Miesięcznik Dzikie Życie

3/189 2010 Marzec 2010

Marzec – kalendarz przyrody

Tomasz Lippoman

I mamy przedwiośnie: zima wycofuje się na z góry upatrzone pozycje. Wiosna, jeszcze w przedpokoju, daje jednak o sobie znać w sposób dyskretny, choć wyraźny.

Po polach i łąkach wciąż hulają wschodnie wiatry, ganiając tabuny brudnego śniegu. Nic to. W miejscach bardziej zacisznych pierwsze przyczółki zdobywa, długo wyczekiwana, wiosna.

Podmokłe olsy i żyzne grądy zakwitają kobiercem białych zawilców, po rowach rozchylają się płatki kaczeńców.

Fot. Tomasz Paweł Lippoman

Fot. Tomasz Paweł Lippoman

Słońce coraz częściej zapuszcza życiodajne promienie w leśne ostępy, przemieniając zwały zbitego śniegu w miliony strumyków, które w drodze ku morzom i oceanom formują małe i wielkie rozlewiska. Pierwszego marca słońce wschodzi o 6:23 i zachodzi o 17:15, by z końcem miesiąca wydłużyć swą wędrówkę nad północnym nieboskłonem o całe dwie godziny. Około 20 marca dzień zrównuje się z nocą i zaczyna się astronomiczna wiosna. W przyrodzie wiele się dzieje: przebiśniegi, przylaszczki i zawilce przeciskają się ku światłu, przez dywany zbutwiałych liści. Kwitną leszczyna i dereń oraz te nieliczne wiązy, które uchowały się przed holenderską zarazą. Na wierzbach: iwach, purpurowych i wiciowych – pojawiają się pierwsze kotki. W lasach, a nieco później w borach, zakwitają turzyce.

W ptasim światku panuje wielkie ożywienie. Wysoko nad łąkami, nad polami klangor żurawi i gęsie gęgania. Niżej nieco, nad zalanymi łąkami, koziołkują i kjuwitają biało-czarne czajki, przywodząc swym tańcem na myśl zakonnice spadające ze schodów.

Donośnie dzwonią skowronki i o kilka tonów ciszej świergotki polne i łąkowe.

Samce kuropatw staczają pojedynki, a z przydrożnych drzew monotonnie pogwizdują trznadle. Śpiew trznadli będzie nam towarzyszył aż do końca września od rana do wieczora. To chyba najwytrwalsi śpiewacy. Większość ptaków odzywa się rano i przed zachodem słońca. Trznadle umilają prace polowe rolnikom nawet w największy skwar letnich dni.

Kruki popisują się lotami tokowymi, a w koloniach gawronów wiele gniazd jest już zajętych. Nad wodami można spotkać tajemnicze wodniki, długonogie brodźce i szlamniki rycyki. Bekas kszyk, pobekując, z uporem to wznosi się, to opada, śpiewając sobie na ogonie.

Większość kaczek już wróciła z zimowisk i w marcu buduje gniazda lub składa jaja.

Leśne ptaki też nie próżnują. Sójki uwijają się przy budowie gniazd, strzyżyki, pierwiosnki, pełzacze i rudziki ożywiają śpiewem jeszcze zimowe lasy i bory.

Nocami słychać pohukiwanie puszczyków, dla których marzec to szczyt sezonu lęgowego. To najpospolitsza z naszych sów. Możemy ją spotkać we wszystkich typach zadrzewień, gdzie tylko znajdują się „dziuplaste” drzewa o odpowiedniej średnicy.

W marcu tokuje także sowa uszata. Gatunek ten charakteryzuje się bardzo dużymi wahaniami liczebności, która wydaje się być ściśle uzależniona od fluktuacji norników, stanowiących niemal 90% ich pokarmu. Być może i miejsca do gniazdowania wpływają na liczebność uszatek. Będzie to można sprawdzić – od kilku lat w rozproszonych wśród pól drągowinach rozwiesza się uszatkom wiklinowe kosze lęgowe. Póki, co, kosze zasiedlane są głównie przez gołębie grzywacze.

Podobną akcję na rzecz sów płomykówek prowadzi kilka organizacji pozarządowych pod dowództwem Towarzystwa Przyrodniczego „Bocian”, umieszczając sztuczne gniazda na strychach kościołów. Budynki sakralne, z nieznanej przyczyny, ta najbarwniejsza europejska sowa upodobała sobie szczególnie.

