Miesięcznik Dzikie Życie

2/272 2017 Luty 2017

Stalinizm w ochronie przyrody

Władimir Borejko

Represje przeciw idei ochrony biernej, działaczom ochrony przyrody i zapowiednikom w latach 1930-1941

Idea Stalina mówiąca o tym, że w miarę rozwoju socjalizmu będzie nasilać się także walka klasowa została rozwinięta przez Maksyma Gorkiego. Jego zdaniem jeszcze jednym wrogiem klasowym, z którym powinni walczyć bolszewicy, jest przyroda. W grudniu 1931 r. w gazecie „Prawda” opublikował publicystyczny artykuł o charakterystycznym tytule „O walce z przyrodą”. „Wypowiemy wojnę przyrodzie”, „to piękna i prawdziwie bolszewicka idea, i trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej zamieniła się w czyn” – nawoływał Burzyk1.

Obrazek

Nad Siewierskim Dońcem. Fot. Krzysztof Wojciechowski

Rok 1931 był rokiem, w którym Stalin osiągnął pełnię władzy. I właśnie od tego momentu ochrona przyrody stała się działaniem „antypartyjnym”. W 1931 r. w gazecie „Bolszewik” kierownik działu naukowego Moskiewskiego Komitetu Miejskiego Partii E. Kolman w artykule „Szkodnictwo w nauce” pisał: „To właśnie »ochrona przyrody« staje się ochroną przed socjalizmem. W ten sposób istota wszystkich szkodliwych teorii jest taka sama. Inaczej być nie może – szkodnicy wszelkiej maści mają jeden cel: obalenie naszego socjalistycznego ustroju i odbudowę kapitalizmu”. W takim samym duchu pisali „proletariaccy krajoznawcy” T. Wasiliew i W. Karpycz w „Prawdzie”: „Wniosek ogólny, który nasuwa się po przeglądnięciu kompletu czasopism »Ochrona Przyrody« jest taki, że pismo to pod hasłami bezwzględnej ochrony przyrody stara się ochronić tę przyrodę… przed planem pięcioletnim”.

Towarzysz Makarow wchodzi do gry

Czasopismo „Ochrona Przyrody” momentalnie zostało przemianowane na „Przyroda i gospodarka socjalistyczna”. W tych trudnych czasach faktyczną władzę nad zapowiednikami w Rosji przejął Wasilij Nikitycz Makarow, dawny eser a następnie bolszewik. Skierowany przez partię w 1929 r. do Ludowego Komisariatu Oświaty Rosyjskiej FSRR nie będąc specjalistą w dziedzinie ochrony przyrody (Makarow był z wykształcenia pedagogiem i przez całe swoje dorosłe życie zajmował się głównie walką z caryzmem), Makarow nie rozumiał istoty zapowiedników. Zresztą sam Wasilij Nikitycz kiedyś przyznał, że kiedy zaproponowali mu aby zajął się zapowiednikami, to miał do tej sprawy podejrzliwy stosunek, ponieważ słowo „zapowiednik” kojarzyło mu się z „przykazaniami biblijnymi”2 i wyczuwał w nim jakieś burżuazyjne przesądy, którym udało się przetrwać rewolucję październikową. Uderzył w zapowiedniki tak mocno, że nie mogą się podnieść po tym ciosie, choć minął już prawie wiek.

W grudniu 1931 r. na posiedzeniu Państwowego Komitetu Ochrony Przyrody Rosyjskiej FSRR Makarow precyzyjnie wskazał okresy w historii ochrony przyrody: „W sferze działalności państwowych zapowiedników można wyznaczyć dwa okresy: pierwszy trwający do 1930 r. charakteryzuje się fałszywymi i szkodliwymi mechanizmami, które ukierunkowane były na badanie jedynie teoretycznych problemów, przy czym odrzucano jakąkolwiek możliwość połączenia funkcjonowania zapowiednika z konkretnymi zadaniami socjalistycznego budownictwa. Drugi okres – od 1930 r., kiedy w pracy zapowiedników nastąpił znaczny przełom w kierunku podporządkowania całokształtu funkcjonowania zapowiedników zadaniu realizacji planu pięcioletniego i socjalistycznego budownictwa ZSRR. W okresie tym myśl o budowie w strefie buforowej zapowiednika stacji doświadczalnych czy o szerokim rozwoju w jego granicach proletariackiej turystyki nie jest już herezją dla służb ochrony przyrody”.

