Miesięcznik Dzikie Życie

6/84 2001 Czerwiec 2001

Jak samorząd wspiera polowania w Dolinie Wapienicy

AJK

Śląsk

Nie ma szczęścia Dolina Wapienicy - nie udaje się jej ochronić przed nisz­czącym ją człowiekiem; ani przed pilarzami, ani przed motocrossowcami, ani przed szalonymi rowerzystami rozjeżdżającymi spacerowiczów (nikt nie pofatygował się wyznaczyć tras rowerowych z prawdziwego zdarzenia), ani przed myśliwymi, ani... przed Ratuszem, który zdaje się wy­znawać zasadę, że przyrodę należy czynić sobie bezwzględnie poddaną.


Miłe złego początki

Kiedy przed dziesięcioma laty, dzięki sporej kampanii prowadzonej przez stowarzyszenie „Pracownia na rzeczImage Wszystkich Istot”, przy po­parciu społecznym i mediów, udało się stworzyć w Dolinie tzw. zespół przyrodniczo-krajobrazo­wy, wielu mieszkańców Bielska, którzy ukochali ten przyrodniczy skarb miasta, uwierzyło, że to dopiero pierwszy krok ku należytej ochronie. Wówczas zarząd miasta i radni bielscy również popierali ideę ochrony Doliny Wapienicy. Na­ukowcy badający Dolinę od lat stwierdzają, że jest ona bardzo cenna przyrodniczo. Nic dziwne­go, że powstały projekty trzech rezerwatów, a naj­większy obejmował cały jej obszar. Niestety, leśnicy nie wyrazili zgody i minister nie utwo­rzył rezerwatu. Na wniosek przyrodników wpro­wadzono jednak szereg rygorów, wśród nich zakaz polowań na wszystkie zwierzęta poza jele­niowatymi, zakaz polowań w weekendy i święta oraz zakaz polowań zbiorowych. Celem tego za­kazu było uszanowanie obszaru Doliny jako miej­sca, gdzie człowiek czyni ukłon wobec przyrody, gdzie uczy się wobec niej pokory, gdzie nie zo­baczy rozrywki polegającej na zabijaniu.

Zgodnie z przepisami lasy Doliny Wapienicy to lasy ochronne, a więc wiek rębny jest tam teo­retycznie podwyższony. Teoretycznie w lesie ochronnym gospodarka powinna być podporząd­kowana funkcji ogólnospołecznej, a więc powin­na wszystkich satysfakcjonować, a dobro licznie odwiedzających tę dolinę spacerowiczów i tury­stów powinno być przed celami gospodarki le­śnej i łowieckiej.

Mijały lata; pojawiły się nowe formy, które powinny sprzyjać ochronie przyrody w Wapieni­cy. Utworzono tzw. Leśny Kompleks Promocyj­ny - czyli coś, czym leśnicy chcą się chwalić. Wapienica znalazła się w takim kompleksie. Zgodnie ze specjalnym rozporządzeniem Dyrek­tora Generalnego Lasów Państwowych powinno się tam „ekologizować” gospodarkę leśną pozo­stawiając stare drzewa, także martwe, bo w nich żyje ponad połowa gatunków potrzebnych dla lasu, nie prowadząc gospodarki w sąsiedztwie po­toków i na terenach źródliskowych, eliminować gatunki obce dla ekosystemu (w Wapienicy po­winny rosnąć przede wszystkim buki, jawory i jodły), powinno się chronić młaki, czyli śródleśne, wilgotne łąki, a nie obsadzać je sadzonkami lub rozjeżdżać kombajnem itd., itp.

Wkrótce Wapienicę dotknęło jeszcze jedno szczęście: katowicka Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych dostała międzynarodowy certyfi­kat FSC. Oznacza to, że drewno wycinane także w Wapienicy i produkty z niego mają znaczek, iż cały proces był przyjazny środowisku. Certyfi­kowane drewno lepiej się w świecie sprzedaje, bo ludzie na Zachodzie wolą kupować z przeko­naniem, że nie przykładają ręki do niszczenia gdzieś lasu. Co więcej - certyfikat można stra­cić jeśli na przykład w trakcie prowadzenia go­spodarki w lesie, ten las obniża swoją wartość przyrodniczą lub trwa konflikt z organizacją ekologiczną. Wielkie organizacje ekologiczne, które wymyśliły certyfikację, by ratować lasy dewastowane przez leśnictwo uznały, że kontro­lę będą sprawowały oddolne organizacje ekolo­giczne i niezależni przyrodnicy oraz lokalna społeczność.

