Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/54-55 1998/1999 Gru 1998 / Stycz 1999

Projekt bioregionalny Ziemi Pszczyńskiej „Rajd Utopców Pszczyńskich”

Anna Targiel

Rajd Utopców Pszczyńskich to spotkanie Straszków, Duchów Ziemi Pszczyńskiej, organizowane co roku przez Gminę Bojszowy. Organizowany jest on w okresie Dożynek Gminnych i przeznaczony głównie dla młodzieży szkolnej, najczęściej z bojszowskich podstawówek. Jego program to głównie dojście barwnego korowodu na miejsce spotkania z licznymi zadaniami po drodze, np. nauczenie się lokalnej piosenki, następnie prezentacja własnego programu i zakończenie przy ognisku z muzyką disco. Niestety coraz bardziej zatraca się sens tego spotkania. Młodzież często przebierając się nic nie wie o lokalnej mitologii ani o Duchu, którego sobie wybrała. Poza tym w ostatnim roku Rajd nie odbył się wcale.

Bojszowy to specyficzna gmina pod względem kultywowania lokalnych tradycji. Dzięki takim ludziom jak Józef Kłyk czy Alojzy Łysko, który jest autorem książki „Duchy i duszki bojszowskie”, stare wartości nie odchodzą w zapomnienie. Właśnie ta książka stała się ogniwem, które pozwoliło nam zwrócić się w stronę swojego bioregionu. Opowieści stanowiące cząstkę rodzimej kultury zaświadczają o nieprzebranym bogactwie i wielkiej wrażliwości ducha ludzi żyjących na tym kraiczku ziemi. Są też dobrym materiałem do poznania historii rodzinnej ziemi, są radosnymi znakami tożsamości, która pomimo zagrożenia obcymi wartościami kulturowymi wciąż trwa! Oderwanie od swoich korzeni, rodzinnej kultury jest poważną przyczyną degradacji przyrody, dlatego postanowiliśmy zachować i kultywować naszą kulturę i spróbować pokazać ją ludziom, którzy często żyją w betonowych miastach, którzy zapomnieli o swoim związku z ziemią.

Postanowiliśmy więc sami przeprowadzić taki rajd i na podstawie własnych doświadczeń określić ramy warsztatu, który próbowałby pokazać ludziom, że istnieje jeszcze coś poza amerykańską kulturą. W rajdzie tym wzięła udział głównie młodzież licealna i studencka. Na podstawie tego doświadczenia stwierdziliśmy, że spotkanie takie powinno trwać około dwóch dni, by uczestnicy mieli szansę zapoznania się z mitologią tego terenu, przyrodą i utożsamić się z wybraną postacią z ludowych przesądów. Na warsztaty te będziemy się starali zapraszać mieszkańców, którzy jeszcze pamiętają dawne czasy i chętnie podzielą się swoimi doświadczeniami. Warsztat otwarty będzie dla ludzi w różnym wieku, od dzieci po dorosłych, i z różnych części kraju. Ponieważ większa część uczestników nigdy nie słyszała o mitologii swojego regionu będziemy się starali pokazać nasze tradycje, wierzenia, by zachęcić do poszukiwań ginących wartości na własnym terenie. Bojszowy to też idealne miejsce do pokazania piękna przyrody, jak i jej dewastacji. Zainteresowanych prosimy o kontakt: PNRWI o/Pszczyna, ul. Pszczelarska 5, 43-215 Jankowice.

***

Lekko przecinając ciszę rozniosło się pohukiwanie sowy. To znak, że czas się spotkać.

Witajcie Drodzy Bracia! Spotykamy się tu dziś nie bez powodu, przybyliśmy tu z odległych miejsc Ziemi Pszczyńskiej w konkretnym celu. Zanim jednak rozpoczniemy spotkanie zaprośmy do naszego kręgu wszystkie istoty.

Wzywamy wszystkie duchy tego miejsca, duchy przyrody zamieszkujące ten fragment lasu, te bajorka i wykroty. Zapraszamy do naszego kręgu. Wzywamy wszystkie żywioły, ziemię, po której stąpamy, z którą jesteśmy złączeni, wodę, z której jesteśmy, powietrze, którym oddychamy i ogień pulsujący przed nami. Wzywamy wszystkie części świata: zachód – naucz nas miłości, wschód – przynieś nam nadzieję, północ – daj nam pokorę, południe – przemów do nas nowym językiem.

Gości nas dzisiaj Puszcza Pszczyńska, sama zagrożona daje nam chwilowe schronienie w naszej tułaczce i poniewierce. Ziemia Pszczyńska zawsze była gościnnym nam terenem, od wieków żyliśmy tu w zgodzie z ludźmi, a oni szanowali nasz spokój, z rzadka tylko go naruszając. Ale oto nastały nowe pokolenia, które już w nas nie wierzą, nie potrafią uszanować nawet siebie. Wdarło się tu brutalnie górnictwo węglowe, powstały kopalnie, szyby. Ich światła zdarły tajemniczą zasłonę z pól, która skrywała nasz tajemny świat. Człowiek zabiera nam coraz więcej miejsc, osusza nasze bagna, wycina drzewa, zabiera wykroty, dziuplaste drzewa – nasze ulubione miejsca spoczynku. Buduje coraz więcej dróg, nie mamy już ciszy. Teraz będąc w lesie, w uroczym zakątku, który oparł się jeszcze gospodarce leśnej, równocześnie słyszymy i widzimy arogancję człowieka. Dobiegają tu setki jego świateł, huk dziwnych maszyn, którymi się przemieszcza, a nawet jego głos. Człowiek krzyczy do jakiegoś dziwnego urządzenia, a jego głos rozlega się w najbardziej odległych zakątkach puszczy. Coraz ciężej się nam żyje.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami...