Obrazek

Na Sywaszu. Fot. N. Atamas

Jak widzimy wszystko co zrobiono w sferze ochrony przyrody do 1930 r. nazwane zostało „fałszywym” i „szkodliwym”. Jednak najbardziej „fałszywą” i „szkodliwą” zdaniem Makarowa była ideologia ochrony przyrody oparta na idei ochrony absolutnej, gdyż przeczyła poglądom bolszewików na temat „przekształcania” przyrody. Dlatego należało ową ideologię unicestwić, wykląć. Jednak trzeba było to zrobić nie cichcem, ale w popularny w tamtych czasach sposób – poprzez publiczne biczowanie i linczowanie w dobrze wyreżyserowanym spektaklu. Ów spektakl nazywał się Pierwszym Wszechzwiązkowym Zjazdem Ochrony Przyrody i Wspierania Rozwoju Zasobów Naturalnych ZSRR.

Przygotowania do sądu nad ideą ochrony absolutnej W.N. Makarow rozpoczął jednak znacznie wcześniej. Jeszcze w 1932 r. w czasopiśmie „Przyroda i gospodarka socjalistyczna” (dawna „Ochrona przyrody”) publikuje bazową pracę „Ku Wszechzwiązkowemu Zjazdowi Ochrony Przyrody i Wspierania Rozwoju Zasobów Naturalnych ZSRR”, w której pisze: „Zjazd powinien twardo i kategorycznie oznajmić, że przechowywany jeszcze przez niektórych fetysz zupełnej nietykalności zapowiedników i obiektów chronionych należy wyrzucić na śmietnik, że hasło to jest szkodliwe, że podstawowym naszym obowiązkiem jest nie tyle chronić, ile chroniąc, pomagać organizacjom gospodarczym najbardziej racjonalnie, z punktu widzenia interesu państwowego, wykorzystywać ten czy inny obiekt przyrodniczy zgodnie z miejscowymi uwarunkowaniami gospodarczymi. Na pytanie – ochronić czy też przeznaczyć do eksploatacji – dziś odpowiadamy: robić to, co korzystne i co konieczne dla budowy socjalizmu”.

Walka z „fetyszem nietykalności przyrody”

Pierwszy Wszechzwiązkowy Zjazd Ochrony Przyrody i Wspierania Rozwoju Zasobów Naturalnych ZSRR, jak go potem nazwano, odbył się w Moskwie w dniach 25 stycznia – 1 lutego 1932 r. Udział w nim wzięło 190 delegatów z różnych republik radzieckich. W odróżnieniu od Pierwszego Wszechrosyjskiego Zjazdu Ochrony Przyrody z 1929 r. w obecnym udział wzięło bardzo wielu przedstawicieli różnych instytucji i organów gospodarczych zajmujących się eksploatacją bogactw naturalnych – lasu, ryb, zwierząt łownych. Za to nie było słynnego klasyka ochrony przyrody Beniamina Piotrowicza Tjan-Szańskiego oraz przyrodnika-krajoznawcy z Leningradu Piotra Jewgieńjewicza Wasylkowskiego, którzy aktywnie uczestniczyli w poprzednim zjeździe ochrony przyrody. Inny znany profesor przyrodnik Dmitrij Michajłowicz Rossinski, który także brał aktywny udział w poprzednim zjeździe, zmarł kilka tygodni przed Wszechzwiązkowym Zjazdem. A i sam Grigorij Aleksandrowicz Kożewnikow chociaż był zaproszony na zjazd, nie był już jednym z jego przewodniczących, ale został włączony jako członek do sekcji „kulturalno-medialnej”. Ogólnie można powiedzieć, że w ciągu niespełna 4 lat (od zjazdu do zjazdu), dzięki czystkom kadrowym przeprowadzonym w zapowiednikach i organach ochrony przyrody, po usunięciu elementów „antysowieckich” oraz dzięki „proletaryzacji” zapowiedników liczba zwolenników ochrony zapowiedników przed jakąkolwiek działalnością gospodarczą wydatnie się zmniejszyła.