Gospodarka przede wszystkim

Mijają lata, zaprojektowane rezerwaty nie po­wstają, zamiast nich powstają natomiast szerokie drogi spychaczowe, którymi w las wjeżdżają nie tylko kombajny i spychacze, ale także motocy­kliści - każdy zakątek lasu stał się już łatwo do­stępny. Tnie się drzewa w różnym wieku i trudno powiedzieć, że ta gospodarka nie wpływa zna­cząco na jakość ekosystemu - duże odsłonięcia powodują zmniejszenie retencji, zmianę lokal­nych warunków klimatycznych, ściągane drew­no rani glebę, rozjeżdżane są podmokłe młaki, a nowoczesny sprzęt w postaci leśnego kombaj­nu terenowego pozostawia obraz jak po przej­ściu frontu. Gdzie rosła lilia złotogłów, pełzał padalec i kryła się salamandra - tam jest teraz błotnisty rów.

Cieszmy się jednak, że w lesie gospodarują le­śnicy i to w dobie ekologizacji leśnictwa. W koń­cu oni chociaż sąImage zainteresowani, żeby było co wycinać. Przecież w Wapienicy są też plany wy­budowania dwóch kolejnych sztucznych zbior­ników wodnych, a więc także budowy nowych inwestycji i dróg, są plany inwestycji rozrywko­wych na szczytach otaczających dolinę gór i dla­ czego by nie miał tam powstać „Park Rozrywki Wapienica”? Na Wielkiej Łące w sercu Doliny można by urządzić święto fajerwerków, z Szyn­dzielni można zrobić zjazd rynną wprost do je­ziora. Mielibyśmy od razu aquapark! Reflektory z Klimczoka i Błatniej mogłyby oświetlać nocą dolinę a z głośników dobiegałaby piosenka braci Golców „San Francisco”. Architekci śmiało mogą zrobić porządek z brzydką, zdziczałą przyrodą. Na szczytach gór można by ustawić odpowied­nie do rządzącej w Bielsku opcji politycznej po­mniki. Coraz szersze stokowe drogi leśne, którymi dziś ściąga się drewno, można wykorzy­stać także do rozegrania eliminacji mistrzostw świata samochodów terenowych - kamieni i po­toków do rozjeżdżania jest jeszcze pod dostat­kiem. Przed ponad rokiem zarząd miasta wyprosił „Pracownię” z drewnianego domku w Dolinie (któ­ry od tej pory stoi pusty i niszczeje), powstały za to nowe urządzenia łowieckie i szerokie drogi.

Polowania i opowieści pana nadleśniczego

Ostatni kłopot, jaki pozostał po kampanii w obronie przyrody Doliny Wapienicy to zakaz polowań na inne zwierzęta niż jeleniowate, za­kaz polowań w weekendy i zakaz polowań zbio­rowych. Od lat myśliwi i leśnicy apelowali do Komisji Ochrony Środowiska bielskiej Rady, by zakaz ten uchylić. Nie udawało się, dopiero nowa Komisja, po starannym zapoznaniu się z przed­stawionymi przez myśliwych „faktami”, przegło­sowała polowania, co następnie gremialnie poparli radni. Skoro zwierzyna w Dolinie jest, to i jakiś pożytek musi z niej być, a nie, żeby sobie ot tak łaziła bez sensu. Największy pożytek jest ze zwierzęcia kiedy się do niego strzela - sądzą przedstawiciele bielszczan w Ratuszu. Przyroda jest głupia i zawsze robi człowiekowi na złość. Ot, na przykład takie lisy i kuny. Zastępca nadleśniczego przekonywał radnych, że lisów jest strasznie dużo i ciągle więcej. Nie speszył się, gdy jedyny członek Komisji, który sprzeciwił się polowaniom - Janusz Okrzesik pokazał dane Pol­skiego Związku Łowieckiego mówiące, że z li­czenia przez myśliwych wynika, iż lisów w ostatnich dwóch latach w Wapienicy ubyło. „My mamy swoje liczenia” - uciął niepoważne argumenty pan nadleśniczy. Inne wielkie zło, ja­kie rozpanoszyło się w Wapienicy to - zdaniem pana nadleśniczego - kuny. Te bestie wyjadły w Wapienicy wszystkie bażanty i kuropatwy oraz głuszce - powiedział. Przerażeni radni zamilkli i tylko jedna osoba zapytała nieśmiało, jak leśni­cy będą polowali na kuny? „Niech no pani do nas przyjdzie, to panią weźmiemy i pani pokaże­my. Już my mamy swoje sposoby” – spointował dowcipnie pan leśniczy, a radni i zarząd miasta skwitowali dowcip brawami. Zastępca nadleśni­czego wyprowadził też z błędu kilku radnych, którzy myśleli, że Wapienica to jakiś cenny przy­rodniczo, zbliżony do naturalnego ekosystem. Skądże znowu, już dawno człowiek tam wybu­dował zaporę, która zmieniła stosunki wodne w całej Dolinie i nic tam naturalnego nie ma. Jak niewielka zapora, położona na dnie doliny zmieniła stosunki wodne powyżej (czyli na więk­szości obszaru Doliny Wapienicy) i dlaczego na­ukowcy przyrodnicy popełniają taki fatalny błąd w ocenie przyrody Wapienicy, pozostanie słodką tajemnicą tych, którzy „mają swoje sposoby”.

