Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/49-50 1998 Lipiec / sierpień 1998

W obronie starodrzewu bukowego (i samosiejek) na Górze Świętej Anny

Lila Dawidziuk

Bez przemocy, bez zawiści, bez politykierstwa sprzeciwiamy się dewastacji Góry Świętej Anny. Nie bawimy się w domki na drzewach ani w harcerski obóz, świadomie podejmujemy ryzyko by stanąć w obronie przyrody tego miejsca.

Są w Polsce obszary, gdzie występuje więcej gatunków chronionych niż na Górze Świętej Anny, gdzie las jest jeszcze starszy. Są przykłady drastyczniejszego naruszania prawa, niż w przypadku lokalizacji A4. O cóż więc chodzi? „O całe nasze życie!” – odpowiada Rada Programowa Pracowni w Liście Otwartym podpisanym przez kilkadziesiąt autorytetów ze świata ekologii, kultury, filozofii, mediów – „O podstawowe wybory i hierarchię wartości. Wartości przyrodnicze i kulturowe są bezcenne. Nie wolno oszczędzać poświęcając właśnie je. Wybór należy do każdego z nas. Czasu jest bardzo mało. Możemy milczeć, ale będziemy musieli kiedyś odpowiedzieć naszym wnukom, żyjącym w zdegradowanej przestrzeni na pytanie: gdzie byliśmy wtedy, kiedy niszczono góry świętej anny...”.

Obóz obrońców Góry wyglądał trochę jak wyspa. Niewielkie wzgórze, po bokach pola, z tyłu las, a twarzą do nas wijący się pas zrytej ziemi pod budowę autostrady. Na początku stała tu jeszcze tabliczka „Rezerwat Przyrody Ligota Dolna”. Którejś nocy została skradziona. Domki na drzewach coraz bardziej stawały się prawdziwymi domkami. W każdym pojawił się żelazny zapas żywności i wody na kilka dni, każdy otrzymał nazwę. W naziemnej kuchni pojawił się stół i kredens. Na palenisku gotowały się wspólne posiłki, dzięki Tadkowi powstały zaczątki małej stabilizacji – podział obowiązków, porządek, regularne uzupełnianie magazynów. Trwał nieustający trening umiejętności. wspinaczkowych, ciągła praca przy umacnianiu obozu, warty, dyżury w kuchni, rozmowy z ciekawskimi, miejscowymi sprzymierzeńcami i podchmielonymi dyskutantami nieustępliwie dociekającymi ile drzew każdy z nas w życiu zdążył posadzić zanim zaczął protestować. Odwiedziła nas szkolna wycieczka z Zakrzowa. Nauczyciel, zwolennik radykalnej edukacji ekologicznej, powiedział do reportera Radia Zet, że chce pokazać swoim podopiecznym jak wygląda prawdziwa obrona wartości przyrodniczych. Uczniowie, nieco onieśmieleni obecnością kamer i mikrofonów ( dla nas była to codzienność), mówili, że podziwiają nasze poświęcenie i odwagę. Pani Aniołowa z Wysokiej, częstując nas herbatką z dziewięciu ziół zbieranych w bronionym przez nas lesie, powiada, że wszyscy mamy zapewnione miejsce w niebie za taką wspaniałą akcję.

Trasa autostrady wyznaczona została w okresie przedwojennym, ostatecznie o lokalizacji zadecydował Wojewoda Opolski w 1996 roku. „Bezkolizyjne wydzielenie pasa autostrady z parku krajobrazowego jest możliwe tylko w urzędniczej wyobraźni” – pisze prof. Zbigniew T.Wierzbicki w „Rzeczpospolitej”. „Czy dlatego – by rozpocząć czas zagłady – właśnie przez środek Parku trzeba przeprowadzić niszczące pasmo autostrady? A może zamiast tego dokonać w mentalności technokratów zmiany, tak by zechcieli obejść tę ze wszech miar cenną, i kulturowo i przyrodniczo unikatową enklawę...” – zapytuje prof. Janusz Bogdanowski w „Aurze”.

Po kilkunastu dniach protestu widać, że argumenty ekologów docierają do sporej części społeczeństwa. 17 maja w kilkunastu miastach odbyły się akcje popierające kampanię. Prawie wszyscy proszeni o podpis pod petycją do premiera życzliwie odnosili się do sprawy, większość już słyszała o Górze Świętej Anny. O blokadzie donosiły wszystkie media. 11 maja o autostradzie i ekologach na drzewach było wyjątkowo głośno. Już o świcie usłyszeliśmy piły motorowe w starodrzewiu bukowym, kilkaset metrów od obozu. Pierwsze trzy osoby zostały zastraszone przez drwali, naświetlono im film w aparacie. Po chwili dotarła na miejsce większa ekipa, w towarzystwie kamer telewizyjnych i fotoreporterów. Kilka osób błyskawicznie wspięło się na drzewa, kilka przykuło do maszyn i pni. Prace zostały wstrzymane, jednak niektórzy drwale nie mogli poskromić języka i blokującym oberwało się trochę wyzwisk. Tymczasem, dzięki stale utrzymywanej łączności z obozem, dowiedzieliśmy się o równoczesnym ataku z drugiej strony.

Do akcji wkroczył ciężki sprzęt. Aż do późnego popołudnia blokowano wszelkie próby kontynuowania prac. Kilkanaście osób było na drzewach, pozostali siadali przed koparkami doprowadzając do furii niemieckiego szefa robót, który to miał już podobne kłopoty z ekologami w swoim kraju i nie spodziewał się, że tutaj spotka go to samo. Policja nie interweniowała, jedynie przykuci do koparki zostali spisani. Po tym „gorącym poniedziałku” sytuacja uspokoiła się, jakby obie strony zastanawiały się nad strategią dalszego postępowania. Do obozu zaczęli napływać nowi aktywiści – z Łodzi, Poznania, Kostrzyna n. Odrą, Gliwic, Krakowa. Coraz częściej docierała pomoc – żywność, koce, sprzęt wspinaczkowy, namioty. Kilkoro miejscowych, rolników przywoziło warzywa, wodę, środki czystości. Pszczelarz obiecał miód – „Ale dopiero w lipcu, jeszcze tu będziecie, prawda?”. Wbrew pogłoskom protestują nie tylko nastolatki jest nauczyciel informatyki z Łodzi, właściciel sklepu z Poznania, kolejarz, dyrektor fundacji, cyrkowiec, radny, prawnik. Studenci i uczniowie nie próżnują, w wolnych chwilach wspinają się na drzewa i pilnie uczą się do egzaminów, Majka chce zdawać na politologię, Ania w międzyczasie wybornie przechodzi wszystkie egzaminy maturalne. Ponieważ prace budowlane na terenie Parku Krajobrazowego zostały wstrzymane nastrój momentami był niemal piknikowy. Jednak gdzieś zawsze czai się lekki niepokój o wydarzenia najbliższych godzin i o losy Góry. Okazało się, że firmy budowlane mają wyjątkowo korzystne kontrakty – „Wszelkiego typu zdarzenia nadzwyczajne, jak rewolucje, rozruchy czy strajki uniemożliwiające prowadzenie robót obciążają skutkami Zamawiającego”. Zgodnie z tym punktem umowy to wojewoda musi rozwiązać konflikt i na jego głowie jest udostępnienie placu budowy koncesjonariuszom. Biuro Budowy Autostrady w Opolu złożyło do prokuratury wniosek o zapewnienie robotnikom dostępu do budowy. Koalicja w obronie Góry Świętej Anny nadal domaga się, by autostrada omijała teren Parku Krajobrazowego.

Lila Dawidziuk