Niestety idei ochrony absolutnej nie wpierały nawet młode kadry ochrony przyrody, posiadające już uniwersyteckie wykształcenie. Jeszcze w 1928 r., 5 lat przed niszczycielskim zjazdem, profesor Kożewnikow pisał z bólem: „W swoim wykładzie podkreślałem, że ważnym jest aby do kwestii ochrony przyrody podchodzić w sposób zasadniczy i z szeroką perspektywą a nie traktować ją jedynie wąsko-utylitarnie, a przede wszystkim nie sprowadzać ochrony przyrody do ochrony dzikich zwierząt łownych, tworzenia gospodarstw łowieckich itp. Ochrona pierwotnej, dzikiej przyrody dla niej samej i patrzenie na zagadnienia praktyczne i utylitarne jako te, które stoją na drugim planie – oto według mnie bazowa idea ochrony przyrody. I tutaj okazało się coś bardzo smutnego. Dwóch przedstawicieli młodych zoologów, którzy interesowali się ochroną przyrody i byli gotowi pracować w tej dziedzinie, zademonstrowało bardzo słabą pozycję i niemożliwą do przyjęcia ideologię. Zaczęli oni udowadniać, że wykładać ochronę przyrody można tylko z utylitarnego punktu widzenia… Według mnie propozycja taka znamionuje ostateczny krach idei ochrony przyrody. Wszelkie »gospodarowanie« w swej istocie jest z gruntu zaprzeczeniem idei ochrony przyrody. Ludzkie gospodarowanie zawsze kaleczy przyrodę. Tylko nie wtrącanie się w życie przyrody czyni ją interesującą naukowo. Jeśli zarzucimy to podejście, to nigdy nie zrealizujemy ochrony przyrody w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Żal było słuchać, że zamiast bronić idei ochrony zapowiedników dla zachowania pierwotnej przyrody i jej naukowego badania, czyli bronić podejścia może trudnego, ale zasadniczego, młodzi ludzie od razu przechodzą do obrony idei bardzo łatwej do zrealizowania, ale obcej wszelkiemu idealistycznemu podejściu, idei »gospodarstwa łowieckiego«, które nie ma nic wspólnego z ochroną przyrody”.

Obrazek

Cyklameny Kuzniecowa w Krymskim Zapowiedniku. Fot. D. Inozemcewa

W efekcie uczestnicy Wszechzwiązkowego Zjazdu gotowi byli intelektualnie i moralnie wesprzeć represje przeciw idei ochrony absolutnej i jej nosicielom. Niemałe znaczenie miała tutaj także zręcznie przeprowadzona na zjeździe izolacja G.A. Kożewnikowa. Nie wpuścić go na obrady zjazdu W.N. Makarow nie mógł, bo prof. Kożewnikow był dla ochrony zapowiedników i w dziedzinie ochrony przyrody zbyt ważną postacią. Ale izolowanie na zjeździe tego klasyka ochrony przyrody było zadaniem, z którym urzędnicy mogli sobie poradzić.

Opublikowane w 1935 r. „Prace” zjazdu świadczą o tym, że Kożewnikow nie wystąpił na nim nie tylko z wykładem, ale nawet w dyskusji. Dziś trudno powiedzieć jak z tym było faktycznie, czy nie pozwolono mu wystąpić, czy też sam odmówił, a może podczas przygotowywania „Prac” jego materiał został po prostu usunięty. Na samym zjeździe poświęcono zapowiednikom trzy wykłady. Główny pt. „Państwowe zapowiedniki RFSRR i perspektywy ich rozwoju” wygłosił Makarow. W swoim wystąpieniu nawoływał do „ostatecznego pozbycia się istniejącego jeszcze gdzieś zapewne fetysza nietykalności przyrody zapowiedników”. Niestety propozycja ta poparta została przez wielu uczestników zjazdu, i to nie tylko przez urzędników (co nie dziwi), ale i przez samych pracowników zapowiedników, a nawet przez niektórych znanych przyrodników jak prof. Siergiej Aleksandrowicz Buturlin. Pracownik Krymskiego Zapowiednika W.I. Bukowski powiedział podczas dyskusji „W szeregu przypadków konieczna jest ingerencja nawet w funkcjonowanie stref ochrony ścisłej zapowiedników. Na przykład w strefie takiej rozmnażają się szkodniki leśne i koniecznie trzeba je tępić. Jednak nie wynika z tego, że należy w związku z tym zrównać strefę ochrony ścisłej ze strefą nie chronioną ściśle. Podstawowym zadaniem zapowiednika jest zachowanie nieprzekształconych fragmentów przyrody w celu prowadzenia badań naukowych” (w tym momencie samo ciśnie się na usta pytanie do uczonego z Krymskiego Zapowiednika: jakież to będą nieprzekształcone fragmenty przyrody kiedy zacznie się w nich tępienie szkodników leśnych?). Jego rodak z Krymu, przewodniczący Krymskiego Związku Łowieckiego Salomon Beniaminowicz Turszu, który bardzo dużo zrobił dla wprowadzenia zakazu wiosennych polowań na Krymie, także poparł Makarowa „Według mnie ingerencja człowieka jest konieczna na całym obszarze, nie wyłączając terenów chronionych (…). W Krymskim Zapowiedniku stwierdzono znaczny wzrost liczebności lisów. Poza terenem zapowiednika poluje się na nie, one zaś przenoszą się ze strefy gdzie polowanie jest dozwolone do zapowiednika. W efekcie przynoszą znaczny uszczerbek w pogłowiu saren w zapowiedniku”. Przeciwko ochronie absolutnej wystąpił także znany moskiewski pedagog i wychowawca młodzieży Piotr Piotrowicz Smolin „…co zaś się tyczy pracy zapowiedników, to tutaj koniecznie należy doprecyzować kilka kwestii związanych z ochroną zapowiednika. Otóż jeżeli wcześniej mówiliśmy: chroniony zupełnie i koniec kropka, to dziś mówimy: nie, ingerencja jest konieczna, ale ingerowanie w ściśle chronioną strefę zapowiednika powinno być sprowadzone do minimum”.

