Miesięcznik Dzikie Życie

4/23 1996 Kwiecień 1996

Dlaczego Earth First! nie powinien wchodzić w układy z Friends ot the Earth

Oprac. AJK

Przytoczony poniżej tekst jest tłumaczeniem z angielskiej ulotki rozprowadzanej wśród aktywistów w Wielkiej Brytanii. „Dzikie Życie” publikuje go, gdyż ukazuje spory między organizacjami zajmującymi się ochroną przyrody i może być pouczający również dla nas.

Ruch Earth First! („Przede wszystkim Ziemia”) został założony w roku 1970 jako ruch bezkompromisowy, którego celem jest robienie wszystkiego co tylko można, by uratować Ziemię. Założyciele EF! wyszli z przeświadczenia, iż lobby osób i organizacji zajmujących się ochroną przyrody posuwa się zbyt daleko w ugodach i kompromisach. Przyjmując jako zasadę, że nie ma żadnego kompromisu w obronie przyrody, ruch EF! zamierzał wywrzeć nacisk na lobby ochroniarskie, by ono szło na mniejsze kompromisy. Tradycyjne lobby ochroniarskie nigdy nie lubiło tej roli Earth First! – bo była (i nadal jest) to rola krytykująca umiarkowanie innych organizacji. Trzeba jednak zauważyć, że w rezultacie ciągłej presji radykałów owo lobby umiarkowane stawało się właśnie mniej umiarkowane.

Organizacja Friends of the Earth została również założona około 1970 roku. FOE nie lubi bezkompromisowości EF! i to do tego stopnia, że od roku 1992 dyrektor FOE Andrew Lees zabronił członkom FOE utrzymywać kontaktów z „nieodpowiedzialnym” ruchem EF!.

Musimy jasno zobaczyć na czym polegają różnice. FOE istnieje po to, aby zawierać kompromisy. Liderzy tej organizacji są profesjonalnymi negocjatorami. Ich praca polega na „układaniu się” z niszczycielami przyrody na Ziemi w nadziei, że ci ostatni będą Ziemię niszczyli trochę mniej. Zadaniem dla szeregowych członków FOE jest wspieranie przy pomocy dotacji całego aparatu biurokratycznego tej organizacji, a także rekrutacja nowych członków. Wyjątkowo członkowie FOE mogą zaangażować się w jakąś kampanię, ale tylko na tyle, by nie zdenerwować niszczycieli Ziemi za bardzo, bo wówczas przestaną negocjować, umiarkowani „ekolodzy” stracą ich sympatię – słowem zyskają miano „nieodpowiedzialnych”.

W EF! członkowie nie wspierają żadnej biurokracji, ponieważ EF! nie ma ani formalnych członków, ani biurokracji. EF! to ruch, to suma działań różnych ludzi zaangażowanych w bezkompromisowe powstrzymywanie niszczenia Ziemi. EF! dąży raczej do pozbycia się wrogów Ziemi, niż negocjacji z nimi. Ponieważ cały techno-industrialny system musi odejść, nie można dyskutować z wrogami Ziemi o tym, jak mogą ją niszczyć w bardziej sympatyczny sposób. Jest rzeczą zrozumiałą, że niszczyciele Ziemi nie będą chcieli dyskutować i negocjować na temat eliminacji samych siebie.

Ostatnie lata pokazały jasno, że o istnieniu ruchu ochrony środowiska decydują bezpośrednie działania i akcje, a nie pensje zielonych biurokratów. Dlatego również FOE zostało zmuszone do podjęcia akcji, inaczej nie mogło by przetrwać. Negocjacje i poszukiwanie reprezentantów prowadzi do rozmydlenia kampanii, a kiedy zaczynamy się spotykać i współpracować, prowadzi to na ogół do coraz większych kompromisów, z których nic dobrego dla przyrody nie wynika. Oczywiście, wśród członków takich organizacji jak FOE jest mnóstwo świetnych ludzi – pomóżmy więc im się wyswobodzić!

Niestety, istota FOE nie zmieniła się od lat. Podczas ostatnich akcji w Wielkiej Brytanii FOE chętnie ustawiali się obok EF! ale natychmiast odcinali się od każdej bardziej zdecydowanej akcji mówiąc „Nie popieramy tego rodzaju działań”. Co prawda bardzo chętnie podłączają się do efektownych dla mediów i dramatycznych akcji EF! używając ich jako zapalnika dla późniejszych swoich wystąpień ale jeśli sama akcja przebiega „nieodpowiedzialnie” – odcinają się natychmiast od takich metod. Zdaniem wielu aktywistów EF! organizacje typu FOE są w istocie pasożytami żerującymi na radykalnych ruchach w obronie przyrody. Zdaniem tych ludzi jedyną obroną jest zaostrzenie form bezpośrednich działań w obronie zabijanej Ziemi (Chodzi oczywiście o działania bez przemocy).

Oprac. AJK

Postępem jest kiedy ścina się parusetletni dąb, by zrobić miejsce dla znaku drogowego.

Thor Heyerdahl, „Fatu-Hira”