Miesięcznik Dzikie Życie

11/30 1996 Listopad 1996

5 minut dla Turnickiego Parku

Marta Lelek

7 października br. o godz. 12.00 pod gmachem Ministerstwa Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w Warszawie zebrała się grupa około 20 osób z Przemyśla i okolic, Bielska, Łodzi, Warszawy i innych miejsc Polski, zaangażowanych w kampanię na rzecz utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Przywieźliśmy panu Ministrowi pierwszą porcję podpisów pod petycjami w tej sprawie: 30 tysięcy! W zbieranie podpisów zaangażowało się mnóstwo osób w całej Polsce, a wiele zespołów muzycznych dedykowało i zamierza dedykować Turnickiemu Parkowi swoje trasy koncertowe. Znaczna część podpisów należy do ludności zamieszkującej teren bezpośrednio przyległy do projektowanego parku. Pomimo akcji zastraszania i rozpowszechniania kłamliwych informacji o rzekomych drakońskich zakazach związanych z utworzeniem parku, wielu z mieszkańców okolicznych, gmin otwarcie deklaruje zgodę i poparcie dla tej idei, widząc w niej szansę harmonijnego rozwoju swojego regionu.

Przy wsparciu kamer ekip telewizyjnych, trzymając w dłoniach transparenty, bez trudu przeszliśmy przez podwórko dzielące bramę ministerstwa od drzwi wejściowych, pomimo protestów straży. Ministerstwo to urząd publiczny, nie jest łatwo jednak petentom wejść do środka. Ochrona obiektu zamknęła przed nami drzwi, każąc czekać na ewentualną wolę spotkania z nami którejś z wyżej postawionych osób. Wolę taką, (lub być może niechętną zgodę, tego nie wiemy) wyraził dyrektor Departamentu Ochrony Przyrody, pan dr inż. Jan Wróbel. Przyjął w swoim gabinecie trzy osoby z „Pracowni” oraz troje dziennikarzy, którzy reprezentując tak poważne media jak Wiadomości pr. I TVP, Gazeta Wyborcza i „Dzikie Życie” wpływali na przebieg rozmowy z pewnością stymulująco. Pan dyrektor przyjął stertę podpisów i oświadczył, że nie przewiduje powstania Turnickiego Parku Narodowego w roku 1997. Nie widzi podstaw do tworzenia tego parku: „Brak na jego terenie wystarczających walorów przyrodniczych. Jest zaledwie trochę pojedynczych, dużych drzew, ale generalnie drzewa są wg. pana dyrektora za młode. Poza tym nie ma na to pieniędzy (dowiedzieliśmy się, że roczny koszt Turnickiego Parku Narodowego byłby rzędu 16–18 miliardów starych złotych), samorządy gminne się nie zgadzają, a co najważniejsze, a czego my nie dostrzegamy, to to, że każdy nowy park narodowy oznacza wyłączenie z produkcji (!). Tymczasem przedsiębiorstwo Lasy Państwowe jest w kiepskiej kondycji finansowej („z powodu przeinwestowania”) więc ratuje się jak może (dębami z Puszczy Białowieskiej na przykład – red.). Na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o tworzenie nowych parków jest Mazurski, tytko że tam, w gminie Piecki są kłopoty z miejscową ludnością; „może byście się tym zajęli?” – zapytał Pracownię pan dyrektor. Uśmiechnęliśmy się znacząco, co zresztą dyrektor Wróbel w mig zrozumiał. Stary, dobry argument, z którym spotykamy się zawsze i wszędzie: dlaczego zajmujecie sie tym, a nie czymś innym? Odpowiadając na propozycję przypomnieliśmy jaką politykę stosują Lasy Państwowe wobec ludności miejscowej wszędzie tam, gdzie zanosi się na park narodowy. Opowiedzieliśmy o straszeniu wyrzuceniem z pracy, redukcją etatów, zamknięciem lasu, zakazem zbierania jagód, grzybów i drewna na opał i o metodzie zbierania podpisów przeciw parkowi „za wódkę”. Pan dyrektor Wróbel wyraził oburzenie, potępił tego typu działania oraz oświadczył z naciskiem: „Utworzenie Parku Narodowego nigdy nie powoduje strat materialnych i bytowych u ludności miejscowej. Nie powoduje zmniejszenia etatów, wręcz przeciwnie, przynosi konkretne korzyści, czego dowodem jest utworzony niedawno Magurski Park Narodowy. Natychmiast po uzyskaniu statusu parku narodowego teren ten zaczął być intensywnie odwiedzany przez turystów i zyskał na popularności. Teraz inicjatywa należy do mieszkańców, aby zacząć na turystach zarabiać. Przyjęliśmy to oświadczenie z satysfakcją. Równie mile, a może nawet bardziej, było usłyszeć podziękowania za kampanię w obronie Puszczy Białowieskiej, bez której nie doszłoby do powiększenia istniejącego parku. Ministestwo jest świadome, tak twierdzi pan dyrektor, że to dopiero pierwszy krok w kierunku ochrony całej puszczy, niestety przeszkodą w tym procesie zdają się być „względy ambicjonalne”. Niemniej jednak w roku 1997 mają zaistnieć dalsze kroki (!). Byle nie takie jak wprowadzone niedawno zmiany w białowieskim moratorium, zastrzegliśmy. Tu nie było komentarza.

Ewidentnie ministerstwu brak motywacji do działań w kierunku utworzenia TPN. Obiecaliśmy, że postaramy się tę motywację wzbudzić. Politycy i urzędnicy niejednokrotnie dawali nam do zrozumienia, że do podejmowania decyzji potrzebują tzw. presji społecznej. Obiecaliśmy, że zapewnimy taką presję. Aby nie być gołosłownym wzywamy wszystkich, którym na sercu leży los arłamowskich lasów: w listopadzie ma odbyć się posiedzenie Państwowej Rady Ochrony Przyrody, która ma zdecydować o tym, które i ile z projektowanych parków narodowych mają być zatwierdzone w roku 1997. Piszcie do przewodniczącej Rady pani prof. Ewy Symonides (Wydział Biologii UW, ul. Oboźna 8, 00-972 Warszawa). Mamy prawo domagać się wyłączenia wszystkich obszarów przyrodniczo cennych z produkcji. Lasy arłamowskie są niewątpliwie jednymi z nich.

Wszyscy mamy prawo wpływać na to, ile naszych pieniędzy ma być przeznaczone na ochronę przyrody w Polsce.

Marta Lelek