Wielka szkoda, że wsparcia przeciwnikom ochrony absolutnej udzielił także znany przyrodnik, ornitolog i specjalista od gospodarki łowieckiej S.A. Buturlin, pisząc „Dziś nie ma potrzeby mówienia o nietykalności przyrody nawet w zapowiednikach (…) Szereg przykładów potwierdza bezcelowość pozostawiania zapowiedników bez ingerencji człowieka”. Dalej zaś Buturlin przytacza czysto łowiecki argument o tym, że w zapowiednikach byłoby znacznie więcej soboli jeżeli dopuszczono by tępienie ich wrogów. I kończy słowami „I właśnie dlatego, kiedy mówimy o zapowiedniku należy rozpatrywać go jako gospodarstwo o wysokiej kulturze prowadzenia gospodarki łowieckiej”. Zaś sam Makarow podczas debaty posunął się nawet do stwierdzenia, że być może w przyszłości nadejdą takie czasy, że zapowiedniki w ogóle staną się niepotrzebne.

Ciekawe, że w obronie ochrony absolutnej wystąpił przełożony Makarowa – kierownik Komitetu ds. Zapowiedników, honorowy przewodniczący zjazdu, stary bolszewik Piotr Hermogenowicz Smidowicz „Niedialektyczne byłoby zupełne zanegowanie metod ochrony absolutnej, ponieważ ochrona absolutna ustanowiona na określonych obszarach daje możliwość badania przede wszystkim szkodników obszarów chronionych (…). Dlatego też negatywny stosunek do ochrony absolutnej jest nienaukowy i nie teoretyczny”. Jednak zjazd nie posłuchał Smidowicza i przyjął rezolucję, w której obłożył klątwą ochronę absolutną „Zjazd kategorycznie odrzuca burżuazyjną teorię o niemożności sterowania procesami dzikiej przyrody i o pełnym nie ingerowaniu człowieka w jej procesy na obszarach chronionych”. Sprytnie przyczepiona łatka „burżuazyjna” miała śmiertelną polityczną barwę i stawiała krzyżyk na idei ochrony absolutnej. Być określonym jako „burżuazyjny” w kraju robotników i chłopów oznaczało tylko jedno – szybką i pewną śmierć.

W swoim artykule „O wynikach Pierwszego Wszechzwiązkowego Zjazdu Ochrony Przyrody i Wspierania Rozwoju Zasobów Naturalnych ZSRR” W.N. Makarow z satysfakcją podsumował najważniejsze jego osiągniecie, czyli to, że zjazd „stanowczo osądził zasadę zupełnej nieingerencji człowieka w przyrodę zapowiedników, jako zasadę reakcyjną i przeczącą dialektycznemu poglądowi na przyrodę, jej prawa i na miejsce człowieka w przyrodzie”.

Było też jeszcze jedno bardzo smutne „osiągnięcie” zjazdu. Razem z ideą ochrony absolutnej „unicestwiono” także jej autora – ojca ojczystych zapowiedników Grigorija Aleksandrowicza Kożewnikowa. Sędziwy profesor zmarł na atak serca w swoim domu w przedostatnim dniu zjazdu, po powrocie z obrad. Najprawdopodobniej do ostatka walczył o ideę ochrony absolutnej i nie mógł przeżyć śmierci swojego „dziecka”.

„Radzieckie zapowiedniki opierają się o inne zasady funkcjonowania niż zapowiedniki krajów kapitalistycznych. Odżegnujemy się od nieingerowania w przyrodę zapowiedników” – objaśniał kilka lat później młodemu pokoleniu dziecięcy pisarz Mikołaj Michajłow.

