Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/54-55 1998/1999 Gru 1998 / Stycz 1999

Urodzeni mordercy

Grzegorz Bożek

Od kwietnia wilki są w Polsce pod pełną ochroną. Ale nie oznacza to zniknięcia wszelkich problemów. Wciąż bowiem słyszy się o różnych niezbyt przychylnych opiniach na ich temat i sugeruje się wręcz drastyczne rozwiązania.

Pod koniec czerwca miałem okazję wysłuchać wywiadu Jana Bajorka – dziennikarza regionalnego Radia FAN z Jasła z panią Renatą Kozdębą z Lutowisk reprezentującą środowisko bieszczadzkich hodowców owiec. Myślę, że warto poznać bliżej wypowiedzi pani Renaty Kozdęby, tym bardziej, że jej głos jest reprezentatywny dla wielu osób. Nie jest dobrze, jeśli z ust hodowcy słyszy się: „Jeśli będzie taka konieczność posuniemy się nawet do tego, że będziemy zagryzione owce faszerować trucizną i roznosić po lesie”. Obecnie – jak mówi p. Kozdęba – stosowanie petard, włączanie radia na noc, fladrowanie pastwisk (co uczynił p. Chrapkiewicz rozwieszając 60 kg szmat wokół swojego ogrodzonego metalową siatką pastwiska) – nie pomaga. Owce mordowane są nadal, a na to nie możemy sobie pozwolić. Wśród zarzutów, jakie stawiają hodowcy słuszny wydaje się jedynie ten, który dotyczy tematu odszkodowań za poniesione, udokumentowane straty od wilków w hodowli. Z radiowej wypowiedzi hodowczyni z Lutowisk wynika, że władza nie interesuje się tym zupełnie, pomimo zgłaszania do odpowiednich urzędów faktów zagryzień. Przypomnę, że według ostatnich ustaleń szkody takie wyrównywane mają być z budżetu wojewody. Pomimo tego słusznego spostrzeżenia zupełnie absurdalne wydają się próby ewentualnego rozwiązania problemów poprzez trucie wilków. Nie będzie to jednak szczególnie zaskakujące jeśli dowiemy się jaką reputacją wśród hodowców cieszy się wilk. Cytuję p. Kozdębę: „Wilk nie jest żadnym selekcjonerem, morduje najpiękniejsze owce – wilk jest urodzonym mordercą. Nie morduje z głodu, nie morduje jednej sztuki, tylko morduje tyle, ile mu się nawinie pod pysk”. Selekcją w lesie według hodowców zająć powinni się myśliwi i oni właśnie powinni zająć się również rozwiązaniem problemu wilka (czytaj: prowadzić regularne odstrzały).

Słowa krytyki padają również w stronę Ministra Ochrony Środowiska za wydanie decyzji o ochronie wilków. „Śmiem twierdzić – mówi p. Kozdęba – minister nie ma zielonego pojęcia jak prowadzić gospodarkę łowiecką, (...) zaś w momencie, kiedy wilk zaatakuje człowieka zmieni swoją decyzję”. No i wreszcie o nas. Oskarża się nas o to, że próbujemy z Bieszczadów i tamtejszych mieszkańców zrobić „żywy skansen” w imię ochrony dzikiego, że w konsekwencji nie pozwolimy ludziom normalnie żyć i normalnie pracować. Warto to wiedzieć tym bardziej, że nie do końca jesteśmy tam niemile widziani. Wciąż bowiem chyba aktualne jest zaproszenie pani Renaty Kozdęby do jej gospodarstwa, aby paść owce – pani Renata zapewnia całodzienne wyżywienie, nocleg i wynagrodzenia. Może ktoś skorzysta? Jeszcze tylko zacytuję jej słowa: „Zapraszam, żeby przyjechali i spróbowali tej pracy, żeby stali bezradni, kiedy wpada wilk w stado i patrzyli jak wilk morduje owce”.

Jak widać sprawa wilków wciąż jest aktualna. Na pewno presja ze strony hodowców i myśliwych by strzelać wilki nie zniknie, co oznacza, że kampania w ich obronie potrwa jeszcze długo.

Grzegorz Bożek

Krosno