Miesięcznik Dzikie Życie

8/15 1995 Sierpień 1995

O tym jak Trójwieś objawiała mi mądrość natury

Jerzy Oszelda

Na co można natrafić podczas pieszych górskich wędrówek? Na różne osoby, rzeczy, zjawiska. To zależy od tego, kto co umie zobaczyć i czego oczekuje. Można na przykład natknąć się na stado dorodnych grzybów albo spotkać leciwego gazdę, który w leśnej ciszy łowi echa niezwykłej przeszłości. O zmierzchu, pośród znikającej zieleni, można odnaleźć również cudowne ślady słońca. Wszystko można odnaleźć…

Podczas mojej podróży przez okolice Istebnej, Koniakowa i Jaworzynki odkrywałem urodę i mądrość żywiołów ziemi. A może to one dawały mi znać o swoim istnieniu? Jedno i drugie.

Cud pierwszy

Za cmentarzem w Istebnej, w pobliskim lesie miałem takie oto widzenie. Na pniu utkanym z pajęczyny i promieni słonecznych siedział Jan Kawulok i pykał fajeczkę, cały zaplątany w światło i delikatne nici owada. Gdy tak patrzyłem na odzianego w czerwony bruclik ducha, z gęstwiny wyszła sarna. On siedzi i smakuje niebiański tytoń, a ona beztrosko skubie trawę. Stoję oniemiały i nagle zjawa rozpuszcza się w przestrzeni, a na jej miejscu widać stary, zmurszały pień.

***

O świcie zacząłem wychodzić na górę Ochodzita w Koniakowie. Cóż w tym nadzwyczajnego, można powiedzieć. Ot, stoi sobie zwykła góra, jak co dnia. Dla mnie góra jest żywa i tak jak człowiek, ani przez moment nie jest taka sama. Bogactwo rytmów życia jest nie do ogarnięcia. Możemy tylko uchwycić fragmenty jego ulotnego piękna. Czasami obcujemy z całością, ale tylko wtedy, gdy nie oczekujemy nadzwyczajnych wrażeń, gdy nie oczekujemy niczego. Najwspanialsze jest niepojęte i pozostawia niezatarte wrażenie. To są te miejsca i te przestrzenie, gdzie niebo łączy się z ziemią i daremny jest trud tego, który poszukuje granic. A wiecie, jak Ochodzita spotkała się tego poranka ze Słońcem? Posłuchajcie…

Cud drugi

O tym, że słońce nadchodzi i jest tuż-tuż, powiedział mi głos przelatującego ptaka. Później pojawiły się słowa, które płynęły równocześnie ze światłem…

rzeźkie powietrze
odsłoniło delikatny blask
i doprawdy nie wiem kiedy
zaróżowiło się niebo nad ziemią
na horyzoncie pojawił się
kawałek wielkiej hostii
i rosło ciało ogniste
gwiazdy

***

Jaworzynka to trzecie z rodzeństwa beskidzkiej Trójwsi. Przykucnięta z boku, przypomina trochę Kopciuszka z bajki. Ale tego dnia cała rzeczywistość jawiła mi się bajkowo.

Cud trzeci

Wszedłem do lasu, którego uroczysta cisza i piękno sprawiły, że poczułem się jak w świątyni. Nigdy wcześniej natura nie była dla mnie równie cudowna. Drzewa były czującymi istotami i zdradzały mi niektóre sekrety swojego języka. Skrzypiąca sosna opowiadała mi smutną historię życia. Pojąłem, że podstawowym językiem drzew jest odgłos jaki wydają, gdy wieje wiatr. Używają wówczas wielu słów. Najpiękniej rozmawiają drzewa z ptakami, odpowiadając na ich śpiew kojącym milczeniem.