Na tropie „szkodników” socjalistycznego budownictwa

Następnie represje dotknęły także stronników idei ochrony absolutnej. Według moich obliczeń w latach 30. XX wieku w sowieckiej Ukrainie represjonowano co trzeciego działacza ochrony przyrody. Przede wszystkim represjonowano jednego z głównych organizatorów ukraińskich zapowiedników Aleksandra Alojzowicza Janatę (zginął w GUŁAG-u), dyrektora ds. naukowych Zapowiednika Askania Nowa, genialnego ekologa Władimira Władimirowicza Stanczyńskiego (zginął w GUŁAG-u). W czasie przesłuchań w OGPU3 Stanczyński przyznał się do tego, że pracując w zapowiedniku Askania Nowa „szkodził” przede wszystkim w ten sposób, że wywalczył ogrodzenie 5 400 ha naturalnego stepu drutem kolczastym na betonowych słupkach, a poza tym zajmował się badaniem stepowej przyrody bez związku z konkretnymi problemami gospodarczymi. Represjonowano innych pracowników Zapowiednika Askania Nowa: Aleksandra Pawłowicza Gunaliego, Siergieja Iwanowicza Miedwiediewa, Borysa Konstantynowicza Fortunatowa i innych – ogółem 23 pracowników zapowiednika. Represjom podlegał także pracownik Nadmorskich Zapowiedników Aleksander Aleksiejewicz Szummer, dyrektor Kaniowskiego Zapowiednika Aleksander Nosow. Represjonowany był i zmarł w GUŁAG-u sławny rosyjski przyrodnik Franc Francewicz Szillinger, który wiele zrobił dla rozwoju ochrony przyrody na Krymie. Zaś ci z działaczy ochrony przyrody, których pozostawiono na wolności jak Wiktor Grygorowicz Awerin i Mikołaj Wasylowicz Szarleman podawani byli ideologicznym prześladowaniom.

Dostało się także ukraińskim leśnikom, którzy pomagali przyrodnikom w ochronie starodrzewów. 19 marca 1930 r. gazeta „Izwiestja” pisała „Teraz jeszcze kilka słów o jednej ze szkodliwych grup, która przez długi czas działała w gospodarce leśnej Ukrainy. To grupa specjalistów o wysokich kwalifikacjach i profesorów (w większości byłych urzędników departamentu leśnego) – Górski, Kolesnikow, Szustow, Kowalenko, Padalki, Marczenko. Oni to wykorzystywali swoje wysokie stanowiska na państwowych posadach [Kolesnikow był zastępcą naczelnika zarządu lasów, Marczenko odpowiadał za sferę lasów w Państwowym Komitecie Planowania przy Radzie Ministrów ZSRR, itd.] żeby za wszelką cenę ochronić masywy leśne należące wcześniej do wielkich obszarników (…). Profesor Walerian Górski zeznawał: »Aby zachować cenne fragmenty lasów, które dawniej należały do obszarników i ochronić je przed eksploatacją, wszelkimi sposobami staraliśmy się zachować je nadając im status zapowiedników, walczyliśmy o to w Głównym Zarządzie Instytucji Naukowych, Artystycznych i Muzycznych, Wszechukraińskiej Akademii Nauk i innych urzędach«. W jednym z leśnictw w efekcie działalności tej szkodliwej szajki znajduje się obecnie 16 tys. ha przestojów. A wszystko to dzieje się w czasie kiedy kraj cierpi na bolesny niedostatek materiałów drzewnych. Żyjąc nadzieją na powrót obszarników szkodnicy ci doprowadzali cenny las do stanu, w którym stawał się przestojem, drzewa zaczynały gnić i zarażać sąsiednie kompleksy i mogły być wykorzystane już tylko jako drewno opałowe”. Dalej gazeta „Izwiestja” pisała, że w wyniku działań Górskiego i jego grupy ocalono przed toporem Lasy Sławuckie nalężące wcześniej do księcia Romana Damiana Sanguszki4, lasy hrabiego Potockiego (w lasach tych Potocki jeszcze przed rewolucją utworzył słynny zwierzyniec „Pilawin”). Prócz tego zahamowano wycinkę w Czerkaskim Borze, w leśnictwach: czarnomorskim, korabielnym i trościanieckim, w których w oparciu o plany Ukraińskiego Komitetu Ochrony Pomników Przyrody proponowano utworzenie zapowiedników. Las Parasacki pod Połtawą dzięki pomocy Górskiego i innych został objęty ochroną w formie zapowiednika o znaczeniu miejscowym. W 1930 r. prof. Górski został skazany na 3 lata pozbawienia wolności5.