Przegłosowana uchwała z dnia 3 kwietnia (19 radnych za, 5 przeciw, 13 wstrzymało się od głosu) jest sformułowana dość pokrętnie. Jej pierwszy punkt nazywa się „Ograniczenia doty­czące polowań”, tymczasem trudno doszukać się w tym punkcie ograniczeń, poza „zakazem polo­wań w dni ustawowo wolne od pracy”. Czytamy tam: „zakaz polowań, za wyjątkiem zwierzyny płowej i czarnej (zakaz pozyskania loch)”. Ozna­cza to, że od 3 kwietnia można w Wapienicy strze­lać jelenie, sarny i dziki. Dlaczego dziki? Encyklopedia leśna informuje: „W lesie dzik speł­nia pozytywną rolę biocenotyczną, przyspiesza­jąc przez rycie rozkład ściółki, a tym samym obieg substancji mineralnych w lesie, niszcząc szkodli­we owady, oraz ułatwiając samosiewy”. Dla my­śliwych jednak, według tej samej encyklopedii, „ma poważne znaczenie łowieckie dzięki [...] atrakcyjności polowań oraz dostarczaniu dziczy­zny”.Ot i mamy całą „ekologiczną” motywa­cję zmiany zakazów polowań w Wapienicy. Kolejny tzw. zakaz w nowej uchwale mówi o sar­nach - kozach w okresie od l stycznia do 30 wrze­śnia oraz jeleniach - łaniach od 1 stycznia do 31 sierpnia. Nie jest to żaden zakaz, tylko wy­mienienie okresu ochronnego samic tych dwóch gatunków, który obowiązuje we wszystkich ob­wodach łowieckich w całym kraju. Prawdziwym kuriozum w uchwale dotyczącej obszaru chronio­nego jest ostatni zakaz: „dopuszcza się możliwość pozyskiwania szkodników - lisów i kun”. Współ­czesna ekologia nie zna pojęcia „szkodnik”. Naj­większym szkodnikiem dla przyrody jest zresztą gatunek zwany dumnie Homo sapiens.

O co chodzi?

Czytelnikowi należy się tutaj kilka słów wyja­śnienia: Dolina Wapienicy to 1500 ha lasu, we­dług badaczy (prof Z.Image Witkowski, doc. J. Ho1eksa, dr Z. Wilczek i in.) w znacznej części o cechach naturalnych, kilkadziesiąt gatunków chronionych roślin, ponad 100 gatunków chronionych zwie­rząt - głównie ptaków. Przede wszystkim jednak to cenny ekosystem o dużej bioróżnorodności. Ochrona przyrody polega na ochronie naturalnych procesów, minimalizowaniu wpływu człowieka. To dążenie do zachowania gatunków zgodnych z ekosystemem, czyli rodzimych. Projekt rezer­watu w całej dolinie wykonał prof Denisiuk i doc. Jan Holeksa. Ta wiedza nie jest jednak znana spe­cjalistom od środowiska z bielskiego ratusza, a na­wet bywa uznawana za sekciarską. Zastępca nadleśniczego, w audycji telewizyjnej podsumował problem mówiąc, że wynika on z różnic filozoficz­nych i religijnych! Niewątpliwie religia pieniądza jest nam obca - chciałoby się podsumować bielskich de­cydentów z ekologicznego punktu widzenia.