Jestem duchem lasu, duchem liści drżących na wietrze, duchem zapachu ziemi, duchem leśnej ciszy. Dawno temu, kiedy ludzie wierzyli-jeszcze w duchy lasu pomagałem im się wydostać z leśnego gąszczu, gdy zabłądzili. Czasem ukazywałem się w całej okazałości, czasem tylko w postaci ciepłego ognika – światełka rozjaśniającego ciemność. Ludzie podążali za mną ufnym krokiem, wierzyli, że mogę im pomóc i zawsze mogli na mnie liczyć. Dla dobrych byłem miły i dobry, dla złych trochę złośliwy, płatałem im figle. Było pięknie i spokojnie, był wspaniały las i dobrzy ludzie. Teraz nie mam zajęcia w lesie. Błąkam się bezczynnie po resztkach lasu, wśród nieustannych dźwięków cywilizacji i mogę tylko wspominać ze łzą w oku dawne czasy. Mogę marzyć, że kiedyś ten las znów będzie królestwem ciszy i harmonii człowieka z duchami, człowieka z przyrodą.

Jestem Południcą. Mogę przybierać różne postacie, ale najczęściej jestem słomianą panną o kościstej twarzy. Zawsze strzegłam pól, chroniłam zboże przed zniszczeniem. Dzięki mnie plony były wyższe, ale potrafiłam też być okrutna. Ci, którzy nie potrafili uszanować mojej pracy mogli to nawet przypłacić życiem, najczęściej jednak rzucałam uroki. Jednak teraz coraz częściej pola są pozostawione ugorem lub powierzone opiece elektrycznego stróża. Zniknęła magia i tajemniczość nocy, odkąd na polach panują światła kopalń. Źle czuję się w tym nowym świecie, nie potrafię już tu sobie znaleźć miejsca, zmuszona jestem je opuścić.

Jestem Utoplą, zwą mnie także Topielicą czy Wodną Rusałką. Moim królestwem jest rzeka, która od wieków toczy tutaj swoje wody – Korzyniec. Niedawno jeszcze była to najczystsza woda w okolicy. Paterples – nasz król, przyjął do siebie wszystkie błąkające się Utople z Żabiego Kraju, które musiały opuścić swe okolice z powodu zanieczyszczeń. Z Suchej Grobli nasz król rozporządzał naszym kraiczkiem. Ludzie pogodzili się z naszą obecnością, nauczyli się bronić przed naszymi figlami i psotami. Wiedzieli, że Utopla należy bić tylko „od lewej”, w przeciwnym wypadku zwiększa swą moc. Ale i tak przecież zdarzało się, że tutaj na Śląsku zaprzyjaźnialiśmy się z ludźmi, w innych częściach kraju nie panowała taka zgoda. Teraz niestety zmuszona jestem do tułaczki. Korzyniec to już nie ta rzeka. Ludzie spuszczają do niej olbrzymie ilości swoich ścieków, zamiera życie. Moi kamraci Utopce już opuścili te niegościnne rejony, zmuszeni zostali do przeniesienia się w inne okolice. Niestety tak naprawdę nie chcę stąd odchodzić. Kocham moją rzekę, mój kraiczek, kocham nawet tych ludzi, ale co mi pozostało.

Ciężko mi was słuchać. Jestem człowiekiem. Nie wiem, czy potrafię udźwignąć ciężar waszych oskarżeń. Trudno mi to przyznać, ale macie rację. Mój gatunek opanowała mania zdobywania pieniędzy – nic więcej się nie liczy. Ja też tęsknię do dawnych czasów. Do ciszy, spokoju, wolnego biegu życia. Pamiętam jeszcze wieczorne opowieści moich dziadków o was. Czegóż ja nie usłyszałam o Tobie diable, o strasznym demonie powietrznym Latawicy, elfach, strzygach.

Opowieści te traktowałam zawsze żartobliwie, a teraz was tutaj spotykam. Żałuję, że odeszły wasze czasy, niepodzielnego królestwa. Chciałabym, byście na nowo mogli ożyć. Czy jednak jest to możliwe?

Właśnie. Zastanawiam się co moglibyśmy zrobić dla poprawienia swojej sytuacji. Jeśli zginiemy w pamięci ludzi, odejdziemy na zawsze. Jeśli zginie nasze miejsce pomieszkiwania – Puszcza Pszczyńska – też będziemy musieli odejść.

Masz rację Paterplesie, nie powinniśmy stać bezczynnie.

Może jednak istnieje dla nas jakaś szansa. Myślę, że moglibyśmy przywdziać maski ludzi i działać pomiędzy nimi. Musimy ocalić Puszczę od zagłady. Będziemy walczyć by mokradła, stawy, stare drzewa przetrwały, możemy dużo zdziałać. Człowiek nie rozumie mowy lasu, jego przestarzałego języka odwiecznych praw natury, jest ograniczony w swoim świecie. Myślę jednak, że możemy przekazać ludziom naszą moc, dodajmy im energii, nauczmy nowego spojrzenia na przyrodę. Jestem pewien, że się nam uda. Człowiek, który znalazł się pomiędzy nami jest dowodem na to, że jednak możemy się porozumieć. Musimy tylko dotrzeć do ludzi. Gdy człowiek. odnowi swoje przymierze ze światem innych istot powróci do dawnego kręgu, to przypomni sobie o nas. Pamięć o nas nie umrze i my będziemy mogli przetrwać.

Anna Targiel