Spustoszenia w systemie zapowiedników

Represje dotknęły także same zapowiedniki. Na początku 1933 r. w wyniku postanowienia prezydium Wszechukraińskiej Akademii Nauk Rolniczych zapowiednik Askania Nowa przestał funkcjonować jako samodzielna jednostka, zaś obszar chronionych w nim dziewiczych stepów został zmniejszony do 1 400 ha. 15 kwietnia 1938 r. został pozbawiony statusu obszaru chronionego zapowiednik „Kamienne Mogiły” (postanowieniem Stalińskiego Komitetu Wykonawczego). Status ten otrzymał 25 marca 1938 r. i wszedł jako filia w skład Ukraińskiego Zapowiednika Stepowego. W końcu lat 30. XX wieku zaorano 186 ha zapowiednika Chomutowski Step, a jego powierzchnia została zmniejszona do 1030 ha. W lecie 1934 r. przestał istnieć zapowiednik Koncza-Zaspa nad Dnieprem niedaleko Kijowa, który został zamieniony w specjalistyczny sowchoz Wszechukraińskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego. W 1935 r. Akademia Nauk USRR zrzekła się swego zapowiednika Akademicki Step (Karlowska Celina) w obwodzie połtawskim. Zgodnie z postanowieniem Rady Komisarzy Ludowych USRR z dnia 28 grudnia 1935 r. dziewiczy step został przekazany kołchozowi „Czerwony Bojownik”, który od razu zaorał połowę przejętego terenu.

W pozostałych zapowiednikach praktycznie zaprzestano działalności naukowej i ochroniarskiej, za to aktywnie prowadzono wyręby lasu, sianokosy, połowy ryb i inne rodzaje działalności gospodarczej. W miejsce ideologii ochrony przyrody szeroko wprowadzano nową ideologię: wykorzystywanie zapowiedników „w służbie socjalistycznego budownictwa”. W sprawozdaniu Wszechukraińskiej Akademii Nauk Rolniczych za 1931 r. mówiło się o tym, że zapowiedniki powinny zajmować się problemami budowy socjalizmu. W czerwcu 1933 r. Prezydium tej Akademii poleciło „zapowiednikom i kołchozom” zwrócić szczególną uwagę na zbieranie plonów.

Pierwsza Wszechukraińska konferencja państwowych zapowiedników w systemie Wszechukraińskiej Akademii Nauk Rolniczych Ludowego Komisariatu Rolnictwa USRR, która odbyła się w październiku 1933 r. przyjęła bardzo charakterystyczną rezolucję: „zapowiedniki nie podołały zleconej im pracy… zamiast tego by być poletkami doświadczalnymi dla różnych specjalistycznych prac rolniczych, żywymi laboratoriami przyrody, rezerwatami i wartościami, a także miast nakierować swoją pracę na służbę budowie socjalizmu – przekształciły się w miejsca »ochrony przyrody dla przyrody«”. Zapowiedniki oskarżano o niewypełnienie postanowień XVIII partyjnej konferencji o reorganizacji nauki zgodnie z potrzebami socjalistycznego budownictwa. Wskazywano, że „ideologami” pracy zapowiedników był elementy szkodliwe i nacjonalistyczne (Janata, Awerin i inni), które izolowały pracę naukowo-badawczą zapowiedników od procesów socjalistycznego budownictwa: „Stare kierownictwo Wszechukraińskiej Akademii Nauk Rolniczych (Szumer, Fortunatow) przekształciło zapowiedniki w głuche zakątki »piękna przyrody« sprzyjając czystemu naturalizmowi i liberalnemu amatorstwu”.

