyspie Wolin. Byłem zaskoczony. Ze względu na wiek moich przyjaciół z drugiego końca świata nie miałem silnej wiary, że to się wydarzy. Czas spędziliśmy przede wszystkim oglądając nasze bałtyckie wybrzeże i południowy brzeg Laguny Szczecińskiej. Pomyślałem, że będzie to interesujące, choć chyba niestandardowe zwiedzanie Polski. Flora Aurima czytała swoją związaną z ziemią i wodą poezję na wieczorze poetyckim w Wolinie. Na koniec wizyty pojechaliśmy do Krakowa.

Będąc na Tahiti, rejestrowaliśmy życie codzienne uczniów dwóch szkół, rozmawialiśmy z przyrodnikami i artystami. Zwiedzaliśmy pamiątki kultury, ale przede wszystkim doświadczaliśmy potęgi oceanu. Teraz nastał czas pracy nad materiałami, które mamy. Kolejna podróż na środek Pacyfiku niebawem.

Dziecko i va’a

Samo
W swoim va’a
Szczęście dziecka
Kochającego wolność. 

Leszek Naziemiec

* Wiersze w artykule opublikowane za zgodą autorki.