Gatunki, które według myśliwych i leśników wymordowały okrutne lisy i kuny, czyli bażant łowny - to sprowadzony z Azji ptak, który za­mieszkuje małe laski i zagajniki wśród pól. Bez opieki człowieka bażant w Polsce ginie, dlatego myśliwi go hodują i wypuszczają tylko po to, żeby do niego strzelać. Bażant nigdy naturalnie nie żył w Wapienicy. Drugi wymordowany ponoć przez lisy i kuny w Wapienicy gatunek to... kuropatwa ­zamieszkuje ona pola uprawne z zagajnikami. W la­sach nie występuje. Kuropatwa, podobnie jak bażant, ma duże znaczenie łowieckie, dlatego myśliwi je do­karmiają. Głuszec - faktycznie kiedyś zamieszkiwał nasze góry. Dziś bardzo nieliczny, w Wapienicy nie widziano go od bardzo dawna. Główne przyczyny wymierania cietrzewia i głuszca to osuszanie pod­mokłych łąk, zalesianie łąk śródleśnych, wycinanie starodrzewi, wycinanie jarzębiny w trakcie prac le­śnych, a także niepokojenie przez robotników leśnych, sprzęt leśny i turystów, a do roku 1995 jedną z głów­nych przyczyn były polowania. W Wapienicy lisy nie miały już od dawna okazji zapolować na głuszca, bo wcześniej skutecznie polowali na niego ludzie (to najcenniejszy ptak łowny).

A co można powiedzieć o złoczyńcach, które trzeba wystrzelać, kunie i lisie? Co też kuna le­śna je, że jest taka groźna w Wapienicy? Otóż kuna je małe gryzonie, ptaki, jaszczurki, żaby, owady, leśne owoce. Nie jest w świecie znany przypadek zachwiania równowagi ekosystemu przez kuny, znana jest natomiast duża wartość handlowa futerka kuny.

Lis to bardzo nielubiane zwierzę. Głownie z po­wodu wścieklizny, na którą często zapada. Tak się jednak składa, że lisy w Wapienicy nie choru­ją na wściekliznę (szczepionki), a wścieklizna pojawiła się w odległym powiecie suskim - i tym faktem właśnie myśliwi w swoim piśmie do rad­nych argumentowali konieczność wystrzelania li­sów w Wapienicy! Pracownik Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, Szymon Ciapała, przyrodnik od lat badający Do­linę Wapienicy, kiedy dowiedział się o planach polowań napisał do bielskiego Ratusza list koń­czący się takimi słowami: „Decyzja zmieniająca rygory polowań musi być najpierw przedyskuto­wana z niezależnymi ekspertami, organizacjami ekologicznymi i społeczeństwem, ponieważ jest to las miejski i ochrona przyrody w tym terenie, a także wszelkie działania gospodarcze powinny uzyskiwać akceptację wojewódzkiego konserwa­tora przyrody po zasięgnięciu opinii miejscowych organizacji ekologicznych”.

Co planują myśliwi?

Roczny plan łowiecki na rok gospodarczy 2000/2001 dla koła łowieckiego „Głuszec”, któ­re strzela głównie w Dolinie Wapienicy, na ob­szarze miasta, przewiduje odstrzał 19 jeleni w tym jednego z dwóch żyjących w III - najwyższej kla­sie wieku, 30 saren, 10 dzików (z 20-tu policzo­nych), 25 zajęcy (które podobno wytępiły lisy), 35 lisów (doliczono się 33 lisów, więc myśliwi planują polowania na coś, czego nie ma), 12 z 15 policzonych piżmaków, 15 kun, 12 tchórzy, 25 dzi­kich kaczek, 3 słonki (z 6 policzonych), 15 gołębi grzywaczy (z 15 żyjących na tym obszarze), 3 cza­ple (z policzonych 4) i 8 łysek (z 12). Plan zatwier­dził nadleśniczy i gmina Bielsko-Biała.

Ekologiczny ciemnogród

Wycofywanie się z kolejnych form ochrony w Dolinie Wapienicy i traktowanie przez bielskich decydentów ochrony przyrody jako nieracjona1nej postawy romantycznej jakichś nawiedzonych eko­logów, naprzeciw których trzeba postawić pragma­tyczną wiedzę eksploatatorów przyrody wystawia kiepski obraz stanu świadomości ekologicznej w mieście. Wszystko, co napisałem wcześniej o lesie i ochronie przyrody znajduje się w pod­ręcznikach szkolnych. Przyroda nie jest niczyją własnością - w pewnym sensie należy do nas wszystkich. Dlatego pod protestem przeciw po­lowaniom w Wapienicy podpisało się kilkadzie­siąt organizacji ekologicznych z całej Polski, zrzeszonych w „Porozumieniu dla dzikiej przy­rody”. Z miasta, które znane było w Polsce jako pro ekologiczne - Bielsko-Biała staje się symbo­lem ekologicznego ciemnogrodu.

Samorząd dzielnicy Wapienica wystąpił do rad­nych z pismem domagającym się zakazu polo­wań. Od początku maja „Pracownia” rozpoczęła zbieranie podpisów pod żądaniem zakazu polo­wań w Wapienicy.

AJK