Zaczęto pozbawiać zapowiedniki statusu ochronnego i przekształcać je w nową formę – chronione gospodarstwo. Działo się to na dwa sposoby: bądź to poprzez zmniejszenie powierzchni chronionej, bądź też przez dopuszczenie działalności gospodarczej w zapowiednikach. Na przykład 10 stycznia 1931 r. zastępca przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych USRR Pietrowski podpisał postanowienie zmieniające art. 4 przyjętego wcześniej dekretu o utworzeniu Nadmorskich Zapowiedników. W efekcie czego dopuszczono w nich sianokosy, wypas bydła, połów ryb. 19 września 1935 r. wspomniana RKL USRR wydała dekret „O państwowych zapowiednikach USRR”, na mocy którego dopuszczono sianokosy i połów ryb w zapowiednikach: Czarnomorskim i Azowsko-Sywaszskim. Prócz tego już w początkach lat 30-tych XX wieku w Czarnomorskim Zapowiedniku pozyskiwano łabędzie (tusze były produktem eksportowanym), a także prowadzono masowy odstrzał zajęcy. 1 lipca 1937 r. RKL USRR wydała postanowienie „O państwowych zapowiednikach przyrodniczych USRR”. Aktem tym zmniejszono powierzchnię Czarnomorskiego Zapowiednika do 13 025 ha, Azowsko-Sywaszskiego – do 7 049 ha (wyłączono z niego Białosarajską Mierzeję i inne obiekty), i Środkowo-Dnieprowego – do 1274,45 ha. W ten sposób w ciągu niespełna dziesięciu lat, od 1928 r. do 1937 r. powierzchnia zapowiedników: Czarnomorskiego i Azowsko-Sywaszskiego (dawnych: Nadmorskiego i Piaszczystego, nad dolnym Dnieprem) zmniejszyła się z 47 tys. ha do 20 074 ha, czyli ponad 2 razy. W 1936 r. Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy stwierdził, że: „Czarnomorski Zapowiednik przekształcił się w przedsiębiorstwo komercyjne, które w sposób drapieżny eksploatuje zasoby naturalne. Ochrona zapowiednika pracuje bardzo źle. Zapowiednik nie prowadzi żadnej działalności naukowej”. 27 maja 1937 r. Sekretariat KC KP(b)U omawiał stan Azowsko-Sywaszskiego Zapowiednika. Przyczyną do tej analizy było pismo sekretarza Geniczeskiego Komitetu Rejonowego KP(b)U Konstantinowa skierowane do sekretarza ukraińskiego KC KP(b) Chatajewicza. Naczelnik ukraińskiego Komitetu ds. Zapowiedników Leonid Antonowicz Martyniuk skonstatował: „W latach przedwojennych (1935-1937) został dokonany przegląd obszarów zapowiedników przez kierownictwo USRR, w jego efekcie wszystkie nadające się do wykorzystania rolniczego ziemie zostały wyłączone z zapowiedników i oddane sąsiadującym z nimi kołchozom i sowchozom. W sumie wyłączono z zapowiedników ponad 15 tys. ha (dokładnie ok. 20 tys. ha – dopisek autora), czyli około 40% powierzchni zapowiedników (…) Z terenu Zapowiednika Czarnomorskiego obiekt „Burkut” o powierzchni 7664 ha został przekazany Instytutowi Askania Nowa dla celów gospodarstwa pomocniczego (…), 2 500 ha Półwyspie Jagorłykskim dołączono do sowchozu „Karakuł-eksport”, 4714 ha przekazano kołchozom tylko na wyspie Dżaryłgacz itd. W sumie z Czarnomorskiego Zapowiednika wyłączono ponad 15 000 ha. Z terenu Azowsko-Sywaszskiego Zapowiednika na wyspie Buriuczyj przekazano kołchozom rejonu geniczeskiego 1 500 ha, a w Sywaszach przekazano sowchozowi im. Frunzego 3 tys. ha. Po tych wszystkich wyłączeniach, zgodnie z postanowieniem RKL USRR z dnia 1 lipca 1937 r. nr 774 obszar lądowy Czarnomorskiego Zapowiednika obejmował powierzchnię 13 025 ha, zaś Azowsko-Sywaszskiego Zapowiednika – 7 049 ha”. Do tego smutnego spisu należy także dodać wyłączenie z Azowsko-Sywaszskiego Zapowiednika większej części wyspy Czuriuk i połowy wyspy Kujuk-Tuk w Sywaszach oraz Mierzei Białosarajskiej.

Obrazek

Władimir Borejko, Ostatnie wysepki wolności. Historia ukraińskich zapowiedników i ochrony przyrody – X wiek do 2015 r. – okładka książki

Należy podkreślić, że wyłączenie większości wspominanych terenów z zapowiedników zostało zatwierdzone przez odpowiednie akty prawne RKL USRR. Przy czym kwerenda materiałów archiwalnych świadczy o tym, że kolejne decyzje władz jedynie uprawomocniały przeprowadzone wcześniej bezprawne działania organów władzy państwowej lub lokalnej. Z praktyką taką, sankcjonowaniem bezprawnych działań przeciw zapowiednikom przez władze republiki drogą antydatowania aktów prawnych, spotykać się będziemy jeszcze nie raz.

Przewodniczący Komitetu ds. Zapowiedników przy Radzie Komisarzy Ludowych Rosyjskiej FSRR W.N. Makarow w 1940 r. pisał „Wraz z rozwojem socjalistycznego przemysłu i gospodarki rolnej różne ludowe komisariaty, przedsiębiorstwa przemysłowe, komitety wykonawcze zgłaszają i będą zgłaszać co roku coraz większe i większe potrzeby surowcowe, które mogą być zaspokojone kosztem zapowiedników… I tak np. znany ukraiński zapowiednik Askania Nowa jest już przekształcony w fermę do hodowli zwierząt domowych, owiec i świń…”.