A pamiętacie może, gdy wieje wiatr jesienny, jak krążą wokół uradowane gawrony? Komuś może się również wydać, że są niespokojne, ale one wyraźnie lubią poddawać się powietrznej fali splątanego żywiołu. Niektóre utrzymują się na gałęziach i rzucają w przestrzeń proroctwa i przestrogi. Krrraaa, krrraaa… Ich krakanie dotyczy również nas. Te czarne ptaki zdają się wiedzieć, co się święci…

Milczenie i różne rodzaje ciszy przynależą do drzewiastej mowy. Inna jest cisza o świcie, a inna o zmierzchu. Ta pierwsza nosi w sobie delikatne dźwięki budzącej się przyrody oraz zmieniającą się scenerię barw. Cisza zmierzchu to dotknięcie wieczności. Opowiada mądrość przemijania. Gdy człowiek jest uważny i związany nierozdzielnie z naturą, wszystko jest cudowne i wprawia w zachwyt. Zadziwienie i zachwyt wzbudza w tobie odgłos i widok, kiedy wiewiórka chrupie orzechy, po czym znika zgrabnie i lekko w koronie drzewa. A dzięcioł, który przekomarza się z dźwiękiem, uderzając dziobem w pień, czyż nie potrafi wzbudzić w tobie radości? Stuk, stuk… brzmi sucho i świeżo. Słyszysz? Widzisz? A gdy słońce przedziera się przez misterną architekturę zieleni, to jest błogosławiona lekkość. Słońce, oko najczulsze, którego naturą jest przenikanie. Gdy serce twoje przepełnia spokój i radość, odkrywasz magię życia, która jest wszędzie i wówczas wszystko wydaje ci się porywające. I może ci się wydać, że nie ma nic wspanialszego ponad ten stan. Budzi się w tobie nieustraszoność i w tych ulotnych chwilach udaje ci się być jednym z rytmem istnienia. To naprawdę niezwykłe, oceaniczne uczucie, być jednym z, ani o moment wcześniej, ani później. Może ci się też wydać, że jesteś dumnym wojownikiem, który depcze wrogów, by przynosić ulgę, i pomoc uciemiężonym. Wojownik, pan istnienia. Ale uważaj to tylko złudzenie, to miraż umysłu, który może długo trzymać cię w błogim potrzasku, gdyż posiada bogatą witalność i długą żywotność, Gdy jesteś oczarowany, zachowaj pokorę. To bogini sprawiedliwości. Posłuchaj, co pisał na ten temat Thomas Merton:

Nie trzeba mierzyć naszego istnienia intensywnością i liczbą naszych przeżyć. Burzliwość umysłu jest oznaką duchowej słabości. Gdy zachwyty wyskakują z naszej głębi jak lamparty, nie mamy z czego być dumni: życie naszej duszy jest w niebezpieczeństwie. Gdy jesteśmy silni, jesteśmy też zawsze więksi od tego, co nam się przydarza. Dusza człowieka, który odnalazł siebie jest jak głębokie morze, gdzie znajduje się wiele ryb – nigdy jednak nie wynurzają się one z wody i żadna z nich nie jest dostatecznie wielka, ażeby móc zmącić spokojną powierzchnię, Jego „istnienie” przewyższa bowiem wszystko, co on przeżywa i robi.

Thomas Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, Znak, 1983, s. 158.

Słyszysz widmowy wojowniku głos mądrego człowieka? Słyszysz Wielka Rybo? Jeżeli słyszysz i nie rozumiesz, to znaczy, że zostałeś pochwycony przez Potężnego Władcę Dumy, Zostałeś jego niewolnikiem,

Ale cóż to, słońce wydaje się gasnąć, jego barwy nikną, lecz nie milknie jego moc i żar. Złudzenie objawia prawdę, prawda bawi się złudzeniem. Liście hulają na wietrze, chmury rzucają cienie, które grają na masywnym ciele góry.

Takimi cudownymi chwilami obdarowała mnie Jaworzynka, urocza góralska wieś. Ilekroć wybieram się w tamte strony, czuję wyraźnie niezwykły dotyk tych niezapomnianych przeżyć.

Jerzy Oszelda

Istebna, Koniaków, Jaworzynka, w pierwszych dniach września 1994 roku.