W marcu składa jaja jedna z największych polskich sów – puchacz. W ostatnich latach rośnie liczebność tych pięknych, choć wbrew obiegowej opinii, nie najbystrzejszych ptaków. Jest to zasługa wprowadzenia strefowej ochrony gniazd i zaprzestania harców myśliwych, którzy przez długie lata wybierali puchacze z gniazd i używali jako wabika na drobne ptaki śpiewające. Przywabione w ten sposób ptaki myśliwi chwytali lub – z trudnej do pojęcia przyczyny – zabijali.

Takiego szczęścia, jakie ostatnimi laty ma puchacz, nie miały głuszce i cietrzewie, dla których marzec jest okresem godów. W Polsce na kuraki te polowało się na tokach, zabijając najokazalsze dominujące samce. Z czasem proceder ten doprowadził do ich zdziesiątkowania i fragmentacji populacji, a co za tym idzie – izolacji przestrzennej krajowych populacji tych ptaków. Genetycznie zdegenerowane, pomimo ochrony gatunkowej, z roku na rok zmniejszają swą liczebność. Jeśli nie uda się powstrzymać tego procesu (a nikt nie wie, jak to zrobić), za kilkadziesiąt lat będziemy zmuszeni skreślić głuszca i cietrzewia z listy polskich ptaków lęgowych. W krajach skandynawskich, gdzie poluje się na nie dla mięsa i strzela „nieselekcyjnie”, głuszce i cietrzewie mają się zupełnie dobrze.

***

Fot. Tomasz Paweł Lippoman

Fot. Tomasz Paweł Lippoman

„Gdzie woda, tam życie” – mówi stare arabskie przysłowie. Na przedwiośniu jeziora i zbiorniki zaporowe pokrywa gruby lód, od którego wolne są już młaki, stawy, rowy i mniejsze rzeki. Trwa tarło pstrąga, głowacza i szczupaka. Lipień, okoń i jazgarz zaczną składać ikrę w połowie marca.

Żabie gody głębokim i niezbyt głośnym huuur otwiera najpospolitszy z naszych płazów – żaba trawna, która wkrótce po złożeniu skrzeku opuszcza wodę, by do jesieni polować na drobne bezkręgowce.

Nieco później przystępują do rozrodu żaby moczarowe, których samce przez kilka, kilkanaście dni będą się pysznić intensywną, niebieską barwą.

W drugiej połowie miesiąca przypadają gody grzebiuszki ziemnej. Ten jedyny u nas przedstawiciel ropuszkowatych składa skrzek w postaci długich sznurów. Grzebiuszka, zwana też, od godowego głosu, huczkiem ziemnym, uchodzi za zwierzę rzadko występujące w Polsce. W rzeczywistości, w odpowiednich dla niej środowiskach, występuje dość często. Opinia o rzadkości tego płaza wynika z jednej strony ze skrytego trybu życia, z drugiej zaś z niemal wyłącznie nocnej aktywności. Do najchętniej zasiedlanych przez tego płaza miejsc należą tereny o lekkich piaszczystych lub marglistych glebach. Wybór gleb suchych przez grzebiuszkę wynika z jej zachowania obronnego, polegającego na zagrzebywaniu się w ziemi w obliczu niebezpieczeństwa. Potrafi ona w ciągu 3–4 minut zagrzebać się całkowicie, co ułatwiają jej twarde modzele na piętach kończyn tylnych. Grzebiuszki należą do naszych najmniejszych płazów bezogonowych. Samce osiągają 45–60 mm, samice są nieco większe, ale i tak dwukrotnie mniejsze od własnych kijanek. Od innych żabopodobnych stworzeń z łatwością odróżnimy grzebiuszkę zaglądając jej głęboko w oczy. Ma pionową źrenicę. W ciemności możemy natomiast grzebiuszkę poznać wąchając, ma się rozumieć wyłącznie w celach taksonomicznych. Podrażniona pachnie jak czosnek.

W dostatniej Europie notuje się dramatyczny spadek liczebności płazów, powodowany intensyfikacją rolnictwa. U nas, póki co, z żabami i ropuchami nie jest jeszcze źle. Jeśli jednak chodzi o szczególnie wrażliwe na zanieczyszczenie wód traszki, to ubywa ich w zawrotnym tempie.

Ostatnimi laty modne są w Polsce programy ochrony płazów, polegające głównie na pogadankach, akcjach plakatowo-ulotowych i grodzeniu fragmentów dróg na żabich szlakach godowych. Pochwycone w ten sposób płazy są przenoszone przez szosę przy gremialnym udziale dziatwy szkolnej. Takie przenoszenie ma zapewne wymiar edukacyjny. W zamożniejszej części Europy, projektując drogi, urządza się specjalne przepusty dla drobnej fauny. Która metoda lepsza?

Tomasz Lippoman

www.bialowieza.com.pl