W istocie zaś problem nie dotyczył wcale rozwoju socjalistycznego przemysłu i gospodarki a drastycznej zmiany celów funkcjonowania zapowiedników. O ile w latach 1920-1930, zgodnie z ideą ochrony absolutnej G.A. Kożewnikowa były one tworzone dla ochrony praw dzikiej przyrody do istnienia oraz dla prowadzenia badań naukowych, o tyle od 30-tych lat XX wieku celem stało się wspieranie socjalistycznego budownictwa. A za całą tą nową ideologią kryła się zwyczajna chciwość i głupota. Zaś zapowiedniki przekształcone w chronione gospodarstwa znalazły się o krok od unicestwienia, co też i nastąpiło w 1951 r.

Władimir Borejko, Kijowskie Centrum Ekologiczno-Kulturalne

Tłumaczenie: Krzysztof Wojciechowski

Więcej o historii koncepcji ochrony przyrody i jej rozwoju można przeczytać w języku rosyjskim w książce W. Borejki „Ostatnie wysepki wolności. Historia ukraińskich zapowiedników i ochrony przyrody (X w. – 2015 r.)” wydanej w Kijowie w 2015 roku. Książka w wersji elektronicznej dostępna tutaj: http://ecoethics.ru/wp-content/uploads/2015/07/int_ostrovki_svob_2015.pdf

Tytuł i śródtytuły pochodzą od tłumacza.

Przypisy:
1. Określenie Gorkiego mianem „Burzyka” nawiązuje do jego „Pieśni o Burzyku” napisanej w 1901 r. po krwawym rozpędzeniu przez władze carskie manifestacji studenckiej w Sankt-Petersburgu, Gorki nawoływał w tym utworze do rewolucji – przyp. tłumacza.
2. W języku rosyjskim przykazanie boże to „bożaja zapowied”. Makarow zresztą nie mylił się. Twórca idei zapowiedników, prof. Grigorij A. Kożewnikow uznawał te obszary za miejsca gdzie panują prawa przyrody, czyli boże prawa. Początki idei zapowiedników sięgają jeszcze carskiej, prawosławnej Rosji nie zaś ateistycznego Związku Radzieckiego – przyp. tłumacza.
3. OGPU (Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny), to służba bezpieczeństwa w Rosji sowieckiej działająca w latach 1923-1934. Następczyni kierowanej przez Feliksa Dzierżyńskiego morderczej Czeki (Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem) poprzedniczka nie mniej morderczego NKWD (Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych). Odpowiadał za walkę ze szpiegami, sabotażystami, zwalczaniem buntów, powstań i wszelkich przejawów wrogości względem władzy sowieckiej. Podlegał pod niego system obozów koncentracyjnych (łagrów).
4. Książę Roman Damian Sanguszko herbu Pogoń Litewska, doskonały gospodarz i zarządca, w 1917 r. został zamordowany w Sławucie, w swoim rodzinnym majątku, przez zbolszewizowanych żołnierzy. Oficjalnym powodem było to, że książęcy dragoni nie pozwolili żołnierzom wyniszczać sławuckich lasów. W 2013 r. na powierzchni ponad 8 700 ha w dawnych książęcych lasach został utworzony Ukazem Prezydenta Ukrainy Park Narodowy „Małe Polesie”. Więcej o parku na jego stronie: http://malepolisja.in.ua/index.php.
5. Walerian Jarosławowicz Górski urodził się w 1874 r. w Charkowie. Był synem leśniczego, sam również wybrał tę drogę życiową. Ukończył Petersburski Instytut Leśny, gdzie słuchał wykładów pioniera ochrony przyrody w Rosji – prof. I.P. Borodina. Po studiach pracował jako leśnik. Dzięki jego staraniom tylko w Guberni Charkowskiej zalesiono ponad 15 tys. dziesięcin ziemi. W 1913 r. uczestniczył w pierwszej w Rosji wystawie ochrony przyrody. Pod koniec 1919 r. Górski wraz z oddziałami białych pod dowództwem A. Denikina udał się na południe, do Rostowa a następnie Stawropola. Jednak nie wyemigrował. W Rosji sowieckiej pracował jako leśnik i wykładowca. Miał wielki dar przekazywania wiedzy w sposób zrozumiały. W grupie specjalistów (m.in. z A.F. Skorobohatym) przygotował projekty 11 zapowiedników leśnych w strefie lasostepu o łącznej powierzchni bez mała 40 tys. ha. Aresztowanie pokrzyżowało jednak te plany. Choć z orzeczonej kary 3 lat odsiedział tylko 1,5 roku, to jednak wkrótce zmarł na zapalenie płuc (w 1934 r.). Zrehabilitowany został dopiero w wolnej Ukrainie – 20 grudnia 1991 r. Jego rehabilitacji nie doczekał nawet jego syn – również leśnik.